Rozdział 6
Louis pov*
Stałem przed drzwiami całkowicie zszokowany. Czy ją do końca pojebało?
-Mia kurwa, otwórz drzwi-wydarłem się.
-Przepra...-próbowała się wydukać, gdy powoli otwarła drzwi, ale jej przerwałem.
-Czy ty do cholery ze mną igrasz, bo mnie dzisiaj po prostu wkurwiasz. Co ci przyszło do głowy, żeby mi prawie zajebać w nos z drzwi,co?
-Nie chciałam-zaczęła się cofać.-Ale ty miałeś broń i...
-I prosisz się, żebym ją użył, tak?-uśmiechnąłem się, podchodząc.
-Nie, nie.
-Co nie, skarbie?-uśmiechnąłem się, widząc, że prawie płacze.
-Nie chcę, żebyś go użył.
-Wychodzę z chłopakami, więc będziesz sama. Nie próbuj uciekać, bo ci się nie uda. Rób, co chcesz-powiedziałem obojętnie i wyszedłem.
-Ok-szepnęła.
Jak ja kocham, gdy ludzie się mnie boją. Poszedłem do auta i pojechałem w miejsce, gdzie byliśmy umówieni. Mamy do odebrania jakąś paczkę. Nie wiem nawet, co w niej jest, ale nam dużo zapłacono, więc opłaca się to zrobić. Nie minęła godzina, a z uśmiechem na twarzy wręczyłem torbę mojemu zwierzchnikowi.
-Dobra robota Tomlinson. Do następnego razu.
-Narka-kiwnąłem mu i poszedłem do samochodu.
Pojechałem prosto do domu, chłopaki pewnie gdzieś pojechali. Na milion wiem, gdzie jest Harry. Wszedłem do mieszkania i zobaczyłem, że świeci się w kuchni. Po cichu stanąłem na progu. Zobaczyłem jak Mia je jakiś jogurt, grzebiąc w lodówce. Stałem bez żadnych emocji z założonymi rękoma. Dziewczyna się odwróciła i znieruchomiała.
-Ja już idę. Przepraszam, że....
Chciała wyjść z pomieszczenia, ale w ostatniej chwili zrobiłem krok w bok. Mia prawie na mnie wpadła, co wywołało to u niej rumieńce. Spojrzała mi w oczy, szukając złości.
-Boisz się-prawidłowo. Nie masz, za co przepraszać, zjedz ten jogurt i idź spać, jest późno.
Patrzyła na mnie jak na idiotę. No dobra, jak wychodziłem to miałem ochotę jej walnąć.
-Dziękuję-szepnęła, a ja poszedłem do góry.
Po kąpieli, położyłem się spać. Byłem znowu zmęczony. Odkąd jest tu Mia, nie ma dnia, w którym bym szedł normalnie spać. Leżałem chwilę, gdy do głowy wpadł mi pomysł. A może by ją włączyć do jednej z akcji. Nikt by jej nie podejrzewał,a odwracała by uwagę.Jesteś geniuszem stary. Z tą myślą zasnąłem i nawet nie wiem kiedy, dziewczyna przyszła do pokoju i poszła w moje kroki. Rano po przebudzeniu, nie było jej w pokoju. Ciuchy były porozrzucane po całej podłodze, pewnie nie wiedziała, co wybrać. Typowa dziewczyna. Zszedłem na dół i zobaczyłem jak stoi w kuchni.
-Już wstałaś?-powiedziałem, a on podskoczyła, odwracając się.
-Tak. Chcesz, też zrobiłam dla ciebie-pokazała talerz z jajecznicą i bekonem.
Uniosłem kąciki ust.
-Zasmakowało ci.
-No fakt, jest dobre-powiedziała cicho i zaczęła jeść.
Po chwili ciszy, w końcu się odezwałem. Nie będę jej trzymał cały czas w domu.
-Nie chcesz, gdzieś jechać?
-Co?-powiedziała, nie dowierzając.
-To, że tu jesteś, nie znaczy, że nie będziesz nigdzie wychodzić.
-Kolacja w restauracji?-palnęła, ona najpierw mówi, później myśli.
-Nie przeginaj Mia-powiedziałem sucho, ale w oczach miałem rozbawienie.-Centrum?
-Sam wybierz, a mam jedno pytanie.
-Jakie.
-Skoro tam jedziemy, to będę dzisiaj żyła?-wywołało to u mnie uśmiech, oj pobawimy się.
-Nie wiem, nie znasz dnia ani godziny.
Odłożyłem talerze i poszedłem już do auta. Dziewczyna nie wracała i nie wracała.
-Długo jeszcze? Nie mam całego dnia-warknąłem, a ona na mnie spojrzała.
-No sory, że chciałam się ubrać.
-No sory, że zapomniałem, że jesteś dziewczyną-zmrużyła na mnie oczy i odwróciła się w stronę okna.
-Jesteś chamem.
-Mówiono mi już gorsze rzeczy-zaśmiałem się, wciskając pedał gazu.-To co? Ciuchy?
-Nie mam kasy.
-Bo ja płacę-weszliśmy do środka, a moją twarz obwiało ciepłe powietrze.
-Nie będziesz na mnie wydawał-fuknęła zdenerwowana.
Jeśli ona myśli, że ludzie mnie powstrzymają do opieprzenia jej, to się myli.
-Będę, ty mi nie rozkazujesz.
-Pieprzony kontroler-szepnęła, ale to usłyszałem.
Momentalnie na mnie spojrzała, a ja się zatrzymałem i odwróciłem. Strzeliłem jej z otwartej ręki w policzek. Nikt nie zareagował. No bo kto by się odważył, wchodzić mi w drogę.
-Jeszcze raz, a zrobię coś gorszego.
Pociągnąłem ją za rękę do sklepu. Jak mogła się spodziewać, kupiła te rzeczy, które ja zaakceptowałem.
-Będziesz się tak nie odzywała?-zapytałem, biorąc od niej torby.
Wzdrygnęła ramionami i poszła do kolejnego sklepu.
-Radzę ci się odezwać-oparłem się o drzwi od przebieralni.
-A co mam mówić. Jak powiem prawdę, to mnie pobijesz-powiedziała i dała mi kolejną bluzkę do torby.
-Możesz nic nie mówić, ale jak pytam, ty odpowiadasz.
-Mhm-wyszła ze sklepu, a ja po zapłaceniu, ruszyłem za nią.
Wsiadła do auta i od razu wywołała u mnie śmiech. Nie mogła poradzić sobie z pasem.
-Mnie to do cholery nie bawi-warknęła na mnie.
-Nie tym tonem-ścisnąłem delikatnie jej policzki, żeby się zamknęła. Spojrzałem w jej oczy, zrobiło się cholernie niezręcznie.-Nie umiesz nawet pasa zapiąć?-zaśmiałem się do niej, żeby rozładować atmosferę.
-Bo się gówno zawinęło.
Oparła głowę o szybę, a ja kontem oka zobaczyłem jak dotyka policzka.
-Jak przyjedziemy,masz siedzieć w pokoju i nie wychodzić aż po ciebie przyjdę, jasne?
Dziewczyna pokiwała głową, a ja powtórzyłem pytanie.
-Jasne?!
-Tak, Louis.
Sama się prosi o takie traktowanie. Będzie ze mną współpracować, to jej nie pobiję. Kierowałem autem,patrząc na drogę. W pewnym momencie poczułem dziwne uczucie. Mia się na mnie patrzyła, chyba nawet o tym nie wie.
-Gapisz się-powiedziałem cicho, patrząc przed siebie.
Odwróciła głowę, a ja z uśmiechem skręciłem na podjazd.
-Nie mówiłem, że mi się to nie podoba. Wysiadka.
Wszedłem za nią do domu i usłyszałem jej rozmowę z Harrym.
-Dziś twój ostatni dzień cioto.
-A skąd ty to możesz wiedzieć-fuknęła.
-A myślisz, że po co to spotkanie-Harry się tryumfalnie uśmiechnął, wiedząc, że wygrał.
Powoli zdejmowałem kurtkę z ramion. W tej cholernej dziewczynie jest coś,co nie pozwala mi jej zabić. Miałem już to zrobić dwa razy, ale w ostatniej chwili się blokowałem. Raz gdy ją zobaczyłem pierwszy raz, chciałem ją od razu zabić, ale jak idiota prowadziłem ją do auta i skutkowało to uderzeniem mnie. Druga szansa, gdy zepchnąłem ją z ulicy. Na początku chciałem ją wywieść gdzieś i zabić, ale na końcu zdecydowałem jechać do jej domu. Ona mnie intryguje.
-I jak?-spytałem w salonie.
-Arsenal wygrywa-usłyszałem śmiech Nialla i zobaczyłem złą minę Zayna.
- Twoja dziewczyna już zdążyła mnie wkurzyć-Harry.
-To nie moja dziewczyna, debilu.
-A może coś ważniejszego?-powiedział Liam.-Wieczorem akcja, a my nie mamy planu.
-Wiem, ale coś wymyśliłem wczoraj.
-Ja też-usłyszałem Zayna i pokazałem,żeby mówił.-Może by zabrać lalkę Louisa.
-W jakim sensie?
-No jako jakby łapówkę. Zajmą się nią,a my spokojnie zrobimy swoje.
-Miałem ten sam pomysł-przybiłem z nim piątkę.
-Później możemy ją zostawić, niech robią z nią co chcą-powiedział Zayn, a ja zmarszczyłem brwi.
-A może ją weźmiemy z powrotem?-wypaliłem, a wszystkie oczy z Harrym na czele, spojrzały na mnie.
-Ty masz łeb, będziemy ją tak wykorzystywać za każdym razem. Będziemy mieli ułatwioną sprawę z ochroną-poklepał mnie Liam i się uśmiechnął.
-No właśnie-powiedziałem.-Nie możemy stracić takiej okazji.
-Myślałem, że powiesz coś głupiego-Harry.
-Jest!!!! Widzisz idioto, mówiłem, że strzelą-Zayn zaczął się drzeć na Nialla, gdy Chelsea strzeliła gola.
-Wal się, jeszcze wygrają-splunął i wgapiał się dalej w telewizor.
Cały dzień przesiedziałem na rozmyślaniu, co z wieczorem. W końcu przyszedł czas. Sięgnąłem swoją broń i włożyłem za pasek.
-Idź po nią.
-Ok-założyłem skórzaną kurtkę.
Ruszyłem po schodach na górę i przed samymi drzwiami natknąłem się na Liama.
-Coś do niej czujesz-powiedział z uśmiechem.
-Co? Nie pierdol.
-Myślisz, że ja się dałem nabrać? Broniłem cię tylko dzisiaj. Widzę, że to nie chodzi, o to, żeby ją cały czas wykorzystywać, ty nie chcesz jej zostawić. Oni się nabrali, ja nie.
-Weź coś na głowę człowieku.
Wszedłem zły do środka pokoju. Leżała na łóżku, czytając książkę. Przeniosła wzrok na mnie.
-Mia pomożesz nam, chodź.
-A w czym-powiedziała.-Nie ufam ci.
-Opowiem w drodze, ok?
-No dobra. I tak nie mam wyboru-westchnęła, zakładając sweter.
-Dobra dziewczynka-zaśmiałem się, klepiąc ją po plecach.
Wsiadła do auta bez gadania i jechała razem z nami. Patrzyłem na nią, jednocześnie trawiąc co powiedział Liam. Ja się w niej nie zakochałem, nie wiem co to miłość. Nie umiem jej okazywać.
-Co ja mam robić-powiedziała niepewnie.
-Dobrze by było, jakbyś zniknęła-syknął Harry,a ona zmierzyła go wzrokiem.
-Masz iść do drzwi, które ci pokażemy. Tam będą stali tacy kolesie. Masz z nimi gadać, ale nas nie wydaj.
Pokiwała głową i dalej mierzyła Harrego wzrokiem. Dobrze wiedziała, że jej teraz nic nie zrobi. Oni obdarzają się uczuciem-zaśmiałem się w myślach. Wyszła z samochodu i poszła w stronę dwóch goryli. Plan zaczął działać. Zajęli się nią, a my w tym czasie wślizgnęliśmy się do środka.
-Harry, lewo-krzyknąłem do przyjaciela, a on nie patrząc, strzelił w tamtym kierunku.
Wbiegliśmy do głównej sali. Było ich więcej niż myśleliśmy. Kuźwa, myśl.
-Ktoś z was musi wejść na ten balkonik do góry-usłyszałem głos Liama z rękawa. -Będzie łatwiej strzelać i ogarnąć sytuację.
-Ja to zrobię, ale Niall mnie osłania.
Szybko tam ruszyłem,ale w pewnym momencie usłyszałem świst kuli przy uchu. Czas mnie nauczył, że w takiej chwili się nie zatrzymujesz i nie rozpamiętujesz, że było blisko. Skoro żyjesz i cię nie trafiła, to było daleko. Wszedłem szybko po drabince z pistoletem w zębach. Zobaczyłem cały magazyn. Każdy jak na dłoni.
-Niall obejdź powoli samochód, bo ktoś idzie do ciebie z drugiej strony-powiedziałem do rękawa i zobaczyłem, jak strzela do kolejnego faceta.
Kiwnął mi w ramach podziękowania i obejrzałem resztę. Radzili sobie, ale już się męczyli. Z resztą sam się denerwuję. Strzeliłem kilka razy w dół, gdy widziałem, że ktoś się zakrada do nich. Po magazynie rozlegał się huk strzałów, a po chwili nastała cisza. Wychyliłem się i znowu prawie oberwałem.
-O ty huju-naładowałem broń i na ślepo zacząłem strzelać, dostał.-Kocham tą robotę-szepnąłem do siebie.
Głęboko wciągnąłem powietrze i je wypuściłem. Oparłem się o balustradę. Zszedłem na dół i razem z chłopakami zabraliśmy cały towar i broń.
-Dobra robota-zaśmiałem się, widząc ilość towaru i kasy.
Wyszliśmy na zewnątrz i w tym samym momencie, usłyszałem wystrzał. Liam mnie popchnął na ziemię za drzewo.
-Nie zapomnieliśmy o czymś?
-Kurwa, ochroniarze-powiedziałem po chwili namysłu.
-Uciekamy, jest ich trzech-usłyszałem Harrego.
-Mają Mię-Liam uniósł brwi.
-Kurwa-krzyknąłem, łapiąc się za włosy.-Mają Mię-powiedziałem do Harrego.
-No to ją zostaw, czekam w aucie do cholery.
-Nie taki był plan-darłem się do rękawa.
-Pomożecie-spojrzałem na Zayna i Nialla.
-Jasne. Kocham tą robotę-zaśmiał się i przypomniałem sobie, siebie kilka minut wcześniej.
-Niall strzela do blondyna, Zayn do największego goryla, a ja ostatnim się zajmę. W tym czasie Liam leci po Mię.
-Spoko-usłyszałem głos.
-Raz , dwa i trzy-wychyliłem się zza drzewa i strzeliłem.
Trafiłem bez problemu. Na ziemi leżało już ciało w które trafiłem ja i Niall. Co do cholery robi Zayn?! Debil nie trafił, akurat teraz? Kurwa Liam. Biegł w stronę Mii, a gdy do niej dotarł zasłonił swoim ciałem, żeby nie dostała z kuli. Zobaczyłem jak cel Zayna wymierza w Liama. Próbowałem przeładować broń, ale się zacięła. Jebane szmelstwo, no dalej. Szarpnąłem jeszcze raz i nic. Wtedy usłyszałem huk wystrzału. Cały spięty i zdenerwowany spojrzałem w górę.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Mam nadzieję, że wybieram dobre momenty na skończenie rozdziałów xd Przeprasza za błędy i do nn :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz