wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozdział 27

Louis pov*

Nie przespałem nawet godziny w ciągu ostatniej nocy. Jakiś kutas myśli, że może ze mną igrać. Chyba trzeba go na prowadzić na dobre tory. Zasraniec. Tylko ciekawe kto to. W tym samym momencie sobie coś przypomniałem. Ja pierdolę, jestem skończony. Nie pojechałem na walkę z Jacobem.  Pewnie już sobie ze mnie kpi.  Nie, nie, nie.  Jebana skleroza. Wszystko się wali.

Już miałem wychodzić, a przyszła do mnie Mia. Co za dziewczyna. Mam ostatnio ochotę zamknąć ją w piwnicy.

-Nie mam czasu.

-Ale Louis ja......

Nawet jej nie słuchałem ,a wyszedłem z domu.  Musze jechać do Jacoba w tempie ekspresowym. Przez całe miasto jechałem na pełnym gazie. Im szybciej tym lepiej. Wszedłem do klubu i od razu na niego trafiłem. Siedział, uzupełniając jakieś papiery. Pewnie mu się nudzi.....

-Czy ty ze mną igrasz-popchnął mnie. - Trujesz dupę o walkę i się nie stawiasz.  Sam z siebie robisz pośmiewisko.

-Nie robię idioto.  Ktoś mi podłożył bombę, jak miałem przyjechać? Nie moja wina do cholery.

-Nie wymyślaj Tomlinson.  Znowu pieniałeś czy co?  Bo mam tego dosyć.  Jesteś pipa, a ja mam masę innych spraw do roboty-stanął przede mną tak, że nasze czoła prawie się stykały. 

-Czy ja kurwa sobie to sam zrobiłem.

-I tak jesteś debilem. Nie będzie żadnej walki.  Mam cię w dupie.

-Wali mnie to w tym momencie.  Chcę tylko wiedzieć, czy masz coś z tym wspólnego.

-Nie.  Chociaż wielbię tego, co to zrobił-zaśmiał się i przepchnął mnie, żeby móc przejść.

-Czyli to ty-warknąłem, zatrzymując go.

-Czyli masz z kimś na pieńku oprócz mnie. Pierdol się, bo to nie ja.  Ja szykuję coś lepszego.  Od razu mówię ze lepiej pilnuj swoją Mię ,bo może zniknąć.

-Trzymaj się od niej z daleka chuju.  Masz jej nawet nie dotykać.

-Bo co?-założył ręce na klatce.-Zabronisz mi? Przecież ją trzymasz dla zabawy, co za różnica. 

Wyszedłem wściekły i wróciłem do domu. Już myślałem, że będzie lepiej, a tu dupa. To nie on, widziałem to po nim. Żadnego pomysłu, żadnych szczegółów.Kopnąłem kilka razy w oponę auta. Kurwa mać! Wróciłem do domu jeszcze bardziej zdenerwowany.

-Kurwa dziewczyno przestań mi truć dupę.  Dosyć, że cały czas są kłopoty, to ty mi nadajesz-warknąłem, gdy po raz kolejny się do mnie doczepiła.

-Jesteś idiotą.  Idę na dwór.

-Siedzisz w domu i nie wychodzisz do rozwiązania sprawy-krzyknąłem na nią, gdy przypomniałem sobie słowa Jacoba. Dobrze wiedziałem, że będzie mi się stawiała, a miałem tego dosyć.

-Mam gdzieś twoje zdanie-wkurwiony wstałem i do niej poszedłem. Nie panowałem nad sobą, więc może dostać po raz drugi.

-Jeśli chcesz mieć całą dupę, to siedzisz w domu i nie wychodzisz bez mojej zgody rozumiesz.  Bo zacznę z tobą rozmawiać jak Harry.

Dziewczyna znacznie wystraszona poszła na górę.  I prawidłowo.  Nie będzie mi tu fikała. Człowiek się stara, a ona olewa. Fakt, że o niczym nie wie, ale mnie to akurat nie obchodzi.

-Co ci?

-Gówno.  Jacob nie ma z tym nic wspólnego.  Nie mamy żadnych tropów.  Zaraz padnę na zawał.

-Ogarnij się Louis i nie wyżywaj na niej.  Robisz to już od jakiegoś czasu.  Cokolwiek nie idzie, rozładowujesz na niej.

-Jak się jej należy, to tak będzie.  Przez całe życie ,do zasranej starości.

Pokiwał rozbawiony głową i sobie poszedł.  Siedziałem przed komputerem przez trzy godziny.  Zero pomysłu.  Zero najmniejszych podejrzeń.  Byłem cholernie zmęczony ,więc poszedłem do pokoju.  Mia spała.  Spojrzałem na nią, ale nie czułem się źle.  Mogła nie iść na skróty tamtego dnia.  Nie spotkała by mnie i by miała normalne życie.  No może nie ze swoim ojcem.  Teraz pech.  W świetle księżyca zobaczyłem, że płakała. Miała ślady na twarzy, widocznie dopiero zasnęła. Kurwa.  Przyciągnąłem ja bliżej siebie.  Nie wiem po co. Coś mi podpowiadało,że ona tego potrzebuje.  Sama mówiła, że brakuje jej bliskości.  Przytulania i tych bzdetów.  Chwile później poczułem, jak dziewczyna zmienia pozycję i kładzie głowę na moją klatkę.  Przykryłem ją szczelniej kołdrą i sam zasnąłem.  Rano gdy się obudziłem, ona jeszcze spała.  I co mam zrobić.  Bez skrupułów wstałem i wyszedłem kierując się do łazienki.  Zabrałem po drodze nowe ciuchy. Myłem się i opłukiwałem, gdy usłyszałem, jak Mia wstała.  Kroki stóp na podłodze, ale po chwili znowu dźwięk  łóżka.  Położyła się.  Wyszedłem z prysznica, spojrzałem w lustro i przejechałem po brodzie.  Muszę się ogolić.  Sięgnąłem po maszynkę do golenia ,ale zobaczyłem ,że brakuje jednego ostrza.  Ogoliłem się jakoś i wyszedłem. Ona ma przerąbane, myśli, że jestem takim debilem, żeby się nie skapnąć?

-Chcesz mi coś powiedzieć?  Miałaś przestać do cholery.

-O co ci znowu chodzi?

-Żyletka sama zniknęła z maszynki?-wydarłem się, a ona zamilknęła. Super, po prostu super.

Zobaczyłem, że Mia spuściła głowę.  Wiedziałem kurwa ,wiedziałem.

-Coś mi chyba powiedziałaś,nie?

-No i co z tego.  Wali mnie to.  Robię co chcę-mruknęła, a ja spojrzałem na jej ręce. Widoczne były świeże ślady.

-Ah tak. To dzisiaj posiedzisz w pokoju cały dzień.

Za nim się zorientowała, o co mi chodziło, pozbierałem wszystkie ostre rzeczy i zamknąłem za sobą drzwi. Dziewczyna kilka razy w nie uderzyła, ale miałem ją w dupie. Nauczy się pokory względem mnie. Zszedłem na dół do kuchni i zrobiłem dla siebie śniadanie.

-Masz zamiar jej dać jedzenie?-Niall na mnie spojrzał, a ja się chwilę zastanowiłem.

-Na razie nie. Nauczy cię szacunku.

-Przez głodówkę?

-Potraktuj to jak szkołę przetrwania i się nie wtykaj-syknąłem w jego stronę.

Nialla się zaśmiał, a Layla natomiast spojrzała na mnie nieufnie. Uśmiechnąłem się najszerzej, jak umiałem.

-Spokojnie. To tylko jeden nie cały dzień. Przeżyje.

-Mhm....

Blondynka odmruknęła, a ja dokończyłem swoje śniadanie. Zapomniałem wziąć jej telefon, no cóż. Skorzysta na tym. Drugi raz poszedłem do biura i otwarłem pliki w komputerze. Muszę coś wymyślić. Jakikolwiek ślad. Chwilę później usłyszałem swój telefon. Nie patrząc na to, kto dzwoni, odebrałem. Był to błąd.

-Ty idioto, uwolnij mnie!

-Weź luzuj. Nie masz czym się ciąć?

-Odwal się. Zrobiłam to raz i to przez ciebie.

-Tak, a co powiedziałaś? Że już tego nie zrobisz. Twój błąd, nie mój.

-Przepraszam, to było silniejsze.

-Moja wola ukarania też jest silna, więc żegnam Mia.

Dziewczyna nie zdążyła nic powiedzieć, a ja już się rozłączyłem. Nie mam czasu na jej narzekania i stękanie. Sama sobie zasłużyła, mogła się opanować. Niech sobie znajdzie hobby, a nie się tnie.  Widać,  że ma za dużo wolnego czasu. Włączyłem kolejną kartę i zacząłem ją czytać. Trzy osoby kupowały podejrzane materiały, ale to nic nie znaczy. Ludzie. Jestem bardziej bezradny niż małe dziecko bez mamy. Siedziałem chwilę, gdy dostałem wiadomość od Mii.




Od:Mia

Mam pewną informację, która może ci się przydać. Jednak coś za coś. Chcę jedzenie.





Do:Mia

Skąd mam pewność, że nie kłamiesz?




Od:Mia

A masz coś do stracenia?





No dobra. Spryciula mnie ma. Poszedłem do kuchni i zrobiłem dwie kanapki dla dziewczyny. Jak mnie oszukała, to ma przerąbane bardziej, niż myśli. Otwarłem drzwi i wszedłem do środka. Dziewczyna siedziała na łóżku.

-Myślałem, że będziesz czyhała przy drzwiach, żeby mi z czegoś przyłoić.

-No widzisz. Dawaj jedzenie-wzięła mi talerz i usiadła przy biurku.

-Coś miałaś mi powiedzieć.

-Ty też, a okazałeś się świnią-ugryzła kanapkę, a ja miałem ochotę wydrzeć ją z jej ręki.

-Mów, bo nie wyjdziesz przez tydzień.

-No więc krótko przed tym, gdy to się stało dostałam wiadomość.

Zmarszczyłem brwi i na nią spojrzałem. Wszystko zaczynało mi się układać. To jej dziwne zachowanie i miliony pytań czy tu jest bezpiecznie. A ja myślałem, że robi sobie ze mnie żarty.

-Pokaż ją.

-Ale nie będziesz zły?

-Nie obiecuję. Zależy co tam pisze.

-Czyli mnie uderzysz-mruknęła i dalej jadła. Mnie zaczynało roznosić. Wyleci stąd na zbity pysk.

-No dobra. Nie uderzę, jak już nakrzyczę, pasuje?

-Obiecasz?

Kiwnąłem jej głową, gdy dziewczyna niepewnie wyciągała telefon z kieszeni. Przejechała kilka razy po ekranie i w końcu znalazła tą właściwą wiadomość. Spojrzała na mnie ostatni raz i podała telefon.

Przeczytałem wiadomość, totalnie się wkurzając.Zabiję ją za to.Zabiję.

-Mia ty.......dlaczego mi nie.......ugh dobra, pogadamy później-nie mogłem się nawet wysłowić z nerwów. Ona mnie rozwaliła. Zabiję tą debilkę. Wyleciałem z pokoju, nawet go nie zamykając.  Ma szczęście, że to naprawdę się przyda, bo nie wiem, co bym jej zrobił. Otwarłem jeszcze raz wiadomość i zobaczyłem podpis-T. Kim do cholery jest T? Rozmyślałem jakiś czas, ale na nic nie mogłem wpaść. Zadzwoniłem po chłopaków. Niech wiedzą, że coś mamy.

-Wiec co?

-Mia dostała taką wiadomość kilka minut przed wybuchem-podałem im telefon,żeby przeczytali.

-I nie powiedziała?!

-O tym kiedy indziej. Nie mam pomysłu, kim jest T.

-Czyli na pewno nie Jacob, a ten Tyson?-zaproponował Niall, a ja pokiwałem głową.

-Nie może być on, bo wyjechał. Ma zakaz wstępu do Anglii, nie? Nie przepuszczą go przez granicę.

Usiadłem się wygodnie w fotelu i dalej myślałem. Kim do cholery jest T? Jak zagadka w jakimś filmie. Normalnie bezsens. Z bezsilności wstałem i podszedłem
do okna.

-A Jacob nie ma wspólnika?

-Nie. On robi wszystko sam-mruknąłem, dalej się zastanawiając.-To nie on.

-Niall telefon ci dzwo.....-do środka weszła Layla i zamilknęła, gdy wszyscy na nią spojrzeliśmy.

-Boże święty. Czy ciebie i Mię nie nauczyli pukać! To nie salon kosmetyczny.

-A co? ZOO. Bo siedzicie, a nic nie robicie. Plus jedna osoba mogłaby być mał....

Wystarczyło jedno spojrzenie Harrego, a dziewczyna się zamknęła. Niall w tym czasie rozmawiał przez telefon. Co ona tu jeszcze robi?

-Mogę wiedzieć, o co chodzi?

-Nie-powiedzieliśmy wszyscy razem, a ona się uśmiechnęła.

-Spodziewałam się takiej odpowiedzi. No, ale nie bądźcie tacy.

-Znasz kogoś, kto mógłby się podszywać pod literą T?-odezwał się Liam.

-Ah, czyli Mia wam jednak powiedziała?

Walnąłem ręką o swoją nogę. Czyli nawet ona wiedziała, ale mi nie łaska oznajmić. Super, no nie powiem. Niall oddał jej telefon, a ja dalej na nią patrzyłem.

-Ostatnio o tym myślałam. Na początku nie wiedziałam, ale później doszłam do tego, że przecież ojciec Mii ma na imię Taylor, a ma z wami na pieńku, więc w sumie może to on zrobił, bo Taylor zaczyna się na T i.......

-Layla ratujesz mi życie-uścisnąłem ją i wyszedłem z Zaynem i Liamem z gabinetu.

Przynajmniej wiemy, gdzie jechać, żeby się czegokolwiek dowiedzieć. Wsiadłem do samochodu Liama i pojechaliśmy do dawnego domu Mii. Na jego szczęście był w domu. Jakbym musiał za nim ganiać, to by dostał bardziej. Wleciałem z takim tempem, że drzwi odbiły się od ściany. Nie musiałem dużo szukać, bo znalazłem go w salonie.

-Czego znowu? A to wy.......tej małej szmaty nie ma od miesięcy. Nie macie, po co tu być-walnąłem mu z pięści w twarz.

-My nie do niej, a do ciebie. Czy nie jasno się wyrażałem, żebyś się od nas odwalił. Ani ja ani Mia nie chcę cię oglądać.

-Czyli jesteś jej chłopakiem? No niezły ma gust-zakpił, a ja westchnąłem i dałem mu kolejnego kopa.

-Nie igraj ze mną, bo ci się noga podwinie. Jakim cudem wszedłeś do naszego ogrodu?

-Co? Ja nic nie zrobiłem. Nawet nie wiem, że ona jest u was.

-Nie? A kto wysłał jej wiadomość o bombowej niespodziance! Ja?!-wydarłem się, a w tym czasie zauważyłem, że Zayn przeszukiwał salon. On nigdy nie przepuści takiej okazji.

-Nic nie zrobiłem, przysięgam-facet usiadł przy ścianie i zaczął gadać.-Nie podłożyłem żadnej bomby i nie wysłałem żadnego esemesa do niej.

-Hmmm ciekawe czemu ci nie wierzę.

Zacząłem przechadzać się po pomieszczeniu. Zaczyna mnie wkurzać, ale jeśli to nie on, to będziemy musieli zacząć od początku. No, ale na razie nic straconego.

-To nie ja. Nawet nie umiem bomby zrobić.

-Od tego można mieć ludzi idioto.

-Ale to nie ja-podniósł głos, ale skutecznie go sprowadziłem na ziemię.-Ostatni raz kiedy ją widziałem to, gdy wracała pieszo. Wysiadła z waszego auta, a ja akurat wtedy byłem na mieście i ją zauważyłem. A tak nic poza tym.

-Nadal ci nie wierzę. Choć za to, co jej nagadałeś, powinienem ci najebać gnoju.

-Zakochałeś się czy co? Co można widzieć w takiej nic nie wartej świn.....-nawet nie zdążył dokończyć, a kopnąłem go w brzuch.

-Nie zmieniaj tematu. Co robiłeś dwa dni temu?

-Byłem w klubie, gdzie zostawiłem kiedyś Mię. Przyrzekam, że to nie ja.

Westchnąłem i spojrzałem na Liama. Pokiwał głową na nie. Też już stwierdziłem, że to nie on. Za bardzo się boi, żeby to był on. Czyli wrócę z niczym. Jak ja cholernie tego nie lubię.

-Masz podejrzenie, kto to mógł być?

-Nie.

-Radzę ci pomyśleć!-warknąłem, idąc w stronę drzwi.-Czas mija.

-Nie wiem. Zrozum to!

Wkurwiony wyszedłem z domu i  usiadłem się na schodach. Było już tak blisko, a się cofamy. Chwilę później wyszedł Zayn i Liam. Mieli jakieś kartony w rękach.

-Wiesz, wpadłem na pomysł, żeby zabrać kilka rzeczy Mii. W końcu mieszkała tu nie?-nie wierzyłem, że Zayn powiedział takie coś. No, ale jak już zabrał te rzeczy, to jego sprawa.

-Spoko, rób, co chcesz.

Chłopak załadował je do bagażnika, a ja chwilę później poszedłem do samochodu, gdzie na mnie czekali. Byłem zły. Będzie trzeba szukać od nowa. Już miałem wtrącić się w rozmowę z chłopakami, gdy dostałem esemesa.




Czyżby Taylor nie był odpowiednią osobą? Szukaj dalej. 

                                                                            -T





Ten palant się ewidentnie ze mną bawi. Jak go dorwę, to będzie po nim. Dosłownie zniknie w kilka sekund. Chyba nie wie, z kim zadziera. 

-Coś się stało?

-Nie. Jest ok. 

-To co teraz robimy? Nie mamy znowu żadnych pomysłów. 

-Nie wiem. Mam dosyć, jak na dzisiaj. Jak przyjadę, to idę się położyć. 

-Jest dopiero szesnasta. Ile ty chcesz spać?-zaśmiał się Liam, a ja tylko pokiwałem głową.

-Idę się położyć, a nie spać. Później jadę odwiedzić jedną osobę. 

Ciemnowłosy kiwnął głową i skręcił w naszą ulicę. Miałem ochotę, iść się położyć i już nie wstawać. Wszystko zaczyna mnie wkurwiać, a zaczęło się, kiedy wpadłem na Mię. Początek problemów i jeszcze raz problemów.Wszedłem do domu,a widząc moją minę, nikt się nie odezwał. Od razu poszedłem do gabinetu. No może najpierw poszedłem po picie. Jak to ostatnio robiłem, zacząłem szperać w laptopie. Odpuściłem sobie nawet wyjazd. Zrobię to jutro albo wcale. Muszę na coś trafić. No muszę. Siedziałem po raz kolejny do późnego wieczora. Powoli mam dosyć, ale się nie poddam. Może odłożę na później, ale nie odpuszczę. Klikałem w następny link, gdy weszła Mia.

-Wypierdalaj, mam dosyć kłopotów przez ciebie-warknąłem, wstając z fotela.Nie chciałem jej już widzieć.

-Ale Louis ja....

-Nie ma Louis.Zawsze chciałaś odejść, więc dzisiaj stąd znikniesz. 

-Ale.....

-Kurwa bądź cicho. Do wieczora ma cię tu nie być. Jesteś jakaś nie wiem, głucha? Nie chcę cię widzieć. Mogłem cię zabić na początku.

-Louis-dziewczyna złapała moje ramię, ale momentalnie ją odepchnąłem.-Proszę, ja....

-Mia wypierdalaj-krzyknąłem na cały dom.-Jesteś tak samo nic nie warta, jak reszta moich dziwek. Tak samo dajesz się całować. Nie ma grama różnicy. 

Zobaczyłem, jak po twarzy dziewczyny lecą łzy. Płakała i to porządnie. Na mnie to nie działało, a nawet bardziej nakręciło. Ta władza nad ludźmi mną działała.

-Sam mnie całowałeś.

-Ale ty się nie opierałaś. Może powinnaś wrócić do ojca. Załatwi ci ciekawą pracę.

-Louis przestań-powiedziała, idąc w stronę drzwi, ale ją wyprzedziłem i je przytrzymałem. 

-Nie. Pokazałaś jaka jesteś, gdy nie pokazałaś mi esemesa. Nie różnisz się od ojca. W końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni. Załóżcie jakiś klub albo coś.

Mia nie wytrzymała i mi zdzieliła w policzek. Po pokoju rozniósł się dźwięk ręki stykającej się z moim policzkiem. Nim się obejrzałem, wyleciała z pokoju. Nie zdążyłem ją dorwać. Liam był szybszy i mnie złapał. 

-Puść mnie kurwa-szarpnąłem się na darmo. 

-Nie. Zostaw ją, dosyć nacierpiała. 

-Ta mała kurwa zginie. Zabiję ją. Nie będzie mnie dotykała, nie będzie mnie wyzywała. 

W tym czasie Mia zdążyła pobiec się spakować. Chłopak dalej mnie pilnował, żebym jej nic nie zrobił. Sam się później będę dziwił, że robiłem takie coś. 

-Znajdę ci kurwa wszędzie i o każdej porze. Nie uciekniesz mi-krzyknąłem za nią, a gdy zamknęła drzwi, Liam mnie puścił.

-Jesteś z siebie zadowolony? Może i każdego z nas wkurzyła, ale ty jesteś pojebany. 

-Sam jej nie szanowałeś cwelu-popchnąłem go.-Więc się pierdol.

-Ale ja nie jestem z nią tak blisko jak ty. I w tej sytuacji to ty powinieneś mnie odpychać, a nie ja ciebie. 

-Jebcie się wszyscy. Ja ją jeszcze dorwę i zobaczysz, jak skończy. 

Wkurwiony pojechałem na siłownie i się wyżyłem. Dosłownie waliłem w każdy worek jak pojebany. Nikt mnie tak nie wkurzył, nikt. Nawet jebany Jacob.Ta szmata od początku mi się nie podobała. 






CZYTASZ=KOMENTUJESZ

NN=4 komentarze


4 komentarze:

  1. Nieeee!!!! Lou!!! Boze... Czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oo ja cię tego się nie spodziewałam. Louis totalny dupek....

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty rozdział, czekam z niecierpliwością na następny. Już widzę, co się będzie działo, gdy oni będą razem *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. No nieźle, nieźle....wkurwiony Lou? Zajebiście ci to wyszło.....mam wrażenie, że będzie tylko gorzej. Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń