Louis pov*
Od godziny siedzę na jakimś spotkaniu w sprawie Harrego i Nialla. Kompletnie bez sensu, ale powiedz to Harremu. Dostał od Nialla ,to musi się mścić. Oprócz nas było tu jeszcze kilku kolesi, z których dwóch nawet nie znałem. Chłopaki zostali już dawno wywaleni z sali, a teraz wszyscy debatowali nad tym, co zrobić. Ja wstrzymywałem się od głosu. Niech sobie sami decydują. Spojrzałem na swój telefon. Niech ktoś do mnie napisze, bo ja tu umrę z nudów.
-To co? Wołamy ich?-spojrzałem na Liama, a on tylko kiwnął głową.
Chwilę później zobaczyłem obydwóch. Jeden miał chęć zabić drugiego i na odwrót. Wiedziałem, że gdy Harry usłyszy karę, to się wścieknie, ale nie obchodziło mnie to.
-Więc ze względu na okoliczności....-zaczął mówić nasz szef.-Zawieszamy Nialla na sześć najbliższych akcji i zabraniamy możliwości wynagrodzenia za dwie kolejne.
-Co kurwa! Taką karę to ja dostawałem w przedszkolu.
-Ty chodziłeś do przedszkola?-odezwał się blondyn, na co reszta się zaśmiała.
-Zamknij się. On powinien wylecieć z gangu! Szczeniak nie będzie mi podskakiwał! Wstąpił do niego, jako ostatni.
-Uspokój się Styles. Wywalenie byłoby za rygorystyczne, patrząc na okoliczności. Druga sprawa, z tego co wiem, bardzo wam pomaga, jeśli chodzi o sprawy techniczne, prawda? Bo raczej ty się nie rzucasz, do namierzania kogokolwiek.
-Bez niego też sobie poradzimy. Nie pozwolę sobie, żeby mnie wkurwiał i tak się stawiał.
-Jesteście jednością. Nie chcę słyszeć, że bez jednego z was sobie poradzicie. Zabraknie jego, nie będziecie mieli nikogo od spraw technicznych, zabraknie Zayna, nie będziecie mieli nikogo od zadań specjalnych.
-Proszę cię. Myślisz, że ja nie umiem strzelać, jak on?-Styles dalej się wykłócał, a ja spojrzałem na Zayna, który się uśmiechnął. Każdy dobrze wiedział, że Malik powaliłby Stylesa na kolana, jeśli chodzi o to.
-Naprawdę? Chętnie popatrzę, jak robisz to co on. I z tym samym skutkiem.Przestań się stawiać, bo na końcu ty dostaniesz karę.
-Pierdolcie się. Mam was w dupie-powiedział wściekły i wychodząc specjalnie potrącił blondyna.-Z tobą jeszcze nie skończyłem.
Styles chlasnął drzwiami i sobie poszedł. Na miejscu Nialla bym się zastanowił, bo Harry nie wyglądał jakby żartował. A każdy wie, że lokowaty jest nieobliczalny. Chwilę pogadaliśmy z resztą, aż w końcu wróciliśmy do domu. Harrego nie było, co jeszcze bardziej wszystkich denerwowało. On jeszcze dzisiaj coś zrobi. Tylko mam obawy do tego, co on chce zrobić. Wszedłem do kuchni, gdzie zobaczyłem jak Niall i Layla się całują.
-Sorry, że wam przerwałem-zaśmiałem się, na co Niall odpowiedział mi uśmiechem.-Wiesz, że on się jeszcze bardziej wścieknie, jak się o tym dowie?
-O czym?-Layla na mnie spojrzała.
-No, że jesteście razem. On coś kombinuje, ja to wiem. Oczywiście nie żebym was straszył, tylko mówię.
-Ah jakby to powiedzieć. Mam na niego wyjebane. Nie wiem, co się z nim ostatnio dzieje. Jeszcze przed Mią taki nie był.
-Aniołem to on nie był nigdy, ale fakt, że ostatnio mu odwala szczególnie-zacząłem bawić się palcami.On chyba nie wie, co go teraz czeka.
-Zawsze mogę mu znowu nawalić. Jak widać z moją nogą jest już dobrze, a on miał nadal pozawijaną rękę. Ilość mięśni o niczym nie decyduje.
-Oj nie zawsze-mrugnąłem do Horana i wyszedłem z kuchni.
Postanowiłem poszukać Mii. Nie było jej w dwóch pierwszych pokojach, więc otwarłem drzwi od sali kinowej. Też jej nie było. Co za dziewczyna, wiecznie ją szukam. W łazience pusto. Zacząłem już podejrzewać, że mi spierdoliła, ale to jest niemożliwe. Wyszedłem do ogrodu i zobaczyłem ją w basenie. Musiałem się z nią minąć w domu. Podszedłem do rantu basenu, a chwilę później do mnie podpłynęła.
-Chodź, jest ciepła.
-Ona nawet zimą jest ciepła-mruknąłem do niej.-Nie mam ochoty.
-To pomóż mi wyjść.
Za nim pomyślałem, co ona chce zrobić, już byłem cały mokry. Spojrzałem na nią, a ona się tylko śmiała. Już jej minęło fochanie się na mnie? Szkoda, bo teraz to ja jestem wkurwiony.
-Wiesz, zmieniłeś podejście do mnie. Na początku byś mnie za takie coś zabił.
-A kto powiedział, że nie chcę tego zrobić teraz, co?-powiedziałem przez zaciśnięte zęby.-Powinienem ci teraz tak nawalić, że mnie popamiętasz.
-Nie zrobisz tego-zanurkowała pod wodę, a ja z powodu, że i tak byłem mokry, zdjąłem tylko koszulkę i zrobiłem to co ona. Dogoniłem ją przy końcu basenu. Mia zaczęła szybciej oddychać. Ciekawe tylko czy przez to, że szybciej płynęła, czy przez małą odległość, która nas dzieliła.
-Dlaczego miałbym tego nie zrobić?
-Bo gdybyś chciał, już dawno byś to zrobił.
- A może zostawiłem to na później.
-To to teraz zrób-dziewczyna wzdrygnęła ramionami, a ja się uśmiechnąłem. Mała sprytna żmija.
-Masz coś ostrego? Albo cokolwiek.
-Niestety nie-szepnęła do mnie.
Spojrzałem na jej usta. Dzieliły nas centymetry, a ja znowu chciałem ją cholernie pocałować. Po raz kolejny się poddałem. W mgnieniu oka przyciągnąłem ją w pasie i złączyłem nasze usta. Nie opierała się. Pogłębiłem pocałunek, bo nie lubię zbytnio tych delikatnych. Wolę te namiętne.
-Nie powinieneś tego robić-Mia zmarszczyła brwi.-Jesteś świnią....
-Nikt nie powiedział, że znowu zrobiłem to dla pożądania.
Znowu delikatnie musnąłem jej usta i zobaczyłem, jak Mia się uśmiecha. Polubiłem ten jej uśmiech.
-Chodź. Pościgamy się.
Wyszedłem z dziewczyną z basenu, stając na krawędzi. Jedna długość basenu starczy. Na znak wskoczyliśmy równo do wody. Nie widziałem, gdzie płynie dziewczyna dopóki nie znalazła się minimalnie przede mną. Dotknąłem ściany basenu i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem ją obok.
-Przyznaj się, że pływałaś już.
-W szkole byłam w drużynie pływackiej. Nie pytałeś o to-uśmiechnęła się, widząc mój wzrok.
Kilka minut później już jej nie było w basenie. Wyszła i poszła w stronę domu, a ja pozbierałem rzeczy z trawnika i poszedłem w jej ślady. W środku zobaczyłem, jak rozmawia z Lylą, więc jej nie wołałem. Przechodząc, rzuciłem tylko na jej głowę ręcznik. Coś mi odkrzyknęła, ale nie słyszałem dokładnie słów. Przebrany i wysuszony, położyłem się na łóżku, kładąc laptopa na kolana. Włączyłem ekran, jednocześnie ukazując pulpit. Spojrzałem na ikonę z podpisem Mia James. W sumie wszystko już przeczytałem, mam ją w małym palcu. Choć nie. Nie zamieścili tam informacji o tym, co się stało kilka dni temu, gdy wracała do domu. Jedyna rzecz, której nie wiem. Już miałem iść na dół, gdy zobaczyłem cień w ogrodzie. Czyżby ktoś się szwędał? Wziąłem pistolet spod łóżka i podszedłem do okna. Nikogo nie było. Widocznie to nasze psy, ale na wszelki wypadek sprawdziłem czy zabezpieczenia są włączone. Uspokojony zszedłem na dół i co? Znowu trafiłem na całujące się gołąbki.
-Serio? Znowu, to wygląda jakbym was prześladował-zaśmiałem się, udając złego, na co Niall pokazał mi fakesa.
-Jeszcze kilka dni, a powiem to samo o tobie i Mii-spojrzałem na Laylę, która wiedziała, że mnie ma.
-Może nie będziemy razem? Tylko tak się całujemy.
-Nie wierzę w to. W końcu dopuścisz to uczucie. Powiem ci, że nie będziesz żałował-blondyn do mnie mrugnął, a ja tylko się uśmiechnąłem.
Właśnie o to chodzi. Boję się, że nie będę żałował i się zmienię. A ja chcę być taki, jak teraz. Usiadłem zrezygnowany w salonie. Przesiedzę tu dwie godziny, oglądając mecz, a później idę spać. I nikt mi nie przeszkodzi. Rzuciłem się na mój ulubiony fotel. Takie życie to ja rozumiem. Po jakimś czasie przyszła Mia. Była znudzona, ale żadne z nas nawet nie wiedziało, co się stanie. Kilka minut później usłyszeliśmy krzyki i hałas. Spojrzeliśmy na siebie. Gdy już miałem wstawać, do salonu wleciał Niall i Harry. Tuż za nimi była wystraszona Layla. Powód? Styles mierzył do blondyna z broni. O kurwa! Momentalnie wstałem i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to to, że on jest zalany w trzy dupy.
-Wow wow wow, Harry bracie spokojnie.
-Odsuń się, do ciebie nic nie mam. Tylko on ma przejebane.
-I co ci to da!? Zabijesz go, a ona nie będzie twoja. Nic nie wskórasz. Odłóż to i się uspokój.
-Nie kurwa!Mam go dosyć! Od początku zawsze wszystko mi psuje. Idealny frajer prawda? To może ja sobie strzelę, bo potrzebny nie jestem.
-Harry o czym ty gadasz. Słyszałeś, że jesteśmy....
-Nie pierdol. Takich jak ja jest pełno-wydarł się, a ja poczułem gulę w gardle. Nie jest za dobrze.
-Styles weź się ogarnij. Czy ja coś mogę na to, że się w niej zakochałem-usłyszałem Nialla i kiwnąłem mu tylko, żeby się nie odzywał.
-Milcz Horan, bo ci łeb odstrzelę.
W tym samym momencie załadował pistolet. Jeden ruch i będzie po sprawie. Nie miałem już żadnych argumentów. Nie miałem już nic. Patrzyłem jak debil, czekając na to co się ma zdarzyć.
-Coś jeszcze na pożegnanie blondasku?-Harry zrobił krok w jego stronę, a on przełknął nerwowo ślinę, wyciągając ręce w górę.-Nie? To kończymy sprawę.
-Harry-usłyszałem krzyk i zobaczyłem Mię w wejściu. Zrobiła to specjalnie, żeby Styles się odwrócił. Na szczęście Niall zdążył wygiąć mu rękę i w ten sposób pozbyliśmy się pistoletu z dłoni lokowatego. Odetchnąłem, kąpiąc go w stronę Mii. Dziewczyna podniosła go nerwowo. Pierwszy raz miała takie coś w ręce.
-Ty mała suko, zapłacisz za to-syknął w jej stronę i po mimo tego, że był przytrzymywany, Mia z lekka się wystraszyła.
-Wybrałeś zły moment. Jesteś najebany, a ja z łatwością bym cię znowu skopał-warknął Niall do Harrego.
-To zrób to cieniasie. Jesteś za cienki.
-Nie zrobię tego. O wiele więcej radości mi sprawi, gdy to zrobię na równych szansach.
Niall go puścił i poszedł na górę z Laylą. Harry zasnął na ziemi. Pewnie nawet nie zapamięta. No nieźle, nieźle. Z mojego oglądania meczu nici. Muszę później sprawdzić wynik. Zgasiłem światło w
salonie i poszedłem do swojego pokoju. Nic mi więcej nie zostało. Mia stała przy oknie w o wiele za dużym swetrze. Spojrzałem na jej długie nogi. Kurwa. Ona jest seksowna.
-Jesteście zdecydowanie popapranymi ludźmi. Ja się boje tu mieszkać. A was to bawi?
-Przestań. Sama wiesz, że tylko te ostatnie dni są dziwne. Przecież ogólnie nic się nie działo, a Harry taki nie jest. Za dużo wypił-okręciłem dziewczynę i oparłem się o parapet z obu stron jej ciała.
-A co będzie jeśli ty za dużo wypijesz?
-Już widziałaś-zaśmiałem się, ale ona zrobiła minę w stylu mnie to nie bawi.-Nie martw się. Jakoś tobie nic nie zrobił.
-Dzisiaj! A ogólnie to bym książkę napisała.I to nie tylko o nim-mruknęła, unosząc brwi.
-Upsik?-podniosłem ręce do góry, śmiejąc się.-Taki jestem i będę. No sorry. Nie chciałem ci robić takich rzeczy.
-Nie chciałeś? Ja mam inne wrażenie.
-No właśnie, a ja do dzisiaj nie wiem, co się stało tego pewnego dnia.
-Nie wiem , o co ci chodzi.
-Ja myślę, że wiesz-cmoknąłem ją w szyję.-Dzisiaj ci nie odpuszczę.
-Nie rób, bo to łaskocze. Nie ważne, co się stało.
-Powiedz, bo cie nie wypuszczę. Płakałaś wtedy, co się stało?
-Spadaj Louis-dziewczyna chciała uciec, ale znowu ją przyciągnąłem i po raz kolejny dzisiaj pocałowałem.Na początku się wyrywała, ale odpuściła i oddała pocałunek. Delikatnie złapałem jej twarz w dłonie. Kocham jej usta na moich. Pasują idealnie.
-Czy ty mnie właśnie zmusiłeś do pocałunku?
-Czy tobie się właśnie znowu podobało?
-Spierdalaj-pokazała mi fakesa i ruszyła w stronę łazienki.-To nie jest normalne, a ty jesteś porąbany.
W tym czasie co ona się kapała ubrałem bokserki i usiadłem na skraju łóżka. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. Wiadomość od Jacoba. Szybko sobie przypomniał.
Od:Jacob
Jutro godzina 22:00 to samo miejsce.Nie pęknij znowu.
Odłożyłem telefon na szafkę. Ciekawe kto tu pęknie. Nie słyszałem już płynącej wody, więc stwierdziłem, że dziewczyna zaraz wyjdzie. Kilka minut później zobaczyłem ją w piżamie.
-Więc co?
-Jajco, idziemy spać-odpowiedziała, a ja zmarszczyłem czoło. Co jej się stało? Nagle zmienia nastawienie? A to niby ja jestem bipolarny.
-Dziewczyno, czy ja ci wybiłem rodzinę? Kilkanaście minut w łazience, a ty chcesz mnie ukatrupić. Czyżbym musiał znowu cię pocałować?
-Czy ciebie to śmieszy? Mnie nie. To chore. Nie chcę tak żyć. Ty mnie całujesz, a nawet nie jesteśmy przyjaciółmi.
-Nie takie było pytanie.
-Wali mnie to. Mówię o czymś ważniejszym.
-OK. Ty mi powiesz o tym co się stało, a ja ci odpowiem, pasi?
Dziewczyna usiadła na łóżku i na mnie spojrzała. Widać było, że jest jej trudno.Wzięła głęboki wdech i zaczęła:
-Mój ojciec na mnie trafił. A że było to krótko po tym, jak.......jak mnie zabraliście z klubu, to chciał mnie znowu zaciągnąć-zobaczyłem, jak dziewczynie zaczynają lecieć łzy.-Zaczął mnie wyzywać, że jestem dziwka i powinnam tam wrócić, że tam moje miejsce. Ogólnie powiedział na mnie tyle słów, że nawet nie wiem skąd on je umiał. Myślałam na końcu, że ma racje. Że jestem nic nie warta. Gdy po raz kolejny mnie chciał zaciągnąć, kopnęłam go i zaczęłam biec. Wleciałam do domu, sytuacja z Harrym i wszystko już wiesz.
-Czemu ty się boisz? On ci tu nic nie zrobi.
-Nie możesz być pewny. Nie wiesz,jaki on jest-pisnęła, patrząc na ścianę. Byle jaki on nie jest, na mnie nie robi żadnego wrażenia. Frajer i koniec.
-Byle jaki nie jest, nic ci nie zrobi. Jesteś tu bezpieczna.
-Z wami? Jak dzisiaj?
Zacząłem się śmiać pod nosem i zgasiłem lampkę.Zaraz się zacznie. Nakryłem się kołdrą, gdy usłyszałem pierwsze pytanie.
-Ej a ty?
-No widzisz, jestem zmęczony-szepnąłem.
-Świnia zasrana, wiedziałam, że coś zrobisz-walnęła mi z pieści w plecy.
-Mia nie przeginaj.
-Wal się, miałeś mi odpowiedzieć w zamian za moja odpowiedz. Zasraniec z ciebie.
-Znasz mnie, było się domyślić-powiedziałem chłodno, powoli tracąc nerwy. Tyle co mam z nią utrucia, nie miałem przez całe życie. Najchętniej bym jej coś zrobił.
-Kutas do entej potęgi.
Okręciłem się i zatkałem dziewczynie buzie. Mogłem zakładać, że patrzy na mnie wściekła. Unieruchomiłem jej nogi oraz ręce, aż w końcu się uspokoiła.
-Przestań kurwa tak na mnie mówić. Jesteś dla mnie smarkaczem.
-Proszę cię-syknęła sarkastycznie.-Jebane trzy lata, za to czym innym to mi za grosz nie dorównujesz.
-Te trzy lata robią różnicę. Jesteś młodsza, a jak to mówili rodzice, starszych się słucha smarkaczu.
-Przestań mówić do mnie smarkacz-chciała mnie z siebie zepchnąć, ale skończyło się na chęciach. Dalej wbijałem w nią wściekły wzrok. Niech się opanuje, bo jak nie wytrzymam to jej coś zrobię. Będzie to tylko jej zasrana wina.
-Nie przestanę, bo ty sama na mnie mówisz gorsze rzeczy. Chyba zaczynam rozumieć, o co chodziło twojemu ojcu.
-Dzięki-szepnęła już spokojniej.-Następna osoba do kolekcji. Jesteś taki sam, jak on. Taki sam parszywy i jebany dupek, który nie umie szanować dziewczyn. Wolę iść mieszkać...
-Mia zamknij mordę, bo ci coś zrobię.
-Nie. Sam nic nie znaczysz. Mam cię dosyć od samego początku. Nie mam zamiaru cię słuchać. Jesteś najgorszą osobą, jaką spotkałam w swoim życiu....
Gdy dziewczyna dalej mówiła, jaki to jestem, nie wytrzymałem. Uniosłem rękę i ja spoliczkowałem. Nie miałem ani grama współczucia. Dziewczyna złapała się za palące miejsce, żeby po chwili zaczął łkać. Niech kurwa ryczy.
-Ostrzegałam, a mnie się słucha-powiedziałem schodząc z niej. Teraz może lecieć się pożalić, ale do mnie niech się nie zbliża.
-Kutas. Nie chcę cię widzieć. Jesteś moim koszmarem. Mogłeś mnie zabić, przynajmniej bym cię nie oglądała. Nie wiem, co widzę w tych pocałunkach. Już dawno powinnam ci coś zrobić. Miałam wiele okazji. Nie będę z tobą spała chamie-wykrzyczała w moją stronę, ściągając poduszkę z łóżka.
-To wypierdalaj. Nikt cię tu nie potrzebuje.
Wyszła, trzaskając drzwiami, a ja w ciszy się położyłem. Miałem głęboko w dupie, gdzie poszła, gdzie będzie spała i wszystko inne. Tak nie wkurzyła mnie jeszcze żadna dziewczyna. Nie dość, że mi się stawia i pyskuje, to jeszcze nie umie uszanować, że pozwoliłem jej spać na MOIM łóżku. Po kilku minutach zasnąłem ze zmęczenia. Byłem wściekły w trzy dupy, a jutro będzie jeszcze gorzej.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Już na BL napisałam o pewnej sprawie, która tyczy się też FD. Następny rozdział pojawi się, gdy pod tym będą trzy komentarze. No chyba, że nikt nie czyta tego bloga, to nie widzę sensu, żeby pisać dalej.

Lou... nie!!!! Co za cham... Czekam na następny.
OdpowiedzUsuńLouis coś ty zrobił ! Zabiję go kiedyś-przyrzekam.
OdpowiedzUsuńO matko, miałaś rację, że zacznie się dziać xd Kocham to, pisz dalej i czekam na nn :*/Monika
OdpowiedzUsuń