Mia pov*
Przytuliłam się z Laylą na pożegnanie, mimo że nie chciałam, by już sobie jechała. Dziewczyna równie mocno mnie ścisnęła i po chwili puściła, widząc, że Niall już jedzie w naszą stronę.
-Pamiętaj, że jestem tutaj do wieczora, więc jak coś to dzwoń.
-Ok-uśmiechnęłam się.
Layla wsiadła do samochodu, a ja ruszyłam w przeciwną stronę, wkładając ręce do kieszeni. Mój humor po dniu spędzonym z przyjaciółką zdecydowanie się poprawił. Wpatrywałam się jak zahipnotyzowana w chodnik, robiąc krok za krokiem, gdy poczułam, jak ktoś łapie mnie za łokieć i okręca w swoją stronę. Byłam pewna siebie i już chciałam go zwyzywać, ale zobaczyłam, kim jest ta osoba. Nie, on nie może tu być.
-Jacob? Co ty tu robisz?
-Chodź ze mną, to ci opowiem.
-Nigdzie nie idę-warknęłam.
Ludzie, którzy przechodzili obok nas, nawet nie zwracali uwagi na całą sytuację. Jacob bez zastanowienia złapał mój nadgarstek i zaczął iść, przez co i ja musiałam dotrzymać mu kroku. Za każdym razem, gdy zadawałam mu pytanie, on mnie spławiał lub odpowiadał, że mam się zamknąć. Miałam cholerne przeczucie, że ten debil czyli Louis coś zrobił i Jacob chce się odegrać. Czy ja nawet nie będąc z Louisem, muszę ciągle wracać do niego myślami? W końcu dotarłam z chłopakiem do jakiegoś klubu, po czym zostałam zaprowadzona do jakiegoś pokoju.
-Nie, to nie jest to, o czym myślę-szepnęłam do siebie, gdy usłyszałam dźwięk zamka.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zauważyłam w górnym rogu kamerę z zapaloną, czerwoną diodą. Roztrzęsiona usiadłam w fotelu, po czym przełknęłam ślinę, starając się jakoś odstresować. Co chwila spoglądałam w stronę kamery, aż w końcu zobaczyłam, że jedna z diod gaśnie.
-Nie, to się nie dzieje-powiedziałam, po czym podeszłam do drzwi i zaczęłam w nie uderzać.
Moja panika z każdą sekundą rosła coraz bardziej, aż doszła do punktu końcowego, gdy usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi. Do środka wszedł Jacob i zakluczył je, po czym wrzucił kluczyk do kieszeni i odrzucił kurtkę na fotel.
-Czego ode mnie chcesz?-spytałam, cofając się do tyłu pod wypływem chłopaka.
-Twoi zasrani przyjaciele z Louisem na czele zniszczyli wszystko,a ja się zemszczę.
-Ja z nim nie jestem od dawna-jęknęłam z paniką w głosie.
Jacob zaczął się śmiać na cały głos i do mnie podszedł. Jego usta wylądowały na moich, ale od razu się cofnęłam, odpychając go od siebie. Wkurzył się, ale na szczęście nic mi nie zrobił, a przerzucił koszulkę przez głowę i poszedł po coś do kurtki.
-Nie rozśmieszaj mnie-odezwał się.-Nie wiem, co między wami jest. Czy jesteście razem czy nie, ale wiem jedno-jak z tobą skończę, to Louis będzie miał rozjebane sumienie do końca życia.
-Nie rób mi nic, proszę-wyjąkałam, hamując łzy, które i tak powoli zaczęły wyciekać mi spod powiek.
-Spokojnie, nie będzie bolało. Możesz sobie wyobrazić,że jestem Louisem...-nim chłopak dokończył zdanie, uderzyłam go w policzek i zaczęłam biec w stronę drzwi. Był to wielki błąd. Nim do nich dotarłam, jego ręce owinęły się naokoło pasa i mnie podniosły. Chłopak bez zahamowania rzucił mnie na łóżko, po czym poczułam, jak jego ręka spotyka się z moim policzkiem. Z bólu aż zawyłam, bo bolało niemiłosiernie. Przyłożyłam swoją rękę do policzka, okręcając się na bok.-Słuchaj suko, ja mam w planach jeszcze uciec nim się tu zjawią, więc nie przedłużaj niczego, bo Louis znajdzie cię gdzie indziej, niż to pomieszczenie.
Zacisnęłam powieki, czując, jak chłopak zaczyna mnie całować. Nigdy jeszcze nie czułam się tak beznadziejnie jak teraz. Jakbym była niczym. Jego usta non stop jeździły po mojej szyi, nie mówiąc już o ty cholernych dłoniach na moim ciele. Miałam ostatnie kilka minut, nim całkowicie się poddam. Jacob zrzucił ze mnie kurtkę, po czym zaczął się dobierać do spodni, ale w pewnym momencie przerwał i wstał, by sięgnąć prezerwatywę. Przez panikę zdołałam jedynie znokautować go ciosem w krocze, przez co skulił się na ziemi. Tym razem skutecznie wyjęłam klucz z kieszeni jego kurtki i mimo drżących rąk trafiłam nim do zamka. W momencie gdy wybiegałam z pokoju, Jacob wstawał z podłogi. Przebiegłam jedne drzwi i ujrzałam już przed sobą ostatnie, za którymi znajdował się mój ratunek. Biegłam przed siebie, nawet nie wiedząc, czy on jeszcze mnie goni, aż w końcu znalazłam się poza terenem klubu. Ludzie patrzyli się na mnie, jak na nienormalną osobę, ale gdyby wiedzieli prawdę, omijali by mnie łukiem. Z moich oczy ciągle leciały łzy, a ja w ciągu kilku minut biegu znalazłam się na swojej ulicy. I jak ja miałam się wytłumaczyć mamie z siniaka na policzku? Z powodu zmęczenia i próby uniknięcia rozmowy z rodzicielką, weszłam do domu najciszej, jak umiałam, co i tak nie umknęło kobiecie.
-Mia?! Dzisiaj przyjdzie na kolację brat Tobiego z żoną i Shawn z rodzicami-krzyknęła z kuchni.
Gdy już myślałam, że mi się uda, stanęłam twarzą w twarz z matką. Spojrzała na mnie i załamała ręce, po czym nastąpiła chwila ciszy. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć, a ona badała mnie wzrokiem, jakby szukała odpowiedzi.
-Dziecko, co się z tobą ostatnio dzieje?
-Nic-mruknęłam.-Chcę iść do pokoju.
-Jestem z tobą bliżej od kilku miesięcy, ale zmieniłaś się ostatnio. Jak ty się zachowujesz? Jesteś wredna w stosunku do mnie i na dodatek mnie unikasz, siedząc cały czas w pokoju. Louis cię temperował czy co?!
-Co to miało znaczyć-warknęłam, krzyżując ręce na klatce.
-A to że wracasz z posiniaczonym i spuchniętym policzkiem-powiedziała i wyciągnęła w moją stronę rękę,ale ja się cofnęłam, żeby nie dotykała bolącego miejsca.-I gdzie do diabła jest twoja kurtka?
Mogłam się założyć, że w tym momencie pobladłam, bo zapomniałam o kurtce. Spojrzałam nerwowo na podłogę, po czym znowu podniosłam wzrok na rodzicielkę.
-Zostawiłam w samochodzie Nialla.
-Jasne, a w policzek cię uderzyła Layla-zakpiła, drażniąc mnie.
-Jakaś zasrana laska zaczęła robić wojnę, że weszłam do kolejki przed nią i się wkurzyłam. Ale i tak wyglądała gorzej-specjalnie uśmiechnęłam się, jakbym byłą z siebie dumna i odwróciłam się w stronę schodów.-Sorry, ale mam inne plany.
-Ty się zamykasz Mia. Przestań to robić, bo źle skończysz-powiedziała już znacznie delikatniej.
Szybkim krokiem weszłam do pokoju i od razu poluzowałam hamulce. Musiałam dać upust swoim emocjom i iść się umyć, bo ciągle czułam ten dotyk na swoim ciele. Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic, gdzie moje łzy zaczęły się mieszać z
wodą. Nic mi nie pomagało, a najgorsze jest to, że potrzebuję teraz kogoś, przy kim mogę się rozpłakać. Patrząc na moją pierwszą kłótnię z matką, ona odpada. Szybko się wytarłam i założyłam luźną bluzkę, po czym wróciłam do pokoju i wskoczyłam do łóżka. Włączyłam telefon, by wybrać numer Layli, do której napisała. Obiecała być w kilka minut i tak też się stało, bo nie minął długi czas, a usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam więc z łóżka, czekając na dziewczynę, która pojawiła się po chwili w pokoju. Od razu się przytuliłam, nie ukrywając mojego obecnego stanu.
-Przepraszam, wiedziałam, żeby cię nie zostawiać-szepnęła, ale ja chwilowo nie miałam siły się odezwać. Blondynka pociągnęła mnie w stronę łóżka, na którym usiadła, opierając się o ścianę. Położyłam się obok, kładąc głowę na jej udach i naciągnęłam na siebie kołdrę.-Co się stało? Twoja mama mówiła, że zrobiłaś się...
-Ona nie wie, co się dzieje, dobra? Więc niech się nie odzywa.
-Widzisz Mia?-zaśmiała się Layla.-Jesteś wredna, ale nie o po to tu jestem. Co się działo, jak szłaś do domu?-spytała, a ja znowu zaczęłam płakać. Nie dam rady wytrzymać ani dnia dłużej.
-Jacob mnie znalazł-jęknęłam.-Zaprowadził do jakiegoś klubu, a raczej pomieszczenia i nas zamknął. Myślałam, że chce tylko gadać, ale później zaczął mówić coś o Louisie-dodałam, łamiąc głos, przez co musiałam na chwilę przerwać.-I tak po prostu zaczął mnie obmacywać i rozbierać. Chciał mnie szybko zgwałcić, żeby jeszcze uciec, ale kopnęłam go w jaja i uciekłam-Layla uniosła kącik ust na moje określenie, jednak od razu spoważniała.
-Boże, przepraszam Mia. Ja już się stąd nie ruszę i zostanę z tobą. Obiecuję.
-Nie-szepnęłam.-Masz swoje życie.
-A policzek?
-Uderzył mnie, jakbym była workiem treningowym. Wszystko przez to że chciałam uciec. Nawet przy mówieniu boli mnie cała szczęka.
Dziewczyna gładziła mnie po głowie, jednocześnie przeczesując włosy i mnie przytulając. Bałam się, że Jacob po mnie wróci, przez co nie chciałam iść spać, mimo namawiania Layli. Znowu wracały te cholerne wspomnienia z czasów, gdy byłam tak samo traktowana przez ojca.
-Mia, zadzwoń po Louisa-powiedziała w końcu dziewczyna. Przez to imię moje serce zaczęło szybciej bić, bo z jednej strony chciałam, by tu był, ale z drugiej bałam się, że mnie wyśmieje.-On jest jedyną osobą, która ci tak naprawdę pomoże. Masz koszmary, znowu, prawda?
-Znowu ona ci powiedziała?!-warknęłam.
-Ona cię tylko martwi. Dobrze wiesz, że masz koszmary, jeżeli przechodzisz trudny okres. Miałaś je, gdy mieszkałaś z ojcem, później pojawił się Louis i się skończyły. Teraz go nie ma, a widzisz co się dzieje, ty znowu je masz...
-Obiecaj, że po niego nie zadzwonisz-powiedziałam, jednak nie usłyszałam odpowiedzi.-Obiecaj!
-Obiecuję-odparła ciszej.
Zamknęłam oczy, starając się zasnąć, jednak nadal byłam cała roztrzęsiona. Dotyk Jacoba, wspomnienia, brak Louisa, to wszystko mnie przerasta. Skuliłam się w kłębek, najmocniej jak umiałam i mając przy sobie Laylę, spokojnie starałam się zasnąć, co było w tym momencie dla mnie trudne.
Louis pov*
Siedziałam z Harrym i Zaynem w samochodzie, śledząc Jacoba. Dupek zdołał nam uciec, nim załatwiliśmy resztę jego wspólników i nim zesłaliśmy policję na resztę. Siedziałem, stukając palcami w ramę samochodu, gdy Malik spojrzał nerwowo przed siebie.
-Co jest? Z chłopakami wszystko dobrze?-spytałem, na co pokiwał głową. Niall od rana pojechał gdzieś z Laylą, a Liam jechał za nami swoim samochodem. Może i są najlepsi z najlepszych, ale i takim zdarzają się wypadki.
-Chodzi o to...z resztą sam patrz, gdzie teraz jest Jacob-chłopak dał mi lokalizator, który na czerwono migał w miejscu, gdzie znajdował się klub. Zmniejszyłem mapę i na chwilę wstrzymałem oddech. Mia mieszka niedaleko tego klubu, jeżeli ten dupek ją dotknął, to go zabiję.
-To jest kurwa niemożliwe, ona miała być tam bezpieczna do cholery!-krzyknąłem, rzucając sprzętem w stronę szatyna. Złapał go, nic nie mówiąc. Zacisnąłem pięści, chcąc się na czymś wyżyć, mimo że nie miałem na czym. Przetarłem rękoma swoją twarz, kopiąc jednocześnie jakąś butelkę.
Na miejsce dotarliśmy po godzinie szóstej wieczorem. Od razu wysiadłem z samochodu i poszedłem na tyły klubu, gdzie był już Niall i Liam. Rzuciłem krótkie ''cześć'' i spojrzałem na nich.
-Niall idziesz ze mną do kamer. Zayn i Harry szukacie tego gnoja, a Liam...stój na czatach albo im pomóż-mruknąłem, wchodząc do środka.
Wszedłem do pomieszczenia, gdzie mieściły się monitory z nagraniami i zobaczyłem ochroniarza. Wystarczyło postraszyć go bronią, a ustąpił mi miejsca, odsuwając się pod ścianę. W tym samym momencie na jednym z monitorów, zobaczyłem, jak chłopaki wchodzą do pokoju, gdzie Jacob ewidentnie szykował się do wyjścia. Sam wyraz jego twarzy był dla mnie nagrodą. Bał się.
-On jest tak pojebany, że myślał o udanej ucieczce?
-To pojebany palant-syknąłem.
Cofnąłem nagrania do godzin popołudniowych i czekałem z bijącym sercem na to, co tu się działo. Gdy już myślałem, że gdzieś popełniłem błąd, Niall trącił mnie i wskazał prawy monitor. Jacob wepchnął Mię do pomieszczenia. Widziałem, że jest wystraszona, a jej wzrok skierowany w kamerę, mówił wszystko. Bezradnie zaczęła walić w drzwi, coś krzycząc. Poruszyłem się na krześle, żeby się rozluźnić i zobaczyłem, jak ten gnojek wchodzi do pomieszczenia i zaciąga ją na fotel. Pada krótka wymiana zdań, Mia go uderza, chce uciec, on ją łapie i rzuca na łóżko, by uderzyć ją w policzek z potrojoną siłą.
-Ty zasrana dziwko-szepnąłem, widząc uśmiech Jacoba, gdy Mia skuliła się z bólu.
-Myśleliśmy, że jej nie kochasz...
-Mówiłem tak, bo chciałem, żebyście zamknęli mordy i przestali o niej mówić. Zerwałem z nią, bo miała być bezpieczna, a widzisz, co zrobiłem!-krzyknąłem, po czym wróciłem do oglądania. Niall mnie rozproszył i to w idealny sposób.
Mia cały czas spoglądała w kamerę, co powodowało u mnie ból brzucha, bo myślałem, że on ją naprawdę zgwałci, gdy zobaczyłem, jak Mia powala go ciosem w krocze i ucieka. Nic więcej nie musiałem widzieć, więc kiwając głową na ochroniarza, wyszedłem z pomieszczenia. Odnalazłem pokój, gdzie Jacob był przetrzymywany przez chłopaków i wleciałem do niego jak rozjuszone zwierzę.
-Chciałeś ją zgwałcić kurwo-krzyknąłem, uderzając go w twarz.-Ale na szczęście jesteś taką pizdą, że nawet dziewczyna cię pokonała-dodałem, oddając drugi cios. Harry złapał mnie za rękę, odciągając od chłopaka, ale odwróciłem się gromiąc go wzrokiem, przez co puścił mnie, unosząc ręce.
-Spierdoliła, a napaliłem się na tą szmatę.
-Ma imię chuju-warknąłem, kopiąc go.
Jacob leżał na ziemi, zwijając się, gdy zauważyłem kurtkę dziewczyny na łóżku. Spojrzałem na Jacoba, gdy wróciły do mnie obrazy z kamer. Zacisnąłem szczękę, odwracając się do chłopaków.
-Niech któryś puści już sygnał policji-w pomieszczeniu zostałem jedynie z Harrym, a reszta wyszła na korytarz.-Ze mną się nie zaczyna, a już na pewno nie mści się na bliskich mi osobach. Teraz będziesz gnił w pierdlu, a dopilnuję, żeby inni więźniowie się tobą zajęli-syknąłem.-Obyś tam zginął śmieciu.
Złapałem w rękę kurtkę Mii i wyciągając z kieszeni papierosa, wyszedłem z budynku. Zapaliłem go, zaciągając się dymem. Miętosiłem w ręce kurtkę dziewczyny, wiążąc wszystko w całość. Layla dzisiaj pojechała do niej, a Niall był z Laylą i przez to był tu pierwszy. Layli tu nie ma, co znaczy, że pewnie jest teraz z Mią i ją pilnuje.
-Dzięki za to, że pomogliście mi dokończyć z tym, co zaczęliśmy już dawno. Bez was by się nie udało-powiedziałem, zadeptując papierosa.-Ale już nic wam miłego nie powiem.
-Stary Louisa-zaśmiał się Zayn.
Chwilę po tym jak wsiedliśmy do aut, usłyszałem syrenę policji. Niech Jacob zgnije w w tym pierdlu i mi się więcej nie pokazuje na oczy. Z Niallem uzgodniłem, że pojedziemy do dziewczyn, chociaż nie miałem zamiaru się spotkać z Mią, więc wysiadłem z samochodu z nadzieją, że nie ona otworzy drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem, czekając, aż ktoś nas wpuści. W ręce ciągle miętoliłem klucze od samochodu Nialla, aż spojrzałem ostatni raz na blondyna i zobaczyłem, że zaraz stanę z kimś twarzą w twarz. Jakie było moje szczęście, gdy była to Layla.
-Przyniosłem jej kurtkę-wydukałem, gdy dziewczyna przytuliła się do Nialla.-Dasz jej?
-Żartujesz sobie ze mnie?-parsknęła, patrząc w moją stronę.-Sam jej to dasz.
-Nie chcę się z nią widzieć i ona też na pewno nie chce. Zrób to i nie komplikuj niczego.
-Nie masz wyboru, bo śpimy dzisiaj tutaj-uśmiechnęła się, wpychając mnie do domu. Niall wzdrygnął ramionami, za co miałem chęć mu wyjebać, bo wiedział o wszystkim.-Miała tu być dzisiaj kolacja z ich sąsiadami i bratem Tobiego, ale wszystko przenieśli do domu obok i tam też spędzą całą noc, więc pozostaje ci tutaj zostać, chyba że wracasz na pieszo.
Zmarszczyłem brwi, zdejmując buty i wszedłem w głąb domu. Byłem zły, bo nie mam odwagi pokazać się Mii, po tym co zrobiłem. Zawiodłem ją na milion procent. Usiadłem w kuchni na krześle, żeby porozmawiać z dziewczyną, która szykowała nam coś do picia.
-Jest źle?
-Jest. Znowu ma koszmary, jeżeli jest sama i jest ciemno to ma ataki paniki, że on wróci. Płacze, nie wychodzi z pokoju od dawna. Zrobiła się wredna do wszystkich i podkreślam, że to dzieje się od dawna-podkreśliła ostatnie słowa, popychając w moją stronę kubek z herbatą i talerz z spaghetti.
Sięgnąłem je, słuchając dalszych szczegółów. Im więcej wiedziałem, tym gorzej się czułem.
-Mówiła coś o mnie? Bo nie będę się ośmieszał, jeżeli ma mnie w dupie.
-Louis do cholery, przestań pierdolić. Ona za tobą tęskni i to dlatego się zmieniła i siedzi ciągle w pokoju, wylewając litry łez. Po co ją zostawiłeś?!
-Bo miała być bezpieczna. Nie przewidziałem, że ten kutas ją tu znajdzie.
-Nie wiem, co chcesz teraz zrobić, ale ona śpi. Płakała cały dzień i udało się jej zasnąć jakieś pół godziny temu, gdy dostała chyba ze trzy uspokajające tabletki. Nawet jeżeli teraz tam pójdziesz i jakimś cudem by się obudziła, to będzie tak zamulona, że cię nie rozpozna, tylko znowu zaśnie, więc nie masz nic do stracenia-wyjaśniła, po czym dopiła do końca swoją herbatę.
-Mam, dlatego równie dobrze mogę teraz wyjść i wrócić do domu. Przeoczyliście to, że ja już tu byłem i miałem okazję rozmawiać z Tobym, co równa się z tym, że widziałem ich samochody. Na pewno się nie obrażą, jeżeli pożyczę jeden i wrócę do siebie. Wiem, gdzie są kluczki.
-Nie zrobisz tego-warknęła Layla, marszcząc brwi.
Nie odpowiadając, dokończyłem jedzenie i odłożyłem talerz do zlewu, uśmiechając się. Dziewczyna spojrzała na mnie badawczo, po czym pokiwała bezradnie głową. Otwarłem jedną z szafek, po czym wyciągnąłem dwa klucze od samochodów.
-Jak pojedziesz, to jesteś kutasem-krzyknęła za mną.
Wyszedłem na zewnątrz, spoglądając, czy za mną nie idą i otwarłem garaż. Słowa Layli spłynęły po mnie od razu, bo mam w dupie to, co ktoś o mnie myśli. Byłem zły sam na siebie, bo chcąc ochronić Mię, jedynie spierdoliłem jeszcze bardziej sprawę.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Jest i kolejny rozdział, który pojawiłby się wcześniej, ale niestety musiałam pisać go od nowa. Dziękuję każdej osobie, która komentuje te rozdziały, bo wiem, że są one dalekie od ideału. Jak już zawsze to robię, przepraszam za jakiekolwiek błędy, jakie mogły się pojawić. Nawiązując jeszcze do rozdziału, jest to ostatnia drama (głównie jeśli chodzi o Mię) i teraz będzie już spokojnie przez dłuższy czas. Miłego! :*
Idealny jak zawsze *.*
OdpowiedzUsuńJakim prawem ten głupek wyszedł z tego domu?!! normalnie go zabiję, tak mnie wkurza -.-
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny rozdział? <3
OdpowiedzUsuń