Rozdział 8
Mia pov* (trzy dni później)
Ostatnio bardzo dużo czasu spędzam z Liamem, a i Harry się ode mnie odwalił. Wracając do Liama. Chłopak codziennie mnie gdzieś zabiera. Dziś wybrałam sobie zwykły spacer, bo chciałam odpocząć.
-Czemu mnie ciągle gdzieś zabierasz?-spytałam, idąc obok chłopaka.
-Nie mogę?-zaśmiał się, a ja oddałam mu uśmiech.
-No możesz.
-Nie chcę ci psuć humoru, ale dzisiaj jest akcja, pamiętasz?
-Wiem-westchnęłam.-Po co mam wam pomagać?
-Bo się spisujesz, pomagasz nam, odwracasz uwagę....
-Ja nic nie robię...-przerwałam mu.-Mam robić to co ostatnio?
-Tak, dzisiaj bez trupów, obiecuję.
-Chociaż tyle dobrego. Jedziemy po powrocie, czy wieczorem.
-Około dziesiątej, wtedy jest najlepsza pora.
-Żebym ja się znała-zaczęliśmy się oboje śmiać.
W tym samym czasie, doszliśmy do domu. Zdjęłam kurtkę i poszłam z chłopakiem do salonu. Usiadłam się na końcu kanapy. Niby oglądałam jakiś denny film, ale dekoncentrował mnie wzrok Louisa. Cały czas się we mnie wgapiał.
-Za godzinę się zwijamy-usłyszałam głos Harrego.
-No to może coś zjemy-Zayn się podniósł i sięgnął pilota z stolika.
-Mogę coś zrobić-wypaliłam i wszyscy na mnie spojrzeli.-Sama jestem głodna, to co? Naleśniki z czekoladą?
-Już cię kocham-Niall mnie przytulił, a ja się uśmiechnęłam.
-Bo Layla będzie zazdrosna-szepnęłam mu na ucho, a on oddał mi uśmiech.
Poszłam do kuchni, żeby zrobić im te naleśniki. Jak znajdę, to będą jeszcze do nich owoce. Dobre połączenie, owoce i czekolada. Uszykowałam już wszystkie składniki i miałam masę, ale nie mogłam znaleźć patelni.
-W szafce po prawej-usłyszałam głos Louisa przez co prawie krzyknęłam.
Mruknęłam tylko ciche dzięki i wyciągnęłam potrzebną patelnię. W ciszy nalałam na nią masę.
-Spędzasz dużo czasu z Liamem-znowu Louis.
Odwróciłam się do niego. Siedziała na krześle z obojętną miną.
-Jak przyjaciele, nie?-powiedziałam cicho, a on zmarszczył brwi.
Czy ja powiedziałam coś złego? Dalej siedział cicho, a ja czułam się niezręcznie. Czemu ten koleś wywołuje u mnie takie zmieszanie?
-Chcesz dziś jechać na akcję?-zapytał cicho, a ja się chyba przesłyszałam.
Położyłam kolejnego naleśnika na talerz i się zastanowiłam nad odpowiedzią.
-A mam wybór?-zobaczyłam jak unosi kącik ust.
-Trafna uwaga Mia, no, ale jakbyś miała.
-Nie, nie chcę tego znowu przeżywać-wydusiłam z siebie.
-No to może...
-Co może?
-Jak nie chcesz, to nie musisz jechać. Wiem co ostatnio przeżył...
-Jezu, Louis dziękuję-podeszłam do niego i ścisnęłam.
Wciągnął głęboko powietrze i znieruchomiał. Nie podoba mi się to. Powoli go puściłam i ostrożnie patrzyłam na to, co robi.
-Ja.. ja przepraszam, to był...
-Nic się nie stało-słabo się uśmiechnął.-Idę po chłopaków.
Dokończyłam robić naleśniki i usiadłam do stołu, jak reszta. W myślach miałam zachowanie Louisa. Trochę się wystraszyłam.
-One są super-usłyszałam Nialla, który wyrwał mnie z rozmyśleń.-Na śniadanie też zbierasz zamówienie?
-Zależy-odłożyłam talerz.
-Bo zjadłbym zapiekankę-wpakował do buzi kolejny kawałek naleśnika.
-Ok, jak wrócicie i się wyśpicie, to będzie gotowa.
-Jakie wy, ty też zapierdalasz-Harry podniósł głos, czyli dawny kutas wrócił.
-Nie-mruknęłam cicho i zobaczyłam, jak Louis marszczy brwi.
-Jeszcze do cholery będziesz się sprzeciwiała-spojrzenie moje i Louisa się spotkało, patrzył mi głęboko w oczy.
-Ona nie jedzie-odrzekł obojętnie, jedząc swoją porcję.
Nawet nie spojrzałam na Harrego. Wiedziałam, że go tym wkurwiłam, a w tym momencie się go bałam.
-Czemu nic o tym nie wiem.
-Bo przed chwilą to ustaliłem-dalej miał wszystko w dupie.
-Co spowodowało zmianę-dalej nie dawał mu spokoju, a ja zobaczyłam, że chłopak zaciska pięści.
-To kurwa, że wiem co ona czuje, po tym co się stało-wydarł się i jak gdyby nigdy nic, wyszedł z kuchni.
Spojrzałam na swoje nogi. Wystraszyłam się tym wybuchem Louisa. Niall wyszedł za chłopakiem.
-Ja już idę do auta-odrzekł Zayn i zniknął.
W kuchni zostałam ja i Liam. Mogłam się w końcu odezwać.
-Przepraszam-szepnęłam.
-Nie masz za co. To Harry go wkurzył-uśmiechnął się.-Nie udawaj, że nie widzisz, jak on na ciebie patrzy.
-To nic nie znaczy.
Liam pokiwał głową i wyszedł. W ten sposób zostałam sama. Posprzątałam w kuchni po czym poszłam do salonu. Akurat leciała jedna z części ''Harry Potter''. Usiadłam i zaczęłam oglądać. Cały czas myślałam o Louisie. Czemu on mi zawraca myśli? Ja go nie kocham do cholery, nic mnie z nim nie łączy. Zdenerwowana położyłam głowę na oparcie. Co się ze mną dzieje?
Louis pov*
Jechaliśmy właśnie z chłopakami autem. Miałem w myślach Mię. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, że ją obroniłem przed Harrym. Gdy spojrzałem w jej oczy, widziałem strach i smutek, może dlatego.
-Ej, stary wysiadamy-trącił mnie Zayna, a Harry tylko parsknął coś pod nosem.
Miałem to w dupie, więc go ominąłem. Wszystko przebiegło dobrze, jak zawsze. Kilku zabitych, ale mniej niż ostatnio. Mamy swoją zdobycz i nikt nie ucierpiał, czyli zajebiście. Powoli się zbieraliśmy, gdy w ramię trącił mnie Niall.
-Ej znasz go?-zapytał, a ja spojrzałem na faceta, którego wskazywał.
-Nie, a co...choć czekaj, kojarzę-powiedziałem widząc, że czeka pod drzwiami.
Poszedłem i otworzyłem. Stał tam koleś około czterdziestki. Spojrzałem na niego.
-O co chodzi?-warknąłem.
-Przyszedłem po kokę, mam tym razem kasę-powiedział, a ja go zmierzyłem wzrokiem.
-Nie ma ich, wyszli, przyjdź kiedy indziej-zacząłem zamykać drzwi, a on je zablokował.
-Przekaż, że przyszedł facet o nazwisku James-czy ja się nie przesłyszałem?
-Czekaj. James? Masz córkę?
-Mam, zwykła szmata, nic nie warta. Ostatnio zniknęła i nie wiem gdzie jest, ale jak ją znajdę to chyba zabiję-powiedział sucho, ok to dziwne i podejrzane.
-Czy ona ma na imię Mia?
-Tak, a co? Znasz ją?-zmrużył oczy.
-Nie, ale o niej słyszałem-uśmiechnąłem się.-To narka.
Zamknąłem drzwi i poszedłem do wnętrza domu. Czyli to był kochany tatuś Mii. Nieźle, nie mówiła, że jest wplątana w takie rzeczy.
-Kto to?-zapytał Zayn.
-Nie uwierzycie, ale to był ojciec Mii-zaśmiałem się.
-O ja pierdolę, przecież on kupuje narkotyki u połowy ludzi w mieście-powiedział chłopak, a ja się zacząłem śmiać.-Często też jest w klubach erotycznych.
-Mówiłem, że ona jest dziwką-usłyszałem głos Harrego.
Nim się odwróciłem, zobaczyłem jak Niall blokuje go przed Liamem. A by się działo gdyby się bili.
-To wyjaśnia dlaczego go widzieliśmy u niej-powiedział blondyn, wychodząc z domu.
-U niej?
-Pamiętasz, gdy mieliśmy ją nastraszyć. To był ten facet właśnie, o którym ci mówiłem. To on przyszedł, gdy my wychodziliśmy-wrzucił torbę do bagażnika.
-I wszystko jasne-szepnąłem.-Myślisz, że ona by była jakimś informatorem?
-No co ty. Proszę cię, ona? Prędzej by ją dał na zastaw niż informatora.
-W sumie racja-zamknąłem klapę.
Wszedłem do samochodu i pojechaliśmy do domu. Ledwo wszedłem do środka, usłyszałem jakieś głosy. Położyłem palec na usta i powoli wszedłem do salonu. Super, telewizor zabójca.
-Zajebisty bandyta-zaśmiał się Liam.
-I nawet Mia tu śpi-powiedział Harry i spojrzałem na kanapę.-Trzeba ją obudzić.
Złapał poduszkę i już robił zamach, żeby jej walnąć, gdy ja nawet nie wiem czemu, ale mu ją wytrąciłem. Spojrzał na mnie.
-Zaczynasz mnie wkurwiać-syknął, a ja zmrużyłem oczy.
-Vice versa. Tak możesz sobie budzić swoje dziwki, ale nie ją.
-A kogo teraz budzę-zapytał się teatralnie i w tym samym momencie Liam mu walnął w twarz.
Nie zwracałem na nich uwagi. Niech robią co chcą, mogą się nawet pozabijać.
-Nie patrz tak, tylko ją weź-powiedział cicho Niall.
-Ja? Po co?
-Nie rób z siebie debila-zaśmiał się i na nią wskazał.-Przecież nie będzie tu spała.
-Dlaczego?-wzdrygnąłem ramionami, a on tylko na mnie spojrzał.-No dobra.
Jedną rękę wsunąłem pod jej zgięte nogi, a drugą za plecy. Zaniosłem ją do pokoju. Cicho coś mruczała pod nosem. Delikatnie ją położyłem po czym przykryłem kołdrą. Owinęła się nią i dalej spała. Sam wziąłem kąpiel. Odprężyła mnie. Wyszedłem z łazienki, gdy usłyszałem dzwonek oznaczający wiadomość.
Od:Niall
Dowiedziałem się czegoś ciekawego. Spodoba ci się.
Zmarszczyłem brwi i dopiero teraz zrozumiałem. Chodzi o jej ojca. Spojrzałem na jej twarz, która spokojnie leżała na poduszce. Co to za różnica i tak ją zabijemy. Położyłem się na swoim łóżku. Ah to super uczucie, gdy możesz się przeciągnąć i pójść spać. Rano obudziły mnie hałasy z dołu. Było słychać śmiechy, a Mii nie było w pokoju. Zszedłem w kierunku głosów.
-Lou, stary, ja ją kocham-Niall sylabizował każde słowo.-Spróbuj tej zapiekanki.
-Nic wielkiego-zaśmiała się.
Zobaczyłem, jak dziewczyna dobrze się dogaduje z chłopakami. Nawet o tym nie wiedziałem. Siedziała obok Liama i Zayna, ale nie widziałem Harrego. Pewnie jest zły za wczoraj lub pokłócił się z Liamem. Usiadłem przy stole.
-Masz i jedz-Zayn posunął mi talerz.
Zjadłem dwa kawałki i oparłem się o oparcie. Słuchałem, o czym gadają. Mia cały czas się śmiała z ich popisów.
-Co jeszcze dobrego robisz?
-Zobaczysz, jak zrobi-zaśmiał się Liam.
-Dziś wolne, co robimy?-Zayn.
-Ja siedzę w domu.
-Ja też-mruknąłem cicho.
-Czyli wszyscy-posumował Liam.-Gramy w coś?
-W co niby? Chowanego.
-Zawsze przegrywałeś frajerze, więc bądź cicho-usłyszałem, jak Liam śmieje się z Zayna.
-Może Monopoly?
Wszyscy się uśmiechnęli i poszli do salonu. Nie miałem jakoś ochoty. Wszyscy są szczęśliwi, a ja nie wiem dlaczego, nie. Siedziałem w ciszy, gdy Mia wróciła po dwie butelki soku.
-Nie idziesz?-spytała niepewnie.
-Nie chcę-szepnąłem.
-No chodź, proszę.
-Mia nie chcę-warknąłem chłodniej, a ona na mnie spojrzała.
-Chodź-pociągnęła mnie za rękę.
Z nie chęcią poszedłem do salonu. Wszystko było rozłożone, nawet moje pieniądze, jakby wiedzieli, że ona mnie namówi. Usiadłem po turecku przed planszą.
-Zaczynaj-rzuciła we mnie kostkami.
Kulnąłem, a kostka pokazała sześć oczek. Ruszyłem do przodu. Tak graliśmy przeszło godzinę. Wszyscy się śmiali, a i ja miałem już inny humor. Powoli kończyliśmy grę, każdy rzucił po razie po czym przyszedł czas na podliczenie kasy i tak dalej.
-Wygrałem frajerzy-zaśmiałem się.
-Żal mi tej gry, mam ją w dupie-splunęła Mia, a reszta się zaczęła śmiać.-Mnie to nie bawi.
-Wiesz , kogoś mi przypominasz jeśli chodzi o przegrywanie-powiedział Zayn i na mnie spojrzał.
-Ja wygrywam słonko, ja wygrywam-zaśmiałem się.
Mia sięgnęła po sok i nalała sobie pełną szklankę po czym ją wypiła. Przypomniałem sobie sprawę z Niallem.
-Niall, pomożesz mi w biurze, chodź-powiedziałem, a on poszedł za mną.
-Spoko.
Weszliśmy i po zamknięciu drzwi, zajęliśmy swoje miejsca. Usiadł naprzeciw mnie, a ja zacząłem mówić.
-Miałeś dla mnie jakąś sprawę. Pisałeś wczoraj.
-A no tak. Chodzi o ojca Mii. Ma na imię Taylor , mówi ci to coś.
-Taylor....Taylor....-spojrzałem na niego i zrozumiałem.-To ten sam Taylor?
-Tak Louis. Ten sam. Ten który cię....
W mojej głowie pojawiły się wspomnienia z tamtego dnia. Nienawidzę tego jebanego dnia. Zacisnąłem ręce na moich włosach. Zasrany Taylor, zabiję gnoja, a zacznę od Mii.
-Nie kończ, proszę nie kończ-powiedziałem i zamilknąłem.-Skąd to wiesz?
-Wczoraj rozmawiałem z Laylą po naszym powrocie, powiedziała mi o nim, to co wiedziała i sam do tego doszedłem.
-Wiesz o nim coś jeszcze? Layla coś mówiła?
-Jedna sprawa związana z Mią, ale ci nie powiem-założył dłonie w piąstkę.
-Bo?
-Niech sama to zrobi. W sumie mogłaby już to zrobić, bo z tego co wiem, to jest kiepsko-mówił , a ja miałem chęć go zabić.
-To dlaczego mi nie powiesz, skoro jest kiepsko-podniosłem głos, a on się uśmiechnął.
-A powiedz Louis. Skoro ci na niej nie zależy, to po co chcesz wiedzieć, co?-uniósł brwi.
-Bo chcę widzieć. Nic do niej nie czuję. Skończę z nią, Liam już wie.
-Mówił nam, nie zrobisz tego. Wczoraj się na nią cały czas gapiłeś i nie pozwoliłeś, żeby Harry jej walnął z poduszki. Nie okłamiesz już nas.
-Zaczynam żałować, że z wami mieszkam. Cały czas tylko o tym mówicie, a to nieprawda.
Pokiwał z rozbawienia głową. Oni mnie wszyscy wkurzają, ciągną ten temat i ciągną, a o mnie nie myślą.
-Wiesz, fajna dziewczyna z tej Mii, więc nie spierdol tego-powiedział i chciał wyjść.
-Jak mam być dla niej miły, skoro jej ojciec...
-A czy to jej wina, czy ona kazała mu to zrobić? To było pięć lat temu, ona miała około trzynastu lat, nie wiedziała nawet, co się działo. Nawet nie warz się jej obwiniać.
-Cokolwiek-mruknąłem, a on wyszedł.
Podszedłem do okna z rękoma w kieszeniach i wyjrzałem na dwór. Nie mam na nich sił. Nie mam w ogóle sił, po tym co się dowiedziałem. Oparłem ręce o parapet. To jakieś gówno, a nie życie. Westchnąłem i biorąc głęboki wdech, wyszedłem z biura. Mieć takie szczęście jak ja, marzenia innych-parsknąłem sobie w myślach. Nie dotarłem nawet do połowy schodów, a już miałem chęć pozabijać wszystkich na swojej drodze.
-Mia chodź do mnie-powiedziałem, przechodząc obok niej.
-Ale po...
-Bez pytań-zatrzymałem się, co spowodowało, że na mnie wpadła.
Powoli szła za mną, a ja wyszedłem do ogrodu. Była ładna pogoda, więc po co gnieździć się w domu. Stanąłem i spojrzałem na dziewczynę.
-Jak ma na imię twój ojciec-powiedziałem, zaciskając pięści ze złości.
-Taylor....po co ci...-zaczęła mówić, ale ją uciszyłem.
-Mówiłem bez pytań, tak? Mów co o nim wiesz-zacząłem chodzić po trawniku.
-Nic-szepnęła.-Wydaje kasę na narkotyki, chodzi do klubów i przyprowadza jakieś baby do domu-jęknęła, a ja na nią spojrzałem.
-A ty? Jaki masz w tym udział?
-Żaden. On się mną nie interesuje.
-Masz mi powiedzieć, o co chodzi z twoim ojcem, bo Layla się wygadała, a Niall nic mi nie powiedział-podszedłem do niej.
-Ale ja nie wiem, o co chodzi-pisnęła wystraszona, co nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia.
-Ohh wiesz, ale mi nie mówisz-warknąłem, ona coś na pewno wie.
-Nie wiem Louis-zaczęła się cofać aż dotarła do ściany domu.
-Czy ja mam ci walnąć, jak Harry, żebyś zrozumiała?-przyparłem ją, kładąc ręce po obu stronach jej głowy i zobaczyłem, że zaszkliły się jej oczy.
-Nie.
-Więc mów-krzyknąłem, a po jej policzkach poleciały pierwsze łzy.
-Ja nie mogę-szepnęła, opierając czoło o moje ramię.
-Niby dlaczego? Jestem dla ciebie miły, a ty nie potrafisz mi powiedzieć, o co tu do cholery chodzi.
-To nazywasz byciem miłym?-jęknęła i starła łzy.
-Strata czasu-powiedziałem i wróciłem do środka mieszkania.
Usiadłem zły na swoim fotelu przed telewizorem. Zaraz mnie szlag trafi. Wielkie tajemnice robią, a na końcu się okaże, że to był jakiś badziew. Skakałem po wszystkich kanałach, nie myśląc o tym, co robię.
-Człowieku, ty nawet nie widzisz, co tam jest-usłyszałem Zayna.
-Mam to w dupie.
-Niall nam powiedział wszystko-zaczął mówić, a ja dalej patrzyłem tempo w telewizor.-Wiesz dobrze, że nie musiałeś tak traktową Mii? Ona tu niczym nie zawiniła.
-Jest jego córką, to już wystarczy-warknąłem, a on się ironicznie uśmiechnął.
-Szkoda tylko, że nie wiesz, o co chodzi.
-Bo mi kurwa nie chcecie powiedzieć-podniosłem głos i się do niego odwróciłem.
-Pomyśl dobrze. Jeden szczegół u Mii, który to wszystko łączy.
-W dupie mam te wasze zagadki. Nie traktuje jej źle, więc nie pierdol.
-Nie? To dlaczego ją skrzyczałeś? Nie jej wina, że ma takiego starego. Miała wtedy dwanaście lat może trochę więcej, nic by nie zrobiła.
-Zaczynasz mówić jak Niall.
-Bo Niall mówi prawdę. Nie rób jej nic złego, bo będziesz tego żałował.
Kiwnąłem mu tylko głową, a on zamilkł i oglądał ze mną Tv. Siedziałem znudzony z Zaynem. Matko i co tu robić. Już wolę siedzieć godzinami w biurze i uzupełniać papiery niż nic nie robić. Moją błogą ciszę przerwały krzyki z góry. Spojrzeliśmy na siebie z Zaynem i poszliśmy do góry. Mia siedziała z głową w kolanach na swoim łóżku,a Liam przepychał, a raczej bił się z Harrym. Ja pierdolę, ona cały czas o coś ryczy.
-Co tu się dzieje-powiedziałem, widząc, jak Zayn trzyma Liama.
-Ten idiota się na mnie rzucił-powiedział lokowaty, wycierając krew, która leciała mu z nosa.
-Szkoda, że nie powiesz dlaczego-Liam się szarpnął i zabijał go wzrokiem.
-Więc dlaczego?-zapytałem sarkazmem po czym spojrzałem na obydwu.
-Jego się pytaj. Robi awantury o nic.
-O nic. Ten idiota się dobierał do Mii, jakbym go nie odepchnął to się założę, że by się posunął dalej.
-Wal się debilu. Nic takiego nie robiłem, normalnie jak zawsze tylko ją obrażałem i nic więcej.
-Jesteś zwykłym kutasem, jeszcze się przyznać nie umiesz. On kłamie Louis-Liam zaczął krzyczeć.
-Kłamię? Zapytaj Mii czy jej coś robiłem-wskazał na dziewczynę.
-Zrobił ci coś?-dziewczyna popatrzyła na nas wszystkich i pokiwała przecząco głową.
-I widzisz-zwrócił się do Liama, a ja na nią patrzyłem.
Nie utrzymywała kontaktu wzrokowego nawet na sekundę. Cały czas patrzyła w podłogę.
-Ja też wierzę Harremu, że nic by jej nie zrobił-powiedziałem, patrząc na Liama.
-Bo za chwilę tu jebnę na ziemię. Ona tak mówi, bo ten palant ją nastraszył. Powie ci coś, on ją pobiję, nawet nie będziesz wiedział kiedy.
-Groził ci?-ponowiłem pytanie, a ona znowu pokiwała przecząco.-Wszystko gra. Harry jej nic nie zrobił, a ty się opanuj i nie rób awantur o nic.
-Jesteś pojebany, mówiłem ci coś. Ufasz temu debilowi, a każdy wie, że on by wyruchał wszystko co się rusza-warknął,a Zayn go puścił.
-Odpierdol się.
-To ty się odpierdol od Mii, bo na następny raz ci nawet on nie pomoże.
-Grozisz?
-Koniec-krzyknąłem, a oni się zamknęli.-Trzymam stronę Harrego, bo nie wierzę, że on by chciał coś z nią zrobić.
-A kiedy nie trzymałeś jego strony jeśli o nią chodzi, co? Odkąd ona jest, co powie Harry, on mówi prawdę i ma rację. Harry mówi zabij ją, ty to chcesz zrobić. Harry mówi, że jej nic nie zrobił, a ty mu wierzysz.
-Przyczepiłeś się, jak rzep do ogona-zaśmiałem się, a on pokazał mi środkowy palec.
-On jest kurwa Bogiem czy co?!-krzyknął i wyszedł.
Zaraz po nim zniknął Harry, a ja spojrzałem na Mię. Dalej siedziała tak samo.
-Nie marz się tak, bo tego nie lubię-westchnąłem, rzucając jej chusteczki.
-Przepraszam.
Pokiwałem głową z rezygnacją i wyszedłem z mojego pokoju. Niech siedzi tu sama. Nie będę jej męczył moim towarzystwem. Zszedłem powoli po schodach, gdy na końcu zostałem pociągnięty za rękę.
-Co ty odwalasz?!
-Przemawiam ci do rozumu-odpowiedział Niall i wepchnął mnie do naszego biura.
Byli już w nim Liam, Harry i Zayn. Usiadłem na jednym z wolnych miejsc, a Liam zaczął mówić.
-Domyślasz się po co to spotkanie, prawda?
-Mia nieprawdaż? Co znowu nie pasi?
-Chcesz ją zabić, tak?-Niall.
-I co z tego. Moja sprawa.
-To jest nasza sprawa, jesteśmy zespołem i rodziną.
-Ale ostatnie słowo należy do szefa, którym ja jestem.
-Tylko czemu szef wysłuchuje propozycji jednego członka, a nie reszty, co? Z tego co wiem, to mówiłeś o tym tylko z Harrym-do rozmowy włączył się Zayn.
-No to słucham, co macie do powiedzenia-usiadłem się, podpierając brodę o rękę.
-Pierwsza rzecz. Jest cztery do jednego, żeby jej nie zabijać.
-Trzy do dwóch-poprawiłem go, a on na mnie spojrzał.
-Proszę cię, wiemy, że tego nie chcesz. Nie bądź głupi Louis. Następna sprawa,co powoduje, że chcesz ją zabić.
-Raz za dużo widziała. Dwa jest córką Taylora, to będzie zemsta.
-To nie będzie zemsta, bo on ma ją w dupie. Jeszcze się ucieszy, jak to zrobisz. Pierwsza sprawa, mało ludzi żyje, a też nas widzieli?
-Jaki ojciec się ucieszy, gdy zabiją jej córkę, co? Będę mógł wprowadzić mały szantaż, a na końcu i tak z nią skończę.
-Jaki? Właśnie on cwelu. Nadal nie doszedłeś do tego, co się dzieje?-wszyscy zaczęliśmy się kłócić.
-Jesteście popaprani. Louis dobrze kombinuje i ja popieram jego plan-głos zabrał Harry.
-Ty bądź cicho, nie lubisz żadnej dziewczyny, która ci nie chce dać dupy-zaczęli na niego jechać, super rozmowa.
Siedziałem wsłuchując się w kłótnie i patrząc na nich, co jakiś czas sam zabierając głos. Mam ich po dziurki w nosie, cały czas mnie tylko wkurwiają.
-Tracicie tylko czas. Możecie już wyjść, bo nic nie zmieni mojego planu. Ona zniknie z mojego i waszego życia, rozumiecie? Nie będę z niczego rezygnował. Dokładnie sobie wszystko ustaliłem-powiedziałem spokojnie, a oni tylko patrzeli osłupieni.
-Mówiłem, że jesteście gamoniami-powiedział Harry i szeroko się uśmiechnął.
Wszyscy po kolei wyszli, a na końcu ja sam zamknąłem drzwi. Mam nadzieję, że zamkną ten temat. Niall pojechał do Layli, Zayn gdzieś zniknął, a Liam pewnie jest u Mii. Jedynie Harry siedział, grzebiąc coś w telefonie. Wyciągnąłem sobie butelkę piwa z lodówki po czym wziąłem łyka. Dlaczego ja zawsze muszę podejmować takie decyzje?Dlaczego ja zawsze muszę nad wszystkim panować? Godzina mijała za godziną, a minuta za minutą. W ten sposób dotarliśmy do godziny dziesiątej i znowu jechaliśmy razem w aucie.
-Tym razem masz stać na dachu i patrzeć czy nikt nie wchodzi, ok?
Mia pokiwała głową i weszła powoli po drabince na dach. Kiwnęła ręką, co oznaczało, że możemy iść. Żaden z nas jeśli nie było powodu, się nie odzywał. Szedłem powoli do kolejnych drzwi, gdy usłyszałem Mię.
-Louis, ktoś wchodzi bocznym wejściem.
Szybko schowałem się za murek i usłyszałem zamykanie drzwi. Facet przeszedł obok mnie. Wślizgnąłem się po cichu do głównego pomieszczenia. Pusto, co za gamonie. Chwyciłem szybko torbę, którą potrzebowałem i już miałem wracać do chłopaków, gdy usłyszałem kroki z korytarza.
-Ta torba jest cenn...gdzie ona do cholery jest?!-krzyknął facet.
-Nie wiem szefie, była tu przy....-zaczął się jąkać.
-Powiedz wszystkim, żeby jej szukali, bo was pozabijam normalnie-warknął na niego.
Chłopak w mgnieniu oka wyleciał przez drzwi. Siedziałem cicho pod stołem obserwując kolesia. Mamrotał coś pod nosem na swoich pracowników. Odwrócił się, a ja miałem okazję uciec. Wyślizgnąłem się spod stołu i po cichu zacząłem iść w stronę drzwi.
-Jeszcze tu jesteś?-powiedział, a mnie zamurowało.-Zawołaj tu Nicka, mam z nim do pogadania.
Mruknąłem tylko niezrozumiałe tak szefie i wyleciałem na korytarz z bijącym sercem. O fuck, było blisko. Otwarłem torbę. W środku była jakaś siatka. Trzeba to sprawdzić za nim ją przekażę dalej. Po krótkim ominięciu kilku frajerów, w końcu mogłem wyjść na zewnątrz.
-Mia, jest czysto?-zapytałem.
-Jakiś facet właśnie wchodzi i idzie w twoją stronę.
Szepnąłem ciche kurwa. Ta dziewczyna ma cholerne wyczucie czasu. Co tu robić myśl. Wtedy spostrzegłem jakieś drzwi o połowę mniejsze od normalnych. Szybkim krokiem się tam przedostałem, a zaraz po tym jak wsunąłem przez nie torbę, sam się przecisnąłem. Po drugiej stronie było ciemno. Szedłem powoli i po omacku. W końcu wymacałem włącznik światła. Nacisnąłem go i moim oczom ukazał się pokój pełen różnych płynów, kabelków i tak dalej. A więc to tu robią te swoje super bronie i pułapki. Rozejrzałem się po pułkach. Mieli pełno nielegalnych rzeczy, których my nawet nie mogliśmy nigdzie dostać. Wszyscy się dziwią, skąd ich gang ma ulepszone zabawki do zbijania, a tu proszę. Muszą mieć swojego małego geniusza. Złapałem kilka rzeczy, przynajmniej i my będziemy mieli lepsze zabawki.
-Louis idziesz?-zapytał mnie Liam.
-Już, jeszcze chwila-odpowiedziałem i wyszedłem z pomieszczenia.
Akurat nikogo nie było. Pewnie wszyscy są skupieni na szukaniu torby. Gamonie nic nie podejrzewają, a Mia się spisała. Wyszedłem z bronią w ręce na wszelki wypadek i się rozejrzałem. Nikogo nie ma, a ja mam drogę wolną. Przebiegłem pusty plac i wleciałem do samochodu. Wszyscy już byli w środku.
-Odkryłem skąd mają tak dobrą broń-uśmiechnąłem się.
-No skąd? Pewnie Chiny albo coś.
-Nie żartuj chłopie. Sami sobie robią. Żeby im uciec, wszedłem powoli do pierwszego lepszego pomieszczenia, bo zaciekawił mnie tam takie małe drzwi. Zaświeciłem światło, a tam pełno tych wszystkich bzdetów od bomb i tak dalej. Przy okazji wziąłem kilka tych cacek-zaśmiałem się.
-Co za skurczybyki, ale mam rozumieć, że tylko my o tym będziemy wiedzieć-uśmiechnął się Niall.
-No raczej-spojrzałem na dziewczynę.-A ty się dzisiaj spisałaś. Dwa razu mi uratowałaś dupę.
-Dzięki-uśmiechnęła się i spuściła głowę.
Wszyscy zadowoleni wróciliśmy do domu. Mia zmęczona od razu poszła na górę. Ja siedziałem chwilę w salonie, a w końcu i tak poszedłem do sypialni. Dziewczyna spała na łóżku, nawet nie miała ochoty się przykryć. Rozebrałem się do bokserek,a za nim sam wszedłem pod kołdrę, spojrzałem na nią. Nie wiem co mnie podkusiło, ale podszedłem i usiadłem się obok niej po czym chwilę patrzyłem jak śpi. Mia James, dziewczyna która mnie cholernie wkurwiła i wkurwia oraz jednocześnie przyciąga. Przykryłem ją kołdrą i wstałem.
-To jest facet , który niby nic do niej nie czuje-usłyszałem głos Liama, przez co momentalnie się odwróciłem.
-Co ty tu robisz-mruknąłem cicho.
-Nie zamknąłeś drzwi, widziałem wszystko-uśmiechnął się.
-I co?
-Powiedz mi prawdę. Zachowam ją dla siebie i nikomu nie powiem. Tylko chcę choć raz szczerej odpowiedzi. Czy cokolwiek ciągnie cię do Mii, jakieś uczucie, no nie wiem-powiedział cicho, żeby jej nie obudzić, a ja na nią spojrzałem.
-W niektórych sytuacjach odczuwam dziwne ukłucie-westchnąłem.-Czasem, gdy z nią przebywam, też się dziwnie czuję. Ale nie ma to znaczenia, bo to uczucie jest słabe.
-W jakich sytuacjach?
-Wczoraj mnie przytuliła w kuchni, a ja znieruchomiałem, bo nie wiedziałem co robić. Poczułem gulę w gardle i po prostu powiedziałem, że was zawołam, bo już naleśniki były gotowe.
-I widzisz, a ty mówisz, że to jest słabe uczucie.
-Bo jest słabe, nie umiem kochać, nie umiem być troskliwy. Nie będę mógł nigdy powiedzieć żadnej dziewczynie, że ją kocham, bo nie potrafię. Tak samo jest z wyrażeniem uczuć-położyłem się na łóżku.
-To pozwól, żeby ona ci to pokazała. Żebyś od nowa nauczył się kochać, żeby ona cię nauczyła.
-Weź przestań, nie wiem nawet, dlaczego ci to powiedziałem. Mówiłem już, to uczucie jest słabe, więc tak czy siak się jej pozbędę.
-OK, to dobranoc Louis.
-No, dobranoc-mruknąłem, a on zamknął drzwi.
Co za palant. Tylko mnie zdenerwował przed snem. Powiem w skrócie, jestem Louis Tomlinson, nie umiem kochać, nie umiem wyrażać uczuć, nie zakochałem się w Mii i się jej pozbędę, więc wszyscy którzy mówią inaczej, mogą się ode mnie odpieprzyć.
Przepraszam za błędy :)
Długi rozdział, ciesze się, wreście otworzył się przed Liamem, a mam nadzieję, że dowie się prawdy i bedzie inaczej traktował Mie :)
OdpowiedzUsuńAhhh Louis wiem, że ją kochasz. This is LOVE xoxo
OdpowiedzUsuń