Rozdział 26
Mia pov*
Chodziłam wkurzona po domu. Zasrana podła świnia. Mam go w dupie. Nie mam do niego za grosz szacunku. Obiecał, że mi powiem, a mnie wykorzystał. Jeszcze to spoliczkowanie-nie, on przegiął. Naciągnęłam bluzkę na kolana i zaczęłam się bujać. Przypomniało mi się, że robiłam tak samo w dzieciństwie, gdy.....dobra nieważne.
-Widzę, że nawet cechy smarkacza na ciebie przechodzą-usłyszałam za sobą Louisa, który był arce rozbawiony. Nie odezwałam się, nie miałam takiego zamiaru, aż mnie kolejny raz obraził.
-Spierdalaj ode mnie.
-Spokojnie, tylko spokojnie-zaczął udawać, że uspokaja mnie jak zwierze.-Chcesz nagrodę, to bądź spokojna. Chyba, że nie chcesz.
-Za chwile ci coś zrobię, bo mnie to nie bawi idioto.
-Mnie wręcz przeciwnie-zaśmiał się i zabrał jabłko z miski.-Jesteś słodka, gdy się złościsz, ale powiem ci, że masz liczyć się ze słowami, bo znowu oberwiesz.
-Myślałam, że się mnie wszyscy boją? A tu nagle taka niespodzianka.
-Wyobraź sobie małego agresywnego tygrysa. Jesteś tak samo słodka. On chce być groźny, a jest mega słodki czyż nie?
Zmrużyłam na niego oczy. Zaczyna mnie denerwować i to bardzo. Odwróciłam się plecami do tego parszywego debila. Jak szło się spodziewać, zrobił kilka kroków i znowu go oglądałam.
-Mówiłam ci już , jak cię nienawidzę. Denerwujesz mnie ciągle. Jesteś kutasem. Umiesz mnie tylko bić. Zostaw mnie, bo sobie sama coś zrobię.
-Ale ty mnie kochasz słonko-cmoknął do mnie.
-Przez twoje zachowanie nie i mówię to serio-syknęłam do niego, zgodnie z tym co myślałam.
Może i mi się podoba, ale nie jest to uczucie, jak kilka dni temu. Chyba miałam zwykłe zauroczenie, jak każda nastolatka. No pech, przeszło mi na szczęście.
-Ranisz mnie Mia, naprawdę. Wracając do twoich słów, ja czekam aż sobie coś zrobisz. Przynajmniej będę miał czyste ręce-zabolało mnie to cholernie. Może i nie byłam z nim blisko, ale mnie to zabolało. Kolejne raniące słowa.
-Daruj sobie. Nie chcę cię oglądać.
-A buzi dasz? Tak na zgodę? Nie gniewaj się.
-Nie dam ci.Zadzwoń po tą dziewczynę, co ostatnio-wyleciałam z tym tekstem ,nawet nie wiem kiedy. Widocznie jego to nie ruszyło.
-Wolę twoje usta. Są takie pełne, lekko malinowe.....
-Liczę do trzech i nie chcę cię widzieć....raz...dwa...
-Dobra, dobra, już sobie idę. Tylko mnie nie bij.
Louis wyszedł, a ja mogłam pobyć sama. Boże.......na początku się w nim kocham, a teraz mnie cholernie denerwuje. Po prostu życie Mii.Nie wiem ile tak przesiedziałam, ale trochę mi zajęło. Gdy poczułam, że jestem głodna, poszłam do kuchni. Co tu sobie zrobić.......omlety. Wyciągnęłam miskę i wbiłam do niej jajka, dodając paprykę i jeszcze kilka produktów. Wymieszałam wszystko dokładnie po czym wylałam to na patelnie. Nie trwało długo, a już siedziałam przy stole i jadłam. Łyknęłam trochę soku i w tym samym momencie do kuchni wszedł Louis.
-Czy ty mnie chcesz wkurzyć do końca?-powiedziałam, mierząc go wzrokiem, jednocześnie uderzając ręką o blat.
-Wszedłem do swojej kuchni kochanie. Nie zabronisz mi tego, nie?
-Nie jestem kochaniem dla ciebie.
-Będziesz dla mnie tym, czym będę chciał-warknął w moją stronę.-Jak ci dzień minął? Bo u mnie wesoło ci powiem.
-Wesoło? Na wkurzaniu mnie, rozumiem-pokiwałam głową, a on się uśmiechnął.
-Czemu jesteś dla mnie taka oschła? Już nie pamiętasz, jak za to oberwałaś wczoraj?
-Jak mam być szczera, to chyba było głupie zauroczenie, bo jakoś już mnie tak do ciebie nie ciągnie.
-Mhmmm czyli się nie obrazisz, jeśli spotkam się z jakąś dziewczyną-chłopak zrobił nawias palcami, a ja na chwilę zwolniłam ruch ręki w stronę buzi.
-Nie-powiedziałam po chwili zawahania.-Rób co chcesz.
-Ok kociaku-chłopak poczochrał moje włosy, a ja nawet nie zdążyłam strzepnąć jego ręki.
-Nie jestem żadnym kociakiem.
Spojrzałam na niego zła, a po nim to spłynęło. Czy on nie rozumie, że mnie wkurwia? Te teksty to może sobie w dupę wsadzić. Zjadłam do końca swoje jedzenie i wróciłam do salonu. Najchętniej bym go uderzyła. Mam dość jego jebanych tekstów.
-Czy ty nie możesz iść gdzie indziej?-usiadłam obok Louisa, który specjalnie został w salonie.
-Nie? Chcę oglądnąć jakiś mecz.
-Louis bądź szczery. Dlaczego ty mnie tak denerwujesz?-poddałam się, prawie płacząc. Ja już powoli nie wytrzymuję.
-Bo jesteś słodkim kociakiem. Jednocześnie smarkatą cwaniaczką.
-Z jednej strony bym ci walnęła, ale z drugiej jest miłe to co mówisz. Jednak fakt, że nie potrafisz być miły mówi, że ćpałeś albo piłeś.
-Ani jedno ani drugie. Nie posądzaj mnie kobieto.
Mruknęłam ciche aha pod nosem i spojrzałam na telewizor. Mecz mnie wcale nie ciekawił. Zero ekscytacji porównywalnej do tego co odwalał Louis. Spojrzałam na niego, jak na debila, gdy po raz kolejny zaczął skakać po kanapie.
-Uspokoisz się?!
-Jak mi dasz buzi.
-To sobie poskaczesz-pokazałam mu środkowy palec i wyciągnęłam telefon, żeby się nim pobawić.
Odblokowałam go, wpisując hasło, a moim oczom padła nieodczytana wiadomość. Nie miała nadawcy, co mnie jeszcze bardziej zdziwiło. Otwarłam ją i myślałam, że się zabiję.
,, Kontakty z Louisem nie będą dla ciebie za dobre. Mam dla was niespodziankę, zadbałem o to, żeby była bombowa''
-T
Wsadziłam telefon do kieszeni. Co to miało do cholery być? Ktoś sobie robi żarty, bo mnie to nie bawi. Spojrzałam na Louisa, nie miał telefonu, więc to nie on.
-Coś ty taka wystraszona?
-Ja? Wszystko ok, zdaje ci się.
-Chyba nie. Wyglądasz jakby cię ktoś wystraszył-zobaczyłam uśmiech Louisa.
-Nie wymyślaj. Oglądaj, jak chciałeś.
Kim do cholery jest ''T''? Nie znam żadnej takiej osoby. Wzięłam głęboki wdech. Zdenerwował, a raczej wystraszył mnie ten esemes. Najgorsza była druga część. ''Bombowy prezent''-co to ma znaczyć. Ale z drugiej strony czym ja się martwię, jest tutaj masa zabezpieczeń. Nic się nie stanie. Sam Louis to powiedział. Jestem bezpieczna.
-Zamknij okno, bo jest zimno-mruknęłam do chłopaka, a on spojrzał na mnie, jak na jakąś chorą. Czy ja coś zrobiłam? Niech się cieszy, że po wczoraj się do niego odzywam.
-Coś ci się stało? Okno jest zamknięte, a tu jest aż za ciepło, jakbym miał być uszczypliwy.
-Nic nie jest.
-A jednak. Nie zachowujesz się normalnie.....jak na ciebie-dodał, a ja już nie wytrzymałam i pacnęłam mu w ramię z ręki. Momentalnie się cofnęłam, gdy
zobaczyłam jego spojrzenie. Niech się pierdoli nietykalny frajer.
-Jestem tu na pewno bezpieczna? Są włączone zabezpieczenia?-podeszłam do okna i spojrzałam na ogród. Był spokój.
-Tak. Co ci odbija?
-Na pewno?
-Kurwa co ci dzisiaj jest. Od tego uderzenia ci się do końca poprzewracało w głowie?
-Nic. Tylko się pytam.
-Kto by się bał takiego smarkatego kociaka-Louis zaczął się śmiać, a ja do niego podeszłam i popchnęłam na kanapę. Wkurwiłam się na chłopaka. Po prostu nie wytrzymałam.Próbowałam mu coś zrobić, ale po mimo tego, że na początku wygrywałam, to złapał moje ręce i je unieruchomił. Byłam za blisko niego, za blisko. Patrzyłam w jego oczy i w sumie dobrze, że wszedł Liam, bo pewnie znowu Louis by mnie pocałował.
-Nie krępujcie się. Mnie tu nie ma.
-Proszę cię. Chciałam mu tylko walnąć-parsknęłam i poprawiłam włosy.-Cały czas gada na mnie kociak, smarkacz i kochanie, a wczoraj mnie uderzył i wywalił z pokoju.
-Nie mogę? Mam zacząć jak Harry, zawsze mogę się zrobić gorszy.
-Nie, ale nie mów kochanie i skarbie. Nie jesteśmy.....
-Jeszcze nie-Louis do mnie cmoknął, a ja zaczęłam się śmiać. Był to śmiech sarkastyczny. On będzie mi pierdolił, że będziemy razem.
-Cisza!-krzyknął Liam, a my na niego spojrzeliśmy.-Cicho....słyszycie......coś pika.
Moje serce się zatrzymało. Bombowa niespodzianka to bomba do cholery. Spojrzałam na Louisa. Szukał źródła dźwięku z chłopakiem. Oni mnie zabiją, jak się dowiedzą. Dlaczego ja się nie domyśliłam. Dlaczego.
-Louis-pisnęłam.-Ja.....
-Cicho Mia. Cicho do cholery. Nagle ci się zachciało być miłą?
Chłopak podszedł do okna i je otwarł. Momentalnie się cofnął i za nim rzucił mnie za kanapę, zdążyłam zobaczyć, jak Liam ucieka za ścianę. Sekundy później usłyszałam ogromny huk. Złapałam się za uszy. Bolały i to mocno. Byłam oszołomiona i czymś przyduszona. Bolało mnie w sumie wszystko. Poczułam jakąś ciesz na moim policzku. Płakałam z bólu, jaki panował w moim ciele, a już na pewno w uszach. Dopiero teraz zauważyłam, że leży na mnie Louis.
-Mia-klepnął mnie w policzek, a ja pokiwałam głową na boki.
-Nie rób mi, zostaw mnie.
-To przejdzie. Zaraz będziesz normalnie słyszała-chciał to powiedzieć z troską, ale wyszło jak zawsze. Czyli normalny zimny i oschły Tomlinson. Chwilę później zobaczyłam, jak chce się podnieść, ale nie może. Coś, a raczej szafa go blokowała. Była oparta na kanapie. Jednak umiał pomyśleć, żeby nas za tym schować.W tej samej chwili Liam uniósł szafę z pomocą Zayna. Pomogli wstać Louisowi, a ja ze względu na dobry stan, zrobiłam to sama. Nadal cholernie świszczało mi w uszach, więc znowu je zatkałam. Wzięłam kilka wdechów i zobaczyłam salon, a raczej to co z niego zostało. Na szafie, która wisiała nad nami, były kawałki szkła. Czyli Louis osłonił mnie też przed oknem, które wysadziło. Z resztą wysadziło cały salon, a to też moja wina. Mogłam mu powiedzieć, teraz mnie za to zabije. Zobaczyłam wystraszoną Laylę i Nialla, który rozmawiał z chłopakami.
-Coś ci się stało?
-Nie-spojrzałam na chłopaka, który ewidentnie lewo stał na nogach.
-Dziękuję by wystarczyło-mruknął, a ja wróciłam do rozmowy z blondynką. Złapała mnie za rękę i poczułam, jak mnie zaczęła szczypać. Miałam przeciętą tuż nad nadgarstkiem.
-Louis mówisz? No,ale ok. Na pewno jesteś cała? Co to było?
-Bombę ktoś podłożył. Ze mną ok, tylko mi w uszach dzwoni, a to denerwuje. Później coś ci pokażę-szepnęłam do niej, a Layla tylko kiwnęła głową.
-Wiesz kto to?
-Nie, skąd ja. Nawet oni nie wiedzą.
-Może i nie wiemy, ale idiota już nie żyje-warknął Louis, gdy po raz kolejny Liam wyciągnął mu ostatnie szkło z ciała.
-Louis ja.......-po raz kolejny chciałam mu powiedzieć o wiadomości, ale znowu mi przerwał.
-Nie mam czasu Mia. Zostaw nas, już.
Mruknęłam pod nosem ciche super i poszłam do swojego pokoju. To moja wina. Rozwalony salon, pokiereszowany Louis, a ciort wie, czy coś nie wysadziło w ogrodzie. Chwilę później przyszła Layla.
-No więc co chciałaś?
-Chwilę przed tym, gdy wybuchła ta bomba czy coś, dostałam wiadomość.
Podałam jej telefon, a dziewczyna po przeczytaniu esemesa, spojrzała na mnie. Wiedziała, jaka jest sytuacja. Louis mnie zabije. Ja to wiem.
-I myślisz, że ma to coś wspólnego?
-A nie? Wybuchowa niespodzianka. Wszystko jest zgodne, a ja jak debilka zamiast mu powiedzieć, to co chwila się pytałam, czy są włączone zabezpieczenia.
-No, ale to nie twoja wina. Weź przestań.
-Gdybym mu powiedziała wcześniej, to by może znalazł tą bombę.
-Wątpię w to, żeby oni umieli ją wyłączyć. On nie wie, o tym nie?
-Nie. Za każdym razem, gdy chcę mu powiedzieć, ucisza mnie.
-Zauważyłam-zaśmiała się.-Nie obwiniaj się po prostu. To nie jest twoja wina. A druga spawa. Wiesz kto to napisał?
-Nie. Nic mi nie podpowiada, kto to może być. Mam nadzieję, że to był jednorazowy esemes.
-A jeśli nie?-spojrzała na mnie tym swoim spojrzeniem.
-To jakoś sobie poradzę. Coś się wymyśli.
-Ty sobie poradzisz-Layla się uśmiechnęła, a ja spojrzałam na podłogę i się poddałam.
-No nie. Powiem to komuś.
-Komu?-dziewczyna dalej mnie naciskała, a ja miałam chęć ją udusić. Niech się w końcu zamknie.
-Louisowi do cholery, pasuje?
-I to nie wiesz jak bardzo. Dzieje się ostatnio nie?
-Za dużo jak dla mnie. Budzę się co rano i myślę, że będzie spokój, a za każdym razem jest coś.
-Moim zdaniem coraz gorzej, ale raczej już będzie spokój.
-Raczej? Powinno być lepiej, bo zwariuję do końca-zaśmiałam się i rzuciłam na łóżko, które było idealnie zasłane. Najwyżej Louis mnie znowu opierdoli, bez różnicy. Rozmawiałam z przyjaciółką jeszcze kilka minut, a później musiała iść. Z lekka obolała poszłam się wykąpać. Narzekałam na uszy, ale dopiero teraz czuję resztę. Louisa nie było w pokoju, gdy wychodziłam, ale nie było go też, gdy wróciłam. Może przyjdzie w nocy? Z resztą czym ja się martwię. Nakryłam się kołdrą i po kilku minutach odpłynęłam. Nie potrzebowałam niczego tak, jak kilka godzin błogiego snu. Chłopaki sprzątali to co się dało, a cały salon był do odnowy. W sumie dobrze, że wywaliło tylko salon, a nie cały dom. Nadal czuję się winna, przecież mogłam.....ale teraz łatwo to mówić, Nawet w najczarniejszych myślach bym nie wpadła, że chodzi o bombę.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Następny rozdział będzie, gdy pojawią się cztery komentarze. Mam nadzieję, że podoba wam się akcja w kolejnych rozdziałach. Do nn :D
Dzieje się, ojjj dzieje się.., Ciekawi mnie czy jakieś jeszcze "niespodzianki" ma dla nich T
OdpowiedzUsuńDzieje się i to chol**** dużo <3 Oby tak dalej
OdpowiedzUsuńŚwietne, czekam na next ! <3
OdpowiedzUsuńDawaj mi tu następny rozdział , bo nie wytrzymam !
OdpowiedzUsuń