Rozdział 10
Mia pov*
Przez Harrego nie jestem dzisiaj sobą. Stresuje mnie dosłownie wszystko. Cały czas się boję, że on przyjdzie i dokończy, to co zaczął. Pomijając fakt, że go nie ma w domu. Siedziałam w salonie, oglądając jakiś denny serial. Była taka cisza, że dosłownie słyszałam tykający zegar. Do mojej głowy wróciły wspomnienia. Ja, Louis, mój sen, jego dotyk gdy mnie uspokajał. Dziwnie się wtedy czułam. Dziwnie w sensie, że dobrze. Tak jakoś bezpiecznie i przyjemnie. On sam mi się zdawał jakiś inny, ale to uczucie prysło. Dziś rano obudziłam się sama, a w kuchni ten debil rzucił tylko niemrawe cześć i sobie poszedł. Zachował się, jak zasrany dupek. Jestem nawet na niego zła. Najpierw wywołuje u mnie uczucia, a później znika. Mam go dosyć, a najgorsze jest to, że ja chyba do niego coś czuję. Nadal się boję, ale i jest przeciwna strona, gdy z nim jestem. Nie wiem czy to miłość, czy przyjaźń, a może mam objawy Stockholm Syndrome? W końcu zła poszłam do jego biura. Siedział tam od samego rana. Jeszcze się chowa. Weszłam szybko i stanęłam z założonymi rękoma przy biurku.
-Coś się stało?-oh proszę. Nie udawaj, że się martwisz.
-Tak-syknęłam.
-Coś złego?-wstał i odłożył teczkę do szuflady za nim. Był w cholerę obojętny.
-A czy ciebie to interesuje.
-Sama tu z tym przyszłaś i nie tym tonem Mia-mruknął, marszcząc brwi.
Stałam w ciszy przed nim, a on dalej coś pisał. Do cholery jasnej, muszę się bardziej postarać, żeby z nim wygrać. Czuję się wykorzystana.
-Lubisz mnie?-w końcu zapytałam.
-Nie. Pamiętasz, co z tobą zrobię, tak.
-To czemu mnie obroniłeś przed Harrym.
-Liam mi kazał-wzruszył ramionami.
-A od kiedy go słuchasz-splunęłam, a on podniósł na mnie wzrok.
-Od kiedy jesteś taka mądra, co?-kurcze, prawie go miałam.
-Od kiedy jesteś takim dupkiem.
Momentalnie się cofnęłam, robiąc kilka kroków w tył. Louis wstał z krzesła po czym zaczął iść w moją stronę.
-Co powiedziałaś?
-Gówno-zmarszczyłam brwi na swoją odpowiedź.
Co ja do cholery robię? Boję się go, a jeszcze mu pyskuję. Jestem jednak powalona. Tylko się proszę o kłopoty.
-Nie pozwalaj sobie, bo mnie wkurwisz mała szmato-syknął.
-A ty co dupku. Najpierw mnie bronisz, przytulasz, powodujesz, że zaczynam coś do ciebie czuć, a teraz co? Rano budzę się sama, a w kuchni się nie odzywasz.
-Przestań na mnie warczeć. Kto powiedział, że jesteśmy ze sobą blisko.
Zabolało i to cholernie. Poczułam dużą złość w środku mojego ciała. Tak mną nie będzie się bawić. Skoro mam umrzeć to nie zaszkodzi, gdy mu się postawię.
-Wal się. Jesteś następnym cwelem, który chce seksu i później udaje, że się nie znamy. Nie myślałam, że jesteś takim gnojkiem, jak Harry.
Louis na mnie spojrzał i zacisnął dłonie w pięści. O cholera, czy ja przesadziłam. Momentalnie cofnęłam się jeszcze bardziej, aż trafiłam na ścianę. Pisnęłam wystraszona, gdy był już przy mnie. Złapał jedną ręką moje nadgarstki i przytrzymał je nad moją głową. Wbił się brutalnie w moje usta. Działo się to tak szybko, że nie miałam nawet czasu by zaprotestować. Tak samo było z przestrzenią. Przypierał mnie do jedynej wolnej ściany w pomieszczeniu. Nasze klatki się stykało tak samo jak uda. Podczas gdy jedną ręką trzymał mi nadgarstki, drugą położył na moją talię, wkładając ją pod bluzkę. Cały czas całował mnie zachłannie, a jego ręka delikatnie masowała mój brzuch. W końcu wiedząc, że mu nie ucieknę, położył i drugą dłoń na moim pasie. Swoje ręce zacisnęłam na jego koszulce. Nie da się opisać tego uczucia, które teraz miałam w sobie. Jakby wszystko co się we mnie kłębiło od dawna, nagle eksplodowało na dole mojego brzucha. Chłopak nadal nie przerywał pocałunku. Jezu, ja odpływam. Teraz jestem pewna, że coś do niego czuję. Całkowicie zwolnił pocałunek i delikatnie przygryzł moją wargę. Zaraz po tym cmoknął mnie ostatni raz, zostawiając samą. Stałam przy ścianie zszokowana oraz szczęśliwa. Przejechałam palcem po swojej wardze i się uśmiechnęłam. Zdecydowanie zajebiste rozpoczęcie dnia. Z rozmyśleń wyrwały mnie otwierane drzwi. Zobaczyłam w nich Harrego. Momentalnie się spięłam. Przeszłam powoli za biurko, jakby miało mi to pomóc.
-Co ty robisz?-zmrużył na mnie oczy i związał razem usta.
-Byłam z Louisem. Przed chwilą wyszedł-pisnęłam nerwowo.
-Mam ci wierzyć? Masz trzy sekundy, żeby zniknąć. Raz...dw...
W ekspresowym tempie podbiegłam do drzwi i w ostatniej chwili je zamknęłam. Fuck. Nie chcę go widzieć. Postanowiłam iść do kuchni coś zjeść. Wyciągnęłam składniki na zapiekankę. W jednej chwili wróciły mi wspomnienia z domu. Ojciec , o niego tu chodzi. Poczułam łzy. Kilka razy pomrugałam. Znowu mnie unika-pierwsza moja myśl. Pocałował mnie i wyszedł. Teraz znowu go nie ma. Dupek. Dokończyłam robić zapiekankę i włożyłam ją do piekarnika. Jebany koleś. Nie mogę go wywalić z myśli.
-Czuję jedzenie-zaśmiał się Niall, gdy wszedł do kuchni.
-Jeszcze musisz poczekać-mruknęłam mu w odpowiedzi.
Zmarszczył brwi i się przysiadł. Westchnęłam, patrząc jak się uśmiecha.
-Coś nie jesteś gadatliwa. Layla za to ma dzisiaj humor, jakiego jeszcze nie widziałem.
-To dobrze.
-Ymmm... Layla mi powiedziała, co się dzieje u ciebie w domu.
-Zabiję ją. Mogła od razu napisać to w internecie-mruknęłam po raz kolejny.
-Nie bądź na nią zła. Chciała dobrze, bo twierdzi, że jak się ktoś o tym dowie, to ci pomoże.
-Wiem, o co ci chodzi. Jakoś nie widzę, żeby go to ruszało.
-Bo o tym nie wie. Jesteś z nami i zostaniesz. Jeszcze zobaczysz, że będziecie razem.
-Nie sądzę. Dlaczego wy na siłę nas próbujecie swatać?
-Nie próbujemy tylko....
-Dobra koniec. Jak u ciebie i Layli?
-Nie pytam dalej. Nie wiem. Ona jest moja, nikt jej nawet nie dotknie, ale czuję, że ona tego nie odwzajemnia. Cóż nie ma w sumie wyboru-zaśmiał się na koniec.
-Ostatnio jak z nią rozmawiałam to mówiła, że nawet dobrze, że czasem przychodzisz. Mogę się zapytać.
Podczas, gdy z nim rozmawiałam, wyciągnęłam już gotową zapiekankę. Dałam mu kawałek na talerzu i sama sobie nałożyłam.
-Zdajesz się fajny, reszta w sumie też, ale oprócz Harrego-powiedziałam cicho.
-Ciebie też polubiliśmy. Chociaż na początku niezbyt nam przypadłaś, jak mam być szczery.
-Dzięki-zrobiłam obrażoną minę.
-Ale nadal się nas boisz-zaśmiał się, wkładając do buzi kawałek zapiekanki.
-Mam chyba prawo, nie? Polubiłam was, a to, że przez was czasem mam chęć się zapaść to inna sprawa. Z resztą obstawiam, że Layla też się przy tobie stresuje.
-I to jak-zobaczyłam jego uśmiech.-Ostatnio ją trochę skrzyczałem, bo mnie zdenerwowała, to myślałem, że pod łóżko się schowa.
-Znęcasz się nad nią-zaczęłam się śmiać.
-Tak, po to ją przecież mam.
Za to lubię tego chłopaka. Można z nim pożartować w każdej chwili. Zjadłam do końca swoje jedzenie i gdy już chciałam napisać do Layli, do kuchni wszedł Louis. Spojrzał na telefon i na mnie.
-Ja nigdzie nie pisałam-zaczęła mówić, ale w swoim głosie słyszałam panikę.-Możesz sprawdzić.
-Nie chcę. Nic nie kombinuj-splunął.
-A czy ja coś chciałam robić?-spytałam cicho, kątem oka zauważyłam, że Niall wyszedł już z kuchni.
-Mówię na przyszłość. I tak nic ci nie pomoże-spojrzał na mnie zły.
No do cholery. Co on odpierdala. Znowu wrócił Louis-zabij Mię i jej nie szanuj.
-Zaczynasz mnie wkurzać. Co jest z tobą nie tak?
-Ze mną? Ty się zastanów nad sobą. Cały czas pogarszasz swoją sytuację.
-Pogarszam? To nie ja cały czas po sobie jadę i nagle całuję.
-To był błąd, że to zrobiłem-ścisnął moje policzki aż poczułam ból.
Zabolało mnie dziś po raz kolejny. Nienawidzę go, zasrany dupek. Nie chcę go widzieć. Po tym jak strzepnęłam jego rękę, przetarłam oczy. Nie będę przy nim płakała.
-Nie rycz dziewczyno, ja i ty to inna bajka. Nigdy nie moglibyśmy być razem. Zapomnij o tym pocałunku. Muszę po prostu popełniać mniej błędów-dlaczego on jest taki obojętny, podczas gdy ja się rozpadam.
-Jesteś chamem. Nienawidzę cię. Taki sam jak Harry, niczym się nie różnicie.
Wyszłam z kuchni i od razu poczułam łzy na policzkach. Miałam zasrane nadzieje, że pocałunek był szczery. Teraz wiem, że było to zjebane złudzenie.
Louis pov*
Wszystko szło pięknie do czasu, gdy unikałem Mię. Wystarczyło jedno spotkanie, a już się zjebało. Odkąd weszła do biura, cały czas patrzyłem na jej usta. Niby słuchałem, co mówi, ale miałem to w dupie do czasu. W końcu nie wytrzymałem, gdy zaczęła mnie przezywać. Wściekłem się i żeby jej nic nie zrobić, po prostu wyładowałem się w pocałunku. Nie patrzyłem na to, czy chce go czy nie. Liczyłem się tylko ja. Po tym wyszedłem, ale musiałem się oczywiście na nią natknąć, bo nie byłbym Louisem. Nie chciałem z nią gadać, ale jak zaczęła temat to się znowu wkurwiłem. Wszystko cały czas pogarszała sprawa, że mnie przezywała. W końcu jej wygarnąłem, że pocałunek był błędem. Chyba ją zabolało, ale się z tym nie liczę. Nie martwię się o innych. Czy ich zraniłem czy nie. Niepotrzebnie ją całowałem i przytulałem. Na akcję jechałem w aucie z Zaynem oraz Harrym. W drugim jechała Mia, Niall i Liam. Chłopaki mieli jej wszystko wytłumaczyć. Nie chciałem tego robić. W ten sposób się tylko z nią minąłem i nie będę musiał się z nią widzieć, a nie wiem, jak by się to skończyło.
-Była zła na ciebie-szepnął Liam, gdy wchodziliśmy do budynku.
-Super-mój sarkazm wyczułby każdy.-Jakoś mnie to nie rusza.
-Nie wiem co jej zrobiłeś, ale jest przybita w kit.
-Pocałowałem ją, a ona myślała, że to było szczere. Wszystko ładnie jej wytłumaczyłem. W końcu popełniam błędy, nie?-powiedziałem obojętnie.
Chłopak razem z Niallem stanął w miejscu i na mnie spojrzeli. O ludzie, dajcie spokój.
-No nie wiem, czy to tłumaczenie było ładne-powiedział Niall.-Wyleciała płacząc.
-Powiedział ten, który zmusza dziewczynę, żeby z nim chodziła.
-Bo jest moja i koniec. Coś ci nie pasuje?-warknął na mnie, a ja tylko pokiwałem głową, żeby wyluzował.
-Dziwisz się, że Mia płakała? Obstawiam, że normalnie jej tego nie powiedział. Louis ma w dupie wszystko i wszystkich-Liam, jak zawsze szczery.
-No właśnie. Dzięki za objaśnienie Liam.
Wszystko szło jak zawsze. Dzisiaj tylko dobijaliśmy targu. Nawet nie używaliśmy broni. Tylko czysta rozmowa oraz targowanie się. Zayn i Harry stali przy wejściu, gadając z jakimiś facetami. Ja poszedłem do ich szefa. Rozmawiałem już z nim jakąś godzinę i powoli kończyliśmy. W końcu się kumplujemy, to pójdzie szybko.
-Jaki jest ten bonus? I co za niego chcesz?
-Nic nie chcę, nie ma żadnych haczyków. Chcę się pozbyć problemu.
-Więc? Jakieś szczegóły-pokiwał ręką.
-Daję wam dziewczynę. Zróbcie z nią, co chcecie-powiedziałem wolniej i chyba trochę za cicho.
-Po co mi ona?-wzruszył ramionami.
-Nie wiem. Sprzedaj ją komuś, jeśli wiesz, o co mi chodzi-wzdrygnąłem ramionami.-Przecież za to idzie duża kasa.
-No nie wiem-szepnął.
-Zobacz jaki masz zysk. Ja ci ją daje za darmo,a ty możesz ją sprzedać za ile chcesz-uśmiechnąłem się.
Oparł się i założył ręce na klatce. Chwilę myślał, a ja chciałem już po prostu wyjść. Siedział, patrząc na mnie, aż w końcu westchnął. Wiedziałem, że się zgodził.
-Wezmę ją, ale się dokładnie zastanów, bo jej nie oddam później.
-Nie mam nad czym się zastanawiać, podjąłem decyzję.
-Na pewno. Louis pomyśl chwilę.
-Do cholery, już podjąłem decyzję-wstałem i walnąłem dłonią w stół.
Momentalnie spod ściany zaczął iść w moją stronę jeden z jego ludzi. Zatrzymał go ręką.Spojrzałem na niego, prostując się.
-Spokojnie Mike, on jest spoko, nic nie zrobi.
-Ok. Przepraszam-kiwnął do mnie.
Cofnął się i wrócił do tego co robił. Trzeba przyznać, że on dobrze traktuje swoich ludzi, w ogóle go lubią. Nie dziwię się z resztą.
-Chodzi o to, że nie będzie odwrotu. Oddasz ją i ode mnie nie odzyskasz.
-Nie chcę tego słuchać. Narka.
-Nara-mruknął.
Wyszedłem zły z budynku, pogwizdując. Czekał na mnie Niall i Liam. Oł czyli z nimi jadę do domu.
-Zayn i Harry już pojechali, gdzie Mia-powiedział Niall, rozglądając się.
-A jak myślisz, sprzedana za darmo, że tak powiem-zaśmiałem się, wsiadając do auta.
-Co kurwa?!-wrzasnął Liam.-Jesteś normalny? Pojebało cię.
Zignorowałem go i jechałem dalej. Nie będzie mi tu nic pierdolił. Jeszcze mi tego brakowało. Miałem plan, spełniłem go. Nie mam żadnych kłopotów. Nie muszę się martwić, że na mnie na kapują.
-A co ja mam powiedzieć Layli, co?-usłyszałem głos Nialla.-Stary weź zawróć.
-Przytulisz ją i po sprawie. Albo mam lepszy pomysł. Powiedz jej, że Mia uciekła, bo jej coś zrobiłem.
-Louis przestań udawać. Jakby ci na niej nie zależało, to byś ją dawno zabił.
-Wolałem ją trochę postraszyć i teraz skazać na śmierć-powiedziałem teatralnie.-Łał, wyczułeś ten dramat w ostatnich dwóch słowach?-zacząłem się śmiać.
-Jesteś niemożliwy-krzyknął Niall.-Zasrany psychol.
-Nigdy mi jeszcze nie powiedziałeś milszej rzeczy.
-Kurwa, Louis zawróć-dotarł do mnie krzyk wkurzonego i zrezygnowanego Nialla.
-A wiesz co ci powiem? Nie.
-Zaraz ci człowieku wyjebię. Masz zatrzymać to auto.
-Zawsze możesz wyskoczyć. A ty nic nie mówisz-spojrzałem na Liama.
Patrzył w szybę. Z jego twarzy nie mogłem wyczytać nic. Nie był zły, nie był smutny, był obojętny.
-Ja czekam aż do ciebie dotrze jedna sprawa.
-Pomożesz czy nie?-zrobiłem minę zbitego szczeniaka.
-No ludzie, Liam. Jakim cudem jesteś taki spokojny. On ją tam zostawił-wydarł się Niall.
-Wiem, nie wariuj-syknął na niego i zmierzyli się wzrokiem.
-Dam , dam, dam, dam. Drama time-zacząłem się śmiać.
-Aż do ciebie dotrze, że ci na niej zależy. Pomyśl, że nie będzie jej już nigdy. Louis proszę, żebyś zawrócił. Bądź człowiekiem.
-Nie jestem nim. Nie czuję współczucia, nie czuję miłości, ja nic nie czuję. Jestem oschły, myślę o sobie. Wiesz, co to sprawiło, więc nie próbuj mnie zmieniać.
-Mia cię zmieni. Pozwól jej naprawić błąd twoich rodziców.
-Nie mam rodziców do cholery-wydarłem się.-Nie mam. Nie waż się o nich mówić , rozumiesz? Wyłączyli u mnie człowieczeństwo. Nie wiem co to uczucia, a zwłaszcza miłość-zacząłem się drzeć i przestałem nad sobą panować.
Po cholerę on zaczynał ten temat. Wiedział, że go nienawidzę. Wiedział, że przestaje nad sobą panować, gdy o tym mówię.
CZYTASZ=PROSZĘ SKOMENTUJ
Przepraszam za błędy.
Nie!!!!!!! Mia!!!!! Zasrany dupek, wracaj po nią idioto no!!!
OdpowiedzUsuńJak tak możesz???? To miało być inaczej :(
OdpowiedzUsuń