czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział 23

Obudziłam się w jeszcze gorszym nastroju. Nie było przy mnie Louisa, ale spał na pewno, bo łóżko po jego stronie było rozwalone, a ciuchy walały się po ziemi. Wstałam powoli z łóżka, stawiając stopy na zimnej podłodze. Nie miałam ochoty na nic. Wczorajszy wieczór mnie dobił. Zeszłam na dół, żeby zrobić sobie śniadanie. Na szczęście był tam tylko Liam.

-Cześć.

-Hej-mruknęłam szybko i włożyłam chleb do tostera.

-Patrząc na twój humor, chyba wczoraj widziałaś, co się działo.

-Akurat podeszłam do okna.

-Słabo. Nie załamuj się. Wczoraj ona, dzisiaj może być inna,a jutro możesz być ty i inne odstawi.

-Nie pocieszaj mnie. Nie chcę tego.

-Okey. Tylko mówię-podniósł ręce w geście obrony, aż się uśmiechnęłam.

W międzyczasie wyciągnęłam dżem z lodówki i nalałam sobie soku do szklanki. Liam siedział cicho, czytając gazetę. Marne szanse na moje wytrzymanie tu. Gdy usłyszałam dźwięk zrobionych tostów,

wyciągnęłam je na talerz. Usiadłam się do stołu i już miałam jeść, gdy do kuchni wszedł Louis. Ja pierdolę.

-Cześć-powiedział, słysząc tylko odpowiedź Liama.-A tobie co? Ogłuchłaś?-zaśmiał się, a ja tylko widziałam wzrok Liama na sobie.

-Nie.

-To co ci? Siedzisz ze spuszczoną głową, jak zbity szczeniak.

Nic mu nie odpowiedziałam, a dalej jadłam swoje śniadanie. Niech on sobie idzie do cholery. Mam dość jego towarzystwa.

-Nadal ci chodzi o wczoraj?

-Możesz się z łaski swojej uciszyć?!

-Czyli trafiłem w sedno sprawy. Wyjaśnię ci to jeszcze raz. Pocałunki nic nie znaczą. Po prostu w niektórych chwilach chcę cię pocałować i to robię. A to, że jesteś babą i sobie takie sprawy bierzesz do serca, to nie moja wina.

Moja szczęka zaczęła niebezpiecznie drżeć, a ja wiedziałam, że zaraz się rozpłaczę. Dlaczego on mi to robi, co? Nic mu nie zrobiłam.

-Druga sprawa, ja nie kocham. Ja zaliczam i zostawiam. A raczej tobie nie odpowiada taki styl, prawda? Wczoraj byłem w klubie,  a dzisiaj już nawet nie pamiętam imienia tamtej dzi........

-Tomlinson zamknij ryj!-krzyknął Liam, a ja w tym samym czasie zerwałam się i pobiegłam do łazienki.

Zamknęłam ją za sobą i oparta o wannę zaczęłam płakać. Po co on mi to mówił. Chciał mnie dobić? Udało mu się. Starłam łzy z policzka. Dobra nie będę się użalała nad sobą. Poszłam do pokoju i się przebrałam. Zrobiłam lekki makijaż,aby zakryć podpuchnięte oczy od płaczu. Gdy wyszłam na korytarz usłyszałam ich rozmowę.

-Nic jej nie zrobiłem, żeby tak wyleciała rycząc!

-Nie! Gadałeś, jak to co chwila pierdolisz inną dziewczynę, a pocałunki z nią masz w dupie.

-No i co? Każdy to wie.

-Otwórz oczy Louis. Ona się w tobie zakochała. Dla niej te pocałunki nie były bez znaczenia. Myślała, że czujesz podobnie.

Chłopak zaczął się śmiać. On mnie cholernie rani swoim zachowaniem. Zadufany cham jeden.

-Całowałem ją, bo jest ładna. Nie kocham jej i nie ma czym się martwić. Minie jej, jak każde zauroczenie-powiedział, zapewne machając ręką.

-Rozróżnij zauroczenie od kochania się w kimś. To nie etap gimnazjum, żeby się zauroczyła w tobie. Sam jej robisz nadzieje, a ja wiem dlaczego.

-Twoje myślenie jest błędne. Nie pokocham jej, nawet gdybym chciał. Nie umiem.

-Twoi starzy ci to wmówili i to, że jesteś niczym i nikt cię nie chce. A twoja rola jest taka, że musisz się obudzić.

Liam wyszedł z kuchni i przeszedł do salonu. Ja wiedząc, że już nic się nie stanie,poszłam do sali gier. Zaczęłam rzucać piłkę do kosza. Nabiłam trochę punktów i zaczęłam od nowa. Szło mi coraz lepiej. Fajny taki pokój. Masz zajęcie na praktycznie cały dzień. Jedno ci się znudzi, to możesz grać w coś innego. Wyciągnęłam telefon i napisałam szybko esemesa do Layli. Mam nadzieję, że ma wyciszony telefon. Byłoby źle, gdyby Harry się dowiedział. Po chwili dostałam esemesa z odpowiedzią. Trochę mi pomogła, ale i tak byłam przybita. Poszłam do kolejnego miejsca, gdy usłyszałam otwierane drzwi. Czemu on musi za mną chodzić. Nie zwracałam na niego uwagi. Niech się wali.

-Możemy pogadać?

-Nie mamy o czym.

-A jednak mamy-mruknął do mnie, a ja go dalej olewałam.

Rzuciłam raz piłką, rzuciłam drugi, a on dalej tam stał. Niech sobie w końcu idzie i pozwoli mi się rozpłakać.

-Czy możesz się do mnie odwrócić i porozmawiać?!

-Nie.

-Bo?-chłopak do mnie podszedł i okręcił, szarpiąc za rękę, a ja tylko okręciłam głowę.

-Żeby nie płakać idioto.

-Sorry jeśli myślałaś, że to coś znaczy. Nie chciałem ci robić nadziei-powiedział chłodno, na co się zaśmiałam.

-Mówisz tak, jakbyś miał to w dupie. I w sumie masz.

-A jak mam mówić? Już od dawna wiemy, że nie będziemy razem. Po co zaczynasz od nowa?

-Bo mam tą jebaną nadzieję, że coś się zmieni. Bo jestem pojebaną i naiwną idiotką, która myśli, że dupek, jak ty który może mieć każdą, coś do mnie poczuje-wygarnęłam mu wszystko na jednym tchu, ścierając łzy z twarzy.

-Skoro wiesz, że taki jestem, to odpuść.

-Już dawno to zrobiłam. Po prostu ty mnie nadal ranisz. Wszystkim. Pocałunkami, tymi lafiryndami, które przychodzą i swoim zachowaniem. Skoro do mnie nic nie czujesz, to mnie wypuść-szepnęłam bardziej do siebie niż do niego.

Chłopak nerwowo potarł kark i spojrzał w sufit. Ja w tym czasie starłam resztę łez, które zalewały moją twarz. W sumie niech patrzy, do czego mnie doprowadza.

-Nie zrobię tego-założył ręce na klatce.

-Popapraniec jeden. Myślisz, że stąd nie ucieknę i tak nie mam po co tu być.

-I co dalej? Ja cię w końcu znajdę. Znowu tu wrócisz. W domu jest kilka kamer, uchwycą wszystko co robisz, jeśli je włączę.

Pod powiekami czułam kolejną falę łez. Znowu będę płakała. Nie chcę już tego robić.

-Wypuść mnie do cholery. Nie kochasz mnie, nic nie czujesz, to po co mnie trzymasz!-zaczęłam go popychać, nawet nie myśląc o tym, że go wkurzę.

Złapała moje ręce w pięści i zacisnął, żeby przestała się ruszać. Muszę powiedzieć, że bolało mnie to. Louis całkowicie mnie unieruchomił i na mnie spojrzał.

-Dlaczego? Bo lubię mieć nad ludźmi kontrolę. Trafiłaś się ty, która widziałaś już o wiele za dużo. Wypuszczę cię, coś ci strzeli do głowy i będę miał problemy. Na twoim miejscu bym się cieszył, że nie mieszkasz ze swoim ojcem. Tylko ja cię jeszcze przed nim chronię i nic , ani nikt więcej. 

-A każę ci to robić? Od dawna chcę, żebyś mnie uwolnił. Jesteś po prostu chory psychicznie.

-Może i jestem, ale wiesz co? Zajebiście mi z tym. Mam władzę i wszystko dookoła. W tym ciebie-powiedział w moją stronę.

Był za blisko, stanowczo za blisko. Obstawiałam w ciemno, że on mnie znowu pocałuje. Spojrzałam w jego wkurzone oczy i poczułam, że poluźnia uścisk na moich nadgarstkach. Chyba dopiero teraz zrozumiał, co powiedział. ''Ma mnie''. Jakkolwiek to zabrzmiało, miałam chęć się uśmiechnąć. Wolałam jednak, się nie odzywać.

-To przez ciebie-krzyknął na mnie i puścił moje ręce, które opadły wzdłuż ciała.

-Nic ci nie......

-Cały czas pieprzysz o jakiś lafiryndach, które mam w dupie. Ani jednej imienia nie  pamiętam. Dopóki ty się nie zjawiłaś, było okej. Chodziłem po klubach i mi takie życie pasował. Pojawiłaś się ty i dopiero wczoraj od tamtego czasu zaliczyłem jakąś dziewczynę, a i tak nie jest mi z tym dobrze. Gdy całowałem ją nic nie czułem, a gdy całuje ciebie mam cholerne uczucie, które mnie wkurza. W jakiś porąbany sposób mnie niszczysz, czego nie dopuszczam do siebie. Spanie z tymi dziewczynami, nie daje mi tyle, co jeden pocałunek z tobą.......

-Dlaczego to blokujesz. Spróbuj chociaż. Przest.....-tym razem to on mi przerwał i spojrzał na mnie, tym swoim chłodnym spojrzeniem.

-Nie będę z tobą na żadną próbę. Ja cię nienawidzę, rozumiesz? Niepotrzebnie się pojawiłaś. Mogłem wtedy z nimi nie iść. Ale coś mi kazało i w ostatniej chwili pojechałem. Zrobiłem błąd, tyle wiem.

-Czyli był to dla ciebie błąd? Tylko szkoda, że ja na nim bardziej cierpię.

-Niech po prostu każde z nas robi swoje-machnął rękę, a ja pokiwałam przecząco głową.

-Pytanie czy ty tego chcesz.

-Najbardziej na świecie. Najbardziej.

Chłopak chlasnął drzwiami, a ja nie wiedziałam czy się cieszyć, czy płakać. Może obydwa?Wzięłam głęboki wdech. Już sama nie wiem, co myśleć. Mam cholerną rozterkę. Z jednej strony powiedział mi dużo niemiłych rzeczy, ale z drugiej powiedział to tak, że jednak coś do mnie czuje. No bo jak inaczej to zrozumieć? Zaczęłam kręcić kółka palcami. Nie wiem, co ze sobą teraz zrobić. Wiem, powinnam walczyć, jak lew, ale ja nie umiem. Odrzucił mnie to odrzucił. Nie ważne, że mnie to rani. Przecież jak kogoś kochasz, to dajesz mu wybór. On go dokonał. Ma mnie w dupie. Chcę inaczej, ale Louis jest wolny. Nie zmuszę go, a już na pewno do kochania mnie. 











CZYTASZ=KOMENTUJESZ 

No to jest 23 rozdział. Obawiam się, że następny może być dopiero za dwa tygodnie. W końcu są wakacje, a ja nie zawsze mam czas, żeby pisać rozdziały i przyznaję się bez bicia, że czasem mi się po prostu nie chce. Dziękuję osobom, które komentują i naprawdę proszę o to resztę. Nie wiecie, jak mnie to motywuje.



2 komentarze:

  1. Kurde. Louis mnie wkurza i to jak. Chyba bym go rozszarpała na miejscu Mii ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciągle czekam, aż Lou się przyzna, że też coś do niej czuje -,- No Lou ogar no...

    OdpowiedzUsuń