wtorek, 10 listopada 2015

Rozdział 34

Jak ostrzegał mnie Kevin i mówiła Layla, przez mój spacer w deszczu, leżę teraz z gorączką w łóżku. Mam katar, bolą mnie zatoki i głowa, a co najgorsze nie mam ochoty na nic. Męczy mnie samo leżenie. Podwinęłam kołdrę bardziej pod brodę, gdy do pokoju weszła dziewczyna. Blond włosy-Layla.

-Masz zupę-powiedziała, siadając obok. Mruknęłam ciche dziękuję, a dziewczyna dalej kontynuowała niańczenie mnie.-Chcesz coś jeszcze?

-Nie Layla, chcę spokoju.

-To zadzwoń po swojego chłopaka-zaśmiała się.-Wiesz, że Louis nie jest zadowolony z powodu, że się z kimś spotykasz-gdyby nie to, że nie mam na nic sił, Layla oberwała by z poduszki.

-Mam Ci powiedzieć, gdzie to mam? Gdzie jego koleżanka?

-A jak myślisz? Spali ze sobą dwa razy i stwierdzili, że jednak nic ich nie łączy. Czyli Louis jest teraz sam-dokończyła, a ja zamknęłam oczy, starając się nie słuchać dziewczyny.-Plus Kevin chyba woli was jako przyjaciół.

-Bo my jesteśmy przyjaciółmi-mruknęłam, odwracając się.-Nie denerwuj chorego. Jesteś z Niallem, to nie próbuj na siłę połączyć mnie i Louisa, ok?

-Jezu, przepraszam, że żyję-powiedziała, ale po chwili zaczęła się śmiać.-Jeszcze się zdziwisz. Plus nie zdziw się, jeśli w najbliższym czasie go zobaczysz-wyrzuciła na jednym tchu, po czym wyszła z pokoju. Zabiję ją kiedyś! Przyrzekam! Czułam się coraz gorzej, a nie mogłam nic poradzić. Brałam tabletki, zjadłam ten rosół, a w sumie go wepchnęłam i nie wiem, co jeszcze mam robić. Przekręciłam się na drugi bok, próbując zasnąć, ale poczułam nagłą potrzebę pójścia do toalety. Cholera! Wyszłam spod kołdry, idąc jak pokraka, czując, że panele w pokoju mnie parzą. Załatwiłam to, co chciałam, po czym wróciłam do pokoju.

-Nie stęskniłaś się?-zobaczyłam, jak Tomlinson rozgościł się w pokoju i usiadł w fotelu.

-Ja nie chcę Cię widzieć. To Layla kazała Ci tu przyjść, więc możesz wyjść-bardziej jęknęłam niż warknęłam w stronę chłopaka. Mogłam obstawiać, że właśnie teraz się uśmiecha.

-Ouaa ale zabolało.

-Ja widzę, że wrócił stary kutas Louis-mruknęłam ciszej, żeby nie pogorszyć bólu głowy. I tak już nie mogłam wytrzymać. Chłopak non stop siedział w fotelu, patrząc to na mnie, to na pokój.

-Chora, a nadal nie zamyka Ci się twarz-skwitował. Leżałam nadal z zamkniętymi oczami.-A słyszałem, że masz jakiegoś chłopaka? Kebab? Keban? A sorry Kevin, prawda?-zaśmiał się.

-To mój przyjaciel dupku. Nie masz co robić? Ja słyszałam, że Twoja laska znudziła Ci się po kilku godzinach? Była zła w łóżku?

-Gdybym tylko mógł, po prostu bym Ci wpierdolił tak, aż byś przede mną uciekała.

-Z tego co wiem, to już tak było-odszepnęłam już spokojniej. Nie dam mu się sprowokować, bo mam odpoczywać, a nie się jeszcze denerwować.-Więc co,biedny singiel, alkoholik, ruchacz Louis wrócił?

Chłopak na chwilę zamilkł, a ja usłyszałam kroki na podłodze. Szedł w moją stronę. Chwilę później materac się ugiął.-Możesz się sunąć?-powiedziałam, zachowując spokój, na co Louis się zaśmiał.

-Jeśli nie chcesz, żebym stał się Twoim koszmarem, to lepiej pomyśl co mówisz, ok?-powiedział tuż nad moim uchem, przez co poczułam dyskomfort. Zebrałam w sobie wszystkie siły, po czym poszłam w stronę drzwi i je otwarłam.

-Żegnam dupku-warknęłam, czego od razu pożałowałam, czując ukłucie w głowie.

-Nigdzie się nie wybieram skarbie.

-Wypierdalaj Tomlinson-po raz kolejny podniosłam głos, po czym zobaczyłam przed oczami ciemność i osunęłam się na ziemię. Chciałam wstać, ale nie miałam na tyle sił, żeby podeprzeć swoje ciało rękoma.

-Nie udawaj James. Mnie to nie rusza-nie odpowiedziałam chłopakowi w ogóle.-Mia?-chłopak klepnął mnie w policzek. Ścisnęłam w dłoni jego bluzę, chcąc się podnieść, ale za cholerę mi to nie wyszło. Pokój dosłownie wirował, a ja myślałam,że zaraz zwymiotuję.-Ciekaw jestem, co żeś robiła, że jesteś tak osłabiona-Louis wziął mnie na ręce i przeniósł na łóżko. Poczułam, jak chłopak wkłada mi termometr pod pachę, a po krótkim czasie przedmiot pika.-O cholera-szepnął.-Masz czterdzieści stopni.

Po tych słowach usłyszałam tylko jak drzwi od pokoju się zamykają, a ja odpłynęłam. Nie wiem, ile spałam, nie wiem, co się wtedy działo, ale gdy się obudziłam, Layla akurat wchodziła do pokoju. Powoli otwarłam oczy, czekając aż obraz się wyostrzy i zobaczyła jeszcze jedną osobę. Niall?

-Śpij Mia-usłyszałam głos przyjaciółki, po czym wycieńczona znów zasnęłam. Tym razem spałam do samego rana, a gdy się obudziłam, nie czułam kompletnie nic. Dosłownie jakby mnie ktoś pobił albo miałabym wypadek.

-Jak się czujesz?

-Chujowo-szepnęłam chyba najciszej na świecie.-Ja w ogóle jeszcze żyję?

-Żyjesz-uśmiechnęła się dziewczyna.-Ale masz cały czas wysoką gorączkę, katar, migrenę i sama w sumie wiesz, co jeszcze. Lekarz był, jak spałaś. Dał Ci tabletki i maść rozgrzewającą. Po prostu musisz to przetrzymać.

-Zabij mnie po prostu. Kto wczoraj tu był z tobą?-powiedziałam, powoli się poprawiając.

-A jak myślisz. Louis siedział przy Tobie i robił okłady na czoło. Plus gdy był u Ciebie doktor, zadzwonił z Twojego telefonu do Kevina i go opierdolił.

-To nie jego wina, sama chciałam iść w tym deszczu.

-Mi tego nie mów. Po prostu przyjmij do wiadomości, że Louis Cię lubi, a że jest jaki jest, to potrafi być chamski-powiedziała.-I dzisiaj na chwilę przyjdzie do Ciebie Kevin.

Mruknęłam ciche ok, po czym zostałam sama w pokoju. Nie trwało to długo, bo Kevin przyszedł już po godzinie. Usiadł na brzegu łóżka, uśmiechając się tym swoim uśmiechem.

-A mówiłem, że tak będzie.

-Nie wymądrzaj się-szepnęłam, patrząc na chłopaka.

-Wiesz, mam sprawę. Nie będę owijał w bawełnę....będziemy tylko przyjaciółmi, ok?-spojrzał na mnie niepewnie, a ja zmarszczyłam brwi.-I nie chodzi tu o to, że boję się Louisa. Po prostu jak do mnie wczoraj zadzwonił, to zobaczyłem, że się o Ciebie martwi, bardziej ode mnie. Będzie lepiej, jeśli będziesz bliżej z nim, a nie ze mną. Ja wolę nas jako przyjaciół...

-Kevin nie obraź się, ale ja zawsze traktowałam nas jako przyjaciół. A to że się całowaliśmy, to nie wiem,jak to wytłumaczyć-przerwałam mu, widząc, że powoli się męczy.

-To dobrze, myślałem, że mogę Cię urazić.

Uśmiechnęłam się do chłopaka i pokiwałam głową. Był u mnie dwie godziny, po czym musiał już iść, więc się pożegnał i wyszedł. Spałam zmęczona rozmową do samego wieczora. Nie czułam się lepiej ani trochę. Wszystko mnie drażni, a nie mogę ciągle spać. Gdy otwarłam oczy, znów zobaczyłam,że Louis jest w pokoju. Stał przy oknie, rozmawiając z kimś po cichu przez telefon. Domyśliłam się, że jest to Harry albo jeden z chłopaków. Przekręciłam się, żeby było mi wygodniej, gdy usłyszałam Louisa.

-Musisz wziąć tabletki.

-Nie chcę-szepnęłam.-Chcę dalej spać.

-Ja się nie pytam, czy ty chcesz. Ja mówię, że masz to zrobić-warknął, a ja fuknęłam pod nosem ciche przekleństwo. Brunet przesunął bliżej mnie szklankę z wodą oraz podał tabletki. Połknęłam je z trudem i opadłam na moją ukochaną pościel.-I co? Przeżyłaś, nie?

Pominęłam głupie pytanie chłopaka, zamykając oczy. Niech się wali. Mną rządzić nie będzie. Leżałam, smarkając się i kręcąc jakbym miała owsiki. Louis w międzyczasie poszedł do łazienki i wrócił z mokrym ręcznikiem.

-Chcesz, to śpij-mruknął, kładąc się obok. Gdy chłopak przyłożył zimny ręcznik do mojego czoła, poczułam się jak w niebie. Z moich ust wydobył się jęk ulgi, co zauważył Louis.-Widzisz, jednak się na coś ten kutas przydaje.

-Przynajmniej ten raz-szepnęłam.-Nie powiedziałam na Ciebie kutas ze swojej woli, Ty mnie do tego zmuszasz.

-I co jeszcze? Zamknij się już i odpoczywaj, bo nigdy nie wyzdrowiejesz, a wtedy nie będę miał kogo wkurwiać-powiedział, chichocząc, po czym oparł się, dalej trzymając w ręce ręcznik.

-Po co to robisz? Nie lepiej ze mną skończyć?

-Jakbyś nie zauważyła, lubię komplikować sobie życie-powiedział tym swoim tajemniczym głosem, po czym po raz kolejny kazał mi się zamknąć. Wzięłam swoje tabletki, które powodowały u mnie napad senności, przez co zasnęłam w ciągu godziny. Rano obudziłam się w o wiele lepszym stanie. Gorączka chyba mi przeszła, nie czułam takiego osłabienia, ale nadal bolały mnie zatoki i głowa. Co najważniejsze byłam głodna pierwszy raz od kilku dni. Odwróciłam się i zauważyłam Louisa. Chłopak zasnął obok mnie.

-Louis-szturchnęłam go w ramię.

-Czego?!-warknął, nawet na mnie nie spojrzawszy.-Widzisz tą godzinę? Jest za dwadzieścia ósma!

-I co. Nie jadłam prawie nic od kilku dni, zrobisz mi coś na śniadanie?

-Chyba Cię pojebało-zaśmiał się.-Idę spać.

-Louisek, proszę-jęknęłam cicho, czekając na reakcję chłopaka. Uniósł głowę, po czym zmroził mnie wzrokiem. W sumie jestem do tego przyzwyczajona.

-Nie waż się mówić na mnie zdrobnieniami. Chcesz? Może być Lou i nic więcej.

-No dobra, zrób mi to śniadanie. Proszę-przysunęłam się bliżej chłopaka, po czym pociągnęłam go za rękę.-Louis, jestem głodna, bo nie jadłam prawie nic od kilku dni-powtórzyłam.

-Jeżeli przyniosę to jedzenie, to się zamkniesz?-syknął, podnosząc się na łokciu. Uśmiechnęłam się do chłopaka. Wyszedł i poszedł do kuchni, a gdy wrócił po krótkim czasie, miał dla mnie jajecznicę.-Teraz się zamknij i daj mi spać.

Nim się obejrzałam chłopak zrzucił rzeczy z siebie i w samych spodenkach wszedł pod kołdrę. Czuj się, jak u siebie-zakpiła moja podświadomość. Nawet nie zdążyłam zjeść swojego śniadania, a usłyszałam ciche pochrapywanie Louisa. Korzystając z tego, że śpi, nachyliłam się nad chłopakiem i cmoknęłam go w policzek.

Louis pov*

Obudziłem się w nieswoim pokoju, a dopiero po chwili zobaczyłem, że jestem w pokoju Mii. Siedziała obok mnie, wgapiając się ekran telewizora. Zamknąłem ponownie oczy, żeby powoli się rozespać, gdy usłyszałem jej głos.

-Już się wyspałeś?

-Nie wiem. Jestem jakiś podmęczony-odpowiedziałem, leżąc przykryty po nos kołdrą.

-To jedź do siebie, a nie przesiadujesz w moim łóżku-westchnęła.

-Sama u mnie przesiadywałaś.

-Ta..wbrew mojej woli chciałeś dodać-odpowiedziała, na co zacząłem się śmiać.-Śmieszy Cię coś?

-Ty Mia. Mówiłem Ci już nie raz, że jesteś jak mały kotek. Chcesz być groźna, a nie jesteś-uśmiechnąłem się, po czym oberwałem poduszką w twarz. Zmrużyłem oczy, patrząc na Mię. Nie wiedziała, co chcę zrobić, ale sam wziąłem poduszkę i jej oddałem. Nie minęło kilka minut, a jedna z poduszek rozdarła się, rozsypując swoją zawartość na mnie. Mia popadła w nieopanowany śmiech.

-I co Cię tak bawi Green, co?-mruknąłem, otrzepując się z puchu.

-Fajnie tak wyglądasz. Bałwan we własnej osobie-zaśmiała się.

Spojrzałem na nią, unosząc kącik ust do góry, po czym poszedłem się ubrać. Telewizor dalej grał, ale nikt nie zwracał na niego uwagi. Złapałem swoją bluzę w
rękę, kierując się w stronę drzwi.

-Wiesz, co chciałbym teraz zrobić?...pocałować Cię, ale że jesteś chora, a nie chcę się zarazić, to powiem zwykłe na razie-zaśmiałem się i wyszedłem z pokoju,zostawiając zdziwioną Mię w czterech ścianach.Musiałem już wrócić do domu, bo i tak będą mnie napastować pytaniami. Zwłaszcza Harry. Przeszedłem całą drogę do swojego domu, po czym poszedłem do kuchni, żeby się napić.

-Gdzie byłeś?-usłyszałem pytanie, na co się zaśmiałem. Skąd ja mogłem wiedzieć, że tak będzie.

-Mia jest chora, więc poszedłem pomóc dziewczynom.

-Ah czyli wielki ''come back'' mam rozumieć?-parsknął Harry. Jedynie Niall wiedział, że byłem u dziewczyny znacznie dłużej niż reszta myśli.

-Nie? Po prostu im pomogłem. Nie mogę?-uniosłem ręce do góry.-Widocznie znudziła mi się tamta laska i wolę jednak po wkurwiać Mię.

-Jesteście pojebani-zaśmiał się Liam, patrząc w swoją gazetę. Ja się pytam, od kiedy on czyta gazety, co? Pokręciłem głową, przenosząc wzrok na Stylesa.

-Mogę się z nią przespać?-wypalił w końcu, po długim czasie zaciskania ust. Spojrzałem na niego pytająco, ale mruknąłem tylko, że ma iść z tym do niej.-Mia jest zwykłą dziwką-syknął.-Więc mnie też może obsłużyć-nie odwracając się do chłopaka, zacisnąłem zęby, nalewając sobie soku do szklanki. Liam w międzyczasie wyszedł z kuchni, bo wiedział, że za chwilę może być niefajnie.

-Skoro tak mówisz, to musi tak być-westchnąłem.-Zgłoś się do niej, to może się zgodzi.

-Nie dała Ci jeszcze dupy, prawda?-uśmiechnął się.-A mogę się założyć, że już to zrobiła z tym Maxem? Albo nie wiem, może...

-Zamknij się już Styles. Nie masz swojego życia?

-Nie przerywaj mi. Daje dupy wszystkim naokoło,a nie chce dać Tobie? Może dlatego ciągle do niej wracasz? Kevin, Max...wszyscy odhaczeni, tylko biedny Louis nic nie ma.

-Powiedziałem, że masz się kurwa zamknąć-syknąłem, patrząc na chłopaka.-Poszedłem do niej i to nie Twoja pieprzona sprawa. Będę robił, co mi się podoba, a nie co Ty debilu mi powiesz.

-Prędzej ja ją zgwałcę niż ty przelecisz-parsknął, chcąc wyjść z kuchni. Szarpnąłem go za rękę, żeby się odwrócił, po czym spojrzałem mu głęboko w oczy.

-Spróbuj chociaż do niej iść, a obetnę Ci kurwa łeb.

-Spierdalaj-wyszarpnął się, znikając za ścianą. Dokończyłem picie swojego soku, a że nie miałem nic do roboty, poszedłem na siłownię. Założyłem tam swoje ciuchy do ćwiczeń i rękawice. Żeby się wyżyć zacząłem walić w worek.

-Jebany Styles-szepnąłem do siebie.-Dotknie ją,a mu obiję mordę.

Rozumiem spać z różnymi dziewczynami. Sam tak robiłem i w sumie jeszcze czasem to robię. Ale nigdy ale przenigdy nie zgwałcę kobiety, bo chciałbym się zemścić na jakiejś osobie. Nie zgadza się, to do cholery tego nie robisz i szukasz innej. Moje uderzenia w worek stawały się coraz silniejsze, aż w końcu waliłem w niego z całych sił. Spocony usiadłem przy ścianie i napiłem się wody.

-Zależy Ci na niej-rzekł Niall, siadając obok mnie.

-Nie? A nawet jakby, to co z tego?

-Czyli przyznajesz, że jednak zależy-spojrzałem na chłopaka wkurwionym wzrokiem.-Nie masz co ukrywać. Jesteś jakby naszym szefem, przywódcą, a chowasz się przed tym idiotą Stylesem.

-Nie chowam się.

-Nie? Każdej innej osobie już dawno byś wyjebał, a jemu jedynie potrafiłeś grozić. Przestań mu na wszystko pozwalać Louis, bo wiesz, że on jest zdolny to zranienia Mii. Widziałeś co robił z Laylą.

-Nic jej nie zrobi, bo ja tego dopilnuję, ok?  Mia leży w pokoju i się stamtąd nie rusza.

-Lubisz ją Louis, lubisz i nie ukryjesz tego-Niall poklepał mnie po ramieniu, po czym wyszedł, trącając worek. Patrzyłem na kiwający się przedmiot. Ostatnio za dużo myślę, a o wiele lepiej jest  tego nie robić. 










CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Hej, jest i następny rozdział ;) Przepraszam za błędy, ale nie dość, że mam mało czasu na pisanie, to już wcale na dokładne sprawdzenie. Następny rozdział pojawi się, gdy pod tym będzie 5 komentarzy. Na razie :D

5 komentarzy:

  1. W końcu się doczekałam <3 Mega rozdział, wprost kocham te ''kłótnie'' Mii i Louisa <3 w ogóle dobrze że nie zaszło nic większego między Mią a Kevinem

    OdpowiedzUsuń
  2. Asdfghjkl ��������

    OdpowiedzUsuń