Rozdział 20
Louis pov*
Siedziałem w salonie obok Mii. Nie byliśmy sami. Harry ze złą Laylą siedział po naszej prawej stronie. Po lewej miałem Nialla, który co chwila na nich patrzył. Sam sobie zasłużył na to.
-Layla przynieś mi coś do picia.
-Nie jestem twoją służącą-powiedziała, popełniając błąd.
-Ja się nie pytam, tylko ci każe.
-Mówię nie.
-Albo tam idziesz albo zrobię to, co wczoraj-mogłem śmiało powiedzieć, że oczy dziewczyny wyrażały strach.
Momentalnie wstała i tam poszła. Przyniosła mu butelkę z kolorowym napojem po czym usiadła się na swoje miejsce. On ją do cholery zastrasza.
-Co wczoraj robiłeś-usłyszałem głos Nialla, skierowany do Harrego.
-Nie interesuj się. Gówno cię to obchodzi.
Chłopak spojrzał na Laylę. Oczekiwał na odpowiedź. Ona spojrzała na swoje nogi, walczyła ze sobą.
-Nie mów mu-warknął loczek.
Dziewczyna pokiwała głową, a Niall walnął ręką o oparcie. Był zły, na co Harry się zaśmiał.
-Grzeczna dziewczynka-cmoknął ją w czoło.
Ona już nawet się nie krzywi, bo wie, że dostanie. Gdybym był normalny, to bym ją pożałował. Harry co chwila coś gadał. W końcu Niall nie wytrzymał. Wkurwiony wyleciał z salonu i wyszedł z domu.
-No co ty. Ja dopiero zaczynałem-krzyknął za nim.
Uśmiechnąłem się na to, co Mia skwitowała swoim spojrzeniem. Nachyliłem się nad jej uchem i szepnąłem:
-Nie patrz tak na mnie, bo tego nie chcę. A ty rządzić nie będziesz.
-Mówisz do siebie?
-Nie przeginaj-pokiwałem głową, a ona fuknęła coś pod nosem.
Jeszcze mi tego brakowało, żeby Mia się wtrącała. Wtedy mój wzrok padł na jej ręce. Były na nich słabo widoczne blizny.Ona się tnie? Wcześniej tego nie widziałem. W sumie się nie przyglądałem. Patrzyłem na to tak długo, aż w końcu Mia to zauważyła. Naciągnęła sweter i dalej patrzyła na telewizor. Zamrugałem oczami, odwracając głowę. Czemu to robi? Co jak co, ale ludzi którzy się tną nie rozumiem. To nie jest wyjście, a pogłębianie bólu. Wstałem z kanapy i poszedłem do mojego auta. Czasem potrzebuję przejażdżki. Pobyć sam i pomyśleć. Wsiadłem do niego, zapaliłem i ruszyłem przed siebie. Omijałem auta, lecąc na oślep. Czego się doczekałem? Migających świateł w lusterku. Usłyszałem rozkaz zatrzymania się. Wiedziałem co wtedy zrobić. Nie zgasiłem całkowicie samochodu, ale poczekałem, aż policjant wyjdzie ze swojego. Ledwo do mnie podszedł, a ja dałem gazu i tyle mnie widział. Jak zawsze zadziałało. Może i próbowali mnie dogonić, ale zawsze jakoś ucieknę. Wracałem już wolniej, nie szarżując tak po ulicy. Gdy wszedłem do domu, nie zastałem nikogo. Tylko Mia siedziała w kuchni, jedząc sałatkę owocową. Usiadłem naprzeciw i zacząłem mówić.
-Czemu się tniesz? Wiesz, że to nie pomoże.
Spojrzała na mnie i z powrotem zaczęła jeść. Kolejny raz mnie ignoruje. Już wiem, co czuje przez to Harry.
-Dlaczego nic nie mówisz.
-Bo cokolwiek zrobię, zawsze jest źle.
-Widocznie wszystko robisz źle . Chcę odpowiedź.
-A co cię to. Moja sprawa.
-Jesteś w moim domu i masz odpowiadać.
-I tak wygląda nasza każda rozmowa. Zawsze jest kłótnia.
-A to moja wina? Jakbyś mnie słuchała, to by tak nie było.
-Tsa ja zawsze winna.
-Nadal nic nie wiem.
-Masz się odczepić, bo ci nie powiem-podniosła na mnie głos.
-Mia. Ciężko ci raz mnie posłuchać-krzyknąłem na nią, a ona tylko zmrużyła oczy.
-Tak.
Chwilę później wyszła z kuchni. Co za dziewczyna. Mam chęć jej tak nawalić, że do końca życia by mnie słuchała. Odłożyłem kluczyki na swoje miejsce. Nienawidzę, gdy mi się stawia. Drażni mnie dosłownie wszystkim, co robi. Bo najczęściej robi coś wbrew mojemu zdaniu. Z drugiej strony coś mnie zatrzymuje, żeby jej nie pobić. Inaczej już dawno ze strachu robiłaby wszystko, co każę. Ale nie zniżę się do poziomu Harrego, żeby zastraszać słabszą ode mnie dziewczynę. Chociaż ostatnio i tak czasem to robię. Dzień minął mi praktycznie na siedzeniu przed telewizorem. Wieczorem razem z chłopakami musiałem wyjechać. Zmęczony wróciłem do domu i od razu poszedłem spać.
-Louis-usłyszałem głos Mii.
Nie będę reagował, niech spada. W międzyczasie usłyszałem grzmot pioruna. No przyznam, że cichy to on nie był. Przynajmniej wiem, czego ode mnie chce. To się zabawimy.
-Louis do cholery-podniosła głos.
-Czego chcesz-warknąłem na nią przez to, że mnie obudziła.
-Mogę spać z tobą?
-Hahaha teraz już nie jesteś taka mądra-zacząłem się śmiać.
-Proszę.
-Błagaj, błagaj-ziewnąłem.
-Dupek. Nienawidzę cię.
-Mówiłaś to. Wymyśl coś nowego, James.
-Jeden jedyny raz, a ty nie chcesz się zgodzić.
-Nigdy nie myślałem, że tak będziesz mi się pchać do łóżka. Chodź-podniosłem kołdrę i po chwili poczułem, że materac się ugina.
-Ty tylko o jednym. Nigdy nie pójdę z tobą do łóżka.
-A założysz się?
Dziewczyna już mi nie odpowiedziała, więc dałem spokój. Jak tak na nią patrze, to muszę przyznać, że jest ładna. Wkurwiająca, ale ładna. Zamknąłem oczy, żeby dalej iść spać i wtedy poczułem, jak dziewczyna oparła się o moje ramię. Przecież jej nie zepchnę, nie? Poprawiłem się ostatni raz i jakoś zasnąłem. Rano gdy się obudziłem, świeciło już słońce. Nie było przy mnie Mii, ale gdy wyszedłem na balkon, żeby zapalić, zobaczyłem, że razem z Laylą pływa w basenie. Zaciągnąłem się dymem z papierosa i odkaszlnąłem. Mam plany co do dzisiejszego dnia. Spotkanie z tym dupkiem Jacobem. Nie odpuszczę mu tamtej walki. Albo ją dokończymy albo rozpowiem ludziom, że ten frajer pienia. Wypuściłem leniwie dym z ust i patrzyłem, jak rozpływa się w powietrzu.
-Wiesz, że palenie papierosów zabija.
Spojrzałem na chwile na Mię, od której usłyszałem pytanie po czym znowu spojrzałem w górę.
-Wiele rzeczy zabija. A ja wciąż żyję. Przypadek?
-Będziesz żył do czasu, a później rak i co?
-W końcu i tak umrę, a jak już powiedziałem, nadal żyję.
-Złego diabli nie biorą w sumie.
Po raz kolejny wypuściłem kółko dymu z ust. Na jej tekst mimowolnie się uśmiechnąłem. Nie wiem, skąd ona je bierze.
-Dzięki za komplement. Szkoda, że z tym
złym dzisiaj spałaś.
-Bo ten zły był całkiem inny niż zawsze.
Dziewczyna zanurkowała w wodzie i wpłynęła z drugiej strony basenu. Przetwarzałem to co powiedziała. Mówiła to obojętnie, czy miała coś na myśli?
-Masz śniadanie w kuchni. Później musimy pogadać.
-Śniadanie? Czy to samo co z kurczakiem?
Mia się uśmiechnęła i dalej pływała, a ja zgniotłem papierosa i poszedłem do kuchni. Faktycznie na stole stała jajecznica z bekonem. Usiadłem przy stole i zacząłem jeść.
-Widzę, że ci się polepszyły stosunki z Mią.
-Bo z nią rozmawiałem?
-Bo z nią spałeś-parsknął Harry.
-Nie robiłem tego gamoniu. W nocy była burza i chciała się przy mnie położyć.
-I jej pozwoliłeś.
-Na początku nie, ale później zmieniłem zdanie.
-Pilnuj, żeby nic nie zrobiła, bo może się to czasem odegrać na Layli.
-Wali mnie to, idź z tym do Nialla.
Chłopak słabo się uśmiechnął i wyszedł, a ja dokończyłem śniadanie. Powiedziałem wszystko zgodnie z prawdą. Nie obchodzi mnie aktualnie nikt. Ani Layla ani Mia. Odłożyłem talerz po czym poszedłem do pokoju, gdzie była już Mia.
-Więc o co chodzi? Streszczaj się, bo muszę wyjechać.
-No właśnie. Chcę jechać do sklepu.
-Po co?
-Raz od dawna nie byłam nigdzie oprócz waszego ogródka. Dwa muszę kupić sobie swoje bzdety.
-Czyli?
-Podpaski, kosmetyki...
-Dobra skończ. Nie musisz jechać, bo ja to mogę zrobić.
-No Louis ten raz na jakiś czas, proszę.
-Nie-powiedziałem, zakładając buty.
-Louis kurde. Weź nie bądź taki.
-Powiem tak. Możesz jechać, ale mi nie przeszkadzasz, nie gadasz, nie....
-Dzięki-krzyknęła i poleciała do auta.
Zmrużyłem oczy i spojrzałem na Harrego. Stał ze swoim niby złym niby rozbawionym uśmiechem.
-Czy ty mnie śledzisz?
-Nie, usłyszałem ją i przyszedłem. Dajesz się babie.
-Nie przesadzaj.
-Nie pozwalaj jej, bo ci na głowę wejdzie.
-Zapamiętam.
Wyszedłem z domu i machając kluczykami, dotarłem do samochodu. Mia siedziała, bawiąc się telefonem. Tyle problemów o jedną dziewczynę.
-Gdzie je....
-Milcz-przerwałem jej. - Miałaś nie gadać.
-Ale....
Podniosłem rękę i w końcu dziewczyna się zamknęła. I tak ma być. Zacisnąłem mocniej ręce na kierownicy. Mia włączyła radio. Jak mi puści jakieś gówno, to jej coś zrobię. Dziewczyna zmieniała kanał, aż zatrzymała się na piosence Ghost Town.
-Adam Lambert?-jęknąłem, a ona na mnie spojrzała.-Możesz mówić-powiedziałem zirytowany, gdy głupio się uśmiechnęła.
-No weź, to jest fajna piosenka.
-Tak, tak-oparłem łokieć przy szybie i spojrzałem przed siebie.
-Dlaczego mnie nie wypuścisz? I tak mi nic nie robisz, bo żyję u ciebie, jak u siebie w domu.
-Bo tak lubię. Mam zacząć cię traktować inaczej?
-Nie, podziękuję. Gdzie jedziemy teraz?
-Do galerii, żebyś mogła się obkupić i w końcu zamknąć.
-Sam pozwoliłeś mi gadać.
Pominąłem jej odpowiedź i zaparkowałem samochód na parkingu. Poszedłem za dziewczyną do środka. Wstąpiła do jednego ze sklepów, ale zauważyłem, że był on z ciuchami.
-Miałaś kupić rzeczy, które o ile się nie mylę, tutaj nie są.
-Nie zrzędź. Tam możesz się usiąść, a ja idę przymierzyć kilka ubrań.
Wkurzony usiadłem się na kanapie i patrzyłem, jak dziewczyna lata po całym sklepie. Wzięła ze sobą masę ubrań po czym weszła do jednej z przebieralni. Z nudów zacząłem bawić się telefonem.
-I jak? Może być?-powoli podniosłem wzrok, a ona się okręciła.
W pierwszej chwili oderwałem się od świata, ale po chwili pokiwałem głową.
-Jest okey. Możemy iść?
-Jeszcze chw....-spojrzała za mnie i po chwili wciągnęła ze sobą do kabiny.
Zacząłem się cicho śmiać,a ona zatkała mi buzię. Słodka dziewczyna-zakpiła moja podświadomość. Oparłem się obok niej i cały czas się uśmiechałem.
-Wiem, że na mnie lecisz, ale nie chce tego robić w sklepie-szepnąłem jej na ucho.-W sumie mogę zrobić wyjątek-przejechałem ręką po jej ramieniu.
Spojrzała na mnie z pogardą, strzepując rękę. Już miała coś powiedzieć, gdy ekspedientka stanęła przed nami. W pierwszej chwili spojrzała na mnie, a później jakby złagodniała.
-Chciałabym poinformować, że może tu przebywać jedna osoba-mruknęła, a ja się uśmiechnąłem.
-Nie moja wina, że mam napaloną dziewczynę.
Wyszedłem zadowolony z siebie, zostawiając zszokowaną i zawstydzoną Mię. Kobieta zmierzyła ją wzrokiem po czym sama sobie poszła. Nie czekałem długo, a dziewczyna wyszła. Kupiła jakąś sukienkę.
-Jesteś idiotą-warknęła na mnie.
-Grzeczniej. Chyba pamiętasz, co zrobiłem ostatnio.
-Widziałeś, jak się na mnie patrzyła? Napalona do cholery?
-No właśnie. Dlaczego mnie tam wepchnęłaś.
-Nie chciałam, żeby nas zobaczyła pewna osoba.
-Mówmy po imieniu Mia. Co by zrobił nam twój ojciec, hm?
-On jest na pewno wkurzony, że.....no....., że nie robię tego co chciał i uciekłam.
-I na pewno by ci coś zrobił na środku galerii.
-Nie znasz go-szepnęła i poszła do supermarketu.
Ruszyłem po raz kolejny za nią. Kręciła się między półkami, co chwila biorąc inną rzecz. Zaraz mnie

tu szlag trafi.
-Mia rusz tą dupę, bo mi czas ucieka.
-Chwila no.
-Zaczynam żałować, że cię wziąłem.
-No widzisz, było posłuchać Harrego.
Zabrała ostatnią rzecz i ruszyła do kasy. Ja w tym czasie poszedłem już do auta. Wkurzony wystukiwałem rytm na kierownicy. Wyjąłem telefon z kieszeni i spojrzałem na godzinę. 15:39. Zabiję ją. Zabiję.
-Teraz jedziemy, żeby załatwić moją sprawę. Masz nie wychodzić z samochodu, rozumiesz?
-Okey, a co idziesz zrobić.
-Nie ważne. Co masz robić?
-Nie wychodzić z samochodu-powiedziała, śmiesznie kiwając głową.
Ukradkiem się uśmiechnąłem i dodałem trochę gazu, żeby zyskać na czasie, który straciłem przez dziewczynę. A później się dziwić, że nikt nie chce z nimi jeździć do sklepów.
-Chcesz?-wyciągnęła rękę z paczką żelek.
-Nie.
-Czemu?
-Czy ty do cholery możesz być cicho-zacisnąłem ręce na kierownicy, na co dziewczyna poprawiła się na siedzeniu.
-Wow, co ty taki nerwowy.
-Co ty taka wkurwiająca?-spojrzałem na nią ,marszcząc brwi.
Dziewczyna wzdrygnęła ramionami i oparła głowę o szybę. W końcu nastała ta błoga cisza. Rozmyślając, przypomniałem sobie o bliznach na ręce Mii. Czyli ona się tnie. Tylko czemu? Jakoś nie wierzę, że to wina mojego zachowania. Na pewno też nie sprawa Layli. Czyli zostaje jedna opcja.
-Nadal mi nie powiedziałaś, dlaczego się tniesz.
-Ja się nie tnę-mruknęła do mnie, a ja miałem ochotę się śmiać.
-A te blizny to moje zwidy, tak?
-Może.
-Słuchaj, ja nie lubię się powtarzać. Czemu to robisz. Ulgi ci to nie przyniesie.
-A co cię to obchodzi-krzyknęła na mnie, co zdziwiło nas obydwu.
Opamiętałem się jako pierwszy i wkurwiony zacząłem do niej mówić.
-Podnosić głos to możesz na swojego popapranego ojca, a nie na mnie. Jak się ciebie o coś pytam, to mi odpowiadasz. Jak na razie mnie tylko denerwujesz, a ja po raz kolejny się pytam. Dlaczego się tniesz?
-Gówno cię to obchodzi człowieku. Odczep się-powiedziała i krótko po tym po prostu wyszła z samochodu.
Miałem ją w dupie. Biegać za nią nie będę. Niech sobie nie myśli. Dojechałem do swojego celu i poszedłem do środka klubu. Jak mogłem się spodziewać, Jacob opieprzał jakiegoś gościa.
-Chce rewanżu-powiedziałem w jego stronę.
Chłopak powoli się odwrócił i uśmiechnął. No nie powiem, trochę mnie to wkurzyło.
-Kogo moje oczy widzą? Wielki przegrany czy może uciekinier? Którą ksywkę wolisz?
-Pierdol się. Chcę dokończyć walkę.
-Chyba pokazać, że możesz się bardziej pogrążyć-zaśmiał się, ale po chwili odchrząknął.-Dobra, to kiedy?
-Obojętne mi to. Żadna różnica.
-To cię jeszcze jakoś poinformuję. Teraz sorka, ale obowiązki wzywają-wskazał na jakiego gościa, który był trzymany przez pracowników Jacoba.
Wyszedłem z budynku w innym humorze. Myślałem, że nam to dłużej zajmie. A tu nawet nie musiałem się wysilać. Poszło jak po maśle. Wsiadłem do auta, coś sobie przypominając. Ciekawe czy ta debilka doszła już do domu. Mając to w głębokim poważaniu, pojechałem pooglądać walki innych facetów. Przesiedziałem tam całe popołudnie, a po pizzy z kumplami wróciłem do domu. Zaraz po wjechaniu autem do garażu, poszedłem do domu. Zdjąłem buty i skierowałem się do kuchni. Miałem ochotę się napić.
-Możemy wiedzieć dlaczego Mia wracała pieszo?-jako pierwszy odezwał się Liam.
-Bo jest głupia. Gdzie ona w ogóle teraz poszła.
-Siedzi w pokoju, chyba śpi.
-Czyli wszytko ok i czego wy ode mnie chcecie?-nalałem sobie soku i usiadłem naprzeciw nich.
-Zależy, co oznacza dla ciebie ok.
Spojrzałem na Zayna, który podniósł wzrok na mnie, na chwilę odkładając swój telefon.
-Czyli? Wróżką nie jestem.
-No, jak przyszła to płakała. Nie chciała powiedzieć czemu, więc coś się musiało stać.
-A i trzeba zaznaczyć, że twój kochany przyjaciel Harry zdzielił jej znowu w twarz.
-Za co?-wstałem i poszedłem odłożyć szklankę.
Czyli mam więcej pytań niż odpowiedzi. Będzie trzeba przepytać Mię.
-Nie wiem, zapytaj się jej.
-Albo Harrego-zaśmiał się Liam.
Uśmiechnąłem się sarkastycznie i dużymi susami pokonałem schody, które dzieliły mnie od dziewczyny. Wszedłem do pokoju. Mia spała na swoim ''łóżku''. Była cała pozawijana w kołdrze. Przebrałem się w moje spodenki od piżamy i na nią spojrzałem. Akurat przekręcała się na drugi bok, tym samym krzywiąc się. Wiem, że jest tam niewygodnie, ale zwisa mi to. Położyłem się na swoim łóżku i tak samo zawinąłem się w kołdrze. Jednak nie mogłem zasnąć. A wszystko przez jedną osobę. Co ona do cholery ze mną robi. Nigdy się o nikogo nie martwiłem, a teraz co? Wstałem i do niej podszedłem.
-Mia-szepnąłem w jej stronę,czekając na reakcję.
-Zostaw mnie, chcę spać.
-Chodź. Będziesz spała, obiecuję-pociągnąłem ją za rękę.
Zaspana poszła powoli za mną. Chyba za bardzo nie kontaktowała, o co chodzi. Położyła się na mojej białej pościeli i od razu zasnęła. Przykryłem ją kołdrą i w końcu sam mogłem iść spać. Jeszcze chwila, a zacznę pomagać każdemu napotkanemu człowiekowi. Nie no bez przesady. Moje sumie włącza się jeśli chodzi o Mię. A i tak nie zawsze. Coś mnie przy niej trzyma. Nie mam odpowiedzi na jej pytanie, dlaczego ją tu trzymam. Tak po prostu mi pasuje, pomijając fakt, że mnie co chwila wkurza.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Przepraszam za błędy, jeśli się pojawiły. Była to najdłuższa przerwa między rozdziałami, bo z dwa tygodnie. Jednak wcześniej uprzedzałam, że mogą się pojawiać rzadziej. Zostawcie po sobie jakiś ślad na dole :D
OMG! Mega rozdział! Tak bardzo kocham Failed Death ❤ Nie rób już takich długich przerw �� Czekam na następny! ��❤
OdpowiedzUsuń