piątek, 23 października 2015

Rozdział 33

-Mia to jest koniec-powiedział, a ja czułam narastającą złość.

-Wyjdź stąd-warknęłam, czując łzy pod powiekami. Chłopak chciał coś powiedzieć, ale znów to ja zabrałam głos.-Wyjdź do cholery. Nie wiesz, jak wyglądają drzwi?!

Louis bez słowa opuścił pokój, a ja zaczęłam płakać. Co za kutas no. Ten dzień miał być normalny do cholery! Zmęczona położyłam się do łóżka, w którym przeleżałam całą dobę. Niestety musiałam wyjść spod tej ciepłej kołdry, bo umówiłam się z Maxem. Ja pierdolę, nie chce mi się. Umyłam swoje ciało jak i włosy. Nie wiedziałam zbytnio jak się ubrać, ale w końcu zdecydowałam się na zwykłe jeansy i luźny T-shirt. Na nogi wciągnęłam swoje niebieskie Nike, a włosy zostawiłam rozpuszczone, żeby do końca wyschły. Na koniec zrobiłam sobie lekki makijaż. Gotowa wyszłam, kierując się w stronę umówionego miejsca. Max stał tam z jakimś brunetem.

-Hej, jestem Mia.

-Siemka. Ja jestem Kevin-uśmiechnął się. Moje kolana w tym momencie zrobiły się miękkie. Ten uśmiech. Boże....podobny do Louisa. Dobra, nie myślę o nim.-To gdzie chcesz iść.

-Obojętnie.Zdam się na Ciebie.

-A to dobrze, bo jak tak to pojedziemy nad jezioro. Lepiej się poznamy-pociągnął mnie za rękę, a ja poszłam za nim. Po prostu się w nim zauroczyłam. Przystojny, piękny uśmiech i miły.-Więc co ciekawego powiesz?

-Nie wiem, czy jest cokolwiek ciekawego w moim życiu-wzdrygnęłam ramionami.-No ale mieszkam z przyjaciółką, wczoraj pewien dupek, powiedział mi, że to koniec, ale w sumie nie byliśmy razem, więc o co mi chodzi?! ....z resztą po co ja Ci to mówię-westchnęłam, na co chłopak się zaśmiał.

-Spokojnie. Mogę o tym słuchać, jeśli musisz się wygadać. Więc kim on jest?

-Louis pojebany dupek Tomlinson-syknęłam, patrząc przez okno. Dlaczego ja się w sumie tak złoszczę? Nie będę musiała już się z nim zadawać.

-Ooo nie gratuluję wyboru i nie mówię, że mogłaś się tego spodziewać, bo nie chcę Cię wpieniać jeszcze bardziej.

-Wiem. Powinnam od razu wiedzieć, że tak będzie, ale byłam szczeniacko zauroczona-mruknęłam, wychodząc z samochodu. Poszłam z chłopakiem w stronę plaży.-A Max ma dziewczynę?

-Nie powiedział Ci?-Kevin się uśmiechnął, a ja nie za bardzo wiedziałam, o co chodzi.-On nie ma dziewczyny, bo jest gejem-powiedział, a ja zaniemówiłam.

-No ymm nie wiedziałam i teraz....jest mi niezręcznie-uśmiechnęłam się krzywo, patrząc na chłopaka.-Ale teraz ty powiedz coś o sobie.

-No ok. Dziewczyny nie miałem od dawna, więc nie mam takich kłopotów, jak ty...-zaśmiał się, za co pacnęłam mu ręką w ramię. Rozmawiałam z chłopakiem przez dłuższy czas, przez co zdecydowanie mogłam stwierdzić, że już go trochę znam.-Szkoda,że ten czas nam tak szybko zleciał.

-Zdecydowanie za szybko. Fajnie się z Tobą rozmawia-uśmiechnęłam się, zapinając pas w samochodzie.-Spotkamy się jeszcze,prawda?

-Mam już nawet Twój numer telefonu.Max mi dał-powiedział wesoło, patrząc przed siebie. Dawno się tak nie bawiłam, jak dzisiejszego wieczoru z Kevinem. Czułam się swobodnie, a jednocześnie bezpiecznie, jakbym znała go od kilku lat. Nawet w samochodzie nie mogłam przestać się śmiać z jego ''filozofii''.

-Jeszcze raz dzięki. Na serio się dzisiaj fajnie bawiłam-powiedziałam otwierając drzwi od samochodu.-To do następnego razu.

-Mia czekaj. Przepraszam za to, co zrobię, ale myślę o tym odkąd wracaliśmy z plaży.

-Ale za co...-nawet nie zdążyłam dokończyć zdania, a chłopak przechylił się w moją stronę ,po czym zaczął mnie całować. Do jasnej cholery, dlaczego oni mnie ciągle całują! Gdy chłopak się ode mnie odsunął, cmoknął mnie tylko szybko w policzek. Bez słowa wyszłam z auta i poszłam do domu. Miałam wrażenie, że normalnie oddychałam dopiero za zamkniętymi drzwiami od mieszkania. Poszłam zdenerwowana do sypialni. Co się ze mną dzieje?!

 

 

Od:Nieznany

Przepraszam. Zaczniemy od nowa?




Do:Kevin

Nie masz za co. Podobało mi się.


Odłożyłam telefon na szafkę z wielkim uśmiechem na buzi. Przygryzłam delikatnie wargę, przypominając sobie pocałunek. Kevin całuje lepiej niż Louis i to zdecydowanie. Może to przez to, że nie jest taki agresywny, ale....Przebrałam się z normalnych rzeczy w piżamę po czym zanurkowałam w kołdrze. Ten dzień jest po prostu najlepszy od dłuższego czasu. Przespałam całą noc bez żadnej pobudki w międzyczasie. Rano czekał na mnie esemes. Kevin chciał się znów spotkać. Oczywiście się zgodziłam. Bardzo go polubiłam, więc chcę spędzić z nim więcej czasu. Z samego rana wyszłam z domu, kierując się w stronę mieszkania Kevina. Droga trochę mi zajęła, ale w końcu dotarłam na miejsce i zadzwoniłam dzwonkiem.

-Hej-uśmiechnął się, stojąc w drzwiach. Zaniemówiłam. Kevin stał w samych spodniach dresowych i wyglądał wprost zajebiście. Może nie miał aż tak wyrzeźbionej klatki, ale że był wyższy od Louisa, wyglądała prawie tak samo.-Wejdziesz czy zostajemy tutaj?

-Zamyśliłam się-mruknęłam szybko, patrząc na uśmiechającego się chłopaka. Weszłam do średniej wielkości domu, gdzie chłopak zaprowadził mnie do kuchni.

-Coś do picia? Chyba, że chcesz coś zjeść.

-W sumie to i to. Nie jadłam jeszcze śniadania-odpowiedziałam.

-To ja pójdę się ogarnąć, a ty coś przygotuj-odrzekł, idąc w stronę schodów. Moje myśli zajęła odpowiedź, że wcale nie musi się ubierać. Ja bym przeżyła to z wielką radością. Wyciągnęłam z lodówki warzywa i zaczęłam robić sałatkę. Chłopak zdążył wrócić zanim byłam w chociażby w połowie. Wszystko przez to, że nie wiem, gdzie co jest.-Widzę sałatkę, czyli ja robię omlety.

-Razem?

-Powiedziała dziewczyna, która je jajecznice z bekonem-zaśmiał się, a ja wzdrygnęłam ramionami. Dokończyłam robienie sałatki i wyciągnęłam do tego jabłkowy sok z lodówki. Położywszy szklanki na stole, odwróciłam się po butelkę z sokiem, ale zamiast ją sięgnąć ,wleciałam na chłopaka.

-Sorry, omlety by się zmarnowały-zaśmiałam się, odwracając głowę, żeby chłopak
nie wiedział, że się zarumieniłam. Dlaczego ja to robię, skoro już się z nim całowałam?

-Robiłabyś nowe, a ja bym posiedział-podał mi talerz i usiadł naprzeciwko mnie. Zaczęłam jeść w międzyczasie rozmawiając z chłopakiem. Nie wiem dlaczego, ale przy nim czuje się bardziej swobodnie niż przy Louisie. Jestem szczęśliwa i po prostu się nie stresuję w jego obecności.

-Nie wierzę, że to zrobiłeś-zaczęłam się śmiać, a on udawał obrażonego.

-Miałem dwanaście lat i myślałem, że mi się uda-odparł, zabierając talerze i kubki. Nadal chichotałam pod nosem, nie mogąc wytrzymać. Boże. W końcu wstałam, zabierając ze sobą torbę.-Idziesz już?

-Nie chcę Ci siedzieć na głowie-odpowiedziałam, idąc w stronę drzwi. Otwarłam je i od razu się cofnęłam. Na dworze mocno padało, a jak przyszłam było ciepło.-Serio? Jeszcze dwie godziny temu było słońce.

-Witamy w Londynie skarbie. Chodź, nie przeszkadzasz mi, jakbyś nie zauważyła-pociągnął mnie w stronę salonu.-Czyli co? Komedia, sensacyjny, horror, a może fantastyczny?-pomachał do mnie płytami. Zdałam się na gust chłopaka, który jak się okazało, lubił Never Back Down.

-Powiedź mi, że się nie bijesz-uśmiechnęłam się, ale po minie Kevina stwierdziłam coś innego.-Nie żartuj sobie.

-Nie robię tego cały czas, ok? Patrząc na to, że Louis robi to regularnie, to nie powinno Ci to sprawiać kłopotu-mruknął, ale po chwili spojrzał na mnie z przepraszającą miną.-Przepraszam. Po prostu to moje życie i jak chcę, to będę to robił-dodał po czym usiadł obok mnie. Pokiwałam na to wszystko bezradnie głową. Jebane fatum na punkcie bicia się?

Oglądałam film z chłopakiem, całkowicie zapominając o tym chwilowym nieporozumieniu. Kevin patrzył w ekran, jak zahipnotyzowany, a ja spojrzałam na niego z uśmiechem.

-Ty serio kochasz ten film-mruknęłam, na co oderwał wzrok od ekranu i przeniósł go na mnie.

-A ja za dużo przepraszam-odpowiedział, by po chwili złączyć nasze usta, jak wczoraj w samochodzie.-Czy to nie jest dziwne, że jesteśmy w takim kontakcie, po dwóch dniach znajomości?

-Nie jest-szepnęłam, całując chłopaka w policzek.-Nie widzę osób, które by były przeciw temu. A teraz muszę serio sobie iść, bo mnie Layla zaczaśnie. Miała dzisiaj iść do Nialla. 

-Następna która kocha pana złego?-zakpił Kevin, a ja uśmiechnęłam się na myśl, co by się działo, jakby tu byli.-Wiesz, że nadal pada? Chociaż Cię odwiozę. 

-Nie, dziękuję. Sama jakoś dotrę. Pada trochę lżej, najwyżej będę chora. Na razie-przytuliłam chłopaka i biorąc jego bluzę, wyszłam na dwór. No dobra, jednak nie padało tak delikatnie, jak myślałam. Naciągnęłam kaptur bardziej na głowę po czym przyśpieszyłam kroku. Do domu wróciłam przemoczona do samych majtek. Źle to się skończy.

-Raz gdzie do cholery byłaś, dwa ten idiota z którym byłaś, mógł Cię chociaż zawieźć do domu-blondynka naskoczyła na mnie, ledwo weszłam do domu. Zdjęłam swoje przemoczone buty i włożyłam je pod grzejnik, żeby wyschły. Omijając Laylę w przejściu, poszłam na górę się przebrać.-Wrócę za kilka godzin, módl się, żeby Niall nic nie powiedział. 

Kiwnęłam dziewczynie głową ,po czym poszłam zrobić sobie kakao. Zrobiło mi się zimno, co oznacza jedno. Za chwilę będę leżała z gorączką. Owinęłam się szczelnie kocem i włączyłam telewizor. Oprócz jednej nawet nieśmiesznej komedii nie było kompletnie nic do oglądania. Wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam, że jakąś godzinę temu dostałam wiadomość. 


Od:Nieznajomy 

Podwieźć Cię słońce? Możesz być później chora.

 

 

Odłożyłam z lekka przerażona swój telefon, ale pierwsze o czym pomyślałam, to Louis i jego zjebane żarty po pijaku. Obstawiając, że właśnie teraz zalicza kolejną dziewczynę lub wypija kolejny drink, nie dziwię się. Odłożyłam telefon na szafkę, zawinęłam się kocem, po czym oparłam głowę o zagłówek. Niech się dzieje, co się ma dziać, ale ja się nie ruszam z tego miejsca za żadne skarby. 

 

 

 

 

 

NASTĘPNY ROZDZIAŁ=5 KOMENTARZY 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Przepraszam za tak długą przerwę, ale nie będę pisała po raz kolejny, dlaczego tak, a nie inaczej. Jak się uda, już w weekend powinno ruszyć nowe ff, ale niczego nie obiecuję, bo nie mam 100% pewności. 

5 komentarzy: