niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 9

Louis pov* (jeden dzień przed akcją)

 

 

Od samego rana wszyscy chodzą zdenerwowani. Wszystko przez to, że jutro będzie ostatni dzień Mii. Może i tego nie chcę, ale muszę. To będzie najlepsze. Z samego rana zjadłem śniadanie. Mia patrzyła na nasze dziwne zachowanie, ale nikt się nie odzywał, a ona nie pytała. Od czasu, gdy wyznałem prawdę Liamowi, minęło kilka dni. Chłopak już więcej nie pytał. I dobrze. Po swoim śniadaniu poszedłem do biura, żeby się czymś zająć. Wyciągnąłem wszystkie papiery, gdy usłyszałem pukanie. Dobrze wiedziałem kto to, bo tylko jedna osoba by pukała, a nie weszła od razu.

-Wejdź-powiedziałem cicho.

-Co tu robisz?

-Uzupełniam papiery, chciałem się czymś zająć i nie myśleć-odpowiedziałem, odkładając teczkę z dokumentami.

-O czym nie myśleć?-spytała.

Mia zrobiła się ostatnio śmielsza, może to dlatego, że Liam jej powtarzał, że jej nie zabiję. Może to dlatego, że wszyscy są dla niej milsi, bo wiedzą, że jutro zniknie. Nie wiem, co to powoduje, ale po prostu już się tak nie boi. Spojrzałem na nią i mimowolnie się uśmiechnąłem.

-Nie ważne, lepiej powiedz, po co tu przyszłaś.

-Sama nie wiem-powiedziała po chwili namysłu.-Pomóc ci w czymś?

-W sumie możesz posegregować te papiery alfabetycznie.

Wrzuciłem jej na stolik górę kartek. Na jej twarzy pojawił się grymas.

-Serio? Miałam nadzieję, że to tylko te-wskazała na kilka teczek obok mnie.

-Oj nie mała, te to ja muszę pouzupełniać-zaśmiałem się.

-No ok, jak zacznę teraz, to szybciej skończę-westchnęła.

Zaczęła to robić,a ja się jej przyglądałem. Po co ona to właściwie robi? Nikt jej nie kazał tu przyjść.

-Dlaczego mi pomagasz?-zapytałem, a ona na chwilę się zatrzymała.

-Powiedzmy, że chcę spędzić z tobą czas-uśmiechnęła się i odłożyła pierwszą stertę kartek na krzesło.

-Ze mną? Przecież ci narobiłem pełno krzywdy i chce cię zabić-oparłem się o krzesło.

Nic nie odpowiedziała, co mnie zdziwiło. Cały czas się tylko uśmiechała. I niby ja jestem ten tajemniczy. Kończyłem uzupełniać papiery, jednocześnie spoglądając na Mię. Mimo tego, że nie chciała tego robić, bo widziałem, że się nudzi, cały czas przewracała kartki. Po upływie prawie dwóch godzin, w końcu skończyliśmy. Już miała wychodzić, gdy zatrzymała się i do mnie odwróciła.

-Powiedzmy, że cię lubię i to bardzo-powiedziała to tak szybko, że prawie jej nie zrozumiałem.

Już miałem się odezwać, ale zobaczyłem, że znika za drewnianą powłoką. Ona mnie lubi i to bardzo-powtórzyłem te słowa w głowie. Na mojej twarzy uformował się duży uśmiech. Nie wiem, co się ostatnio ze mną dzieje. Wyszedłem powoli z gabinetu i zamknąłem drzwi. Czemu do cholery nie mogę przestać się uśmiechać. W domu była totalna cisza, pomijając fakt, że było nas czterech. Ja, Mia, Liam i Harry. Widocznie każdy jest czymś zajęty. Dostałem wiadomość, żeby przyjść do ogrodu. Stał tam Harry.

-Co chciałeś?-zmarszczyłem brwi, wkładając ręce do kieszeni.

-Pamiętasz Troya? Chce się z tobą spotkać. Wiesz dlaczego? Bo twoja kochana Mia, powiedziała, że chcesz się zemścić. Jest zwykłym kablem tutaj.

-Nie pierdol człowieku-machnąłem ręką, a on się zaczął śmiać.

-Nie, to jak wytłumaczysz, że akurat zjawił się u tamtych gości, gdy my tam byliśmy, co? Dla mnie to nie był przypadek.

-To nic nie znaczy.

-Nie, a to, że przez niego siedziałeś ostatnio w celi? To nie Mia nakablowała, to był jej ojciec, skąd wiedział, zapytasz. Od Mii.

-Nie wierzę ci.

-To uwierz, komu bardziej ufasz, jej czy swojemu przyjacielowi. Na twoim miejscy bym teraz z nią pogadał-poklepał mnie po ramieniu i zniknął.

Stałem chwilę na dworze i zaraz po tym, jak się wyżyłem na murku, poszedłem do domu. Wleciałem do pokoju, gdzie była Mia. Spojrzała na mnie zdziwiona. Chodziłem zdenerwowany po całym pokoju, co chwila otwierając i zamykając buzię.

-Z jakiej racji tu jesteś?-warknąłem, a ona dziwnie na mnie spojrzała.

-Bo mnie przetrzymujesz.

-Inaczej, kto ci kazał wtedy mnie szpiegować, co?-nachyliłem się nad nią, a ona jakby mogła, to by weszła w oparcie.

-Nikt,ja wracałam do domu-wzruszyłam ramionami.

-Jasne, a ja w to uwierzę. Tak późno wracałaś? Twój  ojciec ci kazał.

-Nie, to jest związane z ojcem, ale nie.

-Mia do cholery, macie mi powiedzieć o co z tym wszystkim chodzi. Wielka zasrana tajemnica, kryta przede mną-krzyknąłem.

-Louis nie krzycz, proszę-szepnęła.

-Będę robił, co mi się zachce, a ty masz mi powiedzieć prawdę.Harry mi powiedział, że to sprawka twojego ojca.

- Ale co?

-To, że tam byłaś i, że przekazujesz mu informacje o nas.

-On kłamał-szepnęła.-Nie mam z nim kontaktu, odkąd mnie tu trzymacie.

Znowu zrobiła to co ostatnio i oparła się o moje ramię. Tym razem się nie dam i jej nie odpuszczę.

-Nie mogę ci tego powiedzieć, przepraszam-powiedziała.

-Zaczynasz mnie coraz bardziej denerwować Mia. Powiesz mi czy nie.

-Nie-szepnęła, a ja wyszedłem trzaskając drzwiami.

Usiadłem w spokoju w kuchni by coś zjeść. Nie mogłem się zdecydować, ale w końcu wyciągnąłem z lodówki składniki na omlet. Wymieszałem masę z kawałkami papryki i cebuli po czym wlałem na patelnię. Czekałem góra pięć minut, a była gotowa. Usiadłem przy stole i zacząłem jeść. Wkładałem właśnie kolejny kawałek do buzi, gdy do kuchni wleciał Liam.

-Chodź szybko, ale cicho-szarpnął mnie za rękę.

-Co ty odwalasz, chce się najeść-mruknąłem i dalej kontynuowałem jedzenie.

-Zjesz później, ruszaj dupę do cholery-pociągnął mnie do tego stopnia, że gdybym nie złapał się blatu, to bym leżał teraz na ziemi.

-Jak to nic ważnego, to masz prz....-położył palec na ustach.

Momentalnie się zamknąłem i poszedłem po cichu za nim. Chłopak pociągnął mnie do pokoju Harrego.

-Co ja mam tam robi...-po raz kolejny zamknął mi buzię i zgromił wzrokiem.

-Patrz i w końcu uwierz, że to co się stało kilka dni temu, to prawda-szepnął,a ja spojrzałem przez uchylone drzwi do pokoju.

Mia stała przy ścianie, przyciskana przez Harrego. Jedną ręką zakrywał jej buzię, żeby nie krzyczała, a drugą, zwinnie rozpinał jej koszulę, którą miała na sobie. Moja ręką zwinęła się w pięść. Zobaczyłem, jak z jej oczu zaczynają płynąć łzy.

-Widzisz, mówiłem, że on kłamie-szepnął Liam.

-Teraz zapłacisz za wszystko, czym mnie wkurwiłaś odkąd tu jesteś-zaczął ją całować.-Oraz za każdy raz, kiedy Louis się nad tobą litował. Nikt cię nie usłyszy i nie pomoże.

Zrzucił z niej bluzkę i zaczął się dobierać do zapięcia stanika. Poczułem wielką złość w środku. Już chciałem iść, ale Liam mnie złapał.

-Czekaj i słuchaj wszystkiego-szepnął.-Jesteś tu, więc on jej nic nie zrobi, bo w odpowiedniej chwili zareagujesz.

Otwarłem zdrętwiałą rękę i znowu ją zacisnąłem. Chłopak powoli ściągał ramiączko z jej ramienia.

-A wiesz czym mnie wkurzyłaś najbardziej? Gdy dzisiaj Louis do ciebie przyszedł, a ty mu powiedziałaś, że to nieprawda i ja kłamałem. Nie ładnie-złapał za guzik od jej spodni i zaczął powoli je zsuwać.

-To twoja sprawka?-jęknęła przez łzy.

-A czyja, co? Skłamałem mu , że wiem, że to wina twojego ojca i jesteś kablem. Śmieszy mnie to, że uwierzył, bo ty się nie nadajesz do niczego, jesteś zwykłą dziwką, a mam nadzieję, że mnie dzisiaj obsłużysz i to za darmo-Mia stała przed nim w samych majtkach i staniku, który trzymał się tylko na ramiączkach.

W tej samej chwili co zaczynał ją znowu całować, wbiegłem zły do środka i go odepchnąłem. Runął jak długi na ziemię,a dziewczyna skuliła się przy ścianie. Usiadłem okrakiem na lokowatym i walnąłem mu z pięści.

-Wierzyłem ci, że nic jej nie zrobiłeś, a ty jesteś zwykłym kutasem. Miałeś jej nie dotykać-dostał w twarz, a ja dalej nie przestawałem go bić.-Myślisz, że możesz zaliczać każdą dziewczynę, jaka się nawinie. Ona jest moja i masz ją zostawić rozumiesz, nie chcę widzieć, że ją dotknąłeś idioto-walnąłem mu po raz setny w twarz, a on skulił się z bólu i wypluł krew.

-Od początku wiedziałem, że jest twoją prywatną szmatą-powiedział, a ja kopnąłem go w brzuch.

-Jest dziewczyną. Ty możesz sobie zaliczać wszystkie striptizerki w mieście, ale masz jej nie dotykać. Dowiem się, że ją choć tknąłeś albo otarłeś się, a skończysz gorzej niż teraz-spojrzałem na jego twarz,która była cała we krwi.

-Jeszcze ją dostanę.

-Gówno zrobisz, a nie ją dostaniesz chamie. Nie chcę cię przy niej widzieć-cały czas się darłem i oddawałem kolejne ciosy.

-Louis, Louis zostaw go-poczułem szarpanie za rękę.

Nie zwracałem uwagi na Liama. Miałem w sobie za dużo wściekłości, żeby odpuścić. W końcu Liam pociągnął mnie tak, że poleciałem na plecy. Harry kulił się z bólu na podłodze z zakrwawioną bluzką i twarzą. Miałem ochotę dalej go okładać, ale Liam mnie wyprowadził.

-Już spokojnie stary. Mia leży w twoim pokoju na swoim łóżku, idź do niej.

-Dlaczego ja? Woli ciebie-warknąłem, a on się uśmiechnął.

-Z tego co mówiła i słyszałem to bardzo cię lubi-zaśmiał się.-Ale weź zmień bluzkę, bo ją wystraszysz.

-Dzięki-szepnąłem i poszedłem na chwilę na dół, żeby zabrać świeżą bluzkę.

Wróciłem powoli i po tym jak wziąłem głęboki wdech, wszedłem do środka. Dziewczyna leżała zakryta kołdrą. Płakała, choć może płacz to za delikatne określenie. Ona dławiła się łzami.

-Mia-szepnąłem, a ona nawet nie zareagowała.-Ej, wszystko dobrze?-chciałem ją dotknąć, ale się odsunęła.

Powtarzałem w głowie słowa Liama. Co mam teraz robić. Nie miałem jeszcze okazji pocieszyć dziewczyny. Wsunąłem się powoli pod kołdrę i ją przytuliłem. Czekałem na to,  co zrobi. Odwróciła się po czym wtuliła w moją klatkę. Delikatnie przejechałem ręką po jej włosach.

-Lou.. is ja nic ni... komu nie mó... wiłam,  przy... żekam-zaczęła się jąkać przez łzy.-On kła...mał, jest dup...kiem.

-Cicho Mia, wiem o tym, jestem głupi, że mu wierzyłem. Nie płacz już.

-Gdybyś nie wszedł.... to on by mnie...

-Nie kończ. Nic by nie zrobił,  bo by wyleciał na zbity pysk. Czemu masz moją bluzkę? - uśmiechnąłem się,  widząc T-shirt.

-Nie wiem, mam ściągnąć?

-Nie, ładnie ci w niej. 

Dziewczyna się uśmiechnęła i zamknęła oczy. Niech śpi. Trochę odpocznie od tego wszystkiego.

-Louis.

-Tak.

-Zostań ze mną. Nie chcę być sama.

-On już ci nic nie zrobi, nie dotknie cię.

-Ale zostań. Proszę-szepnęła, a ja na nią spojrzałem.

Fuck i jak tu odmówić. Przerzuciłem rękę przez jej ciało po czym mocniej przytuliłem. Dobrze wiedziała, że oznacza to, że z nią zostanę. Leżąc przy niej i myśląc o tym, co ma się stać jutro, zaczyna mnie boleć brzuch. Ona nie powinna, wtedy tam być. Powinna iść całkiem inną drogą i mnie po prostu nie spotkać. Dla każdego by było w ten sposób lepiej. Leżałem,patrząc na zasypiającą dziewczynę. Nadal nie wiem, o co chodzi z tą tajemnicą. Przejechałem delikatnie palcem po jej ręce. Miała tam jeszcze kilka słabo widocznych siniaków. Może to o to chodzi. Gdy dziewczyna zasnęła, leżałem przy niej chwilę po czym poszedłem na dół. Liam siedział, oglądając telewizor. 

-Mia zasnęła?

-Mmm tak.

-I co? W końcu rozumiesz, że ona cię potrzebuje?

-Jakoś nie-westchnąłem, siadając. 

-Jesteś głupi, jakbyś jej nienawidził to byś jej nie obronił dzisiaj, a ty wpadłeś w furię, gdy tam wszedłeś.

-Bo nie chcę, żeby on ją tak traktował, ok? A to jeszcze nic nie znaczy-fuknąłem na niego, co podsumował cichym chichotem.

-Ok, tylko nie bij. I tak wiem swoje. 

-Jeśli ci o to chodzi, to nie zmieniłem planów, co do jutra.

-Nic nie mówię-podniósł ręce w geście obrony i się w końcu zamknął. 

Siedziałem tak jakiś czas, gdy poczułem burczenie w brzuchu. Byłem głodny, więc ruszyłem się z kanapy i poszedłem do kuchni. Wyciągnąłem z lodówki, zrobionego wcześniej kurczaka. Nałożyłem sobie go na chleb i  zrobiłem od razu kilka kanapek dla Mii. Czemu? Sam nie wiem. Wziąłem talerz z jedzeniem po czym poszedłem do pokoju. Dziewczyna nie spała, a siedziała, tępo patrząc w ścianę. 

-Przyniosłem ci kanapki.

-Nie chcę-jęknęła i schowała głowę w nogach.

-Zjedz chociaż trochę, przecież nie będziesz się głodziła. 

-Powiedziałam, nie chcę-fuknęła na mnie, a ja się uśmiechnąłem.

Spojrzała na mnie. Chyba dopiero do niej dotarło, co zrobiła. O dziwo nie byłem zły. 

-A ja mówię, że chcesz. Jesz albo sam ci to będę dawał-powiedziałem i podałem jej talerz.

Wzięła go niechętnie, a ja w tym czasie zdjąłem bluzkę, którą miałem na sobie i położyłem się na łóżko. Muszę sprawdzić kilka spraw, więc sięgnąłem swój laptop z szafki. Zobaczyłem, że Mia powoli przeżuwa kanapki, ale przynajmniej je. Wróciłem oczami na ekran laptopa. Szukając odpowiedniego folderu, trafiłem na ten, który był z informacjami o Mii. Po chwili namysłu, usunąłem go. Jak będę chciał coś wiedzieć, to się jej zapytam. Znalazłem w końcu ten, którego szukałem. 

-Dzięki-usłyszałem cichy głos, należący do dziewczyny.

-Nie ma za co. 

Siedziałem, pracując na laptopie przez jakieś dwie godziny, a jeszcze nie skończyłem. Powinienem mieć od tego ludzi. W między czasie zobaczyłem, jak Mia idzie do łazienki. Po chwili do moich uszu dotarł dźwięk lecącej wody. Spojrzałem na zegar-no tak, godzina 20:00. Robię dalej, to szybciej skończę. Spędziłem następne dwie godziny przed ekranem laptopa, ale opłacało się, bo skończyłem. Udałem się więc, w celu kąpieli do łazienki. Zrzuciłem z siebie bokserki i tak szybko, jak wszedłem do kabiny, również wyszedłem. Miałem ochotę się położyć i iść spać, bo oczy same mi się zamykały. Rzuciłem się na łóżko, jednak mój spokój nie trwał długo, bo po chwili usłyszałem ciche wołanie mojego imienia. Była to Mia. Pomimo tego, że odpowiedziałem, dziewczyna nie przestała mnie wołać, co przerodziło się w typowe krzyczenie.

-Louis, pomóż mi, proszę!-cały czas słyszałem z jej ust.

W tej samej chwili co podbiegłem do jej łóżka, zobaczyłem jak zaczyna się szarpać przez sen.

-Mia, ej obudź się-poklepałem jej policzek.

-Louis, gdzie jesteś! 

-Mia do cholery!

Dziewczyna usiadła się wystraszona, a na jej ciele zobaczyłem krople potu. Spojrzała na mnie, cofając się do tyłu. Płakała.

-On mnie zgwałcił-szepnęła.

-Nie, nie zrobił tego-złapałem jej rękę w swoją.

-Zrobił, Harry mnie zgwałcił.

-To był sen-przytuliłem ją do siebie, a ona oddała uścisk. 

-Nie był.

Jej panika zaczynała mnie denerwować. Położyłem się jak ostatnio obok niej, a ona oparła głowę o moją klatkę. Gładziłem jej włosy podczas, gdy ona głęboko oddychała. 

-To był sen?-jej cichy szept dotarł do moich uszu.

-Tak tylko głupi sen.

Dziewczyna na mnie spojrzała. Jej zaszklone oczy mnie złamały. Widziałem w nich totalny strach, smutek, panikę i ciort wie co jeszcze. Gdy z jej oka poleciały kolejne łzy, przyciągnąłem ją bliżej i nakryłem nas kołdrą. Pierwszy raz odkąd ona tu jest, złamała mnie i nie zaprzeczałem już temu, co czułem. W sumie złamała mnie, nawet nie wiedząc o tym. Po prostu płakała, przez to co się stało. 

-To był tylko koszmar-gładziłem jej włosy, a ona powoli się uspokajała.-Wiesz, nie pozwoliłbym mu tego zrobić. 

Poczułem, jak dziewczyna na chwilę wstrzymuje oddech, jakby nie wierzyła, w to co powiedziałem. W sumie ja sam nie wierzyłem. No, ale powiedziałem to tylko po to, żeby się uspokoiła. Przecież nie mam innego powodu.  

 

 

 

 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ 

Przepraszam za błędy. 

 

2 komentarze: