Louis pov*
Trzasnąłem drzwiami, wchodząc do naszego pokoju, gdzie chwilę wcześniej poszła Mia. Nigdy mnie jeszcze tak nie zdenerwowała jak dzisiaj, a ja nie będę jej pozwalał na dwadzieścia humorków na dzień.
-Masz okres? Czy te nastroje od tak ci przychodzą?
-A ty masz okres?-uniosła brwi, krzyżując ręce na klatce.
-I co ci daje to wkurwianie mnie? Pogarszasz tylko swoją sytuację dziewczyno! A ja tak czy siak cię stąd nie wypuszczę-splunąłem w jej stronę. Mia zaśmiała się pod nosem, podchodząc do okna. Stanęła przy nim, tym samym odwracając się do mnie plecami i nic nie powiedziała.-Ogłuchłaś?
-Nie. Nie rozmawiam, bo jest to bez sensu. I tak zawsze będziesz chciał postawić na swoim.
-Bo ty nie-parsknąłem pod nosem.-Czego nie mam ja, co ma ten idiota, co?-wypaliłem w końcu, przez co Mia odwróciła się ze znakiem zapytania wymalowanym na twarzy. Rozłożyłem ręce, czekając na odpowiedź, która zdawała się nie nadejść.
-Boże, Louis, czy ciebie do końca pojebało?-jęknęła, jednocześnie pocierając swoją twarz.-Czemu ty ciągle zasłaniasz się tą sprawą?! Zostaw go w spokoju, bo on nie jest żadną konkurencją.
-Ja sądzę o tym coś innego. Ciągle się w między nas wpieprza. Ciągle trzyma twoją stronę, żeby tylko narobić sobie punktów!-podniosłem głos, po raz kolejny tracąc panowanie nad sobą.-Ostatnio coraz częściej wątpię w to, że między wami nic nie
zaszło.
-To już nie twoja sprawa.
-Co powiedziałaś?-mruknąłem, widząc jej minę. Nie zaprzeczyła nawet słowem, co tym bardziej mnie zdenerwowało. Jeśli oni robili cokolwiek, to przyrzekam, że zabije tego gnojka i odbije się to na Mii.
-Nic się nie działo! Nie patrz na niego, tylko patrz na to, co się dzieje między nami, bo nie jest kolorowo.
-Jak ma być, skoro zachowujesz się jak dziwka?-uśmiechnąłem się do dziewczyny, przez co związała usta w cienką linię.-Ojciec cię do tego szkolił, prawda? Dlatego chciał cię wysłać do burdelu, ale że pojawił się Kevin, to masz już komu dawać. Biedna sierota, która chce zarobić na życie, więc zajmuje się sponsoringiem. Szkoda, że mi jeszcze nigdy nie dałaś...zatkało?-dodałem na końcu, widząc, że Mia jest bliska płaczu.
-Przegiąłeś pieprzony dupku-odepchnęła mnie w przejściu, po czym wyszła nie wiadomo gdzie.
Wkurzony rzuciłem się na łóżko i włączyłem telewizor, by odciągnąć moje myśli od dziewczyny. Jestem wykończony psychicznie i fizycznie od tego, że ciągle mnie okłada pięściami przy każdej okazji. Przez blisko trzy godziny leżałem i nie robiłem nic, aż w końcu moje sumienie doprowadzało mnie powoli do szału. Wyjąłem swoje buty do biegania, po czym je założyłem i wyszedłem na dwór, żeby trochę pobiegać. Biegłem przed siebie, nie zwracając uwagi na nic, przez co kilka razy bym się wywrócił o jakieś pieprzone korzenie drzew. W końcu zatrzymałem się, by trochę odpocząć, przez co oparłem się o drzewo i zacząłem się rozglądać. Do mojej głowy znowu powróciła Mia i wyrzuty, że chyba jednak za ostro ją potraktowałem. Pojechałem po jej najczulszym punkcie, a nie powinienem tego robić. Pobiegłem z powrotem w stronę domu, a gdy się w nim znalazłem, stwierdziłem, że muszę się umyć. Puściłem zimną wodę, która od razu ochłodziła moje spocone ciało i przyniosło mi ulgę. Namydliłem swoje ciało, które opłukałem tym razem ciepłą wodą, po czym wytarłem się dokładnie ręcznikiem.
-Jestem idiotą-szepnąłem do siebie, spoglądając w lustro, gdy wyszedłem z prysznica.
Założyłem świeże bokserki, a po ogarnięciu łazienki, poszedłem do pokoju, gdzie jedynie odłożyłem telefon na stolik. Przez to bieganie zrobiłem się głodny, więc zszedłem do kuchni, żeby zrobić sobie coś do jedzenie. Mia siedziała, jedząc już jakąś sałatkę. Nawet na mnie nie spojrzała, nie mówiąc już o odezwaniu się.
-Będziesz teraz strzelała fochy?-spytałem, na co nie otrzymałem odpowiedzi.-Halo?! Ja tu jestem.
Dziewczyna nawet nie reagowała na moje słowa, traktując mnie jak powietrze. Odpuściłem dając jej spokój i wróciłem do smażenia swojej zapiekanki. Zjadłem ją tak samo szybko, jak ją przygotowałem, co było spowodowane moim głodem. Wróciłem do pokoju trochę zmęczony, przez co wskoczyłem pod kołdrę i poszedłem spać, nie czekając na to, czy Mia w ogóle będzie raczyła tu przyjść. W nocy jednak nie wiem dlaczego, ale się przebudziłem. Odruchowo wyciągnąłem rękę, żeby sprawdzić czy jest obok Mia, ale opadła ona na materac. Zerwałem się z łóżka, w celu znalezienia Mii. Obszedłem cały dom ze dwa razy, aż zobaczyłem pod stołem butelkę po jakimś alkoholu.-Nie wierzę-szepnąłem, po czym szybko złapałem bluzę w ręce i wbiegłem przed dom. Nim odszukałem wzrokiem Mię, trochę mi to zajęło, ale ostatecznie zobaczyłem, że stoi na jakimś kamieniu przy jeziorze. W mojej głowie włączył się alarm, że znowu chce sobie coś zrobić, przez co tam pobiegłem. Cholerne jezioro było kawałek od domku, przez co nim tam dobiegłem, dziewczyna zdążyła wejść na pomost i iść coraz bardziej w jego głąb, aż w końcu stanęła na samym końcu, gdzie woda miała już dużą głębokość. Kąpiel w tamtym miejscu była zabroniona, przez co tym bardziej przyspieszyłem biegu. Nim Mia zdążyła w ogóle stanąć na jednej z barierek, złapałem jej drobne ciało i odciągnąłem od poręczy.
-Puść mnie do cholery! Nie chcę już tego przeżywać!
-O czym ty mówisz, Mia! Ogarnij się-krzyknąłem, ściskając ją, żeby mi się nie wyrwała. Dziewczyna szarpała się jak opętana, a ja czekałem, aż w końcu się zmęczy.
-Pierdol się. Zostaw mnie i najlepiej zniknij. Nienawidzę cię! Jeżeli mnie nie kochasz, to po cholerę mnie tu trzymasz! Myślisz, że mi dobrze, jak muszę znosić to obrażanie?
-Kurwa Mia! Spójrz na mnie-szepnąłem, robiąc drobne kroki do przodu, co powodowało, że Mia też musiała się cofać. Tym samym znalazłem się po jakimś czasie na plaży, gdzie w końcu odetchnąłem. Oczy dziewczyny zdradzały wszystko. Pusta butelka w kuchni, była jej sprawką.
-Zostaw mnie i pozwól mi odejść. Nienawidzę ciebie i tego co się dzieje! Jestem dla ciebie dziwką?
-Nie, Mia, nie myślę tak. Jesteś dla mnie najważniejsza-mruknąłem, przyciągając dziewczynę do siebie.-Nie płacz. Nakrzycz na mnie, jakim palantem ostatnio byłem. Jak zachowywałem się, jak typowy chuj, możesz mnie nawet bić, co robisz co chwila, ale nie płacz z mojego powodu.
-Kłamiesz, żebym nie skoczyła. Jesteś gnojkiem, nienawidzę cię-krzyknęła i znowu poczułem, jak jej pięści spotykają się z moim ciałem. Po raz kolejny ją ścisnąłem, próbując przy sobie utrzymać, aż w końcu do końca opadła z sił. Oparła swoją głowę o moje ramię i cicho szlochała.
-Jestem gnojkiem, wiem to. Po co ty to chciałaś robić? Jesteś niepoważna czy jaka?-narzuciłem na jej ramiona swoją kurtkę, po czym znowu do siebie przytuliłem.-Prędzej byś umarła z wyziębienia w zimnej wodzie, niż byś się utopiła.
-Zawsze coś palancie-mruknęła, a ja zacząłem się śmiać z jej słów.-A to wszystko przez to, że mnie ranisz i traktujesz jak worek treningowy-dodała i po tym jak mnie odepchnęła, poleciała do domku.
Pokiwałem bezradnie głową, ostatni raz spoglądając na jezioro, po czym sam poszedłem do środka, gdzie na wszelki wypadek zamknąłem drzwi wejściowe.Było mi zimno, a jedyne co chciałem zrobić, to położyć się spać. Z tego powodu wielką niespodzianką było dla mnie to, że drzwi od sypialni były zamknięte.
-Mia. Otwórz drzwi.
-Spierdalaj. Nie chcę z tobą rozmawiać-mruknęła, a że słyszałem ją bardzo dobrze, zrozumiałem, że jest gdzieś blisko drzwi.-Mam cię dosyć.
-Mia, ja chcę tylko porozmawiać. Przepraszam za wszystko, co robiłem.
-Teraz już za późno na twoje przepraszam. Wiesz, ile mnie to kosztowało, żeby tu być!
-Wiem, przepraszam za wszystko, co powiedziałem. Chyba wiesz,że tak nie myślę, nie? Jesteś dla mnie najważniejsza mała-mruknąłem, po czym wróciłem do salonu, gdzie położyłem się na kanapie i przykryłem kocem. Wiedziałem, że ta noc będzie ciężka, ale nie że aż tak. Zasnąłem z myślą, że jutro muszę jakoś przekonać Mię, żeby ze mną porozmawiała, a już na pewno jutro wróci do domu.
Mia pov*
Obudziłam się w ubraniach na co dzień, co od razu dało mi trochę do myślenia. Okręciłam się w drugą stronę, gdzie zobaczyłam, że Louisa nie było przy mnie, przez co przypominałam sobie powoli, co się działo. Walnęłam się w głowę, opadając znowu na poduszkę. Po cholerę ja piłam ten jebany alkohol?! On mnie teraz zabije, za to co chciałam zrobić. Zaczęłam szukać jakichś ubrań w swojej walizce, ale nie znalazłam żadnych, które nadawałyby się do założenia. Przez to zmusiłam się do założenia bluzki Louisa. Poszłam do kuchni, żeby zaspokoić swój głód, gdzie zobaczyłam chłopaka. Miałam kilka sekund zawahania, czy mam się cofnąć czy wejść do kuchni, ale ostatecznie odważyłam się zrobić kilka kroków do przodu.
-Dobrze ci się spało? Bo mnie napierdalają plecy od tej zjebanej kanapy.
-Zasłużyłeś sobie-odparłam, wzdrygając ramionami.
-Czy to jest moja koszulka?
-Nie mam swoich rzeczy. Muszę je dzisiaj wyprać...
-Nie musisz-przerwał mi.-Wracasz dzisiaj do domu.
W środku cieszyłam się jak dziecko, że w końcu się uwolnię, ale na zewnątrz nie okazałam ani grama emocji. Sięgnęłam po prostu skibkę chleba i zaczęłam robić sobie kanapkę.
-Może byś coś powiedziała na temat wczorajszego dnia? Bo dzisiaj przynajmniej normalnie odpowiesz, a nie co słowo będziesz się darła, że chcesz umrzeć.
-Wczoraj jakoś byłeś milszy-syknęłam. Louis przewrócił oczami, po czym jeszcze raz, ale tym razem łagodniej, powtórzył swoje pytanie.-Nie mam nic do powiedzenia. Chciałam znowu ze sobą skończyć, bo mnie ranisz, a to boli.
-Sprowokowałaś mnie-odparł sucho.-Ale ja cię przeprosiłem i powiedziałem, że był to impuls, żeby ci tylko dowalić. Nie jesteś dla mnie dziwką.
-Jakbyś mnie kochał, to nawet przy największej prowokacji, nie powiedziałbyś mi takiej rzeczy.
-Najlepiej zwalić na mnie całą winę. I tak wiem, że za mną tęsknisz-dodał, uśmiechając się pod nosem. Uniosłam brwi, po czym pokazałam mu środkowy palec.
-Pierdol się.
-Siebie nie, ale ciebie mogę w każdej chwili.
-Możesz sobie o tym pomarzyć-parsknęłam, czekając na jakąś dogryzkę w stylu-''Przecież ty robisz to tylko z Kevinem'', ale Louis się powstrzymał, co mi się spodobało.
-Wiesz, jeżeli w łóżku też tak drapiesz, jak wczoraj gdy chciałaś się wyrwać, to już nie mogę się doczekać-zaśmiał się, pokazując swoją rękę na której widniały ślady po paznokciach.
-Było się odwalić i dać mi spokój.
-A wtedy co? Skok do wody? Cienkie, jak na samobójstwo. Martwego to bym chętnie widział Kevina.
-Chyba bardziej mnie-uśmiechnęłam się, kończąc swoje śniadanie.
-Nie. Kevina. Ciebie wolę żywą i otwartą na rozmowę, a nie płaczącą i wyzywającą mnie o jakąkolwiek rzecz-odparł, po czym wstał od stołu i odłożył wszystko do zlewu.
Skrzywiłam się na jego określenie, chcąc, nie chcąc, przewracając oczami. Louis spojrzał na mnie, unosząc jedną brew do góry, przez co sama się powstrzymywałam, żeby się nie uśmiechnąć. Gdy już miałam się odezwać, usłyszałam przed domkiem głos Layli, ale że myślałam, że to tylko moje omamy, poczekałam, aż w końcu znowu to usłyszę. Ruszyłam w tamtą stronę z bijącym sercem, aż w końcu zobaczyłam, jak blondynka rozmawia z Liamem.
-Layla!-krzyknęłam, na co się odwróciła. Wskoczyłam na nią, prawie nas wywracając. Przytuliłam się do niej, przypominając sobie, że nie miałam z nią kontaktu od dawna.
-Nie znikaj już tak. Bałam się, póki Louis nie napisał, że jesteś z nim.
-Jak to napisał?-mruknęłam, odsuwając się od dziewczyny.
-Telefon-pokiwała nim, patrząc na mnie jak na idiotkę, a ja miałam chęć się zastrzelić. Dlaczego ja mu uwierzyłam, że w tym wieku nie będzie tu zasięgu?!-Nieważne z resztą.
Gdy już miałam odpowiedzieć, usłyszałam wrzaski na tarasie. Kevin szarpał Louisa, który w ogóle nie reagował, a wręcz starał się go od siebie odepchnąć. Podeszłam do nich szybkim krokiem i stanęłam między nimi, odsuwając Kevina od Louisa. Oczy chłopaka wędrowały to na mnie, to na bruneta, aż w końcu pierwsza przerwałam ciszę.
-Co ty robisz?
-Myślisz, że nie wiem, jak to było. Mogę się założyć, że cię porwał i zmusił do przyjechania tutaj.
-Pojechałam dobrowolnie Kevin-odparłam, chociaż raz broniąc Louisa. Chłopak parsknął coś pod nosem, co zrozumiałam jako ''jasne'' i rozłożył ręce. Przytuliłam się do niego na krótko, żeby nie denerwować Louisa, po czym powiedziałam, żeby poszedł po moją walizkę. Ja w tym czasie odwróciłam się do Lou i zobaczyłam, jak odprowadza Kevina wzrokiem. Cieszyłam się, że chłopak jest jednak zazdrosny o mnie, bo znaczy to tyle, że jednak jeszcze mu na mnie zależy.
-Dlaczego mnie okłamałeś z tym zasięgiem?
-Nie okłamałem. Zasięg jest tylko w obrębie domku, a dalej już go nie ma. Z resztą nie mój problem, że sama tego nie sprawdziłaś-westchnął, opierając się o słup, podtrzymujący zadaszenie. Na chwilę zamilknęłam, uświadamiając sobie, że tak właściwie to ostatnie chwile z Louisem. Cieszyłam się, że w końcu odpocznę od tego wszystkiego, ale z drugiej strony wiem, że tak czy siak z biegiem czasu zacznie mi go brakować.Usiadłam na najniższym schodku, przyłączając się do Layli,która ciągle spoglądała na jezioro.
-Pięknie tu.
-Tak. Mnie już jakoś nie rusza-jęknęłam, mimo że nadal podobał mi się obraz, jaki rozciągał się przed moimi oczami. Uśmiechnęłam się do Liama, który przechodził obok nas, na co zrobił to samo, oddając mi uśmiech.
-Bracie, czemu ty dałeś mu tak sobą pomiatać?! Przecież normalnie byś mu od razu wyjebał-zaczął, na co Louis fuknął pod nosem, żeby mu nawet o tym nie mówił.-Więc?
-Obiecałem jej kurwa, że go nie dotknę, a ja słowo dotrzymuję, a już na pewno się staram to robić.
-Skoro ci na niej zależy, to po cholerę tu zostajesz? Twoja logika ostatnio mnie rozwala-zaśmiał się.
-Nie powinienem jej tu przywozić, tylko wszystko pogorszyłem. Lepiej będzie, jak ode mnie odpocznie, a to że ja mam trochę inne zdanie, to już jakoś przeboleję-odparł.
Siedziałam ze zmarszczoną miną, słuchając ich rozmowy, mimo że nie powinnam tego robić. W końcu z tego stanu wyrwał mnie Kevin, ciągnąc mnie za rękę, żebym wstała. Uśmiechnęłam się, by niczego nie zauważył i poszłam do samochodu. Złapałam za klamkę, naciskając na nią, przez co drzwi ustąpiły i mogłam wsiąść do środka. Miałam niemiłe uczucie, że właściwie nie pożegnałam się z Louisem, ale z drugiej strony nawet nie miałam na to ochoty. Chwilę później byłam już w drodze do domu, która ciągnęła mi się niemiłosiernie.
-Chcesz mieszkać u Louisa? Czy u mnie-spytała Layla, odwracając się w moją stronę. Wzdrygnęłam ramionami, bo sama nie wiedziałam, co będzie dla mnie lepsze.-Ogólnie się nie obraź, ale polecam ci pokój Louisa, bo wolę ci oszczędzić widoku mojej matki jej faceta.
-Aż tak tragicznie?
-Ty sobie nawet nie zdajesz sprawy jak. Niall był tam dwa razy i stwierdził, że jest cholernie zdziwiony, że oni nie zaczęli się pieprzyć w kuchni, na podłodze, gdziekolwiek-mimo tego, że Layla mówiła to całkiem poważnie, ja zaczęłam się śmiać, przez co sam Niall też się uśmiechnął.
-Mam uprzedzenia co do Harrego-westchnęłam.
-Z tego co wiem, Louis do niego dzwonił i o tym rozmawiał.
-I tak nic to nie da-odpowiedziałam, nim Niall zdołał coś dodać.
Przez resztę drogi odcięłam się od Nialla i Layli. Założyłam słuchawki na uszy i zaczęłam po prostu słuchać pierwszej lepszej piosenki, przechodząc do swojego świata. Czułam cholerną ulgę, że nie będę musiała już znosić tych wszystkich kłótni i innych sprzeczek z Louisem, których po prostu nienawidziłam. Straciłam do niego całkowite zaufanie, przez każde słowo, które mnie obrażało i jego zachowanie, gdy bałam się, żeby mi nic nie zrobił. Przecież jeszcze dwa tygodnie temu nigdy bym się nie zawahała, żeby powiedzieć, że on mnie nie uderzy. A teraz?
Gdy dotarliśmy na miejsce, zobaczyłam, że Kevin przyjechał do chłopaków krótko po nas. Ledwo wyszedł z samochodu, Zayn wyparował z domu i zaczął blokować przejście, żeby nie wszedł choćby do ogrodu. Przewróciłam oczami, błagając Boga o litość.
-Zayn, co ty do cholery robisz?!
-Sorry Mia, ale Louis jasno mi przekazał, żebym trzymał go z dala od ciebie, a ja nie będę ryzykował tego, że mnie opierdoli-wypalił na jednym wdechu, po czym się uśmiechnął. Dobrze wiedziałam, że sam nie ma dobrego mniemania o Kevinie po ostatniej akcji, ale co miałam zrobić?
-Słuchaj. Chwilę z nim porozmawiam i później będziesz mógł spełniać swój plan, dobra?
Szatyn chwilę myślał, aż w końcu zrobił mi miejsce, żebym mogła przejść. Zrobiłam to bez zawahania, by się nie od myślał. Kevin stał oparty o samochód, ewidentnie powstrzymując swoją złość.-Przepraszam za niego.
-Mogłem się domyślić, że Louis coś wymyśli. On ma najebane na twoim punkcie-mruknął, stukając się w skroń. Wzdrygnęłam ramionami, po czym usiadłam na fotelu w samochodzie, gdyż nie chciało mi się stać.
-Co z tego skoro widzisz, że idzie ich łatwo wykiwać.
-Wykiwać? Jakbym cię teraz zabrał na choćby przejażdżkę, to by mnie chyba zabili. A nie będę kłamał, że chciałbym z tobą porozmawiać choćby o pocałunku, bo nie mieliśmy jeszcze okazji.
-Ja nie mam nic przeciwko-uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi od samochodu. Kevin sam uniósł kącik ust, obiegając auto i wsiadł z drugiej strony.-Jakoś sobie z nimi poradzę.
Chłopak wcisnął pedał gazu, wyjeżdżając na ulicę, a ja podparłam głowę na ręce. W ciemno obstawiam, że będę miała kazanie, jak wrócę, ale nikt nie będzie rządził moim życiem, a już na pewno nie chora zazdrość Louisa.
-Więc przepraszam, że to zrobiłem-zaczął, spoglądając na mnie.-Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Byłaś załamana, a ja chyba chciałem cię jakoś ożywić i trochę mi to nie wyszło. Na początku coś do ciebie czułem, ale poznałem ostatnio jedną dziewczynę i potwierdziło się to, że to było chwilowe.
-Ja nie mam do ciebie urazy.
-Nie powiedziałaś mu-Kevin kiwnął głową, przygryzając wargę.-To wyjaśnia, że mi dzisiaj nic nie zrobił.
-Nie umiałam i tak już było źle, a gdzie jeszcze mu to mówić. Postaram się, żeby o tym wiedział, ale na razie nie chcę tego ujawniać-powiedziałam, wystukując rytm na swoim udzie.
Wyjaśniłam sobie wszystko z Kevinem, po czym chłopak odwiózł mnie do domu. Pożegnałam się z nim, jednocześnie przygotowując się na opieprz, że z nim pojechałam. Weszłam w głąb domu, zdejmując swoją bluzę, gdy usłyszałam pierwsze słowa Zayn, które nie były skierowane do mnie. Louis. Stanęłam przy wejściu do salonu, gdzie zobaczyłam, jak szatyn rozmawia z kimś przez telefon. Jego jedno spojrzenie wystarczyło, żebym wiedziała, o co chodzi. Z chamskim uśmiechem podał mi telefon, po czym szepnął ciche-''zabije cię''. Przewróciłam oczami po raz setny dzisiejszego dnia i przyłożyłam telefon do ucha.
-Nie, niczego nie było. Nie jestem w ciąży, nawet go nie dotknęłam-zaczęłam, czekając na ochrzan.
-Wiesz, to zaczyna być nudne. Ja się staram, nawet go nie przezwałem żadnym złym słowem, a ty nie umiesz tego uszanować i gdzieś z nim jeździsz! Nie chcę, żebyś się tak wymykała!
-Przepraszam Louis, ale nie będziesz rządził moim życiem...
-Kurwa, tu nie chodzi o niego do cholery! To że nie ma twojego ojca, nie znaczy, że nic ci się nie może stać. Każdy ktokolwiek mnie nie lubi, może użyć ciebie przeciwko mnie, co wtedy zrobisz?! Nie ma mnie z tobą, a on nie da ci bezpieczeństwa.
-A ty dajesz?-spytałam, biorąc torbę w rękę. Weszłam na górę, ramieniem przyciskając telefon do ucha.-Równie dobrze mogę umrzeć przy tobie.
-No, żebyś się nie przeliczyła-fuknął.-Jak się jest w związku, to starają się obie strony, a ty jak na razie robisz wszystko na odwrót! Ja już mam tego dosyć, że on jest dla ciebie ważniejszy-dodał sucho, przez co zmarszczyłam brwi, przerywając na chwilę wyjmowanie rzeczy.
-Czy ty właśnie ze mną zrywasz?
-Ja już mam tego dosyć Mia. To nie ja niszczę ciebie, a ty niszczysz mnie. Ćpanie, alkohol, ponowne palenie, wszytko zacząłem przez ciebie-zaczął wymieniać, a ja kopnęłam torbę w kąt i usiadłam na łóżko. Zaczęłam delikatnie drżeć, bo nie chciałam, żeby tak się stało.
-Klasa Louis, zerwać przez telefon-parsknęłam.
-A dajesz mi inny wybór? Przepraszam, ale to wszystko było ostatnio jednostronne i dobrze o tym wiesz-dodał, a ja nie chcąc tego słuchać, rozłączyłam się.
Odniosłam na dół telefon Zayna i bez słowa wróciłam do pokoju. Dopiero będąc sama w czterech ścianach, usiadłam na łóżku i wpatrywałam się tępo w ścianę. Nim się obejrzałam, moje policzki zrobiły się mokre, a ja płakałam, nawet o tym nie wiedząc. Co jakiś czas ścierałam słone krople, żeby oczyścić swoje oczy, aż w końcu zasnęłam z myślą, że po tym wszystkim jest tylko jedno rozwiązanie. Jutro wyjeżdżam do swojej mamy i nic mnie przed tym nie powstrzyma. Muszę odpocząć od wszystkiego, co mnie tu otacza i co będzie przypominało mi o Lou.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Przepraszam za wszelkie błędy, zwłaszcza te interpunkcyjne, bo są one na pewno ;) Ogólnie rozdział nie wyszedł mi tak, jak bym chciała, ale zdecydowałam się dodać, żeby tylko nie poprawić go na gorszą wersję.
Ten rozdział jest świetny! A moment, kiedy Louis rozmawia z Mią na plaży jest aasdfghjkl *-* Nie spodziewałam się większości, świetnie! <3 Czekam na next <3 (Ps. właśnie na Esce leci You & I hah przypadek?)
OdpowiedzUsuńLouis debilu szybko się ogarnąłeś! W sumie lepiej późno niż wcale. Rozdział bardzo mi się podoba, a końcówka po prostu rozwaliła mój umysł...jak on mógł ją zostawić?! no jak?!/Larry69
OdpowiedzUsuńWspółczuje Mii że musi co chwila przechodzić takie rzeczy :/ Uhh a Louis mam chęć go rozszarpać, mimo że ta scena w nocy jest idealna *.* Jeden z najlepszych rozdziałów!/Monia
OdpowiedzUsuńTen rozdział opisuje jedno słowo---> odjechane! Raz uśmiechałam się jak głupia do monitora, a później chciałam wyrzucić go przez okno ;) Normalnie kocham <3
OdpowiedzUsuńMiazga! Nie mogę się doczekać kolejnego !
OdpowiedzUsuńAjaja Mia... a było sie z nim pogodzić za wczasu... Nie wyszedł Ci ten rozdział? Nie pieprz xD Jest zajebisty dziewczyno!
OdpowiedzUsuń