środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział 12

Gdy zobaczyłem jej oczy pełne smutku, poczułem kolejną falę wściekłość. Spojrzałem na tych dwóch kolesi. Byli tak samo źli. Dwójka pojebańców. Chyba nie wiedzą kim jestem.

-Mało masz pokoi? Jesteśmy zajęci palancie-podszedł i mnie popchnął.

-Co proszę? Z tego co widzę, to ona tego nie chce-spokojnie Louis, nie chcesz draki.

-Zapłaciłem, jej zdanie mam w dupie-powiedział jeden z nich.-Skoro ma taką robotę, to będzie to robiła, a ty możesz wypierdalać.

-Tylko tyle, że.....ona jest moja-powiedziałem i mu przyłożyłem.-Więc jak nie chce tego robić, to nie będzie-kolejny cios.

Momentalnie podbiegł do mnie drugi z nich. Panowała mną złość. Byłem wkurzony po tym, co zobaczyłem, co chcieli zrobić i co powiedzieli.

-Twoja? Teraz moja-zaśmiał się i podszedł by ją pocałować.-Patrz i podziwiaj.

Ścisnął jej policzki, żeby się nie wyrwała, a ja nie wytrzymałem. Biedna zaczęła się wyrywać. Wyciągnąłem pistolet i do niego strzeliłem. Dla mnie norma, dla Mii nie. Na szczęście zamknęła oczy, gdy zobaczyła, co chcę zrobić.

-Jak nie chcesz skończyć jak on, to masz zniknąć i już się na mnie nie natknąć, bo cie zabiję. Raz cię zobaczę i po tobie-warknąłem do drugiego i już go nie było.

Nikt nie będzie robił czegoś, wbrew mojego zdania. Na pewno nie, gdy ja tu rządzę i Londyn jest mój. Schowałem broń po czym spojrzałem na Mię. Bała się, było widać. Nadal miała zamknięte oczy.

-Widzę, że sobie poradziłeś-powiedział Liam, gdy wszedł do środka.

-Jest ok, ale...

Spojrzał na dziewczynę i zrzedła mu mina. Widział to samo co ja. Wystraszoną i płaczącą Mię. Kiwnął tylko ręką, zostawiając nas samych. Powoli podszedłem do dziewczyny. Momentalnie wstrzymała oddech.

-Mia, to ja Louis-szepnąłem.

Nie zareagowała. Dalej do niej podchodziłem. Odpiąłem jej ręce od ramy tak, że mogła się normalnie usiąść. Podkuliła nogi i zwinęła się w kłębek. Gdy byłem przy dziewczynie, usiadłem naprzeciw po turecku. Wyciągnąłem rękę do Mii. Nie wzięła jej.Wziąłem głęboki wdech. Zaczęła delikatnie się trząść. No fakt, chłodno się zrobiło. Zdjąłem swoją skórzaną kurtkę i narzuciłem jej na ramiona. Miała na sobie tylko stanik Powoli podniosła głowę. Zobaczyłem,  że szczelniej się otula, co wywołało u mnie uśmiech. Małymi krokami, małymi.

-Boisz się? Nic ci nie zrobię, spokojnie-przejechałem po jej ręce.-Już jest ok.

Uważnie śledziła co robię. Jest teraz wystraszona. Wiem, jak to jest. Być tak zdezorientowanym przez strach, że nie wiesz, co się dzieje. Nie wiedziałem co robić. Ona jest zdenerwowana. Nie idzie po dobroci, to zrobię to po swojemu. Szybkim ruchem przyciągnąłem ją do siebie i zamknąłem w ramionach. Wyrywała się z całych sił, ale jej nie puściłem. W końcu się zmęczy.

-Mia już spokojnie. Jest dobrze, nic ci nikt nie zrobi-zacząłem do niej mówić.-Uspokój się. Proszę.

Położyła głowę na moim ramieniu i przestała walczyć. Kołysałem ją jak małe dziecko. Może i dziecinne, ale działało. To był męczący dzień. Nie dla mnie, ale dla dziewczyny.

-Louis. Nie zostawiaj mnie nie odchodz. Ja już będę grzeczna, nie postawię ci się, ale proszę, nie pozwól nas rozdzielić.

Nie chciałem takiej Mii. Nie zmierzałem do tego, żeby ze strachu, była grzeczna.Nie wiedziałem jednak co jej powiedzieć.

-Idziemy?-szepnąłem jej nad uchem.

-Nie chcę. Nie mam nigdzie miejsca. 

-Masz u mnie, a zawsze możesz iść do Layli.

-Nie mam, Harry mnie cały czas poniża i znęca się. Nie umiem już tego wytrzymać. 

-On ci już nic nie zrobi. Obiecuję. 

-Nie jesteś tego pewien. Co jeśli was nie będzie, a on do mnie przyjdzie. 

-Przestań tak mówić-mruknąłem trochę zirytowany.-Chodź.

Pokiwała przecząco głową. Znowu wkracza moja rola. Wziąłem ją na ręce. Lekka jak piórko. Co jakiś czas nadal z jej policzka leciała łza.

-I widzisz, jednak idziemy-zaśmiałem się, ale ona nie zareagowała.

Wyniosłem ją z klubu po czym usadziłem w aucie na swoich kolanach . Leżała, przysypiając. Starłem resztę łez z jej policzków. Kurczowo trzymała moją bluzkę w swoich zaciśniętych piąstkach. Za każdym razem, gdy ją przesuwałem, zaciskała je jeszcze bardziej. Liam nic nie mówił. Posprzątał wszystko łącznie z zabitym facetem. Nie miał ochoty na gadanie albo nie chciał się wtrącać. Na miejscu zaniosłem ją do sypialni. Przez chwilę patrzyłem na kanapę i moje łóżko. Położyłem ją na moim posłaniu. Nie będzie spała na tym twardym gównie. Ułożyłem dziewczynę na kołdrze. Chciałem iść się umyć, ale nie puściła mojej koszulki. Uśmiechnąłem się i przejechałem dłonią po jej policzku.

-Mia, puść mnie. Wrócę-złapałem jej dłonie i odsunąłem.-Obiecuję.

-Zostawiłeś mnie z nimi. Zabrał mnie mój ojciec. Jak mam ci zaufać.

-Wiem, nie chciałem. Jak wrócę pogadamy.

Wszedłem do łazienki. Woda mnie odprężyła i uspokoiła. Siedziałem w pomieszczeniu dobre dwadzieścia minut. Nie mogłem jednak unikać rozmowy. Założyłem na siebie bokserki i wyszedłem. Mia leżała przebrana na swoim posłaniu.Zaczyna do niej docierać, co zrobiłem. Kurwa.

-Dlaczego przeszłaś na kanapę?-szepnąłem, żeby się nie wystraszyła. 

-Nie pozwalasz nikomu spać na swoim łóżku-szepnęła tak jak ja.-Nie będę ryzykowała.

-Chodź-uniosłem kołdrę.-Ty jesteś wyjątkiem. Jak nie przyjdziesz, to sam cię przeniosę-mruknąłem, gdy widziałem, że nawet się nie ruszyła.

Wiedziała, że nie żartuję, więc wstała i przyszła. Przytuliłem ją, tak ,że leżeliśmy na łyżeczki.Nie czekałem długo, a odwróciła się i znowu zacisnęła swoje dłonie na mojej bluzce. 

-Może od razu ci przykleję te ręce, co?

-Mhm, ale później odklej.

-Zrobił ci coś?-w końcu musiałem zapytać.

-Kilka razy uderzył, bo później przyjechali po mnie faceci z klubu. Nie ch...ciałam tego ro..bić-zaczęła cicho płakać.

-Nie, nie, nie. Już nie płaczemy. Nie musisz mówić, ale nie płacz.

-Louis lubisz mnie? Chcę szczerej odpowiedzi-szepnęła, a ja się uśmiechnąłem.

Przekręciłem się tak , że bez problemu mogłem ją pocałować. Oddała pocałunek, ale nie był on taki jak pierwszy.

-Bardzo-cmoknąłem ją w ramię.

-To czemu mnie tam zostawiłeś?-powiedziała już głośniej, ale i tak nie miała za dużo sił.-Czemu?

-Ah, chciałem cię zabić, jak mówiłem od dawna-powiedziałem niepewnie-Gdy jechałem do domu z chłopakami to mnie coś ruszyło, że już cię nie zobaczę, gdy wrócę. Nie będę mógł patrzeć, gdy śpisz. Zrozumiałem, że jednak też coś czuję do ciebie. Wróciłem, ale dowiedziałem się, że ten kutas cię zabrał. 

-Nic nie zmienia faktu, że mnie zostawiłeś.

-Sorry, zrobię cokolwiek, żebyś mi to wybaczyła.

-Wypuść mnie i nie trzymaj w zamknięciu-ok to mnie zatkało, nie spodziewałem się tego.

-Nie rozumiem-pokiwałem głową, ale i tak wiedziałem, do czego ona zmierza.

-Pozwól mi wrócić do swojego normalnego życia. Mówiłam już, że nic nikomu nie powiem. Obiecuję ci to. Nie śledź, nie pilnuj, tylko wypuść.

-Mówiłaś, że coś do mnie czujesz. Teraz chcesz odejść. Jesteś głupia czy jaka.

-Wiem to, ale mnie zostawiłeś. Jak chcesz, żebym była szczęśliwa to mnie uwolnij.

Wstałem zdenerwowany z łóżka i zacząłem chodzić po pokoju. Ja pierdolę, co się dzieje. Ona sobie ze mnie żartuje.

-Ty żartujesz sobie, nie? Mnie to osobiście nie bawi-podniosłem głos, wskazując na nią palcem.

-Louis nie złość się. Ja chcę tylko wrócić do swojego dawnego życia.

-Dawnego? Co ty nazywasz dawnym życiem? Łażenie cały dzień po mieście, bo inaczej cię ojciec pobije. Chowanie się u przyjaciółki. To gówno, a nie życie.

-Przepraszam Louis. Przepraszam-zobaczyłem, jak z jej oczu lecą łzy, miałem to w dupie.

-Wiesz co. Rób co chcesz. Mam wyjebane na wszystko. Mogłem cię tam zostawić. Ci kolesie by cię przeruchali, ojciec pobił i byś gryzła ziemię. Wszystko piękne, tak jak chciałem i planowałem.

Wyszedłem z pokoju, trzaskając drzwiami. Mam dosyć. Niech robi co chce. Szmata, i to ja niby jestem tym dupkiem, który kocha, a porzuca. Niech idzie. Ojciec ją w końcu zabije i wszyscy będą szczęśliwi. Nikt nie będzie za nią tęsknił. Nikt.

 

 

 

 

 

 

 

Mia pov*

Stałam właśnie przed drzwiami do domu Layli. Robiło się już ciemno. Odkąd wczoraj Louis wyszedł zły, nie widziałam go. Rano zjadłam śniadanie z chłopakami po czym siedziałam z nimi kilka godzin. Zaraz później poszłam się spakować oraz postanowiłam iść do mojej przyjaciółki, przecież nie wrócę do ojca. Zabije mnie pewnie. Stałam pod drzwiami i w pewnym momencie poczułam łzy na policzku. Wszystko przez wspomnienie o Louisie. Nie kłamałam, gdy mówiłam, że kocham go. Ale on mnie zostawił, chciał zabić tak, jak planował. Przecież byłam tylko problemem, takie piąte koło u wozu. W tym samym momencie usłyszałam otwierane drzwi. Podniosłam głowę.

-Mia, co ty tu robisz-zobaczyłam blondyna.-Nie mów, że mu uciekłaś, bo on się wścieknie, a...

-Ja odeszłam Niall-pokazał mi, żebym weszła.

-Czemu?

-Byłam problemem. Ulżyłam wam.

-Co ty mówisz dziewczyno. Przecież cię polubiliśmy. Nie jesteś taka zła-zaśmiał się, ale był to śmiech wymuszony.

-Nie prawda. Odeszłam i znowu wracam do dawnego życia. Nie martw się, obiecałam, że nikomu nic nie powiem, o tym zabójstwie.

-Tu nie o to chodzi do cholery-pociągnął za końcówki włosów.- Chcesz coś pić?

-Daj jakiś sok. Gdzie mama Layli?-rozejrzałam się po pomieszczeniach.

-Wyjechała przedwczoraj  na dwa tygodnie. Layla się kąpie.

Usiadłam w jednym z foteli i czekałam aż chłopak przyjdzie z moim sokiem. Zrobiłam wtedy wielki błąd, że poszłam tamtą drogą. Moje życie wyglądałoby inaczej. Mniejsza z tym czy lepiej czy gorzej, ale na pewno inaczej.

-Nic ci nie zrobił prawda?-spojrzał na mnie, uważnie śledząc moje zachowanie.

-Nie, ale gdy mu powiedziałam, że ma mnie uwolnić to się wściekł i wyszedł. Dzisiaj rano go też nie było.

-Czyli już wiem, gdzie on pojechał-westchnął.

-Mogę wiedzieć gdzie?

-Lepiej będzie, jak na razie się nie dowiesz.

Uśmiechnęłam się niepewnie i w tym samym momencie usłyszałam głos Layli. Schodziła po schodach, mamrocząc coś pod nosem, w końcu usłyszałam jej wyraźny głos:

-Niall ty dupku, co ja...

Nim się obejrzałam chłopak poszedł w stronę korytarza. Mogę się założyć, że właśnie ją opieprzał za to, jak go nazwała. Co jak co, ale oni nie lubią, jak ktoś robi takie coś. Bronić jej nie będę, nic jej nie zrobi przecież. To znaczy chyba. Weszła zła do salonu, ale gdy mnie zobaczyła momentalnie mina dziewczyny złagodniała.

-Mia, co ty tyle czasu robiłaś?-przytuliłam się do niej.

-Za dużo gadania.

-Nie uciekłaś mu prawda?

-Nie, sama odeszłam. Byłam piątym kołem u wozu-westchnęłam.-Wiesz, że chciał mnie zabić.

-Próbował?-powiedziała wystraszona, ale wzdrygnęłam ramionami.

-Nie wiem. Zaczęło się od tego, że.....

Opowiedziałam jej wszystko, zaczynając od tego, jak normalnie jechaliśmy na akcję, kończąc na wczorajszej wściekłości Lou. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego on mnie tam zostawił, dlaczego chciał mnie zabić, co? Po pocałunku myślałam, że już nie chce tego robić, ale gdy zapytałam się, gdzie jest Louis i dowiedziałam, że mnie zostawił, to wszystko prysło.

-Ale cię uratował, wrócił.

-Zostawił i odjechał. Dopiero później się obudził, że jednak coś do mnie czuje. Chciał zabić-mruknęłam.

-Jakie zabić? Weź przestań.

-Jak to on powiedział. By mnie wyruchali i zabili. Super nie. Na koniec mi wykrzyczał, że mógł mnie tam zostawić, byłby spokój.

-Jednak miałam rację, gdy go nazwałam dupkiem.

-I nic ci nie odpowiedział?-uniosłam brwi.

-Żartujesz? Napisał mi sms, że mam przerąbane,ale jak szło się spodziewać, jeszcze ja dostałam opieprz, za to co na niego powiedziałam-spojrzała na Nialla i zaakcentowała ostatnie słowa. 

Chłopak zmrużył na nią oczy, a mi  zachciało się śmiać. Pasują do siebie dwa debile. Rozmawiałam z przyjaciółką kilka minut aż postanowiłam, że pójdę do góry się wykąpać. Pokiwała mi tylko głową. Po drodze zdążyłam usłyszeć, jak kłóci się z Niallem, mam tylko nadzieję, że nie z mojej winy. Po kąpieli ubrałam się w swoją piżamę. W tym samym czasie usłyszałam, jak chłopak się wydziera w bodajże kuchni.  Usiadłam w fotelu przy biurku po czym wyciągnęłam telefon. Zaczęłam się nim bawić , a do moich myśli wrócił Louis. Jestem ciekawa, gdzie on mógł pojechać. Chciałam jakoś nie zwracać uwagi na krzyki, ale nie mogłam. Po jakimś czasie ucichły.

-Nie wierzę, że z niego jest taki idiota-powiedziała Layla, wchodząc do pokoju.

-O co poszło? Chyba nie o mnie, nie-zaśmiałam się, ale po jej minie stwierdziłam, że nie jest jej do śmiechu.

-Pamiętasz tego chłopaka z kawiarni? Wzięłam od niego numer, bo fajnie mi się z nim gadało. Ostatnio pisałam z nim, a Niall zaczął się drzeć, że jestem jego. Pomijając fakt, że mnie to wkurwia. Tłumaczyłam mu, że on ma dziewczynę i się tylko przyjaźnimy, a on dzisiaj napisał mu wiadomość, że ma się pilnować, bo go zniszczy. Musiałam do niego oddzwaniać, że ma się nie martwić, bo Niall mu nic nie zrobi. W kuchni się kłóciliśmy o to, że mu wygarnęłam prawdę. Druga sprawa. Po tym jak nazwałam Louisa dupkiem, chłopak do mnie przyjechał. Powiedziałam mu, że Louis mi groził, ale on jeszcze mnie zganił, że tak na niego powiedziałam.

-Czyli, ale tak wszystko w skrócie.

-To, że do cholery nie jestem jego. Ten debil by najchętniej pobił każdego chłopaka, który ze mną rozmawia.

-Kocha cię i jest strasznym zazdrośnikiem. Sama mówiłaś, że lubisz spędzać z nim czas. 

-I co z tego? Lubię, ale on mnie wkurza. Nie jestem jego do cholery. Nawet mu nie powiedziałam, że chcę z nim chodzić. Sam decydował. 

-To jesteście razem?

-Nie!-krzyknęła i spuściła zdenerwowana ręce.

-Dobra, dobra nic nie mówiłam.

Położyłam się na łóżko i zobaczyłam, że ktoś do mnie napisał.  Był to blondyn, ale nie wiedziałam, o co może mu chodzić. Otwarłam wiadomość i się uśmiechnęłam.


 

 

 

Od:Nieznajomy

Powiedz tej małej cholerze, że jej nie odpuszczę, a to , że mi nie odpisuje, pogarsza tylko sprawę. Pro po Louisa-wrócił nawalony w trzy dupy.

 

 

 

  

Do:Niall

Wiesz, że nie musisz się tak złościć, to jej przyjaciel, nie chodzi z nim. 

 

 

 

 

  Od:Niall

Mam to w dupie. Jak mi nie odpisze, to jutro będzie miała spraną dupę.

 

 


 

Westchnęłam uśmiechnięta.  Mina Layli po przeczytaniu tej wiadomości, będzie bezcenna. Nie musiałam długo czekać, a dziewczyna wyszła z łazienki.Jej włosy były w typowym nieładzie, jak to po kąpieli.

-Mam coś do ciebie-zaśmiałam się, podając jej telefon.

Uważnie przeczytała pierwsze zdanie i ściągnęła brwi, ale widziałam, że jej kąciki ust drgają. To pewnie przez tą ''małą cholerę'''. Przygryzła palec wskazujący.

-I widzisz? On jest chory. Za tą cholerę go zabiję, tak samo za spranie dupy. Ten idiota mnie nawet nie dotknie.

-Ale go lubisz-spojrzałam na nią.

Stanęła na chwilę i zatrzymała się z rozczesywaniem mokrych włosów. Zobaczyłam jej odbicie w lustrze. Myślała nad odpowiedzią.

-To nie ma nic do znaczenia-powiedziała powoli, wracając do czesania włosów.

-Skoro tak mówisz. Może lepiej będzie, jak mu odpiszesz. Obojętnie co, ale odpisz.

 -Nie mam ochoty i tak pewnie jutro tu przylezie. 

Gadałam z przyjaciółką do godziny dziesiątej. Powoli robiłam się senna, więc okręciłam się na drugi bok i włożyłam rękę pod poduszkę. Czyli moja najlepsza pozycja do spania. Leżałam tak chwilę, gdy usłyszałam, jak Layla stuka coś na telefonie. Po chwili do moich uszu dotarł dźwięk piosenki. Dziewczyna momentalnie odebrała, żeby mnie nie obudzić. Dobrze, że nie wie, że ja nadal wszystko słyszę. Wtedy by pewnie nie odebrała.

-Niall do cholery odwal się już, jutro pogadamy.....nie, a ciebie nie powinno to obchodzić....twoja może być maskotka, ale nie ja.......śnisz, jak będę chciała to, to zrobię....nie odważysz się....mam cię dosyć.....wiesz co, spadaj człowieku-rzuciła telefon na szafkę w ten sposób, że zleciał z niej i walnął o ziemię. 

Nie przejęła się jednak i po tym jak przykryła się kołdrą, poszła spać. Podciągnęłam swoją część pod szyję po czym poszłam w jej kroki i też zasnęłam. W nocy śnił mi się Louis. Nie chciałam takiego snu, na pewno nie z nim. Doprowadziło to do tego, że zaczęłam płakać przez sen. Wszystko i wyłącznie za sprawą jednego chamskiego kontrolera.  

 

 

 

 

 

CZYTASZ=SKOMENTUJ


2 komentarze:

  1. Już się tak cieszyłam, że będą razem... No ale przecież nic nie idzie tak łatwo: / Jestem tak BARDZO BARDZO BARDZO SPRAGNIONA KOLEJNEGO ROZDZIAŁU!!! ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń