Rozdział 42
Brunet nadal siedział tuż za mną, luzując trochę uścisk. Nie wiedziałam, jak zareagować, bo z jednej strony chciałam się na niego rzucić, przytulić i już nie puścić, ale z drugiej chciałam go pobić za to, co zrobił Kevinowi. Nim zdążyłam się namyślić, co mogę w tej sytuacji zrobić, Louis zaśmiał się cicho pod nosem, przez co wiedziałam, że on nie przyszedł tu w celu pogodzenia się.
-Tęskniłaś skarbie?-szepnął mi nad uchem chłodnym głosem.-Wstaniesz, ubierzesz się, spakujesz i pójdziesz ze mną. Jedno piśnięcie, a ucierpisz i ty i twój kochaś-dodał, po czym wstał z łóżka.
-Jestem zmęczona-palnęłam bez namysłu, patrząc na chłopaka. Stał do mnie tyłem, ale doskonale wiedziałam, że grałam mu teraz na nerwach. Nie skłamałam, bo na serio byłam zmęczona i jedyne co chciałam to położyć się spać. Strach przed chłopakiem po prostu wygrywał, dlatego też wstałam z łóżka i leniwie zaczęłam się ubierać. On w tym czasie stał przy oknie, spoglądając na rozświetlone księżycem niebo.-Chcesz mi coś zrobić?-mruknęłam cicho, zaczynając się pakować. Nie usłyszałam odpowiedzi, a sam Louis nawet nie drgnął, stojąc ciągle przy oknie. Po dziesięciu minutach miałam wszystko w swojej walizce, ale dręczyło mnie to, że ja mu się tak łatwo daję. On mnie teraz nie widzi, a ja spokojnie bym mogła teraz wybiec z pokoju, żeby obudzić Kevina.
-Skończyłaś? Grzeczna dziewczynka-zaśmiał się, idąc w moją stronę.-Teraz idziemy na dół i obowiązuje cię ta sama zasada. Ani jednego słówka, bo was zniszczę-warknął, łapiąc walizkę. Szłam przed chłopakiem, starając się nie narobić hałasu. Założyłam buty, po czym wyszłam z nim na dwór, gdzie od razu poczułam chłodny wiatr, a że miałam na sobie tylko bluzę, odczuwałam go dość mocno.-Nie masz kurtki?
-Nie brałam jej z waszego domu-odparłam, patrząc na chodnik.
-Kurwa, żyję z debilami-warknął pod nosem i ściągnąwszy swoją skórzaną kurtkę, narzucił mi ją na ramiona. Wsunęłam ręce w rękawy, idąc obok chłopaka. Jego samochód stał kilka ulic dalej, przez co od razu ogarnęła mnie zła myśl, że nikt nie wie o jego planach. W skrócie mówiąc, mam przerąbane, a jeszcze gorsze jest to, że on nie wie o moim pocałunku z Kevinem. Wyciągając rękę w stronę klamki auta, spojrzałam w bok i zobaczyłam, że Louis pakuje moją walizkę. Nie wiem skąd, ale w mojej głowie pojawił się nieprzemyślany pomysł i zaczęłam biec. Byłam idiotką, myśląc, że zdążę mu uciec, bo nie dobiegłam nawet do końca ulicy, a Louis złapał mnie za rękę i pociągnął do tyłu.
-Przepraszam, przepraszam. Nic już nie zrobię-jąkałam się, biorąc wdechy.W moim gardle poczułam zimne powietrze, które niemiłosiernie drażniło. Chłopak wziął głębszy wdech, żeby unormować bicie serca i na mnie spojrzał.
-Ty na serio jesteś taka głupia?! Igrasz ze mną od początku, ale teraz się kurewsko poparzyłaś-syknął. Ściskając moją rękę do tego stopnia, że powoli traciłam w niej czucie, gdy on jedynie zaprowadził mnie jak dziecko do samochodu. Wsiadłam do środa i zapięłam pasy, jednocześnie podskakując do góry. Chłopak tak uderzył drzwiami, że dziwiłam się, że jeszcze nie uleciały. Odruchowo pociągnęłam za klamkę, by sprawdzić jakie mam szanse. Drzwi były zamknięte, a ja opadłam na fotel, czekając na Louisa. Brunet wsiadł krótko po mnie i ściągnął kaptur z głowy. Dopiero teraz dokładnie widziałam jego twarz, za którą tęskniłam przez te wszystkie dni. Szkoda tylko, że teraz ta twarz była spięta i to przez mnie. Louis przeczesał włosy ręką, jednocześnie drugą grzebiąc coś w telefonie. Zapalił samochód, po czym ruszył przed siebie. Oparłam głowę o zagłówek, czując, że nadal jestem senna.
-Gdzie mnie zabierasz?-szepnęłam, spoglądając na Louisa.
-A
co? Kevin nie zdążył cię przelecieć?-spytał, nie patrząc na mnie.
Chłopak jechał
ulicami, które rozświetlały jedynie lampy po
bokach.-Sorry, ale już nie zdąży.
Jego
ton głosu ponownie spowodował u mnie ciarki. Louis zgasił światło i
wnętrze samochodu zalało się ciemnością. Była prawie trzecia w nocy, a
ja nie wiedziałam, co on chce ze mną zrobić ani gdzie jedziemy. Nie
wiedziałam nic! Z jednej strony się go bałam, z drugiej wierzyłam, że mi
nic nie zrobi...tylko pytanie czy to nie moje zgubne nadzieje. Ostatni
raz na niego spojrzałam, po czym zamknęłam ponownie oczy i zasnęłam
wtulona w jego kurtkę, która była wprost przesiąknięta jego perfumami.
Spałam przez kilka następny godzin tak twardo, że nawet nie czułam, jak
chłopak przeniósł mnie do pokoju. Obudziłam się w łóżku ze śnieżnobiałą
kołdrą i czarnymi poduszkami. Podniosłam się powoli na łokciu, chcąc się
rozejrzeć. Louisa nie było w pokoju. Nie było go całą noc, bo leżałam
na środku łóżka-sama. Wstałam, kierując się w stronę okna. Zobaczyłam
dookoła las i jezioro przy którym stał domek. To jest to miejsce, o
którym mówił Louis. Stopniowo przypomniałam sobie noc i to wszystko co
się działo. Louis mnie porwał.
Zeszłam po cichu na dół, gdzie zobaczyłam, że chłopak siedzi przy stole i
pije kawę, prawie zasypiając, jednak gdy mnie zobaczył, momentalnie oprzytomniał.
-Coś na śniadanie?
-Obojętnie-wzdrygnęłam
ramionami. Spojrzałam na chłopaka, czując,że zaraz będę wymiotowała.
Stresowałam się, chociaż nie wiem dlaczego.-Po co tu jestem?
-Zadajesz
za dużo pytań, na które ci nie odpowiem. Będziesz tu ze mną, póki nie
stwierdzę, że już starczy. Nie ma zasięgu, więc nie skontaktujesz się z
nikim, a do najbliższych budynków jest godzina samochodem-odparł,
nalewając masę naleśnikową na patelnię.
-Dlaczego mnie tak traktujesz?-powiedziałam, siadając na blacie od stołu.-Nie chcę wracać do tych czasów, gdy mną pomiatałeś i miałeś w dupie.
-Ty nie chcesz?!-zakpił, odwracając się. Wzdrygnęłam ramionami po raz kolejny, nie wiedząc, co mam powiedzieć.-Ja cię nigdy nie wystawiłem, nigdy odkąd jesteśmy razem nie pozwoliłem, żeby Harry cię obrażał, nie pozwoliłem choćby cię dotknąć, a ty zrobiłaś wszystko totalnie na odwrót w jeden pieprzony wieczór!
-Louis nie chciałam-powiedziałam, patrząc na chłopaka.-Nie myślę o tobie tak...
-I po co boisz się to powiedzieć?! Jak już rozmawiamy, to mów prosto z mostu-przerwał mi, podnosząc głos. Chciałam go teraz cholernie przytulić, ale bałam się, że mnie odtrąci i nie pozwoli na to.
-Jak na razie to się na mnie drzesz. Nie myślę o tobie tak, jak mówił Kevin. Nie jesteś dla mnie dziwką, mimo że powiedziałeś to wszystko o tym, że się przed nikim nie otworzyłeś, to wiem, że to zrobiłeś.
-Nie znasz mnie. Jesteś kolejną osobą, która ocenia mnie pod takimi względami jak Kevin.
Bezradna zeskoczyłam z blatu, biorąc swoje naleśniki. Nie uda mi się przemówić mu do rozumu, że to co powiedział Kevin, to totalne brednie. Ja go do cholery nie kocham i jedyną rzeczą jaką chcę to to, żeby Louis znowu był na sto procent moim chłopakiem.-Spałaś z nim?
-Co?!-odparłam cicho, starając się nie pokazać, że jestem spięta. Nie powiem mu tego, nie powiem.
-Nie będę się powtarzał. Nadal jesteś dziewicą?!
-Jestem. Z jakiej racji bym miała z nim to zrobić, co? Odwal się już od tego tematu.
-Nie zrobię tego!-przerwał mi, krzycząc.-Bo on włazi ci w dupę i robi wszystko, żeby się zbliżyć, a ja mu kurwa nie ufam, rozumiesz? A dowiem się, że chociaż cię dotknął, to będziesz mogła się z nim pożegnać.
-Nie ufasz jemu, to rozumiem, ale jednocześnie nie ufasz mi.
Louis spojrzał na mnie przelotnie, po czym wyszedł z kuchni, zostawiając mnie samą. Zjadłam do końca, cudem powstrzymując emocje. Jestem po prostu pewna, że teraz nie mogę mu powiedzieć o tym pocałunku. Zabije Kevina, znienawidzi mnie do końca, a co najgorsze będzie koniec między nami. Posprzątałam po sobie i wyszłam w kuchni. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, więc założyłam bluzę, po czym wyszłam przed domek. Dzisiejszy dzień był w miarę ciepły, przez co sam Louis siedział na płotku altanki, patrząc przed siebie. W pierwszej chwili nie zauważyłam nic dziwnego, ale kilka sekund później z ust chłopaka wydobył się gęsty dym. Nie wierzę, że on znowu to robi. Paczka leżała obok niego razem z zapalniczką, a że zdenerwowałam się tym, co robi Louis, przeszłam zaraz przy nim i zabrałam wszystko ze sobą. Nim zauważył, że paczka zniknęła, ja już zdążyłam stanąć na pomoście.
-Spróbuj, a masz przejebane-wywarczał w moją stronę, uważnie obserwując moje ruchy.
-Nie raz ci mówiłam, że nie będziesz przy mnie palił! Miałeś z tym skończyć!
-Skończyłem, ale jak widzisz mi się nawróciło-uśmiechnął się, patrząc to w moje oczy to na rękę. Wziął kolejnego bucha ze skręta i specjalnie na mnie dmuchnął.-Prosisz się o wpierdol, a mam ci chęć go dać od kilku tygodni. Oddaj to do cholery. One nie są tanie.
-To ich nie kupuj debilu-westchnęłam, po czym upuściłam zapalniczkę do wody. Do moich uszu dotarł charakterystyczny dźwięk, gdy coś wpada do wody. Louis zacisnął szczękę, robiąc kroki w moją stronę.-I co mi zrobisz? Pobijesz jak Kevina? Czy może od razu mnie wrzucisz do wody i utopisz?
-Ten chuj sobie na to zasłużył i mógł mnie nie drażnić, a teraz dla twojego dobra oddaj mi moją własność-syknął.Kiwnęłam przecząco głową, nadal szczując Louisa, że zaraz wszystko wyląduje w wodzie.-Słuchaj mnie uważnie Mia. Jeżeli cokolwiek z tego zginie, oddam cię do najbliższego burdelu i sama spłacisz całą cenę co do grosza.
-Cholernie się wystraszyłam-parsknęłam, po czym nim Louis zdążył mnie powstrzymać, wzięłam zamach i razem z chłopakiem obserwowałam, jak paczka znika gdzieś pod wodą. Spojrzałam na niego z uśmiechem na twarzy, podczas gdy on coraz bardziej się wkurzał. Wziął ostatni raz wdech, by wywalić resztkę skręta i do mnie podejść. Byłam w pułapce, bo nie miałam gdzieś uciec, ale czułam, że przecież mi nic nie zrobi.
-Zabiję cię za to dziewczyno, zabiję. Po co ty się wtrącasz w nie swoje sprawy?
-Myślisz, że ja jestem ślepa? To nie były pieprzone papierosy, a paliłeś skręty. Co ci znowu odbija, że zacząłeś ćpać i pić jak jakiś menel! Skończysz gdzieś pod mostem-zaćpany i nikt ci nie pomoże.
-Chuj ci do tego. Oddasz mi pieniądze za to, bo tak się składa, że to nie był mój towar.
-Śnisz sobie w tym momencie-parsknęłam.-Jesteś zwykłym palantem Louis. Znowu stajesz się pieprzonym egoistą i nie patrzysz na mnie.
-Słuchaj-Louis podszedł do mnie i złapał mnie za policzki, jak to zawsze miał w zwyczaju.-Przestań mnie wkurwiać, bo zawsze są dwie możliwości spłacenia długu. Jedna-normalnie dajesz kasę. Druga-mogę dać dowolną dziewczynę w wiadomych celach...
-Nie strasz mnie tym gównem i tak wiem,że mi nic nie zrobisz-przerwałam mu, wyrywając swoją twarz. Louis zaczął się śmiać, przez co znowu poczułam to cholerne uczucie zawodu.-Pierdolony dupek.
-Dałaś Kevinowi, a innym nie chcesz?! Dziwne to moim zdaniem-gdy po raz kolejny dzisiejszego dnia, usłyszałam te słowa z ust chłopaka, wkurzyłam się. Z powodu chwili popchnęłam go do tyłu, przez co prawie wleciał do wody, co mnie nie ruszyło ani razu. Uderzyłam go kilka razy w klatkę, aż w końcu złapał moje ręce w nadgarstkach i je unieruchomił.
-Przestań tak do mnie mówić, dobra! Bo ja w porównaniu do ciebie nie zrobiłam takiej rzeczy. Niby jesteś ze mną, ale widzisz pierwszą lepszą i już dla ciebie nie istnieję! Jesteś śmieszny po prostu! Nienawidzisz mnie, wiem to, ale nie musisz mi tego okazywać na każdym kroku. Przyznałam się do błędu. Powiedziałam, że tak do cholery o tobie nie myślę. Nie jesteś dziwką, nie jesteś zły! Co jeszcze mam ci powiedzieć, co?!
-Hmm no pomyślmy. Właściwie nic nie możesz zrobić. Po prostu jestem w siódmym niebie, mogąc cię dręczyć. Jesteś zależna ode mnie i mi się to podoba. A wracając do twojego opłakiwania Kevina...może na następny raz posłuchaj wersji obu stron, a nie wierzysz tylko temu jebanemu dupkowi. Taka rada na przyszłość.
Louis poszedł z powrotem do domu, a ja jeszcze przez chwilę stałam sama na pomoście. Czy ze mną jest coś nie tak? Zaraz później poszłam się przejść, mimo że zaczęło się robić chłodno. Miałam to chwilowo w dupie, bo nic nie męczyło mnie bardziej, niż zachowanie Louisa i każde słowo, które wyszło z jego ust. Nie wiedząc, ile przeszłam, zaczęłam wracać, bo nie chciałam się zgubić. Nim zdążyłam dojść do punktu docelowego, zrobiło się jeszcze chłodniej. Pociągnęłam nosem i weszłam do środka. Od razu zrobiło mi się ciepło, więc zdjęłam buty i poszłam zrobić sobie herbatę. Słyszałam, że w pomieszczeniu obok jest włączony telewizor, dlatego poszłam tam z kubkiem w ręku. Louis siedział na kanapie, grzebiąc coś w telefonie. Usiadłam obok, podkulając nogi, układając głowę na poduszce.
-Kochasz mnie jeszcze?-mruknęłam, patrząc na chłopaka. Spojrzał na mnie na chwilę, odłożył telefon i po odrzuceniu poduszki, położył się obok mnie.-Proste pytanie.
-Nie wiem.
-Boli, jak to robisz.
-Mnie też bolało, gdy mnie wystawiłaś, a żyję-odparł. Przesunęłam się na bok, podkładając dłoń pod policzek i starałam się skupić na filmie. Chciałam już zostawić ten temat w przeszłości, ale postanowiłam mu powiedzieć jeszcze te kilka słów, które chciałam wydusić z siebie od wczoraj.
-Może i mnie nienawidzisz, ale ja cię nie przestałam kochać i nadal chcę, żebyś był mój.
-Zaskakujące.
-Tracę na ciebie czas. Nie łudźmy się, że znowu się mną bawisz i raz zgrywasz miłego, a za chwilę będziesz się na mnie darł, czego nie lubię przez moje wspomnienia, a ty dobrze o tym wiesz-wyrzuciłam z siebie na jednym tchu. Louis poruszył się, jednocześnie znowu się śmiejąc, co doprowadzało mnie do szału.
-Łatwo się poddajesz.
-Po cholerę mam się starać, skoro druga strona nawet nie chce walczyć? To tak jakbym miała rywalizować sama ze sobą-mruknęłam. Brunet zachowywał się, jakby mnie nie słyszał i leżał tuż obok mnie, tak że czułam jego ciało przy swoim.
-A może druga strona za dużo się starała i odpuściła, żeby samemu się nie zabić?! Może miała na swojej drodze kogoś, kto cholernie mu przeszkadzał i nie umiał sobie już z nim radzić...
-Miałeś się odwalić od Kevina-warknęłam, odwracając się do chłopaka. Spojrzał na mnie, marszcząc brwi, na co od razu spuściłam z tonu. Chciałam, żeby mnie teraz pocałował i jakkolwiek pokazał mi, że mu na mnie zależy. Ten tylko przekręcił głowę, by na mnie spojrzeć i mruknął jakieś przekleństwo pod nosem.
-Nie rozumiesz, że on mi się nie podoba! Pomińmy to, że ciągle włazi ci w dupę i mnie wkurwia, ale po prostu on mi się nie podoba. Nie zdziwię się, jeżeli lada dzień się dowiem o nim prawdy, a wtedy będę mógł powiedzieć, a nie mówiłem.
-Słuchanie tych głupot jest żałosne Louis. A ty do teraz mi nie wytłumaczyłeś, dlaczego doprowadziłeś go do tego stanu?! Myślisz, że go to nie bolało?! Dotknąć się nie dał.
-Mmm czyli zadziałało-szepnął do siebie.-Przestań się o to dowalać, bo już ci odpowiedziałem na to. Najpierw sprawdź obie wersje wydarzenia, a nie jedną i to na dodatek pewnie zmyśloną.
-No to proszę, oświeć mnie skoro jestem taka głupia!
-Nie mogę ci powiedzieć-odparł, wstając z kanapy. Spojrzałam na niego, jak na niedorozwiniętego człowieka i po prostu za nim poszłam.-Nie teraz-powtórzył, przez co szarpnęłam go za rękę, żeby się do mnie odwrócił. Wyrwał ją, wkurzając się i ścisnął pięść.
-Żartujesz sobie ze mnie?!
-Nie muszę ci o niczym mówić! Nie muszę cię szanować ani nosić na rękach. Jesteś tu po prostu ze mną i uszanuj kurwa to, że jeszcze ci nic nie zrobiłem, bo mnie cholernie korci.
-No to zrób, to co chcesz!-krzyknęłam, odpowiadając na jego wrzaski.-Pobij mnie, zrań jakkolwiek, zgwałć, albo mnie nawet zabij, bo ja mam na to wyjebane. Nie dam się znowu tak pomiatać. Możesz nawet wyjść w tym momencie, najebać się i przelecieć jakąkolwiek dziewczynę, a ja mam to w dupie!
-To że ty dajesz wszystkim naokoło, nie znaczy, że ja robię to samo.
-Jesteś chujem-warknęłam, czując, że w moich oczach zbierają się łzy. Hamowałam się ile mogłam, żeby tylko nie dać mu wygrać i nie pokazać, że nadal mi zależy.
-Zabolało? Hmm szkoda, ale większość prawd boli. Nie musisz się już kryć, z resztą Harry dzwonił, czy jednak mu...-nim Louis zdążył dokończyć zdanie, moja ręka spotkała się z jego policzkiem. Chłopak zmrużył oczy, zaciskając szczękę, która zaczęła drżeć ze wściekłości. Zaczęłam płakać z powodu słów, które ciągle słyszę od osoby, która jest dla mnie najważniejsza.-Zrób tak jeszcze raz, a obiecuję ci, że źle skończysz.
-Jesteś takim samym frajerem jak mój ojciec. Bawi cię mój strach i to że mnie
ranisz.
Ruszyłam w stronę sypialni, żeby być jak najdalej od chłopaka. Po drodze usłyszałam, jak coś rozbija się o ścianę lub podłogę i z trzaskiem rozpada się po ziemi. Sama zamknęłam za sobą drzwi, po czym usiadłam na poduszkach, którymi był wyłożony parapet przy oknie. Spojrzałam za okno, czując kolejną falę łez. Jestem zwykłą szmatą. Podciągnęłam nogi pod samą brodę i patrzyłam, jak woda na jeziorze leniwie faluje z powodu podmuchów wiatru. Zmęczona płaczem przeniosłam się na łóżko i sięgnęłam pierwszą lepszą książkę, która była na półce. Nie wiem, czy miało mnie to dobić, czy był to czysty przypadek, ale nawet ta zasrana książka musiała być o nieudanej miłości. Nawet nie doczytałam jej do końca, a będąc już za połową, odrzuciłam ją na szafkę, po czym przekręciłam się na bok. Mimo że odczuwałam delikatny głód, nie miałam ochoty na nic. Chciałam zasnąć i się nie obudzić. Nie mam tu kontaktu z nikim, a cholernie potrzebuję teraz rozmowy z Laylą. Zamiast tego po kilku minutach usłyszałam, że ktoś idzie po schodach. Louis wleciał do pokoju, nie zwracając na mnie uwagi, a po zabraniu z szafki jakiejś paczki, wyszedł.
*Trzy dni później
Stałam przy umywalce w łazience, rozczesując mokre włosy, gdy Louis wszedł bez żadnych ostrzeżeń do środka. Odwróciłam się do niego, przytrzymując ręcznik przy szyi, co tym bardziej ograniczało moje ruchy.
-Mia przejdziesz się ze mną?-mruknął niewyraźnie, chcąc mnie do siebie przyciągnąć.
-Nie dotykaj mnie i się odczep.
-Mia proszę! Jesteś seksowna, a ja już nie wytrzymuję-odparł, co mnie zbiło z tropu. Spojrzałam na chłopaka, starając się rozszyfrować, co jest nie tak, aż w końcu trafiłam na jego oczy.-Jeden raz.
-Ćpałeś-odparłam, strzepując jego ręce ze swojej twarzy.-Zostaw mnie i się nawet nie zbliżaj.
-Mia! Bo zrobię to po swojemu-warknął, momentalnie zmieniając humor. Odsunęłam się od chłopaka o kilka kroków, błądząc oczami po jego ciele. Jeden z nielicznych razy, gdy na serio się go bałam.-Będzie przyjemnie, obiecuję.
-Kurwa Louis, odwal się!-krzyknęłam, odpychając go od siebie. Narzuciłam na swoje ciało niebieski T-shirt tak, by nic nie widział i założyłam majtki. Tomlinson w tym czasie uważnie na mnie patrzył, opierając się o drzwi.
-Co ma w sobie Kevin, czego ja nie mam! Co ci się we mnie nie podoba?!
-Ty mi się nie podobasz! Jak tak bardzo chcesz seksu, to sobie zwal!-podniosłam głos, wkurzając się na chłopaka. Pogorszyło to tylko sprawę, bo jego oczy pociemniały, a ja byłam pewna, że to z powodu mojego wybuchu.
-Ty możesz to zrobić-powiedział poważnie, na co pokiwałam przecząco głową.
Usiadłam się na łóżku, obserwując Louisa, który nerwowymi ruchami ściągał z siebie ubranie. W końcu wskoczył na swoje miejsce i pociągnął mnie w swoją stronę. Zaczęłam się śmiać, czując jego ręce na moim brzuchu, ale nie minęło kilka minut, a poczułam, że chłopak zaczął zmierzać do czegoś innego.
-Puść mnie Louis. Ja tego nie chcę, nie rozumiesz?
-Ale ja chcę od dawna. To jest moje i będzie moje, więc po co to przedłużać.
-Louis-podniosłam głos, starając się zwrócić na siebie uwagę. Ten dalej błądził pocałunkami po moim dekolcie, aż w końcu nie wytrzymałam.-Louis do cholery! Nie jesteś sobą!
-Za to ty jesteś jak każda. Najpierw się opieracie, a później będziesz jęczała przez całą noc.
-Kurwa Louis ty mnie zgwałcisz-mruknęłam, prawie płacząc. Brunet na chwilę się zatrzymał i na mnie spojrzał.-Nie chcę tego, zrozum mnie. Jutro nie będziesz nic pamiętał, ale później będziesz się z tym męczył jeszcze długi czas. Jeśli ci na mnie zależy, to mnie nie dotykaj.
Louis jeszcze chwilę na mnie patrzyła, aż w końcu zasnął. Powinnam go teraz zostawić, albo najlepiej jeszcze wywalić gdzieś na dwór, ale po raz kolejny przegrałam z sumieniem. Nakryłam Louisa kołdrą i przeczesałem jego włosy ręką. Miałam czas do rana, żeby pozbyć się wszystkiego, co doprowadza Louisa do tego stanu. Wstałam i obeszłam po cichu łóżko, by móc przeszukać całą szafkę, z której Louis wyciąga te jebane paczki. Były one powciskane dosłownie w każdą szparę, aż w końcu znalazłam sześć paczek z narkotykami. Wywaliłam wszystko do toalety, po czym wcisnęłam spłuczkę, błagając, by Louis mnie jutro za to nie pobił. Ostatnią rzeczą, którą musiałam zrobić, było pozbycie się każdej butelki alkoholu z domu. Gdy wyciągnęłam wszystkie z lodówki, powylewałam ich zawartość do zlewu, a butelki postawiłam przy koszu. Z satysfakcją wróciłam do łóżka, by móc się w końcu położyć. Zamknęłam oczy, marząc o spokoju i o tym, by to wszystko się skończyło. Obudziło mnie trzaskanie drzwiami, przez co zerwałam się z łóżka i usiadłam na nim, rozglądając się po pokoju.
-Poszukaj gdzieś w rurach od kibla. Alkoholu już też w tym domu nie znajdziesz-mruknęłam, widząc, że wkurzony Louisa szuka swojej zguby.
-Co kurwa zrobiłaś?!-zaczął do mnie iść, ale ja mimo to nawet się nie odwróciłam.-Kazałem ci cokolwiek robić?! Kazałem?! Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy!-krzyknął, szarpiąc mnie za ramię. Mimowolnie odwróciłam się w jego stronę, czując uścisk na ramieniu. Spojrzałam na jego wściekłe spojrzenie, które mogłam porównać do jakiegoś wściekłego zwierzęcia i zrozumiałam, że ja go chyba do końca nie poznałam. Nigdy się tak nie zachowywał.
-Nie będziesz pił w takich ilościach, nie będziesz palił czy ćpał. Widziałeś siebie w lustrze? Schudłeś i to mocno. Jakby cię ktoś wyzwał na walkę, to w ciemno można obstawić, że przegrasz.
-Nagle się mną przejmujesz?! To ty mnie niszczysz, a nie te gówna!-krzyknął, popychając mnie do tyłu.-Wszystko co robię, jest po to, żebym zapomniał o tobie i tym że mnie nienawidzisz za nic! Co ja ci zrobiłem, co?! Miałem cię zabić, tak jak planowałem, ale nie kurwa, musiałem coś poczuć, bo inaczej bym się nie nazywał Louis Tomlinson!-po raz kolejny poczułam, że Louis traci nad sobą panowanie, a ja chciałam się wydostać spomiędzy niego a łóżka. Jego ręce owinęły się na moich ramionach i znowu je ścisnął.-Czym mi się odpłacasz? Obierając mi jedyną rzecz, która pozwala mi odciąć się od tego wszystkiego.
-Ja cię nie nienawidzę-szepnęłam, czując łzy w kącikach oczu.
-Przestań mnie okłamywać, bo mogę się założyć, że jeżeli byłby tutaj Kevin, to byś mówiła coś innego! Co byście wymyślili teraz? Dziwka, pedofil, gwałciciel? Coś jeszcze?
-Louis przestań tak mówić, uspokój się i mnie puść, bo to boli.
-To niech boli-syknął, zaciskając zęby, ale gdy już miałam go odepchnąć, żeby uwolnić się od uścisku, chłopak spojrzał na mnie łagodniej i zamrugał kilka razy oczami. Zdezorientowana spojrzałam na niego, uspokajając oddech. Jego ręce opadły bezwładnie wzdłuż ciała, by po chwili jedną zgiął w łokciu i oparł na biodrze, a drugą przeczesał włosy.
Nie wiem, co się z nim ostatnio dzieje, ale zaczynam się bać, że on potrzebuje pomocy i to bardziej niż wszystkim się zdaje. Przydaliby mu się przyjaciele, a nie siedzimy tutaj jak kołki, ciągle robiąc awantury.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
No to mamy kolejny rozdział, który w sumie miał być już w święta, ale ostatecznie zdecydowałam dodać po :D Przepraszam za jakiekolwiek błędy i mam nadzieję, że nie jest nudno xd Dzisiaj nie będę się jakoś rozpisywała, więc do następnego :)
Agresywny Louis to wspaniały Louis *.* Kocham ich jak są razem, pasują do siebie idealnie.
OdpowiedzUsuńCooooo? :o OMG, tego się nie spodziewałam, jestem ciekawa co będzie dalej... Mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie już niedługo! xx
OdpowiedzUsuńŚwietny ^^~A
OdpowiedzUsuńO ja cie! Te fazy Louisa są chore, ale mam nadzieję,że szybko się ogarnie i nie zrobi nic Mii :/ Rozdział wspaniały, chcę następny!
OdpowiedzUsuń