sobota, 14 marca 2015

Rozdział 7

Louis pov*

Spojrzałem powoli w górę i zobaczyłem, jak Liam dalej stoi, osłaniając Mię. Ulga w cholerę. Trójka facetów leżała na ziemi, w sumie obok reszty. 

-Nie musisz dziękować-odwróciłem się i zobaczyłem Harrego. 

Chował pistolet, mając na twarzy złą, a może poważną minę. Usiadłem na ziemi, oddychając. 

-Nic nie zmienia faktu, że to wina twojej szmaty. 

-Ona nie jest moja-warknąłem zły. 

-Nie?-parsknął.-Spójrz w lustro. Wyglądasz jakbyś miał zabić Liama, za to, że ją pociesza. W sumie nie wiem nawet po co. Idę do auta. 

Spojrzałem na dziewczynę i Liama, dokładnie słyszałem, o czym mówią. 

-Liam weź mnie stąd. Boje się-płakała na całego. 

-Zaraz Mia, jesteś już bezpieczna, nic ci nie jest. 

-Te kule latały tak blisko mnie. 

-Chodź, spokojnie już nikogo tu nie ma-Liam ją cały czas pocieszał, a ja czułem ukłucie.

Chciałbym, żebym ja ją tak pocieszał. Dobra ogarnij się Louis, o czym gadasz.

-Nie ruszam się. Te oczy na mnie patrzą-spojrzałem w tym kierunku, co ona.

Jeden z facetów miał otwarte oczy, leżąc w kałuży krwi. Ok, za fajny to widok nie jest.

-Nie patrz na ziemię. Patrz w niebo. Chodź-pociągnął ją powoli za rękę. 

Szła obok niego, a on ją zagadywał. Ten ciul zawsze miał podejście do dziewczyn. Wszystkie za nim latały, jaki to on nie jest. W aucie już byli wszyscy. Cieszyli się z wygranej, ale mi do śmiechu nie było. 

-Ej, uśmiech. Udało się-usłyszałem Zayna i na niego spojrzałem.

-Nie tak miało być.

-Tylko trochę więcej przygód. Ja się cieszę.

-Dobra, jest super-krzyknąłem uśmiechnięty, żeby się odwalili. 

Było widać, że i Liam się cieszy, ale ze względu na dziewczynę tego nie okazuje. Siedziała z głową na jego ramieniu. Na chwilę nasz wzrok się spotkał, ale w tym samym momencie ona odwróciła głowę. Zaraz po przyjeździe zanieśliśmy picie i jedzenie do salonu. 

-No to za super dzień. 

-Byłby super, gdyby ta ciota Louisa nie rozwaliła planu-zaśmiał się Harry. 

-A czy ona coś popsuła?-odezwał się Niall.

-Gdyby nie ona, już wcześniej byśmy się zmyli. A gdzie teraz jest? Siedzi i wyje w pokoju. Biedna, mała Mia.

-No to niech beczy, przejdzie jej-powiedziałem i spojrzałem na wszystkich chłopaków. 

-I to jest Louis-poklepał mnie po plecach. 

-To jest żałosny Louis-odstawiłem butelkę piwa od ust i spojrzałem na Liama.-Pokazałeś jaki jesteś facet. Facet bez jaj. Poszedłeś? Pocieszyłeś ją? Dałeś to czego potrzebowała? Nie. Ja to musiałem zrobić-popchnął mnie, a ja się wściekłem. Nie będzie mi zarzucał jakiś gówien.-Wiesz kogo mi przypominała? Pewnego małego szczeniaka na pierwszej akcji. Szczeniaka, który tak jak ona, bał się strzelaniny. Temu, któremu kula przeleciała przy głowie i wbiła się w drzewo przy którym stał. Którego sparaliżował strach i szok, bo widział na własne oczy śmierć. Przypomnij sobie, co ten dzieciak czuł i porównaj z nią. Dziewczyna! Nie facet. Do końca życia będzie przetwarzać ten widok. Znowu mnie popchnął, a ja strzepnąłem jego rękę.-Czemu nic nie mówisz, co? Czemu!?-wkurwia mnie tym darciem się.-Nie pamiętasz tego dzieciaka?

-Pamiętam kurwa-tym razem ja się wydarłem.-Wiem, co to znaczy!

-Pomogliśmy ci, a ty jej nie. Jeszcze udajesz, że nic do niej nie czujesz!

-Bo tak jest. Mam ją całkowicie w dupie. Jest nam potrzebna do akcji. 

-Oczywiście. Bo kto się liczy z jej zdaniem. 

-Oj stary zgadzam się z Liamem-usłyszałem Harrego.-Kłamiesz, każdy to widzi. 

-CO? Was już do końca pojebało?

-To zrób coś, co pozwoli mi i chłopakom w to uwierzyć-mówił powoli, a mnie roznosiło.

-No co? Przykład? 

-Dlaczego jej nie zabijesz? Miałeś pełno szans, a ty jej jeszcze śniadanka robisz-podniósł głos. 

-Czemu?!

-Tak czemu-teraz obydwoje krzyczeliśmy.

-Bo mi kurwa wielką przyjemność sprawi, gdy ja ją zabiję, rozumiesz?! Nie oni, ale ja usłyszę jej ostatni oddech-wydarłem się wściekły, a oni zamilknęli.

-Wygrałeś stary, nie kochasz jej-Harry się uśmiechnął, a w jego ślady poszli chłopaki.

Liam spojrzał na drzwi. Mia stała płacząc w wejściu. Kurwa, to się zacznie.

-Jesteś zjebany i to żałośnie zjebany-fuknął na mnie i za nią poszedł.

-Leć Romeo, leć-krzyknąłem za nim, a Harry się zaczął śmiać.

Siedzieliśmy razem w salonie do pierwszej w nocy. W końcu zachciało mi się spać. Poszedłem do swojego pokoju i po wejściu, zobaczyłem, że Liam leży z dziewczyną na kanapie. Sam położyłem się na łóżku. Po upływie godziny, usłyszałem głosy. 

-Mia, śpij już.

-Nie mogę, boję się.

-Jesteś bezpieczna. Spisałaś się dzisiaj-szeptali do siebie,  a ja znowu czułem to uczucie. 

-Dziś, jutro mnie nie będzie. 

-On to powiedział by Harry się odczepił. Uwierz mi, że jakby chciał cię zabić, to już by to zrobił.

-To zabolało. Myślałam, że jest inny. Myliłam się.

-Czyli jaki-spytał Liam, wiedząc, że nie śpie i słucham. 

-Dupek, idiota, cham, myślący o sobie palant, zaborczy frajer...

-Ej powoli, nie nadążam-zaśmiał się, a ona zamilknęła. 

Ja pierdolę, miałem ochotę wrócić do kuchni i się napić. W sumie najebać. 

-Ty jesteś inny, dobry-szepnęła do niego.

Jasne, Liam dobry, Liam wspaniały, Liam idealny.  Znowu usłyszałem śmiech chłopaka.

-Nie Mia, ja mogę być najmilszy z nich, ale nigdy nie będę dobry.

-Będziesz tu jutro?

-Ja tu mieszkam, więc tak.

Po tych słowach nastała cisza. Wtopiłem głowę w poduszkę. Muszę coś z tym zrobić, tak być nie może. Tak rozmyślając, w końcu odpłynąłem. 

 

 

 

 

 

Mia pov*

 

Rano obudziłam się sama. Jezu, czemu mnie to wszystko spotyka? Poszłam pod prysznic. O tak, właśnie tego potrzebowałam. Chłodna woda oblała moje ciało. Mam dość tego życia w stresie, że on mnie zabije. Najchętniej sama bym sobie coś zrobiła, ale nie jestem taka głupia. Po dokładnym wytarciu się, zabrałam ciuchu i ubrana zeszłam na dół. W kuchni siedział Liam. Jej. 

-Cześć, dzięki za wczoraj-uśmiechnęłam się.

-Nie ma za co.

-Jest, bardzo mi pomogłeś.

-Chcesz coś jeść?-zamknął gazetę i na mnie spojrzał. 

-Kanapki mi wystarczą.

Siedziałam rozluźniona, rozmawiając z Liamem. Ten chłopak jest super, jedyny normalny obok Nialla. W tym samym momencie wszedł Louis. Spięłam się. 

-Masz na chwilę iść do Harrego-powiedział w stronę Liama, przekręcając głowę.

Super, sam na sam z Panem Louisem. Spuściłam wzrok na stół i starałam się nie stresować, co mi nie wychodziło. 

-Bardzo się wczoraj bałaś?-w końcu się odezwał, nie chcę z tobą gadać człowieku.

-Tak.

-Minie ci, będziesz pamiętać, ale już się nie będziesz bała.

-Po co ty mi to mówisz i tak mnie zabijesz-fuknęłam, ale momentalnie się zamknęłam.

Już otwarł usta, żeby coś powiedzieć, ale je zamknął, może to i lepiej. 

-Jestem już-chłopak wszedł do kuchni.

Rozmowa z Louisem była krótka, ale i tak mam dość. Lou wyszedł, a ja się uśmiechnęłam. 

-Nie pytam-Liam.-Wiesz, co mnie bawi? To, że on cię kocha, a się nie przyzna. 

-Bo on mnie nie kocha. Jedyne co chce zrobić to mnie zabić, sam to wykrzyczał. Nie był zmuszany.

-Jesteście śmieszni. Inne pytanie. Czy Harry cię bije?

-Co? Nie, tylko obraża. 

-Skąd te siniaki na rękach?

-Nie ważne.

-Ważne, bo ktoś cię bił. Od początku je masz, widziałem je.

-Ty i nikt inny-szepnęłam.

-Ja i Louis. Sam się mnie pytał, czy coś wiem. 

-Liam przestań o nim mówić. On mnie nie kocha, koniec. 

-Dobra, masz-przesunął mi talerz,a ja wzięłam pierwszą kanapkę. 

Louis Tomlinson-cholernie seksowny facet. Umięśniony, postrach większości ludzi, każda laska chce z nim być, jest chamem i to zasranym i jeszcze miałby mnie kochać? Tsa, jasne. Jadłam w spokoju, który nie trwał długo. 

-Ciota! Cieszysz się swym krótkim życiem?-Styles.

-Cieszyłam póki nie przyszedłeś.

-Ktoś się zrobił pewniejszy? Źle.

-Spadaj, chcę dokończyć jedzenie-spojrzałam na talerz z połową mojej skibki chleba. 

-Oj, nie zjesz-specjalnie zrzucił talerz na ziemię. 

-Kutas.

-A ty chyba sobie grabisz.

-Ja? Chciałam tylko zjeść w spokoju, ale ty przylazłeś.

-Oj nie lubisz mnie. Vice versa.

-A kto by lubił takiego debila?-fuknęłam za pewna siebie.

-Błąd-poczułam jego dłoń na policzku.-Jesteś pod moim i chłopaków dachem, więc sobie nie pozwalaj, bo cię zniszczę słonko. Louis ma cię w dupie, słyszałaś z resztą, tak? 

-Idiota, a nie człowiek.

-Oj chyba ręka nie działa-podszedł i na mnie spojrzał.

Nim się obejrzałam, leżałam na ziemi. Debil walnął mnie w brzuch. Czy ja wyglądam na faceta, żeby mnie tak bić? To nie boks do cholery. Nawet ojciec mnie jeszcze tak mocno nie uderzył,a i tak mocno walił. Z bólu mnie zemdliło, więc oparłam się o ścianę. O fuck, zamazuje mi się obraz. W tym samym czasie usłyszałam głosy Liama i Louisa. 

-Co jej zrobiłeś-chłopak go popchnął i przydusił do ściany.

-To, na co zasłużyła-splunął na mnie. 

-Mia nie zamykaj oczu-Louis poklepał mnie po policzku. 

-Zostaw mnie, tak czy siak chcesz mnie zabić-szepnęłam.-Będziesz miał czyste ręce. 

-Ale nie teraz i nie tak-powiedział to w taki sposób, że tylko ja słyszałam.

Albo mi się śniło, albo on to powiedział, żeby mnie uspokoić. Po chwili poczułam, jak ktoś bierze mnie na ręce. Zaraz chyba zwymiotuję z bólu.

-Louis, mdli mnie-jęknęłam i usłyszałam głos Liama.

-Sorka, ale to nie Louis. Wiem, że chcesz go tu bardziej niż mnie, ale muszę ci wystarczyć-zaśmiał się, a ja zmarszczyłam brwi.

-Mówiłam, żebyś przestał. Nie chcę go, myślałam, że on mnie wziął, bo ze mną rozmawiał.

-Okey, nie tłumacz się. 

Położył mnie na moim niby łóżku, a ja się wyciągnęłam. Ałć, boli w kit, znowu będzie siniak. Czyżby wspomnienia wracały? Uf nie za fajnie.






Liam pov*

Wziąłem Mię do pokoju i położyłem na łóżku. Zabiję tego gnoja Harrego, nigdy nie miał szacunku do kobiet. Nie mówię o jakichś dziwkach z ulicy, bo do nich to nawet ja nie mam szacunku, ale Mia? Wyszedłem na chwilę i spotkałem Louisa na korytarzu.

-Co z nią?

-Jest, ok. Wystraszyłeś się-założyłem ręce na klatce. 

-Zdaje ci się. 

-A to, że ją kochasz? Wiesz, co powiedziała, jak ją niosłem? Zaczęła zdanie od słowa Louis, czy gdyby jej na tobie nie zależało, powiedziałaby to? Nie. Miała nadzieję, że to ty ją niesiesz, a nie ja. 

-Nie kocham jej stary,przy najbliższej okazji ją zabiję. 

Spojrzałem na niego z powagą w oczach i na twarzy, chyba się przesłyszałem.

-Kłamiesz, nie zrobisz tego. 

-Zrobię. Za długo to ciągnę. Powinienem to zrobić od razu.

-Nie pozwolę ci jej zabić-fuknąłem na chłopaka.

-Nie masz nic do gadania-westchnął zirytowany.

-To co jej zrobisz, co? 

-Zostawimy ją na akcji. Albo ją wezmą, albo zabiją. Prędzej czy później zginie.

-Pojebało cię? 

-Nie, zacząłem myśleć.

-Kiedy to zrobisz?-muszę wiedzieć wszystko.

-Za tydzień, do tego czasu są dwie akcje. Zmylimy ją, że normalnie z nami jeździ,a na końcu zostawimy-powiedział obojętnie. 

-Jak mam z nią rozmawiać skoro wiem, że zginie.

-Przyzwyczaisz się. Każdy przychodzi i odchodzi-wzdrygnął ramionami. 

-Ten idiota ci nagadał tak?

-Nie, sam do tego doszedłem.

-No to do tego czasu dopilnuję, żeby była szczęśliwa. Nie pytam o zgodę.

-Rób co chcesz-machnął ręką i sobie poszedł.

Jebany kutas, nie pozwolę jej zabić. Wróciłem do dziewczyny i zobaczyłem, że nabiera kolorów. 

-Zabiorę cię gdzieś.

-Gdzie niby?-podparła głowę ręką.

-A gdzie chcesz?

-Jest ciepło, a dawno nie byłam nad jeziorem.

-To za dwie godziny jedziemy.  Uszykuj się później.

Nie minęła nawet godzina, a ona już była gotowa. Spojrzała na mnie, zapinając pas.

-Louis ci pozwolił mnie zabrać?

-Nie pytałem się. On mną nie rządzi.

-Tobą nie, ale ja to co innego-oparła głowę o szybę.-Zrobisz coś dla mnie-momentalnie ożyła.

-Zależy co-uśmiechnąłem się.

-Wypuść mnie-dobra, tego się nie spodziewałam.

Na chwilę spojrzałem przed siebie i westchnąłem.

-Nie mogę. Przykro mi.

-Proszę Liam!-złożyła ręce ja do modlitwy.

-Nie, jedynie ci pozwolę się z kimś spotkać, nic więcej.

-I tak dobrze-powiedziała już z lekka zrezygnowana. 

-Sorka, chciałbym, ale nie mogę. 

-Ok, rozumiem. 

Jechaliśmy jeszcze kilka minut i znaleźliśmy się nad jeziorem. Dziewczyna rozebrała się do kostiumu po czym wskoczyła do wody. Dobrze umie pływać. Wszedłem do wody oraz sam zacząłem nurkować i tak dalej. Było zajebiście, ale po pewnym czasie mi się znudziło. Wyszedłem i usiadłem na piasku.

-Skąd wiedz, że nie ucieknę?-spytała, siadając obok mnie.

-Bo wziąłem cię tu, ufając ci. 

-Znasz mnie kilka dni-zauważyła, a ja się uśmiechnąłem.

-Ale widzę, że jesteś fajna. Tylko nie chcesz się przyznać-pacnęła mnie w ramię.

-Nie kocham go.

-Bądź ze mną szczera. Czujesz cokolwiek do Louisa. 

-Nie-powiedziała szybko, ale słyszałem cień zawahania w jej głosie. 

-Mnie nie oszukujesz, ale samą siebie.

-Ah, no dobra. Nie wiem, co to, ale nie miłość. On mnie intryguje, jest tajemniczy, ale mnie czasem przeraża.

-I to chciałem usłyszeć-uśmiechnąłem się, a ona pobiegła jeszcze na chwilę do wody. 

Skakała z pomostu, robiąc różne przewroty. Widać, że dobrze się bawiła. Żal mi było to przerywać.

-Mia, chodź, bo jeszcze mamy do kogoś jechać, nie?

Pokiwała głową i wyszła na brzeg. Podałem jej ręcznik, którym się wytarła. Zaraz po tym jak wróciła przebrana, poszliśmy do auta.

-To gdzie?

-Wiesz gdzie mieszka Layla?

-Wiem, ale czemu ona, a nie rodzina?

-Bo tak-powiedziała szybko.

Już wiedziałem, że mam nie poruszać tego tematu. Spojrzałem przed siebie i pojechałem pod dany adres. Mia wyleciała, jak oparzona z samochodu i zaczęła gwałtownie dzwonić. Drzwi się otwarły, a dziewczyna nie myśląc o niczym, wskoczyła na Laylę. 

-Mia-szepnęła Layla i oddała uścisk. -Co się z tobą działo? Martwiłam się.

-Ah Louis mnie zamknął,a ty nie z Niallem?

-Chodź do środka, chcesz coś pić?

-Dwa razy kawę-powiedziałem za Mię i usiadłem w fotelu.

Siedziałem nasłuchując dziewczyny. Widać, że Layla się martwiła i to strasznie. 

-No więc co? Ty nie z Niallem?

-Skomplikowane, on mi nie daje spokoju i cały czas pisze, że jestem jego, ale udało mi się go uprosić, żebym mieszkała tutaj, a on mógł przychodzić kiedy chce-powiedziała, rozkładając się na kanapie.

-Ja? Pobita i obrażana przez Harrego, dowiedziałam się, że zginę, bo mnie Louis zabije-spojrzałem na Laylę i zobaczyłem, że się spięła.

-Nie zabije, nie martw się-powiedziałem do obydwu, żeby się uspokoiły. 

-Ale mogę wiedzieć czemu nie odpisywałaś?-fuknęła na nią Layla, podając mi kawę.

-Nie mam telefonu, popsułam. 

-Nie mówiłaś nic. Bym ci kupił-znowu wtrąciłem.

-I widzisz, wszystko gra-powiedziała przyjaciółka i się uśmiechnęła.-Nie chcesz wiedzieć, co twój ojciec wyrabiał, gdy tu przyszedł. Był wściekły i mogę śmiało stwierdzić, że byłoby źle, gdyby Niall nie przyszedł-poprawiła włosy i spojrzała na Mię.

-Uuuuu bohater-cmoknęła do niej.

-To jest jedyny raz, gdy się cieszyłam i to bardzo, że on przyszedł o późnej godzinie. Nawet jest fajny-powiedziała ciszej i się zarumieniła.

Oj Niall będzie skakał z radości, jak mu powiem. Mia na mnie spojrzała i się uśmiechnęła, ja w tym czasie napisałem do Zayna, żeby pojechał i kupił jakiś dobry telefon. Mogła mi wcześniej powiedzieć, to bym sam kupił.

-Co mu zrobił? Nie chcę mieć później kłopotów-westchnęła i spojrzała na swoje nogi.

-Nic, bo kazałam mu zostać w pokoju, ale gdy usłyszał krzyki to zszedł na dół. Wtedy twój ojciec zaczął krzyczeć, że jestem szmatą no i Niall się wkurzył. Walnął mu po czym wywalił z domu, od tamtego czasu tu nie przyszedł. 

-I dobrze, że go masz. Zawsze przy tobie będzie, jak go poprosisz, a to już małe wsparcie, nie?

-Niby tak, ale jak mam być w pełni szczera, to nie raz lubię, gdy przychodzi. 

-No, ale teraz o czymś innym. Jak u twojej mamy?

Zaczęły o czymś rozmawiać, a ja po skończonej kawie wyszedłem z pomieszczenia. Chodziłem trochę po korytarzu, oglądając wnętrze. Mam wrażenie, że Layla biedna nie jest, ale też nie jest jakąś szychą. Spojrzałem na zegar i zobaczyłem, że zrobiło się późno.

-Mia musimy jechać-zawołałem ją i po chwili zobaczyłem, jak wychodzi z Laylą.

-Już idę. Będę pisała, jak znajdę nowy telefon-przytuliła przyjaciółkę.

Wsiedliśmy do auta i zapięliśmy pasy. Mia była uśmiechnięta.

-Podobało się?

-Tak, dzięki Liam. Mogę ci zadać pytanie? 

-Jasne-uśmiechnąłem się. 

-Czy Louis mnie zabije? Powiedz mi prawdę,  proszę. 

Nic jej nie odpowiedziałem, ale ścisnąłem ręce na kierownicy. Kurwa, takiego pytania nie chciałem. 

-Czyli tak-szepnęła i zobaczyłem, że rzednie jej mina. - Liam ja się boję. Nie chcę umierać w takim wieku.

-Mia on chce cię zabić, ale tego nie zrobi. Skoro mi ufasz, to mi uwierz, że on coś do ciebie czuje. Nie znasz go, tak jak ja. Nie widzisz, jak na ciebie patrzy. Louis zabijał od razu, każdą osobę, która widziała za dużo. Ciebie nie zabił do dzisiaj. Nawet cię nie pobił, a u niego to cud. Daj mu czas, żeby zrozumiał,  co robi.  Jedno wydarzenie w życiu go zmieniło. Nie umie wyrażać uczuć-powiedziałem spokojnie. 

-Jakie wydarzenie-Mia hamowała płacz. 

-On sam ci musi powiedzieć. Ja tego nie zrobię. Nie przejmuj się.  Masz wsparcie u mnie, Zayna i Nialla. Harry to Harry, on jest jeden.

-A Louis? 

-O nim już mówiłem. Jakby co, to ci pomogę. 

-Dzięki Liam. 

Uśmiechnąłem się do dziewczyny i w głowie zawitał mi plan. Może by namówić chłopaków, w sensie Zayna i Nialla, żeby tak jak ja, namawiali Louisa na zmianę zdania. Nie wierzę, że Lou zabije Mię. Daję mu góra tydzień, do kluczowej akcji, a chłopak  przyzna, że czuje coś do dziewczyny. 





CZYTASZ=KOMENTUJESZ 

Przepraszam za błędy :D


1 komentarz:

  1. Mój ukochany napewno jej tego nie zrobi <3 Liam jak zawsze słodko Awwwwww, więcej Nialla, mniej Harrego on mnoe denerwuje, jak można być takim (...) czekam na nastepny, im szybciej tym lepiej :)

    OdpowiedzUsuń