sobota, 7 marca 2015

Rozdział 6

Louis pov*

Stałem przed drzwiami całkowicie zszokowany. Czy ją do końca pojebało? 

-Mia kurwa, otwórz drzwi-wydarłem się.

-Przepra...-próbowała się wydukać, gdy powoli otwarła drzwi, ale jej przerwałem.

-Czy ty do cholery ze mną igrasz, bo mnie dzisiaj po prostu wkurwiasz. Co ci przyszło do głowy, żeby mi prawie zajebać w nos z drzwi,co?

-Nie chciałam-zaczęła się cofać.-Ale ty miałeś broń i...

-I prosisz się, żebym ją użył, tak?-uśmiechnąłem się, podchodząc.

-Nie, nie. 

-Co nie, skarbie?-uśmiechnąłem się, widząc, że prawie płacze.

-Nie chcę, żebyś go użył.

-Wychodzę z chłopakami, więc będziesz sama. Nie próbuj uciekać, bo ci się nie uda. Rób, co chcesz-powiedziałem obojętnie i wyszedłem. 

-Ok-szepnęła. 

Jak ja kocham, gdy ludzie się mnie boją. Poszedłem do auta i pojechałem w miejsce, gdzie byliśmy umówieni. Mamy do odebrania jakąś paczkę. Nie wiem nawet, co w niej jest, ale nam dużo zapłacono, więc opłaca się to zrobić. Nie minęła godzina, a z uśmiechem na twarzy wręczyłem torbę mojemu zwierzchnikowi. 

-Dobra robota Tomlinson. Do następnego razu.

-Narka-kiwnąłem mu i poszedłem do samochodu.

Pojechałem prosto do domu, chłopaki pewnie gdzieś pojechali. Na milion wiem, gdzie jest Harry. Wszedłem do mieszkania i zobaczyłem, że świeci się w kuchni. Po cichu stanąłem na progu. Zobaczyłem jak Mia je jakiś jogurt, grzebiąc w lodówce. Stałem bez żadnych emocji z założonymi rękoma. Dziewczyna się odwróciła i znieruchomiała.

-Ja już idę. Przepraszam, że....

Chciała wyjść z pomieszczenia, ale w ostatniej chwili zrobiłem krok w bok. Mia prawie na mnie wpadła, co wywołało to u niej rumieńce. Spojrzała mi w oczy, szukając złości.

-Boisz się-prawidłowo. Nie masz, za co przepraszać, zjedz ten jogurt i idź spać, jest późno.

Patrzyła na mnie jak na idiotę. No dobra, jak wychodziłem to miałem ochotę jej walnąć. 

-Dziękuję-szepnęła, a ja poszedłem do góry. 

Po kąpieli, położyłem się spać. Byłem znowu zmęczony. Odkąd jest tu Mia, nie ma dnia, w którym bym szedł normalnie spać. Leżałem chwilę, gdy do głowy wpadł mi pomysł. A może by ją włączyć do jednej z akcji. Nikt by jej nie podejrzewał,a odwracała by uwagę.Jesteś geniuszem stary. Z tą myślą zasnąłem i nawet nie wiem kiedy, dziewczyna przyszła do pokoju i poszła w moje kroki. Rano po przebudzeniu, nie było jej w pokoju. Ciuchy były porozrzucane po całej podłodze, pewnie  nie wiedziała, co wybrać. Typowa dziewczyna. Zszedłem na dół i zobaczyłem jak stoi w kuchni. 

-Już wstałaś?-powiedziałem, a on podskoczyła, odwracając się.

-Tak. Chcesz, też zrobiłam dla ciebie-pokazała talerz z jajecznicą i bekonem.

Uniosłem kąciki ust. 

-Zasmakowało ci.

-No fakt, jest dobre-powiedziała cicho i zaczęła jeść. 

Po chwili ciszy, w końcu się odezwałem. Nie będę jej trzymał cały czas w domu.

-Nie chcesz, gdzieś jechać?

-Co?-powiedziała, nie dowierzając. 

-To, że tu jesteś, nie znaczy, że nie będziesz nigdzie wychodzić.

-Kolacja w restauracji?-palnęła, ona najpierw mówi, później myśli.

-Nie przeginaj Mia-powiedziałem sucho, ale w oczach miałem rozbawienie.-Centrum?

-Sam wybierz, a mam jedno pytanie.

-Jakie.

-Skoro tam jedziemy, to będę dzisiaj żyła?-wywołało to u mnie uśmiech, oj pobawimy się.

-Nie wiem, nie znasz dnia ani godziny. 

Odłożyłem talerze i poszedłem już do auta. Dziewczyna nie wracała i nie wracała.

-Długo jeszcze? Nie mam całego dnia-warknąłem, a ona na mnie spojrzała.

-No sory, że chciałam się ubrać. 

-No sory, że zapomniałem, że jesteś dziewczyną-zmrużyła na mnie oczy i odwróciła się w stronę okna. 

-Jesteś chamem.

-Mówiono mi już gorsze rzeczy-zaśmiałem się, wciskając pedał gazu.-To co? Ciuchy?

-Nie mam kasy.

-Bo ja płacę-weszliśmy do środka, a moją twarz obwiało ciepłe powietrze.

-Nie będziesz na mnie wydawał-fuknęła zdenerwowana.

Jeśli ona myśli, że ludzie mnie powstrzymają do opieprzenia jej, to się myli. 

-Będę, ty mi nie rozkazujesz.

-Pieprzony kontroler-szepnęła, ale to usłyszałem.

Momentalnie na mnie spojrzała, a ja się zatrzymałem i odwróciłem. Strzeliłem jej z otwartej ręki w policzek. Nikt nie zareagował. No bo kto by się odważył, wchodzić mi w drogę. 

-Jeszcze raz, a zrobię coś gorszego.

Pociągnąłem ją za rękę do sklepu. Jak mogła się spodziewać, kupiła te rzeczy, które ja zaakceptowałem. 

-Będziesz się tak nie odzywała?-zapytałem, biorąc od niej torby.

Wzdrygnęła ramionami i poszła do kolejnego sklepu. 

-Radzę ci się odezwać-oparłem się o drzwi od przebieralni.

-A co mam mówić. Jak powiem prawdę, to mnie pobijesz-powiedziała i dała mi kolejną bluzkę do torby.

-Możesz nic nie mówić, ale jak pytam, ty odpowiadasz. 

-Mhm-wyszła ze sklepu, a ja po zapłaceniu, ruszyłem za nią. 

Wsiadła do auta i od razu wywołała u mnie śmiech. Nie mogła poradzić sobie z pasem.

-Mnie to do cholery nie bawi-warknęła na mnie. 

-Nie tym tonem-ścisnąłem delikatnie jej policzki, żeby się zamknęła. Spojrzałem w jej oczy, zrobiło się cholernie niezręcznie.-Nie umiesz nawet pasa zapiąć?-zaśmiałem się do niej, żeby rozładować atmosferę.

-Bo się gówno zawinęło.

Oparła głowę o szybę, a ja kontem oka zobaczyłem jak dotyka policzka. 

-Jak przyjedziemy,masz siedzieć w pokoju i nie wychodzić aż po ciebie przyjdę, jasne?

Dziewczyna pokiwała głową, a ja powtórzyłem pytanie.

-Jasne?!

-Tak, Louis.

Sama się prosi o takie traktowanie. Będzie ze mną współpracować, to jej nie pobiję. Kierowałem autem,patrząc na drogę. W pewnym momencie poczułem dziwne uczucie. Mia się na mnie patrzyła, chyba nawet o tym nie wie. 

-Gapisz się-powiedziałem cicho, patrząc przed siebie.

Odwróciła głowę, a ja z uśmiechem skręciłem na podjazd.

-Nie mówiłem, że mi się to nie podoba. Wysiadka.

Wszedłem za nią do domu i usłyszałem jej rozmowę z Harrym.

-Dziś twój ostatni dzień cioto.

-A skąd ty to możesz wiedzieć-fuknęła.

-A myślisz, że po co to spotkanie-Harry się tryumfalnie uśmiechnął, wiedząc, że wygrał.

Powoli zdejmowałem kurtkę z ramion. W tej cholernej dziewczynie jest coś,co nie pozwala mi jej zabić. Miałem już to zrobić dwa razy, ale w ostatniej chwili się blokowałem. Raz gdy ją zobaczyłem pierwszy raz, chciałem ją od razu zabić, ale jak idiota prowadziłem ją do auta i skutkowało to uderzeniem mnie. Druga szansa, gdy zepchnąłem ją z ulicy. Na początku chciałem ją wywieść gdzieś i zabić, ale na końcu zdecydowałem jechać do jej domu. Ona mnie intryguje. 

-I jak?-spytałem w salonie.

-Arsenal wygrywa-usłyszałem śmiech Nialla i zobaczyłem złą minę Zayna.

- Twoja dziewczyna już zdążyła mnie wkurzyć-Harry.

-To nie moja dziewczyna, debilu.

-A może coś ważniejszego?-powiedział Liam.-Wieczorem akcja, a my nie mamy planu. 

-Wiem, ale coś wymyśliłem wczoraj.

-Ja też-usłyszałem Zayna i pokazałem,żeby mówił.-Może by zabrać lalkę Louisa. 

-W jakim sensie?

-No jako jakby łapówkę. Zajmą się nią,a my spokojnie zrobimy swoje.

-Miałem ten sam pomysł-przybiłem z nim piątkę.

-Później możemy ją zostawić, niech robią z nią co chcą-powiedział Zayn, a ja zmarszczyłem brwi.

-A może ją weźmiemy z powrotem?-wypaliłem, a wszystkie oczy z Harrym na czele, spojrzały na mnie.

-Ty masz łeb, będziemy ją tak wykorzystywać za każdym razem. Będziemy mieli ułatwioną sprawę z ochroną-poklepał mnie Liam i się uśmiechnął.

-No właśnie-powiedziałem.-Nie możemy stracić takiej okazji.

-Myślałem, że powiesz coś głupiego-Harry.

-Jest!!!! Widzisz idioto, mówiłem, że strzelą-Zayn zaczął się drzeć na Nialla, gdy Chelsea strzeliła gola.

-Wal się, jeszcze wygrają-splunął i wgapiał się dalej w telewizor.

Cały dzień przesiedziałem na rozmyślaniu, co z wieczorem. W końcu przyszedł czas. Sięgnąłem swoją broń i włożyłem za pasek.

-Idź po nią.

-Ok-założyłem skórzaną kurtkę.

Ruszyłem po schodach na górę i przed samymi drzwiami natknąłem się na Liama.

-Coś do niej czujesz-powiedział z uśmiechem.

-Co? Nie pierdol.

-Myślisz, że ja się dałem nabrać? Broniłem cię tylko dzisiaj. Widzę, że to nie chodzi, o to, żeby ją cały czas wykorzystywać, ty nie chcesz jej zostawić. Oni się nabrali, ja nie.

-Weź coś na głowę człowieku.

Wszedłem zły do środka pokoju. Leżała na łóżku, czytając książkę. Przeniosła wzrok na mnie.

-Mia pomożesz nam, chodź.

-A w czym-powiedziała.-Nie ufam ci.

-Opowiem w drodze, ok?

-No dobra. I tak nie mam wyboru-westchnęła, zakładając sweter.

-Dobra dziewczynka-zaśmiałem się, klepiąc ją po plecach.

Wsiadła do auta bez gadania i jechała razem z nami. Patrzyłem na nią, jednocześnie trawiąc co powiedział Liam. Ja się w niej nie zakochałem, nie wiem co to miłość. Nie umiem jej okazywać. 

-Co ja mam robić-powiedziała niepewnie.

-Dobrze by było, jakbyś zniknęła-syknął Harry,a ona zmierzyła go wzrokiem.

-Masz iść do drzwi, które ci pokażemy. Tam będą stali tacy kolesie. Masz z nimi gadać, ale nas nie wydaj.

Pokiwała głową i dalej mierzyła Harrego wzrokiem. Dobrze wiedziała, że jej teraz nic nie zrobi. Oni obdarzają się uczuciem-zaśmiałem się w myślach. Wyszła z samochodu i poszła w stronę dwóch goryli. Plan zaczął działać. Zajęli się nią, a my w tym czasie wślizgnęliśmy się do środka. 

-Harry, lewo-krzyknąłem do przyjaciela, a on nie patrząc, strzelił w tamtym kierunku.

Wbiegliśmy do głównej sali. Było ich więcej niż myśleliśmy. Kuźwa, myśl.

-Ktoś z was musi wejść na ten balkonik do góry-usłyszałem głos Liama z rękawa. -Będzie łatwiej strzelać i ogarnąć sytuację.

-Ja to zrobię, ale Niall mnie osłania.

Szybko tam ruszyłem,ale w pewnym momencie usłyszałem świst kuli przy uchu. Czas mnie nauczył, że w takiej chwili się nie zatrzymujesz i nie rozpamiętujesz, że było blisko. Skoro żyjesz i cię nie trafiła, to było daleko. Wszedłem szybko po drabince z pistoletem w zębach. Zobaczyłem cały magazyn. Każdy jak na dłoni. 

-Niall obejdź powoli samochód, bo ktoś idzie do ciebie z drugiej strony-powiedziałem do rękawa i zobaczyłem, jak strzela do kolejnego faceta. 

Kiwnął mi w ramach podziękowania i obejrzałem resztę. Radzili sobie, ale już się męczyli. Z resztą sam się denerwuję. Strzeliłem kilka razy w dół, gdy widziałem, że ktoś się zakrada do nich. Po magazynie rozlegał się huk strzałów,  a po chwili nastała cisza. Wychyliłem się i znowu prawie oberwałem.

-O ty huju-naładowałem broń i na ślepo zacząłem strzelać, dostał.-Kocham tą robotę-szepnąłem do siebie. 

Głęboko wciągnąłem powietrze i je wypuściłem. Oparłem się o balustradę. Zszedłem na dół i razem z chłopakami zabraliśmy cały towar i broń. 

-Dobra robota-zaśmiałem się, widząc ilość towaru i kasy.

Wyszliśmy na zewnątrz i w tym samym momencie, usłyszałem wystrzał. Liam mnie popchnął na ziemię za drzewo. 

-Nie zapomnieliśmy o czymś?

-Kurwa, ochroniarze-powiedziałem po chwili namysłu.

-Uciekamy, jest ich trzech-usłyszałem Harrego.

-Mają Mię-Liam uniósł brwi.

-Kurwa-krzyknąłem, łapiąc się za włosy.-Mają Mię-powiedziałem do Harrego.

-No to ją zostaw, czekam w aucie do cholery.

-Nie taki był plan-darłem się do rękawa.

-Pomożecie-spojrzałem na Zayna i Nialla.

-Jasne. Kocham tą robotę-zaśmiał się i przypomniałem sobie, siebie kilka minut wcześniej.

-Niall strzela do blondyna, Zayn do największego goryla, a ja ostatnim się zajmę. W tym czasie Liam leci po Mię. 

-Spoko-usłyszałem głos.

-Raz , dwa i trzy-wychyliłem się zza drzewa i strzeliłem.

Trafiłem bez problemu. Na ziemi leżało już ciało w które trafiłem ja i Niall. Co do cholery robi Zayn?! Debil nie trafił, akurat teraz? Kurwa Liam. Biegł w stronę Mii, a gdy do niej dotarł zasłonił swoim ciałem, żeby nie dostała z kuli. Zobaczyłem jak cel Zayna wymierza w Liama. Próbowałem przeładować broń, ale się zacięła. Jebane szmelstwo, no dalej. Szarpnąłem jeszcze raz i nic. Wtedy usłyszałem huk wystrzału. Cały spięty i zdenerwowany spojrzałem w górę.

 

 

 

 

 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Mam nadzieję, że wybieram dobre momenty na skończenie rozdziałów xd Przeprasza za błędy i do nn :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz