niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 15

Powoli zaczynałem się wybudzać. Gdzie ja do cholery jestem? W miarę wracania mojej świadomości, jakiś ból narastał. Przy każdym przekręceniu się, czułem cały brzuch. Otwarłem powoli oczy i zobaczyłem biały sufit. Krótko po tym do moich uszu dotarło pikanie. Szpital. Zabiję tych debili, zabiję. Ucieczka z walki. Super. W czasie gdy rozmyślałem o opinii innych ludzi, poczułem, że coś leży na materacu. Mia spała, trzymając moją dłoń. Jednak nie zdawało mi się, że ona tam jest. Wyswobodziłem swoją rękę i położyłem znowu głowę na poduszce. Nie mam w sobie ani grama sił. Wszystko mnie boli. Dotknąłem swojej wargi i momentalnie syknąłem. Szczypało w kit. W tym samym czasie dziewczyna zaczęła się budzić. Mruknęła coś niezrozumiałego, a sekundy później podniosła głowę.

-Boli cię coś?-szepnęła, gdy zobaczyła, że się obudziłem.

-Nie udawaj, że cię to obchodzi. Robisz ze mnie pipe.

-Za co znowu tak na mnie jedziesz? Zrobiłam ci coś, to mi powiedz.

-Całowaliśmy się, a ty za każdym razem zrywasz kontakt.

-To ty mnie całujesz,  a nie ja-mruknęła, a ja zacząłem się śmiać.

Proszę, proszę nie róbcie sobie ze mnie żartów.

-Tak, ale ty nie protestowałaś. Podoba ci się.

-Bo ja nie wiem co robić, już ci to mówiłam. Za każdym razem gdy myślę, że nic między nami nie ma, ty mnie całujesz.

-Może to coś znaczy sieroto-podniosłem głos, a dziewczyna na mnie spojrzała.

-Nie obrażaj mnie.

-Bo co mi zrobisz? Oj, uprzedzę twoją odpowiedź-gówno.

-Z tego co widzę, to ja mam przewagę.

-Chcesz się przekonać?-syknąłem, a ona się zamknęła. I tak ma być.

Nie trwało długo, a znowu się odezwała. Zaraz przez nią zwariuję.

-Nienawidzę cię dupku. Umiesz tylko mnie obrażać i mi grozić.

-No widzisz. Jestem sobą kotek-cmoknąłem do dziewczyny.

-I na co ja liczyłam.

Zaczęła chodzić po sali, zakrywając twarz dłońmi. Niech powtórzy zdanie, bo nie uwierzę.

-A czy ty na coś liczyłaś? Nie pasujemy do siebie. Jesteśmy jak ogień i woda. Zrozum to w końcu. Nigdy nie będziemy razem.

-To czemu mnie całowałeś, co? Czemu obroniłeś przed Harrym i czemu mnie nie
zabiłeś. Sama do siebie mówiłam te zasrane słówka?

-Widocznie się myliłem, każdy popełnia błędy, ja właśnie go zrobiłem.

-Wiesz co? Jesteś zasranym chamem. Takiego dupka ziemia nie widziała-krzyknęła, a moje oczy momentalnie pociemniały.

Poczułem falę ciepła, która spowodowała w moim ciele spustoszenie. Zrobiło mi się jeszcze słabiej. Chwilę później maszyna zaczęła głośniej pikać. Do pomieszczenia wleciał lekarz, a ja zdążyłem spojrzeć na Mię. Była wystraszona. Opadłem głową na poduszkę.

-Mówiłem, żeby go nie denerwować, on ma odpoczywać-krzyknął na nią.

Facet założył mi jakąś maskę na twarz po czym poczułem ukłucie w rękę. Coś mi wstrzyknął. Kilka minut później znowu czułem się dobrze. Sam zdjąłem maskę i wziąłem głęboki wdech. Chyba mam poobijane żebra, bo mnie mocno bolą.

-Nie chcia....

Mia zaczęła płakać, a lekarz dalej na nią jechał. Nie przerwę tego, niech ma za swoje. Patrzyłem na dziewczynę i faceta. Mogła myśleć, co robi, a nie doprowadzać mnie do tego stanu.

-Ma Pani wyjść-wskazał na drzwi, a ona pokiwała głową.

Ouu błąd złotko. Uśmiechnąłem się pod nosem i założyłem ręce na klatce. Słuchając dalszego opierdalania Mii, w końcu zmięknąłem. Dam już jej spokój.

-Gościu weź już ją zostaw-powiedziałem obojętnie.

-To ma się nie powtórzyć.

Wyszedł ,mrucząc pod nosem. Mia do mnie podeszła.

-Louis ja nie chc....

-Jesteś zadowolona?

-Przepraszam. Ja bym cię nie skrzywdziła.

-Już to zrobiłaś, ale mi minęło, więc można powiedzieć, że się nie liczy. Teraz chcę, żebyś wyszła.

-Louis proszę, ty się mścisz za to, że odeszłam.

-Hahah nie, masz po prostu wyjść-zaśmiałem się wkurzony, przez to co powiedziała.

-Czemu nie liczysz się ze mną. Wygląda to tak, że będziesz szczęśliwy, jeśli zostanę u was wbrew mojej woli.

-A więc teraz twierdzisz, że ze mną ci nie pasuje? Było się ze mną nie całować, teraz wypad-warknąłem na dziewczynę.

-Ale....

-Wypad albo pójdę po lekarza, jesteś tu z mojej woli.

Mia pokiwała bezradnie głową i chwilę później zniknęła za drzwiami. Ta rozmowa mnie zmęczyła. Dziewczyna mnie wkurwiła, a ja nie mam sił, żeby jej dać nauczkę. Chwilę po niej do środka wszedł Liam.

-Może mnie oświecisz, dlaczego tu jestem?

-No, nie było to w planach, ale Mia się uparła, że masz tu przyjechać. W sumie dobrze zrobiła-w końcu wydukał, a ja myślałem, że za chwilę wstanę i po prostu za nią pójdę.

-A wy się jej słuchaliście.

-Człowieku, miałeś poobijane żebra i jakieś wewnętrzne krwawienie. Ty byś nie dożył dzisiejszego dnia.

-Pierdolisz. Zawsze żyłem.

-Ale nie miałeś takich obrażeń. Jak ci z Zaynem mówimy, że masz odpuścić, to to robisz-warknął, a ja się uśmiechnąłem.

-Wasze niedoczekanie. Dosyć, że jestem fra...

-Nie jesteś. Wszyscy uciekli,bo zjawiły się psy. Nikt nawet na ciebie nie patrzył.

-Sranie w banie. Jedno słowo kogokolwiek i macie przesrane.

-Dobra, dobra. Nie wkurwiaj się tak. Jak z Mią-zaakcentował ostatnie słowo.

-Nie mów mi o niej. Przed chwilą ją wywaliłem stąd.

-Jak to wywaliłeś?-chłopak się trochę zmieszał.-Nie widziałem jej jeszcze od wczoraj.

Spojrzałem na niego z uwagą, obserwując czy sobie nie żartuje. Złapałem się za włosy i westchnąłem. W co ta debilka znowu się wpakowała.

-Wyszła z tej sali jakieś dziesięć minut temu. Nie mów, że jej nie widziałeś.

-No nie. Myślałem, że ty wiesz, gdzie poszła.

-Jezu, cały czas tylko mnie denerwuje-fuknąłem sobie pod nosem, ale w środku poczułem nieprzyjemny ból brzucha i to nie z powodu operacji. 

-Martwisz się o nią. Zaraz jej poszukam. 

-Rób co chcesz. Przyjdź później-chłopak wstał i już miał wyjść, gdy ja w końcu wydukałem te kilka słów, które nie chciały wyjść z moich ust.-Powiedz mi, jak ją ją znajdziesz. 

Liam kiwnął głową i po prostu wyszedł. Zasrana dziewczyna, która namąciła mi w moim poukładanym życiu. Z jednej strony mam ochotę się jej pozbyć, a z drugiej najchętniej sam bym ją teraz poszukał. Jak na ten moment wygrywa pierwsze uczucie, mam ochotę ją wysłać na drugi koniec świata, żebym tylko o niej nie myślał.

 

 

 

 

 

 

 

Mia pov*

Nie miałam się gdzie podziać, a nie będę wkurzała Liama od samego rana. Wyszłam na korytarz i ruszyłam w przeciwną stronę tak, by nie natknąć się na żadnego z chłopaków lub lekarza. I tak już dosyć namieszałam. Przeszłam jeszcze kilka kroków, aż moim oczom rzuciła się tabliczka ,,WYJŚCIE NA DACH''. Idealne miejsce. Spojrzałam głową w prawo i w lewo, żeby popatrzeć czy nikt mnie nie obserwuje. Gdy nikt nie zwracał na mnie uwagi, przeszłam przez drzwi. Po pokonaniu schodów, zobaczyłam kolejne, ale tym razem metalowe drzwi. Oby były otwarte. Szarpnęłam  klamkę, a one ustąpiły. Na szczęście. Ledwo wyszłam na zewnątrz, moje ciało owiał delikatny podmuch wiatru. Z góry było widać pełno samochodów, które jeździły pode mną. Szkoda, że to nie wieczór, bo na pewno widok świateł byłby piękny. Usiadłam się na brzegu. Fajne miejsce do przemyśleń. O czym?  Zbędne pytanie. Ten chłopak mnie niszczy od środka. Sama nie wiem, co o tym myśleć. Raz by mi nieba uchylił, a drugi wpakował do najgorszego miejsca na ziemi. Nadal wiem o nim jedno. Jest najbardziej tajemniczym chłopakiem na świecie. Zarówno on jak i Liam, zostawili mi pełno pytań bez odpowiedzi. Co się go o coś pytam, on mówi, że mam się nie interesować. Czy nie szłoby dostać szału? Siedziałam już jakiś czas, gdy usłyszałam otwieranie drzwi. 

-Łoł, Mia co ty robisz-powiedział zdenerwowany i szybko do mnie podszedł. 

-Zluzuj-zaśmiałam się, machając nogami.-Nie chcę się zabijać, tylko sobie rozmyślam, a to jest wspaniałe miejsce do tego.

-Wspaniałe? Wiesz ile cię szukałem. Dopiero na sam koniec, gdy nie miałem pomysłu, do głowy przyszedł mi dach.

-Po co mnie szukałeś? Louis nie ma się na kim wyżyć. 

-Akurat nie. Jesteście siebie warci. 

-Dzięki.

-Raz na siebie jedziecie, a drugi jakbyście byli parą. Wsadzić was w jeden worek.

-Ja po nim jadę? On mnie po prostu wkurza. To jest cham i dupek. 

-Ale, gdy usłyszał, że cię nie widziałem, nie był już taki zły.

-Nie chcę o tym słuchać. 

Przez kilka minut nic do siebie nie mówiliśmy. Nie miałam ochoty, a on może nie chciał mnie bardziej wkurzać. 

-Mam z nim problem-szepnęłam cicho. 

-Ojciec to twój problem. Layla wygadała się Niallowi, o tych twoich koszmarach.

-Ja ją zabiję. Cały czas coś wygada-powiedziałam zła i wstałam, żeby trochę pochodzić. 

-Ona chce dobrze. Jakoś ich nie miałaś, gdy spałaś w pokoju z Louisem. 

-To nic nie znaczy. Zrobisz coś dla mnie?

-Zależy......-wzdrygnął ramionami. 

-Okłam go, że nie żyję.

W pierwszej chwili chłopak zachłysnął się powietrzem, a później zaczął się śmiać. 

-Ty ze mnie żartujesz, nie. Porąbało cię. 

-Liam no weź. Nie będzie problemu. Jakby on mnie nie spotkał. 

-Nie, spadaj. Nie zgodzę się. Kobieto pomyśl. 

-Liam proszę cię. Dla mnie to zrób. Każdy będzie żył swoim życiem, jak kiedyś. 

-Nie, nie......

-Proszę najbardziej na świecie. Zgódź się-złączyłam ręce, jak do modlitwy i spojrzałam w oczy chłopaka. 

Włożył ręce w kieszenie i zaczął kręcić się dookoła. On po prostu myślał co robić. Mam tylko nadzieję, że się zgodzi. 

-I co? Pomożesz?

-Co mam zrobić-westchnął. 

-Okłam, że skoczyłam albo miałam wypadek, bo wybiegłam ze szpitala. 

-Jesteś głupia-syknął na mnie.-Jeszcze będziesz tego żałowała. 

Chwilę później zniknął z mojego pola widzenia. Może i będą przez to problemy, ale nie myślę o tym teraz. Tylko wrócimy do swoich spraw i nikt nie będzie nikomu przeszkadzał.Czyli tak, jak powinno być. Nie powinnam go wtedy spotkać.....

 

 

 

 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Przepraszam za błędy :D 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz