Rozdział 22
Mia pov*
Czy ten człowiek całkowicie oszalał? Co on mi robi? Zaczęłam z nerwów płakać, a ten debil nie reagował. Nie działało ani kopanie, ani odpychanie. Był za silny. Jak zawsze z resztą. W końcu wpadłam na pomysł. Chyba zostało mi tylko jedno.
-Niall! Pomóż mi! Niall!-zaczęłam się drzeć z całych sił.
Gdy już myślałam, że nie będzie ratunku, bo Louis zatkał mi buzię, do pokoju wszedł blondyn. Spojrzała na nas i z lekka się zdziwił. Momentalnie przepchnął Louisa, a do mnie rzucił jakąś pościel, żebym się okryła. Louis wstał, chcąc mu walnąć, ale Niall był szybszy.
-Co ci jest stary?
-Wyjdź i nas zostaw. Muszę zaliczyć tą dziwkę.
-Czy ciebie pojebało? Nie jesteś sobą!
Louis po raz kolejny wstał po czym został przyduszony do ściany. Blondyn chwilę na niego patrzyła, aż go puścił.
-Ćpałeś idioto! Ty ćpałeś!
-Ale wymyślasz. Nie robię tego, wiesz dobrze.
-Widzę wyraźnie twoje źrenice. Zachowanie też nie jest normalne.
- Bo co ? Bo chciałem ją zaliczyć?
-Tak-Niall walnął mu z pięści w twarz.
Czyli to nie jego normalne zachowanie. To jakby nie był on, ale nadal mam do niego odrazę. Siedziałam na łóżku i na nich patrzyłam. Już nie płakałam. Byłam tylko w szoku. Blondyn czekał aż Louis się podniesie, ale się nie doczekał.
-On żyje?-mruknęłam w jego stronę.
-Żyje, ale jest pod wpływem narkotyków. Kiedyś tam się obudzi. Nie wiem, co go napadło. Przecież on nie brał.......z tobą ok?
-Tak.
Chłopak wyszedł, a ja szybko się ubrałam i wyszłam z pokoju. Nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, gdy on się obudzi. A też nie chciałam tego sprawdzać. Chyba się zamknę na cały dzień w pokoju kinowym. Wezmę jedzenie i nie będę nikogo oglądała.. Idealnie i perfekcyjnie. Będę miała co robić i co jeść. Zeszłam na dół i tak jak mówiłam, uszykowałam sobie jedzenie. Kurczak z warzywami. Może przesadziłam, ale mnie to nie obchodzi. To nie ja płacę. Zaniosłam wszystko do pomieszczenia. Do tego soki i luzik. Zamknęłam drzwi na klucz. Nikt mi nie będzie przeszkadzał.
Siedziałam wyluzowana, oglądając setki filmów. W głowie jednak miałam cały czas Harrego i Louisa. Dobrali się. Dwa zasrańce, bokserzy i co tam jeszcze można wymyślić. Pokiwałam głową, dalej oglądając filmy. Layla. Ciekawe co z Laylą. Pan i władca pewnie ją do czegoś zmusza. Nie dziwię się, też się go boje. W ten sposób spędziłam cały dzień. Wieczorem wystraszyło mnie walenie do drzwi.
-Otwórz je do cholery-Louis darł się na cały dom.
-Spadaj. Nie pozwolę się zgwałcić.
-Nie chciałem. Ten lokowaty pojebaniec dosypał mi narkotyków do kawy i wmówił ,że chce cię zaliczyć. To nie ja do cholery.
-Nie ufam ci. Zostaw mnie.
-Kurwa nic ci nie zrobię Mia-kolejne uderzenie.
-A skąd mam tą pewność, co?
-Mia!-ryknął, a ja pomimo że byłam za drzwiami, podskoczyłam ze strachu.
-Louis!
-Szkoda, że nie jesteś taka mądra w mojej obecności-oj, żeby on wiedział, jak ja teraz wyglądam.
-Bo mnie bijesz.
-Nie zrobiłem tego!
-Wyjebałeś mi już kilka razy, ale masz zawsze wymówkę.
-Wyłaź, bo się wkurwię-powiedział już i tak wkurzony, ale słyszałam w jego głosie znudzenie.
-Nie. Jesteś chory, lecz się.
-Mia kurwa, bo ci coś zrobię.
-Lecz się gdzieś. Nie zaufam ci.
-Wow. Sama tego nie chcesz.
-Nie chcę z tobą nic robić.
-Ja pierdolę. Jesteś pojebana.
-Tak jak ty.
Chłopak w końcu odpuścił i sobie poszedł. Niech spierdala. Nie chcę go widzieć. Raz mnie całuje i jest miły, a drugi by mnie zabił, a wcześniej pobił zapewne. Ułożyłam się wygodnie i dalej oglądałam film. Zaczęłam już przysypiać, więc wyłączyłam ekran, przewracając się na bok. Mam cholerny spokój, jak nigdy. Moje oczy się zamknęły, a ja odpłynęłam. Z rana w domu panował spokój. Byłam zdziwiona,więc niepewnie wyszłam z pokoju. Powoli otwarłam drzwi i po cichu zeszłam na dół. Albo coś się stało, albo mnie zaraz napadną. Weszłam do kuchni, gdzie siedział Styles ze swoim kumplem. Dopiero teraz się skapłam, że mam na sobie tylko dłuższą bluzkę i majtki. Chamy bez ogródek gapiły się na moje nogi. Dupek większy od drugiego.
-Louis cię szukał. Nie chcesz, go teraz widzieć-uśmiechnął się, a ja pokazałam mu fakesa.
-Odczep się i przestań tak wytrzeszczać gały.
-To, że cię nienawidzę, nie znaczy, że nie mogę się gapić, bo brzydka to ty nie jesteś.
-I co? Mam ci dziękować?
Harry uniósł jedną brew, a ja wiedziałam, o co mu chodzi. Ohyda. Skrzywiłam usta i udawałam, że wymiotuję. Obrzydził mi śniadanie, więc wzięłam tylko banana ze stołu i sobie poszłam. Im mniej go widzę, tym lepiej. Zdecydowałam iść do biura chłopaków. Chyba lepiej będzie, jak ja go znajdę niż on mnie.
-Hej. Już się ogarnąłeś?
-Pukać nie łaska?!
Wkurzona walnęłam dwa razy nogą w drzwi i się uśmiechnęłam. Chłopak podniósł na mnie oczy.
-Typowa Mia. Powiedź coś, a ona zrobi to tak, żeby cię wkurwić.
-Jestem, czego chciałeś?
-Teraz nagle chcesz gadać, a wczoraj drzwi zamykałaś.
-Gadasz czy nie? Nie będę traciła na ciebie czasu.
-A co? Wolisz się zamknąć na cały dzień?
-A żebyś wiedział-fuknęłam na niego i podeszłam do okna.
Chłopak zaczął coś pisać w laptopie, aż w końcu go zamknął. Odwróciłam się, a on na mnie spojrzał. Nad czymś myślał, a ja widziałam tylko jego rozczochrane włosy, jak po dobrze spędzonej nocy. Jezu, o czym ty myślisz-poprawiłam się w myślach.
-Sorry za wczoraj. Nie chciałem cię zgwałcić. Harry dosypał mi narkotyków do kawy, nie wiedziałem o tym. To nie była moja wina.
-Jesteś żałosny. Zawsze masz wymówkę.
-A może ja po prostu nie jestem winny?
-Jakbyś był mądrzejszy, to byś i pod wpływem tego nie zrobił. A gdyby nie Niall, ty byś mnie tam zgwałcił nie patrząc na nic.
-Mówiłem już sorry. Przecież to jego wina. Nie moja. Sam bez niczego bym nie chciał cię tak skrzywdzić-chłopak wstał z krzesła i do mnie podszedł.
Był wściekły, a ja zaczynałam się wkurzać. Harry święty nie jest, ale on tak samo.
-Jakoś ci nie wierzę. Może i to nie twoja wina, bo no ci czegoś dosypał, ale zawsze mogłeś się oprzeć pokusie. Pokazałeś jacy są faceci. Zależy wam tylko na ruchaniu-powiedziałam mu prosto w twarz i zauważyłam, jak zaczyna w nim wrzeć.
-Nie każdemu zależy na ruchaniu. Nie zależy tylko na ruchaniu, a ty gówno wiesz o tym, jak to być pod wpływem narkotyków. Ludzie ci mogą wcisnąć najgorszy kit, a ty w to uwierzysz. Więc mi nie zarzucaj, że mogłem się powstrzymać.
-Nie jest po twojemu i od razu musisz się wykłócać. Nasza każda rozmowa jest lub kończy się kłótnią. Dzięki tobie-popchnęłam go, a Louis po prostu wbijał we mnie wzrok. Chyba przesadziłam.
-Wiesz jak się kończy każda kłótnia?-syknął do mnie, a ja już wiedziałam, że mi walnie.-Tak.
W mgnieniu oka do mnie podszedł, a ja myśląc, że mnie uderzy, odwróciłam głowę. Poczułam tylko, jak łapie moje policzki w dłoń i łączy swoje usta z moimi.
Oddałam pocałunek, bo lubiłam się z nim całować. Chłopak cały czas go pogłębiał, a ja tylko czułam, jak próbuje walczyć z moim językiem. Wplotłam moje place w jego włosy, delikatnie je pociągając. Louis mruknął mi w usta.
-Louis tu masz swoje.......-momentalnie się od siebie oderwaliśmy, gdy Liam wszedł do środka.-Coś się stało?
-Puka się kurwa-mruknął Louis, a ja stanęłam odwrócona w stronę okna.-Dzięki za papiery.
Liam wyszedł z biura, a ja się odwróciłam. Chłopak rzucił papiery na fotel. Zachowywał się, jakby nic się nie stało.
-Wiesz, że to co my robimy jest chore?
-Kto powiedział, że musimy być normalni-wzruszył ramionami.
-Najpierw się obrzucamy błotem, a później całujemy, jak najlepsza para.
-Komuś to przeszkadza?!
-Mi-powiedziałam ciszej i wyszłam.
Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Źle się poczułam. Nie chodzi tu o chorobę. Louis mnie uraził. Nie chcę być jego własną lalką, jak mu się zachce całować albo coś więcej. Myślałam, że one coś znaczą, ale się myliłam. Zwykły upust pożądania. Usiadłam na najwyższym schodku. Czuje się jak szmata. Całuję go, bo mi się podoba. Chyba zaczynam się w nim zakochiwać. Jeszcze bardziej chore. Zakochać się w swoim oprawcy.
-Ciota, coś się stało?
-Nie udawaj, że cię to obchodzi-mruknęłam, na co odpowiedział mi śmiechem.
Zeszłam na dół do salonu i włączyłam telewizor. Leciał jakiś serial, więc go zostawiłam. Krótko później przyszła Layla. Jakim cudem ona tu jest?
-Powiedz, że mu nie uciekłaś?
-Nie. Pozwolił mi wyjść z pokoju. A tobie co się stało.
-Znowu całowałam się z Louisem-szepnęłam, a ona się uśmiechnęła.
-Który to raz? Setny?
-To nie jest śmieszne. Myślałam, że to coś znaczy, a on powiedziała, że nikomu nie przeszkadza, to co robimy.
-Zakochujesz się w nim-Layla pisnęła do mnie, a ja spojrzałam na nią jak na debilkę.
-Chyba tak. Na nic to się nie zda. On mnie traktuje, jak własną lalkę. Najpierw zmiesza z błotem, a później całuje. Sama też nie jestem święta. Podobają mi się te pocałunki.
-Będziecie razem. Zobaczysz-mrugnęła do mnie.-Ja jak na razie żyję, jak marionetka w strachu.
-A Nialla widziałaś?
-Nie rozmawiałam, nie widziałam i nie chcę.....chyba-dodała po chwili, a tym razem ja się uśmiechnęłam.
-I kto to mówi.On próbuje, ale nie umie się postawić Harremu.
-Oni nie są stadem psów, żeby mieć hierarchię.
-Ale są grupą i jakby gangiem. Tam też masz takie coś, a z tego co widać Niall nie jest na samej górze.Stara się.
-I tak nie wiem, czy mu zaufam. Zrobił za dużo.
W tym samym momencie Harry wydarł się na cały dom. Layla musiała wracać. Kiwnęłam jej tylko głową. Znowu zostałam sama. Sam na sam ze swoimi myślami. Czy to nie dołuje człowieka? Najpierw nienawidziłam Louisa, zaczynałam go lubić, a gdy już miało być dobrze, znowu go znienawidziłam. Teraz zaczynam coś do niego czuć. Do chorego psychola bez uczuć.
-Jak tam wymiana śliny z Louisem?
-Co?-wydukałam w stronę rozbawionego Liama.
-Widziałem. Weź przestań udawać. Plus Layla wygadała, że to nie pierwszy raz.
-To nie uczucie. Wyzywamy się, a na końcu całujemy. On ma mnie gdzieś, a ja zaczynam się w nim kochać. Powiedziała mi dzisiaj, że mu to nie przeszkadza. Zabolało mnie.
-A nie myślisz, że gdyby cię nie kochał, to by nie całował ciebie? On ma po prostu problem z uczuciami.
-Jakie niby? Że ma mnie w dupie.
-Zapytasz go w końcu sama. Po prostu jego rodzice, a już zwłaszcza ojciec mu namieszali w głowie. Wmawia sobie, że nie umie kochać, a prawda jest inna.
-Nie chcę tego słuchać-mruknęłam odwracając głowę.
-Ok.
Chłopak wyszedł. Zaczęłam na to patrzeć z innej strony. Nadal jednak bolało. I tak zrobił się wieczór. Bez życia poszłam do pokoju. Co ja sobie myślałam? Że on do mnie poleci? Facet, który może mieć każdą na zawołanie. Który może je zmieniać jak rękawiczki. Zabrałam ze sobą piżamę do łazienki i puściłam wodę do wanny. Gdy się napełniła, weszłam do niej. Louis, facet który praktycznie sieje postrach. Który ma na wszystko wyjebane. Ma kasę, władzę i wszystko co zechcesz,a miałby być ze mną? Pokiwałam głową na boki i wyszłam z wanny. Muszę jak najszybciej iść spać. Zagłuszę myśli. Ubrałam piżamę po czym wyszłam do pokoju. Położyłam się w łóżku. Minie noc i zacznie się kolejny zjebany dzień. Kolejny w którym będę musiała mijać Louisa jak gdyby nigdy nic. Za nim zasnęłam usłyszałam auto na podjeździe, więc wyjrzałam przez okno. Louis całował jakąś dziewczynę, a wyglądali jakby mieli się ruchać na aucie. Z resztą pewnie już to zrobili. Spojrzałam na chłopaka ostatni raz i poczułam pierwsze łzy.
-No jasne-szepnęłam do siebie.
Po raz drugi się położyłam, ale tym razem zasnęłam. Zraniona po raz drugi. Będzie coś jeszcze raz? Tak dla kompletu? Naiwna debilka, co myśli, że ktokolwiek ją zechce. Jestem zwykłą idiotką.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Przepraszam za błędy. Mam nadzieję, że podoba wam się fabuła, a jeśli dla kogoś jest za mało akcji, to od następnego rozdziału zacznie się dziać o wiele więcej. Od razu mówię, że będzie to związane z Laylą , jak i Louisem i Mią.
Nie mogę się doczekać, co będzie się działo między Mią i Louisem :d Już ich widzę jako parę xd Może jeszcze jakieś baby ? no ok, wszystko po kolei. Ma nadzieję, że Niall jakoś pomoże Layli i Harry się będzie mógł w dupę pocałować.....
OdpowiedzUsuńOhhh jak dobrze, że Niall przyszedł... Louis jest idiotą... no jak tak można. Jestem ciekawa o co chodzi z Mią, Laylą i Louisem... Czekam na następny!
OdpowiedzUsuń