Rozdział 17
Mia pov*
Do teraz nie mogłam uwierzyć i zrozumieć tego, co stało się na tym balu. Jakim cudem musiałam trafić na Louisa. Dlaczego on chciał mi coś zrobić. Siedziałam na łóżku z podkulonymi nogami. Nie płakałam, bo nie miałam o co. Ale wiedziałam, że zaczęły się kłopoty, przez moje kłamstwo.
-Mia przepraszam, że cię namawiałam na ten.....
-Layla to nie twoja wina. Sama chciałam iść.
-Wiesz, że jak nie chcesz, to nie musisz iść na tą durną, drugą część.....
-Pójdę. Dotrzymam ci towarzystwa. Mam po prostu nadzieję, że nie spotkam go znowu.
-Załóż inną sukienkę. Będzie miał trudniejsze zadanie.
-Wystraszyłam się go. Przecież gdyby Liam nie przyszedł, to by mi chyba sam w końcu zdjął tą maskę.
-I wtedy rozpętałoby się piekło.
Dziewczyna kończąc zdanie, spojrzała na telefon, który od jakiegoś czasu, cały czas dzwonił.
-Czemu nie odbierasz?
-Bo to Niall, a Louis kazał mi na niego uważać. Jakoś bardziej ufam jemu niż blondynowi.
-A rób, co chcesz. Sama powinnaś wiedzieć.
-Niall mnie wkurwia prawie cały czas, ale jednocześnie czuję się jakoś.....
-Przyjemnie? Bezpiecznie?
-Dokładnie-zaśmiała się.-Ale jego chamska strona wygrywa. Wróćmy do tematu. Na twoim miejscu bym się modliła, żeby on mnie nie znalazł.
-Dzięki-mruknęłam.-Wiem o tym.
-A może on tęskni.
-Nie rozśmieszaj mnie. Nie ma się na kim wyżywać i tyle.
-Powiedział ci, że cię kocha-Boże Layla skończ już.
-On nigdy nie wypowiedział tych dwóch słów. Sama musiałam się domyślić, o co mu chodzi.
-To też się liczy-zaśmiała się, siadając na przeciwnej stronie łóżka.
-A później wykrzyczał dwa razy w twarz, że to były jego największe błędy w życiu i tego żałuje. Na to też masz wytłumaczenie?
-Chciał się zemścić, za to, że go zostawiłaś. Proste.
-Sugerowałam mu to, ale mnie wywalił z pomieszczenia.
-Widzisz, masz odpowiedź dziewczyno.
-No jakoś nie jestem przekonana-mruknęłam, co nie uszło jej uwadze.
Nie lubię, gdy Layla ciągnie jakiś temat. Mogłaby, robić to przez godziny. Nigdy z nią nie wygrasz, dopóki nie wymigasz się od odpowiedzi.
-Chcę iść spać. Mogę?
Dziewczyna pokiwała głową i zgasiła światło. Piękne chwile spokoju, które nie trwały długo. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Pójdę, bo to pewnie ten dupek.
Nie czekałam za wiele czasu, a zaczęła się kłótnia. Mogłam się spodziewać. Niall vs. Layla. No ciekawie, nie powiem. Domyślając się, o co poszło, zakryłam się dokładnie kołdrą i jakimś cudem zasnęłam. Mój sen nie mógł trwać wiecznie, bo obudził mnie trzask drzwi.
-Wypierdalaj-krzyknęła Layla.-Nie chcę cię tu widzieć idioto.
-Opanu.....
-Nie ma cie. Jesteś jakimś popaprańcem, wypad.
Gdy dziewczyna nie wracała, postanowiłam iść sprawdzić, o co poszło. Blondynka siedziała w kuchni, z lodem przyłożonym do policzka. Chyba mam zwidy.
-Nie mów, że on cię uderzył.
-Sranie w banie. Czego się można spodziewać, po takim kutasie, co?
-On nie chciał.....
-Groził, że zrobi to trzeci raz-warknęła na mnie, a ja spojrzałam na jej policzek.
-Czyli nie był to raz?
-Dwa, a tylko go odepchnęłam i to nie wiem jakim cudem.
-Boli?
-Trochę, pewnie gorzej wygląda.
-Nie o tym mówię-westchnęłam, patrząc jak spuszcza głowę.
-Tu nie ma żadnego bólu. Nic mnie z nim nie łączy, żeby bolało. Od początku twierdzę, że go nienawidzę, a on cały czas przyłazi.
-Dobra. Niech ci będzie. Przyjdziesz później?
-Jeszcze chwilę posiedzę.
Zostawiłam przyjaciółkę i poszłam do łóżka. Chciałam się wyspać, a cały czas coś mi przeszkadzało. Po wejściu do pokoju, moim oczom rzuciło się otwarte okno. Musiałam je zostawić. Podchodząc do niego, zobaczyłam, że kosz na podwórku, jest całkowicie rozwalony. Widocznie Niall nie miał, na czym się wyżyć. Ale przecież to nie on będzie sprzątał. Położyłam się po raz trzeci spać. Jak to mówią, do trzech razy sztuka. Jak się później okazało, Layla nie wróciła do łóżka. Znalazłam ją w

salonie. Przynajmniej poszła spać. Rzeczą, która zwróciła moją uwagę, była tona chusteczek na ziemi. Wiedziała, po prostu widziałam to, że miała chęć się popłakać. Westchnęłam i po tym, jak posprzątałam chusteczki, zaczęłam szykować śniadanie. Dawno nie jadłam naleśników. Wyciągnęłam składniki i w mgnieniu oka, mogłam już nalewać masę na patelnię. Fajnie jest mieszkać z przyjaciółką, ale nie mogę cały czas żyć na jej utrzymaniu. Niby to dla niej pikuś, ale dla mnie nie. Usiadłam przy blacie i zaczęłam jeść moje zajebiste naleśniki z czekoladą.
-Cześć-usłyszałam głos Layli po czym uniosłam na nią wzrok.
-Hej.
Na jej policzku widniał fioletowy ślad. Niall będzie miał trudne zadanie, żeby ona mu wybaczyła. Chłopak się będzie musiał starać i jeszcze raz starać.
-Ymmm.....nie widziałaś gdzieś tego okładu.
-Z lodu? W tylnej części lodówki.
-Dzięki-mruknęła i usiadła by zacząć jeść, ale zamiast tego zobaczyłam, że ledwo otwarła buzię i od razu się skrzywiła.
-Aż tak boli?
-Jak go zobaczę, to mu przypierdolę z kija-warknęła, ruszając lodem po policzku.
Mimowolnie się uśmiechnęłam i zaczęłam dalej jeść.Pomyśleć, że tak wyglądałoby moje życie u Louisa. Ale z drugiej strony........nie to nie możliwe, żeby mnie znalazł. Przecież mnie nie rozpozna. Może nawet się nie zjawi. Sięgnęłam po swoją szklankę z sokiem, patrząc na stół. Cały czas gdzieś w kącie głowy świtała mi myśl, że jednak on się dowie prawdy. Będę miała przesrane. Już dosyć, że ostatnio mnie wystraszył. Widać było, że za wszelką ceną chciał, żebym ją zdjęła.
-O czym myślisz?
-Louis. Jak się domyśli, będę miała przesrane.
-Nie będę cię okłamywała. To nie był za dobry pomysł.
-Już wtedy to wiedziałam, ale nie myślałam, że będzie aż tak źle.
-No widzisz. Mo......
Naszą rozmowę przerwał dźwięk dzwonka. Layla na mnie spojrzała.
-Jak to ten dupek. Wywal go.
-Ale.....
-Nie Będę się powtarzała.
-Okey, okey-zaśmiałam się pod nosem i ruszyłam w stronę drzwi. Szanse, że to Niall wynoszą 50%.
Otwarłam je i momentalnie się cofnęłam, trzaskając drewnianą powłoką. Chłopak otwarł je, patrząc na mnie, jak na debilkę. Z resztą jego ton nie był lepszy.
-Jest Layla?
-Jakby ci to powiedzieć? Ona bardzo nie chce cię widzieć.
-Nie pierdziel. Wpuść mnie.
-No sorry, ale to nie mój dom. Nie ja decyduje.
-Czy ty się ze mną bawisz-fuknął na mnie, a ja spojrzałam w jego oczy. Był zły.
-Nawet jej nie przeprosiłeś.
-Za co niby? Z chłopakami nie raz obijaliśmy sobie twarze i żyjemy.
-Ale jakbyś nie zauważył,ona nie jest chłopakiem-pochwaliłam sama siebie w myślach, za mój udany tekst.
-Jezu nie wyolbrzymiajcie wszystkiego. Albo ona tu przychodzi, albo ja wchodzę-powiedział i zrobił krok w moją stronę. Przecież nie dam mu się zastraszyć.
-Nie wejdziesz.
-Kto mi zabroni. Ty? No proszę cię-parsknął.-Nie masz nikogo. Nawet Louis cię nie chce.
Moje oczy przypominały teraz monety. Nie wierzę, że on mógł to wykorzystać przeciwko mnie. Choć mogłam się spodziewać.
-Widziałaś, żeby się przejął. No właśnie-nie.
Pomimo, że pamiętałam o jego uporczywych staraniach zdjęcia mojej maski, jego słowa mnie przygniotły. Nawet nie wiem kiedy, a stałam nadal osłupiała w środku domu. Layla się przepchnęła i zaczęła drzeć na Nialla. Ze wszystkiego wyrwał mnie huk. Nie sprawdziłam, co się stało. Poszłam powoli do salonu. Włączyłam telewizor, wyciągnęłam nogi na kanapie i spojrzałam na ekran, ale i tak nie myślałam o tym, co dzieje się w kolejnym dennym odcinku, jakiegoś serialu.
-Co wy tam robiliście-przeniosłam leniwie wzrok na Laylę.
-Oddałam mu za wczoraj i teraz boli mnie ręka.
-Nie zrobił ci nic?
-Nie, ale chciał. Uratowało mnie.....w sumie nie wiem co. On mruknął coś pod nosem i się trochę opanował.
Spojrzałam na nią i po chwili obydwie się śmiałyśmy.
- Mamy jednak problem.
-Jaki?
-Jutro bal. Powiedział, że mam przesrane. A po oczach widziałam, że nie żartuje.
-Szczegóły?-popędziłam ją ręką.
-Popamiętam go-zrobiła cudzysłów palcami.-Nie wiem, czy się bać czy nie.
Wzdrygnęłam ramionami, bo sama nie wiedziałam, do czego on jest zdolny. Mam swój kłopot. Pan Louis Tomlinson. Zasrany pan i władca. Jestem przez niego kłębkiem nerwów. Niby wiem, że mi nic nie zrobi, ale...... dobra kogo ja oszukuje. Siedząc przed telewizorem, do głowy przyszedł mi kolejny problem. Od dawna nie słyszałam o moim ojcu. Czy wie,że mnie nie ma w tamtym klubie? A może wie, że siedzę u Layli? Nie mam wsparcia praktycznie wcale. Liam pokazał swoją prawdziwą stronę i mnie to zniechęciło. Miał rację. Oni wszyscy są tacy sami. Chamscy, dupki, myślą, że są najlepsi i mogą mieć wszystko. Kiedyś się przeliczą.
-Nie wygląda źle, nie?-dziewczyna wskazała policzek.
Uśmiechnęłam się słabo i pokiwałam głową. Było to szczere. Fioletowego śladu na policzku nie było praktycznie widać.
-Chcesz, żeby się starał? Czy nie ma szans, żebyś mu wybaczyła.
-Nie zadawaj mi teraz takich pytań-mruknęła.-Nie mam odpowiedzi.
-A idziesz na bal?
-No jasne. On mnie nie zastraszy. Nic wielkiego przy takiej ilości ludzi nie.......-odwróciła się do mnie i spojrzała na ścianę.-Cholera, a jeśli on właśnie chce mnie upokorzyć.
-Przecież nie będziesz przemawiać.
-No dobra, ale wcale nie muszę. On jest nieobliczalny. Zrobi wszystko, żeby wygrać i przede wszystkim się zemścić.
-Przesadzasz chyba. Cały czas mówi, że jesteś jego....
-Hahahahah Boże, Mia. Ten blond gamoń chce mnie tylko zaciągnąć do łóżka. Nie dzielą nas żadne uczucia.
-A nie twierdzisz, że gdyby chciał to zrobić, to by cię zmusił. Sama mówiłaś, że jest nieobliczalny i zdolny do wszystkiego.
-Nie chcę o nim mówić.
-Bo ci zależy-powiedziałam pół poważnie,a pół śmiejąc się.
-Ja pierdolę Mia. Nie-podniosła głos.
-Przyznaj.
-Twoje niedoczekanie. Mam zacząć ci wypominać Louisa. Odeszłaś, a bez niego widzę, że jesteś inna.
-Chyba taka sama. Albo lepsza.
-Jakoś to inaczej widzę.
Machnęłam ręką i poszłam do pokoju. Krok od kłótni. Muszę pobyć chwilę sama. Spojrzałam przez okno. Ptaki latały w tą i z powrotem, słońce świeciło, a na niebie nie widziałam ani jednej chmury. Przeszło trzy miesiące odkąd nie widziałam mojego jednocześnie oprawcy, jak i bohatera. Do mojej głowy zaczęły napływać wspomnienia. Jedno szczególne. Pocałunek. Nic nie może być idealne, wszystko psują te złe wspomnienia, zachowane w mojej pamięci. Każda kłótnia, każdy raz gdy mnie uderzył, każdy zadany mi ból. Nigdy tego nie wymarzę z głowy...
Przepraszam za błędy, które mogły się pojawić. Bardzo proszę o komentarze, jest to dla was kilka minut, a bardzo mnie motywuje. Do nn :D
:) czekam na next ;*
OdpowiedzUsuńCzekam, aż Louis ogarnie, że Mia żyje. Świetny rozdział! Czekam na następny! ❤❤❤
OdpowiedzUsuń