poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 11

 

 Liam cały czas nie przestawał gadać o moich rodzicach, a mnie coraz bardziej roznosiło. Zaraz mu coś zrobię. 

-Liam zamknij się-warknąłem, ale tylko bardziej go nakręciłem. 

-Nie, dopóki nie zrozumiesz. 

Trwało to tylko kilka minut, a nie wytrzymałem. Wcisnąłem pedał i auto zahamowało. Wyleciałem z niego, jak oparzony. Chciałem się na czymś wyżyć, nie było jednak na czym. Usiadłem zły pod drzewem obok drogi. Nikt mi nie będzie wmawiał, że ja umiem coś czuć. Nikt. Zacisnąłem pięści i w tym samym momencie do głowy napływały mi obrazy z przeszłości. W końcu dotarłem do wspomnień z Mią. Gdy ją pierwszy raz zobaczyłem. Leżała wtedy przy murze, uśpiona przez Zayna. Każdą naszą kłótnię i to gdy mi podpadała oraz wkurzała, ale nie potrafiłem długo się złościć. Jak się wkurzyłem, gdy zobaczyłem co robi jej Harry i w końcu dzisiejszy pocałunek. Mia. Mia James. Przyjadę do domu i nie zobaczę już dziewczyny. Nigdy jej nie zobaczę. Wcale nie chcę tego. Chcę, żeby była zawsze, gdy wracam wieczorami. Chcę, żeby się nadal śmiała z żartów Nialla.

-Louis, proszę cię chodźmy-tym razem głos Liama był delikatniejszy, ale nadal było słychać zdenerwowanie. 

-Tylko tyle, że ona mi teraz nie wybaczy, że ją oddałem-powiedziałem, czując jak powoli moja złość mija.

-Nie zrobi tego. Louis jedź tam. Warto spróbować.

Powoli odpaliłem auto i zawróciłem. Usłyszałem ciche westchnięcie ulgi chłopaków. Mam nadzieję, że nie będzie za późno. On mi ją na pewno odda, jest dobrym kumplem. Co innego, jeśli już nie ma u niego Mii. Wtedy będę musiał ją sam szukać. Gdy wróciłem na miejsce, wleciałem do środka. Nie patrzyłem nawet, czy jakiś gamoń próbuje mnie zatrzymać.

-Gdzie Mia?-krzyknąłem i zobaczyłem, jak chłopak wychodzi z jednego z pomieszczeń.

-Nie wiem, jakiś gościu ją wziął-powiedział obojętnie.-Miałeś rację, że szybko pójdzie.

-Ja pierdolę-odchyliłem głowę do tyłu.-Jaki? 

-Nie wiem. Wiedziałem idioto, że wrócisz, czekałem, ale cię nie było, więc ją oddałem. Mówiłem do cholery, że masz to przemyśleć.

-Jakieś szczegóły? No weź. Musisz coś wiedzieć. 

-Czekaj, coś mi się kojarzy, że miał na imię Taylor-powiedział, a mnie zatkało. 

-Powiedz, że żartujesz-warknąłem zły.

-No nie. Więcej nie wiem, było myśleć. Mówiłem, że masz myśleć, po coś masz ten mózg.

Wyszedłem wściekły z budynku. Muszę jechać do jej domu. Sprawdzić czy tam jest. Czy nic jej się nie stało, ale w sumie skoro jest z ojcem, to nie będzie źle. Ledwo wszedłem do środka, zaczęły się pytania. Zamiast leżeć w łóżku, muszę jeździć po całym mieście za jedną dziewczyną.

-I gdzie ją masz?-Liam znowu się wściekł.

-Pierdol się. Jej ojciec ją zabrał.

-I mówisz to tak spokojnie. To chyba ciebie pojebało. 

-Bo?-wjechałem na ulicę i wdusiłem pedał gazu. 

-Ty jeszcze tego nie zauważyłeś? Ma siniaki, na początku mówiła, że i tak nikt za nią nie będzie tęsknił, a za każdym razem jej prawie nie było w domu-zaczął mieć do mnie wyrzuty, nie chcieli mi nic powiedzieć , to jak miałem skleić fakty,skoro mnie to nie obchodziło.-Jej ojciec się nad nią znęca. Nie bije, ale znęca człowieku.

-Kłamiesz. Nie wierzę ci-zacząłem się denerwować. 

Wiedziałem, że ma rację, ale miałem skrawek nadziei, że żartuje. Nie możliwe, żeby przez ten czas już jej coś zrobił. Nie.

-Nie do cholery. Więc z łaski swojej rusz dupę. 

-Robię co mogę. Myślisz, że się nie denerwuje? Jedyny normalny w tym momencie to Niall.

-Sorry. Poniosło mnie. 

Fuknąłem coś pod nosem i zacząłem w myślach powtarzać znany mi tekst. Żeby nie było za późno. Muszę zdążyć. Jechałem  w kierunku jej domu, nawet nie pamiętałem dobrze drogi, a i nerwy nie pomagały, więc Niall mi pomagał. Wjechałem z rozpędu na podjazd. Razem z Liamem i Niallem wszedłem do domu. W salonie grał telewizor. 

-Mia!-krzyknąłem na cały dom. 

-Czego drzesz ryja? Kim jesteś w ogóle?-zobaczyłem tego samego faceta, co ostatnio. Jej ojciec.

-Mów kurwa, gdzie jest Mia-popchnąłem go. 

-Kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać-oj za mądry się robi debil. 

-Wiesz kim ja jestem. Nie wiesz, więc trzymaj mordę i odpowiadaj, jak pytam. 

W tym samym czasie z góry zszedł Liam. Pokiwał tylko bezradnie głową, co oznaczało, że nie ma tam dziewczyny. Co ja narobiłem.

-Gdzie jest Mia!-wysyczałem przez zaciśnięte zęby, trzymając go za szyję przy ścianie.

-Louis, bo go udusisz-mruknął Liam i momentalnie puściłem tego gnojka.

-Robi to, do czego jest stworzona-złapał łapczywie oddech.

Nie wytrzymałem i mu przyłożyłem. Albo się pospieszy albo zrobimy to inaczej. 

-Bez tajemniczych odpowiedzi. Czyli?

-Aktualnie daje w jednym z klubów. Przecież to dziwka.

Myślałem, że się przesłyszałem. Walnąłem mu z pięści w brzuch, aż się zwinął na ziemi. Zabiję gnoja. Zabiję. Tak traktować córkę. Moją Mię.

-Który?!-cisza.-Który do cholery.

-A co? Tobie miała dać, a ci ją zabrali?  Było ją wykorzystać bez względu na to, czy chce czy nie.

-Który?!-krzyknąłem mu nad twarzą. 

-Niedoczekanie twoje. 

-Niall zajmij się nim i daj mi telefon-powiedziałem zrezygnowany. 

Nie będę się z takim ciulem bawił. Zrobię to tak, jak mówiłem. Wyszedłem na zewnątrz i wybrałem numer Layli w telefonie Nialla. Po drugim sygnale odebrała. 

-Niall ja ni...

-To nie Niall. Dzwoni Louis. Powiedz mi, do jakiego klubu zazwyczaj jeździ ojciec Mii. 

-Nie wiem, a o co chodzi-powiedziała zmieszana. 

-Nie ważne. Skup się Layla-jęknąłem do telefonu.

-No dobra. Może ''Gold''. Często tam bywa, ale o co chodzi. 

-Mówiłem, że nie ważne. 

-Co za dupek-mruknęła za nim się rozłączyłem. 

Ma przesrane. Napisałem jej wiadomość i oddałem telefon Niallowi. Tym razem Liam prowadził, a blondyn poszedł do Layli. Pewnie mu się poskarży. Mam to w dupie. Jeszcze Niall ją opieprzy, że tak mnie nazwała.  Nerwowo wybijałem rytm na kolanie. Gnojek, zajmę się nim później. Teraz muszę ją znaleźć. W klubie było słychać głośną muzykę. Ludzie tańczyli, a połowa z nich była tak najebana, że nawet nie umiała tego robić. Podszedłem do ochroniarza i wypytałem o Mię. Widział taką dziewczynę, ale nie wie, gdzie jest. Zacząłem po kolei otwierać drzwi. Przerwałem kilku osobom ''zabawę'', ale nigdzie nie było mojej Mii. Przecież nie mogła się rozpłynąć.

-Liam tracę cierpliwość-jęknąłem, zamykając bezradnie kolejne drzwi.

-Ty? Ty nigdy nie tracisz nadziei-otwarł kolejne drzwi i pusto.-Cicho.

Chłopak położył palec na usta i pokazał na ucho. Czegoś nasłuchiwał. Nie wiedziałem, o co mu chodzi. Wtedy usłyszałem jakieś głosy i płacz.

-Proszę, ja nie chcę tego robić-jakaś dziewczyna ewidentnie płakała. 

Wiedziałem, że to musi być Mia, bo jak nie ona, to  kto?

-Nie obchodzi mnie to kochanie. Dałem kasę za co najmniej dwie godziny. Obiecuję, że nie będziesz mogła chodzić-zaśmiał się jakiś męski głos.-Nie byłaś tania, więc się nie wywiniesz.

Głosy dochodziły zza drzwi z napisem tylko personel. Były zamknięte. Nie miałem ochoty na krzyk, żeby otworzył. Po prostu je wyważyłem. W środku byli dwaj faceci i moja Mia. Bezbronna, prawie goła, zapłakana i wystraszona Mia. Dziewczyna leżała na łóżku, przypięta kajdankami do jego ramy. Gdy wleciałem do środka, wszystkie oczy spojrzały na mnie. Poczułem, jak po raz kolejny dzisiejszego dnia napada mnie złość, a w sumie wściekłość. Zobaczyłem, jak dziewczyna wciągnęła powietrze po czym powoli je wypuściła. Nadal była cała spięta, ale to później. Na początek zajmę się tymi dupkami. 

 

 

 

 

 

Przepraszam za błędy. 

CZYTASZ-SKOMENTUJ 



2 komentarze:

  1. A jednak dodałaś, taki krótki i w ogóle co to ma być?! Ważne, że chociaż Lou się opamiętał, czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Uhhhh jaka ulga, no w końcu Louis zrozumiał.:D Już nie mogę się doczekać następnego xoxo
    Ps. Co tak krótko? :o

    OdpowiedzUsuń