Rozdział 30
Louis pov*
Od godziny waliłem w worek treningowy. Jacob zgodził się ostatni raz, na niedokończoną walkę. Logiczne, że musiałem trochę się przygotować. Oddałem kolejny cios, gdy na salę wszedł Zayn. Chłopak rzucił mi picie i oparł się o ścianę.
-Mia też będzie?
-Skąd mam to wiedzieć? Nie widziałem jej od dnia, kiedy wybiegła z domu.
-Mogłeś mieć z nią jakiś kontakt-wzruszył ramionami, łapiąc butelkę w ręce. Rzucił ją w kąt, dalej na mnie patrząc. Zaczynałem się dziwnie czuć. Mam nadzieję, że się nie domyślą.
-Z nią?-parsknąłem.-Proszę cię. Nie rozśmieszaj mnie.
-No dobra. Idziemy dziś po walce na imprezę?
-Nie mogę.
-Chyba się przesłyszałem. Ty nie możesz iść na imprezę?!-skrzywił się, a ja na chwilę przestałem uderzać w worek.-Może powiedz, że przestajesz pić alkohol.
-Nie. Po prostu po walce, mam jedną sprawę do załatwienia. Nie masz spraw osobistych?
-No mam-mruknął, badawczo na mnie patrząc. Chwilę później zniknął z pomieszczenia. Coś wątpię, żebym wytrzymał to udawanie. Pary nie puszczę, ale jak się wyda, to nie dość, że będzie ze mnie ubaw, to dostanę masę pytań.Po kilku dodatkowych minutach treningu poszedłem się wykąpać. Jebałem potem z daleka, a koszulka dosłownie stała się moją drugą skórą. Rzuciłem ją do kosza na pranie i wszedłem do prysznica. Woda odświeżyła moje ciało w kilka minut, a ja od razu poczułem się bardziej na siłach. Stojąc przed lustrem zacząłem myśleć o Mii. Ciekawe kiedy zgodzi się iść ze mną do ......dobra. Nie mogę myśleć o nie, jak o innych dziwkach z klubów. Jak będzie chciała to to zrobi. Ubrałem świeże ciuchy i okazało się, że zostały mi jakieś cztery godziny. Czas na to żeby się najeść i jechać. Wstąpiłem po drodze do kuchni. Raz dwa zrobiłem jakieś kanapki i poszedłem do auta. Oczywiście zjadłem je na miejscu po czym spokojnie mogłem wyjechać na ulicę. Jedne auta się spieszyły, a drugie jechały jakby miały czas. Stanąłem na światłach, opierając się łokciem o szybę. Spojrzałem w prawą stronę i zobaczyłem jakieś auto, które akurat podjechało. Facet opuścił szybę. Wyglądał na jebanego cwaniaka, a już na pewno stwierdziłem to po tym, jak na mnie spojrzał. Skrzywiłem się, przeklinając pod nosem. Gdy zaświeciło się zielone światło, powoli ruszyłem do przodu. Wystarczył moment, a ten dupek zajechał mi drogę, ewidentnie mnie szczując. Chce cię bawić? To się zabawimy. Wcisnąłem pedał gazu i zacząłem się do niego zbliżać. Widać, że to auto długo nie wyciągnie, nie umie się nim obchodzić. Z uśmiechem zrównałem się z chłopakiem, a wystarczyło jedno auto z lewej strony, a on zahamował. Zacząłem się śmiać, patrząc w lusterko, jak wychodzi wkurzony. Uśmiech szybko zszedł mi z twarzy. On przypominał.....nie to niemożliwe. To nie on. Pojechałem do stałego miejsca walk i poszedłem się przebrać.
-Widziałem, jak byłeś u tej...jak jej, a no tak-Mia.
-Nigdzie nie byłem-powiedziałem pewny siebie w stronę Jacoba. Z jakiej racji on tu jest w ogóle? Może trochę prywatności.
-Nie? No fakt, byłeś kilka razy. Może was coś łączy? W sumie....dobry pomysł. Ty i Mia, a przeciwko wam reszta.
-Dobra kurwa. Czego chcesz?!-wstałem już gotowy i do niego podszedłem. Nie będzie mi tu groził palant. Może mnie w dupę pocałować.
-Podłożysz mi się i przegrasz walkę, tym samym ja ją wygram.
-Chyba cię jebie. W twoich snach.
-Słuchaj nikt nie jest głupi, a wystarczy kilka zdjęć, a każdy się dowie. A co na to Mia?-zobaczyłem ten jego jebany uśmiech na twarzy. Z przyjemnością mu ją obiję. Jebany dupek. Spojrzałem na jedną fotografię, którą miał przy sobie.-Więc jak? Przegrana czy prawda?
-Nigdy, ale to przenigdy się nie poddam, rozumiesz? A to zdjęcie i całą resztę-rozdarłem papier na drobne kawałki.-Wsadź sobie tam, gdzie nie dochodzi światło. Chcesz to sobie mów, nikt ci nie uwierzy, a nawet jakby to jakoś przeżyję.
-Robisz wielki błąd Tomlinson. A ty na nim nie ucierpisz.
-Nie boję się ciebie. Raz cię wywaliłem na drugi koniec świata, drugi też mogę.
-Wiem, że cię nie przerażam. Za to niejaka Mia może mieć inne zdanie na ten temat-odwróciłem się w jego stronę i zobaczyłem zabawę w jego oczach.-W każdej chwili mogę do niej wpaść jako dawny kolega.
-Mówiłem ci, że masz się od niej odpierdolić-popchnąłem go na ścianę za nim. Wściekł się, ale nawet mnie nie dotknął.-Chcesz coś robić to zrób to mi, a nie jej.
-Ale przecież robiąc coś jej, dotknę ciebie, czyż nie?
Ominął mnie łukiem i wyszedł, trzaskając drzwiami. Jebany dupek. Wiedziałem, że nie ma sensu. Ja i Mia razem. To jak woda i ogień. Jedno niszczy drugie. Po pół
godzinie usłyszałem głos z głośnika. Wołali mnie na walkę. Stanąłem przy grupce moich przyjaciół, by po chwili podejść bliżej Jacoba.
-I co? Przemyślałeś moją propozycję?
-Tak-machnąłem ręką w jego stronę, tym samym uderzając go w w bok twarzy.-Zgnijesz tu.
Nim się obejrzałem, oddał mi. Leżąc na ziemi, skosiłem jego nogi. Tym razem to ja mam przewagę, siedząc na nim. Okładaliśmy się dobre kilka minut, aż nas od siebie oderwali.
-Postarajcie się. Wieje nudą-usłyszałem krzyki, a we mnie wstąpił jakiś diabeł.
Oddawałem cios za ciosem, co jakiś czas samemu obrywając. Moja ręką niemiłosiernie obrywała, ale nie zwracałem uwagi na ból. On przeminie, a dowalenie szatynowi będzie wieczne. Uderzając go w brzuch, po raz kolejny powaliłem go na ziemię. Na zakończenie mojej wygranej, kopnąłem go w nogi.
-Ja też mam propozycję-przykucnąłem przy nim.-Odwal się od niej, a nie będziesz tak obrywał.
-Widzisz? Ona cię zniszczy. Ostatnio gdy tu była, nie umiałeś ze mną wygrać, a dziś?
Spojrzałem na niego pytająco, ale jakiś koleś do mnie podbiegł i uniósł moją rękę do góry. Ma szczęście, że nie szarpnął drugiej. Normalnie bym zabił z bólu. Wszyscy zaczęli krzyczeć moje imię, ale ja skupiłem się na Liamie. Z uwagą na mnie patrzył, przerzucając wzrok na moją rękę. Domyślał się. Gdy w końcu dotarłem do szatni, on już tam był.
-Czego chcesz?
-Niezła walka, ale widzę, że z ręką nie tak.
-Minie mi. Jak wszystko.
-W końcu ci nie minie. Zobaczysz. O czym cały czas gadaliście?
-O niczym. Chciał, żebym się podłożył, w zamian za odczepienie się od nas-skłamałem w żywe oczy.-A każdy wie, że by tego nie zrobił.
-Będę udawał, że ci wierzę-Liam wyszedł, a ja gdy wszyscy się ulotnili, poszedłem do swojego auta.
Wyjechałem na ulicę, ale nie skierowałem się do Mii. Auto zostawiłem u nas w domu, a do dziewczyny poszedłem pieszo. Pewnie będzie spała, jak Layla. Przynajmniej wezmę lód na rękę. Po przejściu drogi i wdrapaniu się do pokoju, mogłem na chwilę odetchnąć. Ręka dawała się we znaki, a ja nie za bardzo wiedziałem co robić. Po zbadaniu czy wszyscy śpią, poszedłem do zamrażarki po mrożony groszek. Wziąłem całą paczkę, a gdy wróciłem do Mii, ona zamykała okno.
-Co ty robiłeś na dole?
-Nic. Poszedłem tylko po groszek-powiedziałem, cmokając ją w policzek.-A ty powinnaś spać.
-Spałam, ale poczułam chłód. Domyśliłam się.....co zrobiłeś w rękę?
-Nic. Wywaliłem się.
-Biłeś się-powiedziała z przekonaniem, a ja westchnąłem. Po chuja się pyta, skoro wie? No zero logiki. Usiadłem się na łóżku i położyłem groszek na na moim nadgarstku. Bolało i to mocno.
-No i co. Tylko mam opuchniętą rękę, nic się nie stanie. A to że jest fioletowa, znaczy tyle, że mam siniaka,który zniknie.
-Nie podoba mi się to. Wygrałeś?-spytała już znacznie spokojnie, a ja za nim się odezwałem, zdążyłem usłyszeć jej głos.-Z resztą wiadomo, że wygrałeś.
Mia poszła zgasić światło i położyła się, opierając głowę o moją klatkę. Przejechałem zdrową ręką po jej włosach. Były takie miękkie i gładkie w dotyku. Do głowy wróciły mi myśli o Mii z całego dnia. Nie chciałem, żeby tak było.
-Mia? Pasuje ci tak jak teraz? Ze mną i moim podejściem, bo ja nie chcę, żebyś marnowała czas na....
-A o co chodzi?-mruknęła, przekręcając głowę.-Jest mi dobrze jak nigdy. Nie muszę się o nic martwić, bo mam ciebie. Widzę, że jest ci trudno, ale się starasz. Gdzieś, głęboko w tobie, chowa się to całe uczucie i wiele innych rzeczy, o których nie wiesz.
-Ale ja nie umiem nawet wymówić tych dwóch głupich słów, bo zawsze się zacinam i czuję się dziwnie. Sam nie wiem, czego chcę, ale jak jestem z tobą, to czuję się dobrze. Nawet lepiej niż w domu z chłopakami.
-Właśnie to jest początek miłości Louis. Jestem tu po to, żebyś w końcu mógł powiedzieć te dwa słowa. Przyjdzie ten dzień, gdy to powiesz. Pewnie nie będzie to do mnie, bo jestem po to, żeby spróbować i żebyś się otwarł.
-Jakoś nie widzę na razie innej dziewczyny. Za dużo razem przeszliśmy i pewnie przejdziemy.
-Nigdy nie mów nigdy. Nawet jutro możesz poznać inną dziewczynę i co wtedy?
Mia spojrzała głęboko w moje oczy, a ja się zamyśliłem. Ona wie, że to na próbę, a się stara. Robi to praktycznie za nic, a ja nie mogę jej nic dać. Zasługuje na kogoś innego. Westchnąłem pod nosem i zobaczyłem, że groszek się całkowicie rozpuścił i wcale już nie chłodził.
-Daj, przyniosę inny-wyciągnęła rękę i zniknęła w korytarzu.
Nie wiem ile tak wytrzymam, ale po kilku dniach mam dosyć. Już tworzy się we mnie kolejny kłopot, a pomyśleć co będzie dalej. Co jeśli ja się serio w niej zakocham i będę chciał z nią być na serio, a nie na próbę.
-Na pewno nie chcesz sprawdzić tej ręki?
-Jest obita. Przejdzie mi-spojrzałem na Mię, która zmniejszyła odległość między nami i podała mi lód.-Gorsze rzeczy mi przechodziły.
-Dostałeś kiedykolwiek wiadomość od mojego ojca? No wiesz, czy pytał o mnie.
-Nie. A nawet jakby, to bym mu nie powiedział. A co? Nachodzi cię?-zmarszczyłem brwi na jej minę. Ewidentnie się zastanawiała, a ja mogłem się tylko domyślać, że coś ukrywa. Jednak trochę już ją poznałem. Nawet więcej niż trochę.
-Nic się nie dzieje. Martwię się na przyszłość.
Wymusiła uśmiech i położyła się obok mnie. Miłe uczucie leżeć tak obok kogoś. Pocałowałem dziewczynę w czoło. Ciekawe kiedy się wszyscy skapną. Mam tylko nadzieję, że Jacob nic nie zrobi. Straszyć to on umie, a z resztą jest u niego różnie.
-Louis zostań dzisiaj do rana-usłyszałem szept Mii, na co przytuliłem ją mocniej do siebie. Co mi tam szkodzi. W domu i tak bym nic nie robił, a tak trochę z nią pobędę. Rano wyjdę, a Layla się nawet nie skapnie, że tu byłem.
Mia pov*
Obudziłam się obok chłopaka, przytulona do jego ciała. Mogłam się nie zgadzać na tą ''próbę''. Będę znowu cierpiała. On znajdzie sobie nową, a ja....a ja będę miała swoje życie. Spojrzałam na czarne rzęsy, które ewidentnie dodawały mu uroku. Jego włosy były zmierzwione, a ja miałam chęć, przejechać po nich ręką. Z powodu mojego kręcenia się, Louis mruknął, otwierając oczy.
-Nie śpisz już?
-Obudziłam się przed chwilą. Dzięki, że zostałeś-uśmiechnęłam się, na co chłopak przysunął mnie i pocałował. W końcu mogłam zrobić, co chciałam. Wplotłam palce w jego włosy, gdy on dalej mnie całował. Robił to tak, że po prostu odpływałam.-Idź się wykąp.
-Pójdziesz ze mną?
-Nie. To jest próba, pamiętaj-cmoknęłam go w usta i wstałam, żeby iść po swoje rzeczy. Wysunęłam szufladę i w tym samym czasie usłyszałam, jak zamyka drzwi od łazienki. Oparłam się sfrustrowana o ścianę. Ja pierdolę, co ja robię. Odchyliłam głowę do tyłu i westchnęłam.-Kurde-warknęłam do siebie, gdy zobaczyłam, że wszystkie ręczniki są na biurku. Zabrałam je i zaniosłam do łazienki.
-Jednak zmieniłaś zdanie?
-Nie... przynio...-odpowiedź przerwała mi Layla. Wystarczyło, że usłyszałam jej głos, a nie wiedziałam, gdzie się podziać. Zdenerwowana wodziłam wzrokiem po łazience, aż zdecydowałam się wejść pod prysznic, gdzie aktualnie był Louis. Zrobiłam to w ostatniej chwili, bo blondynka weszła do łazienki.
-Mia nie widziałaś moich kosmetyków?-zasłoniłam Louisowi buzię i skrzywiłam się z powodu wody, która zmoczyła mi całe ciuchy. Chłopak uniósł brew, uśmiechając się.
-Powinny być w szafce.
-Ostatnio dużo się myjesz. Będziesz płaciła za wodę-usłyszałam jej śmiech, na co sama się uśmiechnęłam.Po chwili dziewczyna wyszła, a ja spokojnie odetchnęłam. Dopiero teraz skupiłam się na tym, że Louis stał całkiem nagi. Mia tylko nie patrz w dół.
-Wiedziałem, że przyjdziesz-uśmiechnął się, ukazując rzędy lśniących zębów. Moje oczy powędrowały na jego usta i zrobiłam coś, czego nie robiłam nigdy. Sama pocałowałam chłopaka. Jego ręce powędrowały na końce mojej bluzki. Złapał ją i chwilę później stałam naga. Dopóki się nie oderwaliśmy nie zwracałam na to uwagi, dopiero później poczułam ciepło na policzkach.-Nie masz się czego wstydzić. Masz piękne ciało.
-To ty mówisz. Facet który nie wie, co to jest wstyd.
-Bo co? Bo nie krępuje się, jak jestem goły?-zaśmiał się, marszcząc czoło. Nie wierzyłam w to, że stoję przed nim całkowicie naga. Kto by na to wpadł. Wyszłam z kabiny, szybko otulając się ręcznikiem. Louis skwitował to uśmiechem. Narzuciłam na siebie swoją bluzkę i założyłam jeansy.
-Ty się ubierasz i znikasz. Pa-pocałowałam chłopaka, zgarniając mokre ciuchy do kosza na brudy.-Kocham cię.
-Ja ciebie też-powiedział niepewnie po chwili przerwy. Nie jestem pewna czy on kiedykolwiek powie te dwa jebane słowa, ale w końcu musi to zrobić.Zbiegłam na dół wesoła. Layla siedziała, jedząc płatki. Wyciągnęłam drugą miskę i zrobiłam to samo. Blondynka na mnie spojrzała.
-Czy ciebie aż tak rozwesela ta kąpiel?
-Bo?
-Wyglądasz jakbyś wygrała w jakimś konkursie radiowym-mruknęła.-Druga sprawa. Co robił rozmrożony groszek na twoim łóżku?
-Uderzyłam się w nogę i go wyciągnęłam. Widocznie mi się z nim usnęło.
-Powiedzmy, że Ci wierzę. Niall robi jakieś ognisko z chłopakami, jedziesz?-uśmiechnęła się, a ja uniosłam rękę, żeby opanować jej entuzjazm.
-Wyobrażasz sobie mnie i Louisa razem? Bo ja jakoś nie-powiedziałam, udając zażenowaną, chociaż w sumie podobał mi się ten plan.
-No weź przestań. Załatwię Ci innego chłopaka, żebyś mogła z nim rozmawiać. Proszę, proszę.....
-Dobra. Zastanowię się, ale bądź cicho-przerwałam dziewczynie. Zjadłam jakieś małe śniadanie po czym poszłam znów do sypialni. Musiałam zadzwonić do Louisa. Odebrał od razu.
-Już tęsknisz?
-Wiedziałeś o tym głupim ognisku?-mruknęłam, chodząc po pokoju.
-No, a co? No chyba Ci to nie przeszkadza, nie?
-Nie?! To jest....nie wiem nawet jakie. Wyobrażasz sobie nas razem, ty nawet nie umiesz na mnie nie patrzeć, jak jesteś w mojej obecności-dopiero teraz zrozumiałam, co powiedziałam. Z drugiej strony nie dobiegał ani jeden dźwięk.-Louis to nie rozmowa na telefon. Spotkajmy się za kilka minut w kawiarni-po tych słowach się rozłączyłam. Boże...dlaczego ja to wypaplałam. Mogłam się zamknąć, cokolwiek. Ubrałam buty na swoje stopy i wyszłam z domu. Nie minęło dużo czasu, a ja weszłam do środka. O dziwo chłopak tam już był.
-No więc-zaczęłam, przerywając niezręczną ciszę.-Masz coś do powiedzenia?
-No a co? Jest ognisko za kilka dni. Po co Ci miałem mówić skoro i tak wiem, że pojedziesz.
-Skąd pewność. I co mam tam robić? Słuchać Ciebie i reszty chłopaków?!-
warknęłam tym samym zwracając uwagę kilku innych osób na nasz stolik.
-Nie rób dramy. Sama mówisz, że to jest próba, a zachowujesz się, jakbym Cię zdradził-wygarnął mi, gestykulując rękoma. Momentalnie się zamknęłam. On ma rację. Po co ja się staram, skoro to jest jebana próba.-Mia?.....jak nie chcesz, to nie musisz mi pomagać.
-Nie. Jest okey, w sumie nie wiem po co to spotkanie. Nie mamy o czym rozmawiać-mruknęłam, szybko wychodząc na zewnątrz. Moje oczy się zaszkliły. Kurwa, dlaczego to jest takie skomplikowane. Raz go kocham, a raz go nienawidzę. Przyspieszyłam kroku, aż poczułam szarpnięcie za rękę. Odwróciłam się tym samym trafiając na ciało Louisa. Chłopak przywarł ustami do moich, ale byłam w tym momencie na niego zła, więc po chwili go odepchnęłam.
-Nie rycz James. Nie jesteś taka-mruknął. Spojrzałam na niego, mrużąc oczy. Odwróciłam się i poszłam dalej. Za sobą słyszałam jego kroki.
-Masz zamiar się za mną tak wlec?
-Wyciągnęłaś mnie z domu w połowie meczu, więc i tak nie mam co robić. Dlatego mogę chodzić za Tobą ile chcę-zaśmiał się, a ja przez jego uśmiech na moment zapomniałam o złości.-Nie będziesz już zła?-spojrzał na mnie, łapiąc moją twarz w dłonie. Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Byłam rozdarta.
-Nie wiem. Po prostu mnie na razie zostaw.
-Ale wieczorem mogę przyjść, nie?-krzyknął za mną, ale poszło mu to na marne. Nie zareagowałam, a i tak wiedziałam, że on zrobi, co będzie chciał. Zasrany Louis Tomlinson.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
NN=5 komentarzy
Jest i kolejny rozdział <3 Mam nadzieję, że nie przeszkadzają wam te długie przerwy, ale nie moja wina, że nie mam teraz tyle czasu. Do następnego ;)
<3
OdpowiedzUsuń❤
OdpowiedzUsuń♥♥♥♥♥
OdpowiedzUsuńSuper rozdział <3 oni będą po prostu cholernie idealni razem *.* ogólnie kocham jak się kłócą, bo zawsze fajnie się to kończy
OdpowiedzUsuńAwwww ^^
OdpowiedzUsuń