wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 5

Mia pov*

Weszłam powoli do domu i zamknęłam za sobą drzwi. Słyszałam śmiechy w jednym z pomieszczeń, ale za nim zdążyłam zrobić krok, zobaczyłam Harrego. Na mój widok ,szeroko się uśmiechnął. 

-Kogo ja tu widzę-podszedł do mnie, ale ja się cofnęłam.-Dać się złapać po raz kolejny? Klawe.

Spojrzałam na niego jak na idiotę, a jego to nie ruszyło. Chciałam mu coś odpowiedzieć. Strach wygrał i sobie odpuściłam. W tym samym momencie wszedł Louis.Spojrzał na naszą dwójkę.

-Widzę, że zapoznajesz się z Harrym.

-Tak-parsknęłam, na co on ruszył w moją stronę.

Cofnęłam się o dwa kroki jednocześnie wpadając na Louisa. Usłyszałam jego cichy śmiech. 

-On ci nic nie zrobi-szepnął mi obok ucha, a ja stałam jak słup.

-Nie bądź tego pewien, skoro ty nie umiesz z nią skończyć, to ja to zrobię.

-W sumie masz rację-znowu zaczął się śmiać.-Jednak się bój-zwrócił się do mnie.

Miałam ochotę się zapaść. Czy te dupki nie ogarniają, że gadanie o mojej śmierci i to w mojej obecności jest dla mnie jakby trudne? Ciekawe jak oni by się czuli. Banda pacanów. Zmierzyłam ich wzrokiem i spojrzałam na chłopaka, który wyszedł z kuchni. Tego nie znam.

-Długo jeszcz...kto to?-zmarszczył brwi.

-Sławna Mia-usłyszałam Harrego, który poszedł w swoim kierunku.

-Pogromczyni Tomlinsona? Zaszczyt poznać-wyciągnął rękę, a ja podałam mu swoją.

-Już się naśmialiśmy? Chcę ją oprowadzić-fuknął i pociągnął mnie za rękę.

OK, chyba go rozzłościli, ale to nie moja wina, że uderzenie go w brzuch przyszło mi pierwsze na myśl. Niech dziękuje mojemu ojcowi. O fuck. Uderzyłam go krzesłem i można powiedzieć, że zniknęłam. Choć w sumie spędzę tu ostatnie dni, nie ma różnicy. 

-Tu jest biblioteka-otwarł drzwi, a ja zobaczyłam pełno regałów z książkami.

-Super-powiedziałam, bo lubiłam sobie poczytać.

Już chciałam po jakąś sięgnąć, gdy poczułam burczenie w brzuchu. Louis na mnie spojrzał.

-Jak cię oprowadzę, to zjesz ze mną kolację.

-Nie chcę-szepnęłam, a on po raz kolejny przycisnął mnie do ściany.

-Nie zadawałem pytania tylko stwierdzałem fakt. Pójdziesz grzecznie do kuchni i razem zjemy-puścił moje ręce.

On cholernie nie lubi, gdy ktoś mu się sprzeciwi. Poszłam za nim do następnego pomieszczenia. Zapalił światło.

-Sala kinowa, często oglądamy tu filmy z chłopakami. 

-Można tu spać?-powiedziałam widząc, wygodnie wyglądającą pufę.

-Co kto woli-wzruszył ramionami.-Chodź.

Znowu wyszliśmy na korytarz. Ten dom jest duży, co ja gadam ogromny. Rozglądałam się po pomieszczeniach, ale były to chyba pokoje chłopaków.

-Masz do dyspozycji kuchnię, łazienkę i salon. Tu jest sala gier czy tam jak to nazwać.

W środku zobaczyłam stół do bilarda, kręgle, piłkarzyki, stół od ping-ponga, cymbergaja, tarczę do rzucania rzutek, kilka maszyn do gry, duży telewizor z podłączoną konsolą, maszynę gdzie mogłeś porzucać piłkę do kosza i wiele innych. Już chyba wiem który pokój będzie moim ulubionym zaraz obok sali kinowej.  Przeszłam dosłownie każdy kawałek tego pomieszczenia. 

-To miejsce jest oblegane podczas imprez, a ja sam lubię przyjść pograć-usiadł  na stole do bilarda. 

-Czemu mnie nie zostawisz?-powiedziałam cicho, a on na mnie spojrzał.

-Mówiłem już, za dużo widziałaś. 

-Ale czy ty nie rozumiesz, że ja nikomu nie powiem-schowałam twarz w dłonie.

-Widocznie nie, chodź dalej-otwarł drzwi.-Tu jest nasze biuro i wchodzisz jeśli naprawdę musisz. 

Pokiwałam tylko głową, nie miałam ochoty komentować. Były jeszcze około trzy pomieszczenia. Na końcu musiałam iść do kuchni z chłopakiem.

-Czemu jesteś tak cicho?

-Nie chcę się nieodpowiednio odezwać-mruknęłam.

-Ale jak pytam to odpowiadasz-odpowiedział mi takim samym mruknięciem.-Lubisz jajecznicę z bekonem?

-Nie jadłam. To znaczy jadłam, ale nie razem-szybko dodałam i spojrzałam na Louisa.

-No to będzie pierwszy raz.

Patrzyłam tempo na chłopaka, który robił mi kolację. Nie wiem, co mu się stało. Jeszcze gdy tu jechaliśmy, zabijał mnie wzrokiem i cały czas dogryzał,a teraz mi robi kolację. Potwierdza się to, co pomyślałam, gdy go zobaczyłam po raz pierwszy. Louis jest cholernie tajemniczy. W pewnym momencie usłyszałam jego telefon, który wyrwał mnie z rozmyśleń.

-Siemka....no spoko....na pewno...nie jestem taki pewien-uśmiechnął się, a ja cały czas patrzyłam na jego ruchy.-No ok, dzięki-powiedział w końcu i się do mnie odwrócił, chowając telefon.-Możesz iść się przebrać, masz ciuchy do góry na korytarzu, przy moim pokoju.

Poszłam na górę i zobaczyłam dwa kartony z nowiuśkimi ciuchami. Wniosłam je do środka po czym wyjęłam sobie pierwszą lepszą bluzkę oraz spodnie dresowe. Będzie mi się wygodnie w tym spało. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Duże łóżko stało na środku, a obok okna była umieszczona mała kanapa. Przy drzwiach od łazienki stała szafa. Ściany były w kolorze kremowym z namalowanymi wzorami. Niektóre muszę przyznać, że były ładne. Zeszłam po schodach na dół, ale za nim doszłam do kuchni wpadłam na Harrego. Czujecie to moje szczęście?

-Siema cioto, co porabiasz?-zagrodził mi drogę.

Próbowałam go ominąć, ale mnie przytrzymał.

-Pytałem o coś? Mnie się nie ignoruje. 

-Idę do kuchni-jęknęłam, masując nadgarstek.

Spojrzał na mnie i chamsko uśmiechnął. 

-Mogę ci obiecać, że twoje życie tu będzie katorgą. Trapi mnie jedno pytanie. 

-Jakie?-powiedziałam zdenerwowana, bo nie chciał się odwalić.

-Grzeczniej. Jestem ciekaw za ile dajesz?

-Co?-wydukałam, gdyby nie to, że się go boję, walnęłabym mu z liścia.

-A może nie, pamiętasz naszą wizytę? Przyszedł jakiś facet. Ile ci dał za godzinę?

-Spieprzaj. Jesteś porąbany. Nie wiesz nawet kim on był.

-Twoim klientem. Ja mam nadzieję na darmową noc-podszedł i chciał mnie pocałować, ale mu się wyrwałam.

Pobiegłam do pierwszego lepszego pokoju. Okazało się, że to sala kinowa. Położyłam się na jednej z puf w kształcie piłki. Łzy leciały mi ciurkiem po twarzy. W jednym miałam rację. Jest tu wygodnie i można spać. Leżałam tak jakieś osiem do dziesięciu minut, gdy usłyszałam otwierane drzwi. 

-Miałaś mnie słuchać. Kazałem ci wrócić, a ty co robisz? Jak ci się nie podoba, to będziesz mieszkała w garażu. 

-Przepraszam-wzięłam oddech, ścierając łzy.

-Dalej, bo nie mam czasu. 

Pociągnął mnie w górę, pomagając wstać i poszłam za nim do kuchni. Zastałam już dwa talerze z jajecznicą i bekonem. Usiadłam na krześle, a on naprzeciw mnie. 

 

 

 

 

 

 

Louis pov*

 

Czekałem na nią aż wróci, ale jakoś tego nie robiła. Wyszedłem zły z kuchni. Próbuję być miły i jej nie pobić, a ona mi odpierdala takie coś. Przeszedłem kilka pomieszczeń i nic. 

-Widziałeś ją-zapytałem Harrego, który wchodził do biura.

-Sala kinowa-powiedział obojętnie i tyle go widziałem.

Wściekły wszedłem do pokoju. Leżała na jednej z puf. Zabiję ją normalnie. Po krótkim opieprzu poszła ze mną do kuchni. Chociaż się nie stawia. Siedziała, niby jedząc, a niby grzebiąc widelcem w talerzu. 

-Nie smakuje ci-upiłem łyk kawy ze szklanki.

-Jest super, ale...

-Ale? Coś nie tak.

-Nie ważne-odwróciła wzrok i zaczęła jeść.

Jadła cały czas w ciszy, a gdy skończyła, raczyła się odezwać.

-Pokażesz pokój?

-Tak.

Odłożyła talerz po czym do mnie dołączyła. Wszedłem do mojego pokoju. Spojrzała na mnie.

-To twój pokój.

-I twój.

-Ja nie będę z tobą spała-jęknęła, a mnie to rozbawiło.

-Bo nie będziesz, na tym łóżku spałem tylko ja. Żadna dziewczyna jeszcze na nim nie leżała.

-Co?-powiedziała, biorąc bluzkę z kartonu po czym zaczęła ją przewracać w palcach.

-Pstro, mówiłem i nie będę powtarzał. Na tym łóżku spałem tylko ja, żadna dziewczyna, a w sumie nikt na nim nie leżał ani nie spał. Ty też nie będziesz. Kanapa-wskazałem, a ona do niej podeszła.

Rozłożyła ją z łatwością, ale widziałem, że jest zmęczona. Ten dzień był za długi nawet dla mnie.

-Wiesz, zawsze masz pokój Harrego-uśmiechnąłem się, a ją jakby zemdliło.

-Nie dzięki, kanapa starczy. 

Rzuciłem jej poduszkę z kołdrą, którą rozłożyła na swoim ''łóżku''. Nachyliła się, żeby ją wyrównać, a ja zobaczyłem siniaka na plecach. Ok, tego nie widziałem wcześniej.

-Co to jest?-dotknąłem ją, a ona odskoczyła jak oparzona i uciekła na drugą stronę.-Luzuj, przecież ci nic nie robię.

-Nic, nie wiem o czym mówisz-cały czas unikała mojego wzroku. 

-Ukrywasz coś-mruknąłem, wracając do swojego łóżka. Zdjąłem wszystko oprócz bokserek.

-Zdaje ci się-szepnęła, kładąc głowę na poduszkę.

Zacząłem się po cichu śmiać.

-Mi się nic nie wydaje Mia. Śpij spokojnie, chociaż nie, bo nie znasz dnia ani godziny-powiedziałem, śpiewająco i mogłem się założyć, że nie pomogłem jej spać. 

Noc przespałem spokojnie. Zero dziwnych snów, zero jakichś leków i zero pasów. Obudziły mnie głosy z dołu. Co oni tam odwalają?! Przeniosłem wzrok na kanapę, Mia spała. Powoli przetarłem oczy i zauważyłem, że na dworze pada deszcz. Drobne krople odbijały się o szybę. Słysząc następne krzyki, zszedłem na dół. 

-A może byś się od niej odwalił, co?-Niall stał przy Zaynie i wyglądał jakby miał go zabić.

-A może ona by nie wtykała rąk,w nie swoje sprawy-warknął na niego.

-Mogę wiedzieć, co tu się dzieje do cholery?-stanąłem między nimi i dopiero teraz zobaczyłem, że Layla siedzi w fotelu.Wyglądała źle, chyba nadal ją trzyma grypa. 

-Ona znalazła nasz sejf na broń i narkotyki. I co zrobiła? Zaczęła je wysypywać.

Spojrzałem na dziewczynę, a ona dosłownie zatopiła się w oparciu fotela. Wziąłem głęboki wdech. 

-Prawie wszystko zdążyłem uratować. O co ci do cholery chodzi co?-Niall zaczął do niego podchodzić.

-Spokój-pociągnąłem go do tyłu.-Nie rób już o to afery-spojrzałem na Zayna.

W tym momencie zobaczyłem jak Mia wchodzi do salonu. 

-Mia wyjazd na górę-pokazałem ręką na schody.

-Ale...

-Powiedziałem kurwa wypad-krzyknąłem, a ona momentalnie zniknęła z mojego pola widzenia. 

-Co ty kurwa pierdolisz? Prawie zmarnowała nam tysiaka. 

-Ale tego nie zrobiła idioto-Niall cały czas ją bronił.

-Cisza-znowu się wydarłem.-Ty skończ temat, a ty dlaczego to zrobiłaś?-spojrzałem na nią.

-Bo ja...ja..narkotyki niszczą zdrowie,a...ja...nie chcę, żeby Niall je brał-w końcu wyjąkała, a chłopak na nią spojrzał, przechylając głowę.

Nie ogarniam co między nimi jest, ale Niall wyglądał jakby ktoś mu dawał nagrodę Nobla. 

-Już tego nie zrobi-spojrzał na nią, a ona pokiwała głową.

-Widzisz wszystko jasne, ona tego nie zrobi, a ty skończ temat.

Zayn poszedł zły do swojego pokoju,a Niall podszedł do Layli. Przytulił ją, a ona położyła głowę na jego ramię i zamknęła oczy. Poszedłem na górę do Mii. 

-Czego chciałaś?-warknąłem zły, że miała czelność jeszcze mi się postawić.

-Byłam głodna i chciałam śniadanie.

-I to nie mogło poczekać?-warknąłem po raz kolejny.-Chodź, zjesz kanapki? 

-Tak-wstała i poszła za mną.

-Skąd masz te siniaki?-mruknąłem cicho, ale tak, żeby ona słyszała.

-Nie ważne. 

-Nie ma nie, mów-ona mnie dzisiaj denerwuje. 

-Trudne dzieciństwo-tak do cholery, a ja jestem baletnicą.

-I mam wierzyć, że ci zostały przez tyle lat?-wyjąłem chleb i zacząłem go smarować.-Ile w ogóle masz.

-Osiemnaście-oparła się o stół. 

-Hmmm przynajmniej w czasie śmierci, będziesz pełnoletnia-zaśmiałem się. 

Spojrzała na mnie z miną pełną wyrzutów. Uważaj, bo się wzruszę.

-Czemu ty mi to robisz? I tak mam zjebane życie.

-Bo lubię mieć władzę nad ludźmi, a teraz jesteś ode mnie zależna. 

-Jesteś chory-splunęła na mnie, a ja przerwałem robienie śniadania. 

-Wiem to Mia, a po drugie widzę, że ktoś się zrobił śmielszy. Trzeba to zmienić, bo zajdziesz za daleko.

Dziewczyna momentalnie oprzytomniała i wyprostowała się na krześle. Przesunąłem do niej talerz. Podniosłem głowę, a ona w tym czasie pisała coś na komórce.

-Co ty do cholery robisz?-wyszarpnąłem go.

-Daj mi to.

-Chciałaś wezwać pomoc, szmato.

-Nie. Sms do Layli, obiecuję. 

-Kłamiesz.

-Proszę, będziesz widzieć, co piszę-zaczęła mnie błagać. Niech spierdala.

-Nie-rzuciłem nim o ścianę, roztrzaskał się w drobny mak.-Pilnuj się, bo już mi dzisiaj dwa razy podpadłaś, a ja mogę skończyć z tobą szybciej niż myślałem.





Mia pov*

Usiadłam przy ścianie i zaczęłam płakać. Koniec ze mną. Co ja mam teraz zrobić.  Gdy byłam z ojcem, wiedziałam, że przeżyję, teraz wiem, że on mnie zabije. 

-Siema cioto, oj Déjà vu?

-Wal się-wytarłam łzy. 

-Na jego miejscu bym z tobą skończył od razu. Kulka w łeb i po tobie.

-Spierdalaj idioto-krzyknęłam i wiedziałam, że przesadziłam. 

Twój błąd-już miałam dostać, gdy jego rękę złapał Liam.

-Zostaw ją.

-Bohater się znalazł?-fuknął na niego.

-Tak, wypad, już-wskazał na drzwi.

Oboje wyszli, a ja postanowiłam iść do biblioteki. Poszłam do działu ''nowości''. Znalazłam książkę pt.:''Utrata''  .  Siedziałam tak w środku przez trzy godziny. Książka była mega i bardzo wciągała. Już chciałam brać następną część, gdy usłyszałam głos Louis, który mnie wołał.

-Mia, kochanie, do mnie-pierwszą część zdania powiedział w taki sposób, jakby chciał mnie skusić i normalnie zabić. Drugą za to krzyknął, więc momentalnie się pospieszyłam. 

Otwarłam drzwi i jednocześnie je zatrzasnęłam z hukiem. Louis stał po drugiej stronie z pistoletem w ręce. Co ja najlepszego narobiłam? Zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem, już po mnie. 




CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Jest i następny rozdział. Naprawdę, naprawdę proszę o komentarze.  Nie wiecie jak motywują do pisania. Przepraszam za błędy, do nn <3


1 komentarz: