czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 14

Louis pov*

Odkąd ostatni raz rozmawiałem z Mią, minęło kilka dni. Mogłem się spodziewać, że tak będzie. Ona chyba lubi się mną bawić, a ja mam już tego dosyć. Raz udaje, że coś do mnie czuję, a drugi nie daje znaku życia.Zaczyna mnie do końca wkurzać. Jest warta swojego ojca. Niepotrzebnie wtedy za nią poszedłem. Mogła tam siedzieć do rana.

-Słyszałem, że dzisiaj idziesz....

-Idę, bo jestem wkurzony. Jeszcze coś?-splunąłem na przyjaciela.

-Człowieku czy ja coś ci zrobiłem. Rób, co chcesz, ale nie będę cię woził do szpitala.

-Bo nikt mnie nie będzie musiał tam wieźć.

-Myślisz, że nie wiemy, z kim chcesz się bić. Każdy wie, że jeśli Jacob wrócił, to cię wyzwie na pojedynek.

-I ja to przyjmę bez zastanowień. Nic z tym nie zrobicie.

-A jak cie będzie trzeba ratować? On bije bez zasad.

-Nie będzie do cholery-mruknąłem, ale nie zrozumiał, że ma dać mi spokój.

Po chwili pokiwał zrezygnowany głową i poszedł w inną stronę. Jeszcze mi tego brakowało, żeby ktoś decydował o tym, co mam robić. Dokończyłem jeść swoją kanapkę i wyszedłem z domu. Pójdę do tego miejsca, gdzie mam walczyć z tym debilem. Jest to stara siłownia, przerobiona na miejsce do walk. Co chwila odbywają się tam nielegalne bójki. Co chwila ja w nich uczestniczę. Lubię to robić. Rzadko kiedy przegrywam, co bardziej mnie motywuje. W sumie dawno tu nie byłem, wszystko przez sprawę z Mią. Po co ja znowu o niej myślę. Wszedłem do środka, gdzie rozciągał się długi korytarz. Trzeba zauważyć, że są to podziemia. Nie wiem, kto to wymyślił. Przeszedłem powoli całą trasę i znalazłem się przed kolejnymi drzwiami. Pchnąłem je po czym znalazłem się w głównej sali. To tu odbywają się każde walki. To tu prawie codziennie zbiera się tłum ludzi, po to by oglądać tłukących się kolesi. Walki są bez zasad, ale niektórzy, jak Jacob posuwają się aż za daleko. Jeden z najbardziej nieobliczalnych gamoni. Oparłem się o linki i tępo patrzyłem na niebieską podłogę. W końcu będę miał, na czym się wyżyć. Za wszystko co sprawiło mi ból i wszystko co zaprząta mi głowę. Nikt i nic mi nie przeszkodzi.

-Kogo ja znowu widzę-za jakie grzechy się na niego natknąłem?

-Też się cieszę z tego spotkania. Gotowy na porażkę.

-Kto przegra ten przegra Tomlinson. I wiesz co? Będziesz to ty.

-Chyba sobie teraz marzysz. Jak z tobą skończę, będziesz jeździł na wózku.

-Czy to była groźba? Nie boje się ciebie, ale ty powinieneś zacząć frajerze. Widziałem wczoraj tą, czekaj , jak ona ma......, a Mia-spojrzałem na niego i zobaczyłem ten uśmiech satysfakcji.-Pierwszy raz z bliska, jest bardziej gorąca niż myślałem.

-Czy ja ci kurwa czegoś nie mówiłem? Miałeś ją zostawić-popchnąłem go na ścianę, a on tylko otrzepał kurtkę z niewidzialnego pyłu.

-Spokojnie, bijemy się wieczorem. Wracając do tematu, była z taką blondynką. O ile się nie mylę, Layla. To już chyba bardziej działka Niall, czyż nie?-chodził spokojnie po pomieszczeniu.-Ona zaczyna go lubić, a ciekawe co się stanie, gdy blondynka dowie się o zakładzie.

Zmarszczyłem brwi i na niego spojrzałem. Kutas jest do tego zdolny.

-Ty też mogłeś się założyć. Przecież Mii jeszcze nie zaliczyłeś. Marnuje się.

-Masz chyba za dużo wolnego czasu.  Nie powiesz jej tego.

W odpowiedzi usłyszałem głośny śmiech. Co ja gadam. Zrobi to z wielką przyjemnością.

-Wiemy i ja i ty, że nie mówisz prawdy. Napiszę jej pewny list albo się nawet spotkamy. W epicki sposób opowiem, że kochany Niall założył się z Harrym o to, że ją zaliczy. Obydwie nie darzą Harrego dobrym uczuciem, więc pomyśl co będzie wtedy.

-A jeśli on jej to powie pierwszy? Może na serio się zakochał.

-Zlituj się i nie pierdol głupot. On nadal jest na etapie wygrania zakładu za wszelką cenę. Nie widzę, żeby się w niej zakochiwał, ale ona.........to inna sprawa-zaśmiał się ciszej i po krótkiej chwili wyszedł.

Gdyby nie ten zakład, nie miałby żadnego haczyka na nas, a teraz? Gdy Layla się dowie, zabije chłopaka. Na początku też mnie bawił ten zakład, ale teraz mam inny pogląd na niego. Zbuduje jej zaufanie i od tak je straci w ułamku sekundy. Będzie tego żałował, ale Jacob ma rację. On w tej chwili dąży do wygrania zakładu, nie liczy się z Laylą.Oby dziewczyna się za szybko mu nie oddała. Westchnąłem pod nosem i wyszedłem z budynku. Wprost nie mogę się doczekać aż wieczorem tu wrócę. Zapiąłem ciaśniej kurtkę po czym ruszyłem przed siebie. Nie mam ochoty na nic. Czuję w sobie jakąś pustkę, ale nie wiem, jak ją wypełnić. Bez niej jakoś nic mnie nie uszczęśliwia, jak kiedyś.Najchętniej zasnąłbym i obudził się za jakiś czas, żeby nie musieć tego znosić. Wróciłem do domu i o dziwo nikogo nie zastałem. W sumie , może i lepiej. Do końca dnia rozmyślałem o moich planach. Dawno tego nie robiłem, ale mam nadzieję, że z formy nie wyszedłem.  Nim się obejrzałem, podskakiwałem w miejscu w ramach rozgrzania mięśni. Zostało mi osiem minut do wyjścia. Dasz radę stary, dasz radę. Wykonałem kilka ćwiczebnych ruchów i mogłem śmiało stwierdzić, że jestem gotowy. Potarłem trochę swoje knykcie po czym czekałem aż będę mógł iść na miejsce walki.

-Przemyślałeś to?

-A co tu jest do przemyślenia człowieku.

-Nic nie ważne, nie przegraj tego.

Poklepał mnie po plecach i poszedł. Ja i przegrana, pewnie. Jedynym przegranym będzie Jacob. Wziąłem głęboki wdech po czym poszedłem w odpowiednie miejsce. Jak szło się spodziewać, stało tam już pełno ludzi. W śród nich mogłem spokojnie odróżnić tych, którzy kibicowali mi i mojemu przeciwnikowi. Zobaczyłem ten jego zasrany uśmiech. Za chwilę zniknie, jak mu przypierdolę.

-Jak zakład? Wszystko idzie zgodnie z planem, czy wręcz przeciwnie-zaśmiał się.

-O to pytaj Nialla, a nie mnie. Tam stoi.

-Nie tylko on. Cała zgraja-spojrzał za mnie i w tym samym momencie nagłym ruchem chciał mi przyłożyć, ale zdążyłem zrobić unik.

Tym samym sposobem to ja mogłem go uderzyć. Jeden zero dla Louisa.

-Coś kiepsko zaczynasz. Nie rozgrzałeś się?-zakpiłem z niego, ale on nie zareagował.

-Nie rozgrzałem się. Plus nie chcę ci nic zrobić.

-O to się nie bój. Jak na razie to ty dostajesz.

Drugi raz mu przyłożyłem. Zobaczyłem, że z jego wargi cieknie krew. Fajnie się zaczyna. A oni będą mi mówili, że mam nie przegrać. Ubawiłem się. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.Pokiwałem mu przed twarzą rękę i był to błąd, bo
chwilę później poczułem jego uderzenie. Złapałem się za brzuch.

-Widzisz, jednak  rozgrzany-zaśmiał się.

Poczułem kolejne uderzenie, za które nie byłem dłużny. Przynajmniej się odegrałem. Cały czas odczuwałem ból brzucha, ale na pewno się nie poddam. Dookoła dokładnie słyszałem okrzyki ludzi. Adrenalina taka, że słyszysz tylko swój oddech i bicie serca.

-Patrz Mia-wskazał za mnie, a ja jak debil się odwróciłem.

Znowu brzuch, moje chyba najczulsze miejsce. Wziąłem głęboki wdech po czym naskoczyłem na chłopaka, uderzając go w twarz. Tak chce się bawić, to będziemy. Na zmianę się okładaliśmy, ale co chwila to ja miałem przewagę.

-Zależy ci na niej.

-Nie interesuj się, bo źle skończysz.

-Jak na razie to ty masz rozjebany łuk brwiowy.

Walnąłem go kilka razy w twarz, gdy on w tym czasie spudłował.

-No widzisz, ty masz całą twarz rozwaloną.

Odszedłem na kilka kroków i poczułem osłabienie. Coś mi się stało. Musiało. Nigdy jeszcze nie miałem takiego rozkojarzenia, od zwykłych uderzeń. Przez moją nieuwagę dostałem po raz kolejny. Zwinąłem się na ziemi.

-Stary przestań, bo tu zginiesz-zobaczyłem nad sobą twarz chyba Zayna.

Widok zaczął mi się rozmazywać. Nie będę się poddawał.

-Spadaj. Ja nie odpuszczam.

-Wiesz, jak wyglądasz. Zaraz odpłyniesz.

Wstałem z wielkim trudem i spojrzałem na Jacoba. Czekał aż będzie mógł zadać kolejny cios. Niedoczekanie. Wezbrałem w sobie siły i tym razem to ja go powaliłem. Nie w takim stopniu jak on mnie, ale zawsze coś. Wiedziałem, że ze mną koniec, gdy poczułem ogromny ból brzucha i całkowicie rozmazał mi się widok. Ostatnie co pamiętam, za nim runąłem na ziemię, to głos Mii, chyba zacząłem już śnić.

Mia pov*

Szłam leniwie po chodniku, nie zwracając na nic uwagi. Mój stan psychiczny się pogarsza.

Prawie już byłam w domu, gdy zobaczyłam, jak podjeżdża Liam. Co on taki szybki.

-Mia wsiadaj, już-warknął, otwierając drzwi.

-Ale po co?

-Wsiadaj do cholery-krzyknął.

Momentalnie weszłam do środka auta i zapięłam pas. Chłopak się nie odzywał. Gdzie on mnie wiezie, co on chce zrobić.

-Gdzie jedz....

-Bez pytań-po raz kolejny na mnie warknął.

Mam wrażenie, że przez te kilka minut on nadrobił wszystkie dni, gdy był dla mnie miły. Co ja mu do cholery zrobiłam. Chłopak pędził ulicami, mijając auta. Zaczynam się trochę bać, jak mam być szczera. Chciałam się znowu zapytać o jedną rzecz, ale gdy jego wzrok padł na mnie, momentalnie zamknęłam usta. Gdyby wzrok mógł zabijać, już bym nie żyła-zakpiła moja podświadomość,a ja się uśmiechnęłam.

-Na twoim miejscu bym się tak nie uśmiechał-mruknął pod nosem.

-To mi może powiesz, o co chodzi, a nie tylko na mnie warczysz.

-Bo mnie wkurwiasz.

Spojrzałam na niego, krzywiąc się. Co za palant. Jednak miał rację, gdy mówił, że on nie odróżnia się od reszty ich bandy. Krótko po tym Liam się zatrzymał. Nie wiedziałam tylko, gdzie ja jestem. Najbardziej się zdziwiłam, gdy chłopak pociągnął mnie do jakich drzwi. Za nimi ciągnął się korytarz, a ja poczułam chłód na ramionach. Musieliśmy iść do jakichś podziemi. Im bliżej celu byliśmy, tym głośniejsze stawały się krzyki. Jakby duża grupa ludzi, dopingowała kogoś. W tym samym czasie usłyszałam, jak krzyczą słowo Louis.

-Czy mi się to zdawało?-stanęłam w miejscu.

-Nie, tu chodzi o niego-spojrzał na mnie, żebym szła dalej.

-Nie chcę się z nim znowu widzieć.

Spotkanie z Louisem było ostatnią rzeczą, którą teraz chciałam zrobić. 

-Dupa do przodu Mia, bo cię sam kuźwa tam zaniosę-krzyknął na mnie, a ja momentalnie ruszyłam przed nim.

Drogi Boże, co się stało z w miarę miłym Liamem. W tej chwili co pchnęłam drzwi, usłyszałam głośny jęk tłumu ludzi.  Nie wiedziałam co się dzieje, ale miałam bardzo złe przeczucie.

-Co tu robi taka lala jak ty i w dodatku sama?-jakiś gościu się do mnie przystawił, ale za nim zdążyłam coś powiedzieć, głos zabrał Liam.

-Nie jest sama, teraz suń dupę-popchnął go.

Nie chcąc się zgubić, poszłam za Liamem. Chłopak się przepychał, żeby dotrzeć do powodu tego zbiegowiska. Rozglądałam się dokoła i widziałam tylko pełno ludzi. Nie wyglądali na grzecznych, ale co ja się dziwię, to miejsce mówi samo za siebie. Za każdym razem, gdy ktoś na mnie spojrzał, byłam zmierzona od góry do dołu. Nie pasuję tu, za bardzo to widać. W końcu znalazłam się na samym przodzie, ale żałuję, że tak się stało. Louis właśnie dostał w twarz i kulił się na ziemi. Zayn coś do niego mówił, ale chłopak wyglądał, jak oderwany od rzeczywistości.

-Zrób coś-powiedziałam do Liama, ale on się zaśmiał.

-To ty tu jesteś, żeby coś zrobić.

-Louis!-krzyknęłam, ale mnie nie usłyszał.

Cholerni ludzie zagłuszają wszystko. Nie poradzę sobie sama. Krzyknęłam po raz kolejny, ale z marnym skutkiem. Louis podniósł się, uderzył tamtego chłopaka i chwilę później zobaczyłam, jak poleciał na ziemię. Nie patrząc na Liama, który nie zdążył mnie złapać, podbiegłam do Louisa. Stracił przytomność.

-Hahahaha , a więc to jest Mia. Fajnego masz chłopaka-zaczął się śmiać i tym samym podchodzić do nas.

-Louis obudź się-szepnęłam zdenerwowana, ale nie zareagował.

-Nie udawaj, że nie słyszysz-warknął, ale nadal nie patrzyłam na tego idiotę.-No i obydwoje nie żyjecie.

Gdy już miał podejść i zrobić....w sumie nie wiem, co on chciał zrobić, ktoś krzyknął, że mamy uciekać.

-Macie szczęście, bo gdyby nie psy, już byście obydwoje nie żyli.

Zaraz potem zniknął, a chłopaki wzięli Louisa. Poczułem gulę w gardle.

-Mia chodź, wracamy-Liam złapał mnie za rękę i pobiegłam za nim.

-A co z Louisem?!-odwróciłam się, ale już ich nie było.

-Spokojnie, spotkamy się w domu.

Wybiegłam na dwór z chłopakiem i wsiadłam do auta. Z paniką zapięłam pas. Ja nie wiem, jak oni wytrzymują w takim życiu.Ja tu jestem od góra pół godziny i
już mam dosyć.

-On powinien jechać do szpitala.

-I co jeszcze, jakoś się wykaraska.

-Liam proszę. Nie wiadomo, co mu się stało.

-Będzie za dużo pytań. Nie ma mowy-parsknął na mnie i skierował swój wzrok na widok przed autem.

-Proszę. Ten jeden raz. Skąd wiesz, czy on nie umiera.

-Bo wiem.

Nadawałam mu przez najbliższe dziesięć minut, w końcu przyniosło to skutek.

-Do jasnej cholery, jesteś najbardziej upierdliwą osobą, jaką znam.

Chwilę później wyciągnął telefon i po krótkiej rozmowie z którymś z chłopaków, zawrócił w stronę szpitala. Uśmiechnęłam się do niego po czym cmoknęłam w policzek.

-Dziękuję.

-Dziękuj swojemu upierdliwemu charakterowi, a nie mi.

Zaczęłam się śmiać na jego dobór słów. Nie moja wina, że jak się uprę, to muszę dopiąć swojego. I tak tego nie zmieni. Chłopak stanął na parkingu, a ja od razu szybszym krokiem poszłam do szpitala. Podeszłam do lady, gdzie stała szczupła kobieta, ubrana na biało, zdawała się miła. 

-Gdzie leży Louis Tomlinson?

-Pani z rodziny?-uniosła na mnie swoje oczy, odrywając je od komputera. 

-Nie, gdzie on leży-Jezu, czy ten Liam umie coś, oprócz warczenia na każdego człowieka. 

-Spokojnie. Z tego co wiem.....-zaczęłam przewracać kartki.-Właśnie go operują. Trafił tu niecałe pięć minut temu. Podejrzenie wewnętrznego krwawienia, więcej dowiecie się po operacji-powiedziała i wróciła do swojej czynności. 

-Super-mruknęłam pod nosem.-Chodź. Musze się usiąść.

Poszłam z Liamem usiąść się na kanapie w końcu korytarza. To czekanie mnie dobije. Siedząc tak, nawet nie wiem kiedy, moja głowa opadła na ramię Liama. Zaczęłam przysypiać, gdy momentalnie chłopak się podniósł,a ja walnęłam głową o miękki materiał, którym była obita kanapa.

-Dzięki-szepnęłam bardziej do siebie, ale momentalnie wstałam, gdy zobaczyłam dlaczego i on przestał siedzieć. 

-Wszystko z nim dobrze?

-Tak, krwawienie ustąpiło. Nie było komplikacji. Raczej z tego wyjdzie. 

-A można do niego wejść....

-Oczywiście, ale na razie śpi, a musi odpoczywać. 

Pokiwałam głową i odprowadziłam lekarza wzrokiem. Liam na mnie spojrzał, co oznaczało, że mam wejść sama, a on zostanie. Słabo się uśmiechnęłam i zniknęłam za białymi drzwiami. Moje oczy spotkały się z Louisem. Leżał na łóżku, podpięty do jakichś maszyn. Był opatrzony, a podejrzewam, że i brzuch miał owinięty. Po co on to robił. Nic dobrego to nie przyniosło. Przysunęłam sobie krzesło do łóżka i złapałam jego rękę. Była trochę chłodna. Niby taki bad boy, ale teraz wygląda, jak potulna owieczka. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Gdyby usłyszał to określenie, już bym pewnie nie żyła. Wiedząc, że i tak mnie nie usłyszy, złapałam mocniej jego dłoń. Zostaje mi tylko przy nim być. Po jakiejś chwili poczułam zmęczenie , a oczy same mi się zamykały. Ułożyłam głowę obok ręki  chłopaka i ku mojemu zdziwieniu, zasnęłam w tej niewygodnej pozycji. 

 

 

 

 

 

 

 

 CZYTASZ-SKOMENTUJ

Przepraszam za błędy :D







2 komentarze:

  1. Lou w szpitalu... nie fajnie :/ A ten kolo niech się oczepi od N&L i w ogóle od wszystkich! -.-

    OdpowiedzUsuń