sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 13

Mia pov*



Jak szło się spodziewać, rano nie było mi dane spać. Przebudziłam się około 6:30. Co ja tak wcześnie robię. Okręciłam się na drugi bok, idealnie widziałam widok za oknem. Wpatrywałam się tam i nawet nie wiem, kiedy do moich myśli wtargnął Louis. Byłam ciekawa, gdzie on poszedł, że Niall mi na razie nie chciał powiedzieć. Mnie już w sumie nic nie zdziwi. Teraz czułam się trochę źle. Mogłam mu to jakoś inaczej powiedzieć, ale z drugiej strony niby jak. Nadal jestem trochę roztrzęsiona po tym co się stało. Minuta później i już by nie zdążył. Nim się obejrzałam, minęła mi godzina na przemyśleniach.

-Czemu nie śpisz?-usłyszałam ciche mruknięcie Layli.

-Nie wiem, jakoś nie mogę.

-Moja ochota na wstanie minęła, gdy sobie przypomniałam, że ten debil tu przyjdzie.

-Wprost pajasz do niego uczuciem.

-Nie, mam go dosyć.

-Kto się czubi, ten się lubi-zaśmiałam się do niej, a ona tylko parsknęła.-Ja wstaję i tak nie zasnę.

-Mhm, ja poleżę.

Dziewczyna nakryła się kołdrą po czym dalej próbowała zasnąć. Ja wzięłam swoją torbę i po wyciągnięciu ubrań, poszłam do łazienki się przebrać. Po porannej toalecie, wróciłam do pokoju. Momentalnie cofnęłam się o krok, gdy zobaczyłam, że ktoś tam stoi. Niall. Uśmiechnęłam się do niego, gdy położył palec na ustach, skradając się do łóżka. Ona go zabije. Nie musiałam długo czekać, a usłyszałam jej krzyk, by następnie dokładnie słyszeć jej słowa, które kierowała do Nialla.

-Odpowiem od razu na twoje pytanie, które byś zadała po uspokojeniu się. Przyszedłem rano, bo wieczorem nie mogę.

-No co za pech-uśmiechnęła się sarkastycznie.-Mogłeś się nie trudzić i nie przychodzić.

-I tak wiem, że w głębi duszy się cieszysz słonko.

-Nie jestem żadnym zasranym słonkiem-warknęła w jego stronę, co wywołało u niego uśmiech.-A za tą cholerę mam chęć ci wyjebać.

-Dawaj.

Poklepał się po klatce i patrzył na to, co zrobi Layla. Dziewczyna tylko zmrużyła oczy, ale dalej zajmowała się swoimi sprawami. Po raz kolejny uśmiechnęłam się z ich powodu. Nie chcąc im przeszkadzać, poszłam na dół coś zjeść. Wyciągnęłam z lodówki jajka i wrzuciłam je na patelnie. Po kilku minutach już miałam gotową jajecznicę. Usiadłam do stołu, wcześniej nalewając sobie soku do szklanki. Co jakiś czas przyłapuje się na tym, że odpływam. Po prostu Niall zostawił mi pytanie bez odpowiedzi, a ja chcę ją poznać. Nie musiałam długo czekać,  a usłyszałam jego głos.

-Coś ty taka zamyślona-pomachał mi ręką przed twarzą.

-Nic, nie powiedziałeś mi gdzie poszedł Louis.

-To nie jest ważne Mia. Wrócił, ma się dobrze, no może nie aż tak dobrze, ale jest ok.

-Mnie już nic nie zdziwi, zrozum to. Chcę wiedzieć, gdzie on wtedy poszedł.

-I tak ci nie powiem-powiedział, huśtając się na krześle.-Wiesz, że on jest przybity. Nie ma na nic ochoty.

-Przepraszałam go, co mogę zrobić. Mógł myśleć, jak mnie tam zostawił.

-Dużo o nim nie wiesz, więc nie wyciągaj wniosków-mruknął na mnie, a ja oparłam się o oparcie.

-Ani razu mi nie powiedział, że mnie kocha. Dwa razy pocałował, jak dla mnie wygląda to, jak chęć zaliczenia.

-No widzisz, nie każdemu łatwo przychodzi wyrażanie uczuć.

-Nie chcę o nim rozmawiać.

Chłopak wzdrygnął ramionami i zaczął się bawić palcami. Nie czekałam długo, a do kuchni zeszła Layla. Usiadła obok Nialla.

-No więc co blondasku, jestem głodna.

-To sobie zrób śniadanie-zaśmiał się.

-Ja nie, ale skoro jestem twoja, to ty mi zrobisz kanapki.

-Co za to dostanę?-uniósł brwi, a Layla się uśmiechnęła.

-Zobaczymy.

Chłopak wstał i zaczął robić to, o co prosiła dziewczyna. W między czasie zdążyłam z nią porozmawiać.

-A może chcesz z nim porozmawiać?-Niall położył talerz na stole.

-Nie wiem, on będzie chciał?

-Pewnie tak. Można spróbować.

-Jak coś będzie nie tak, to jest twoja wina, bo ty mnie zmusiłeś.

-Ok. Jak będę wracał, to pojedziesz ze mną-uśmiechnął się.

Co jak co, ale jego uśmiech jest zajebisty. Poszłam sobie do salonu i włączyłam telewizor. W tym samym momencie usłyszałam śmiech przyjaciółki. I ona mi powie, że nienawidzi  Nialla. Większego kłamstwa nie widziałam. Może i jest chamski, władczy i cholernie zaborczy, ale taka jest większość facetów, a już na pewno takich jak on. Skakałam po wszystkich kanałach, nie mogąc znaleźć odpowiedniego filmu. Gdy w końcu znalazłam jakiś odpowiedni , leżałam, tępo wgapiając się w ekran. Jak niby ma wyglądać rozmowa z Louisem.  Nawet nie wiem jak się odezwać. Mam cichą nadzieję,  że to on zacznie mówić jako pierwszy. Kolejnym problemem jest to,  że nie mamy o czym gadać.  Chyba nie będzie ciągnął tematu,  związanego z ostatnimi wydarzeniami.A o czym byśmy mieli rozmawiać-zganiłam się w myślach. Nim się obejrzałam, jechałam z Niallem do domu chłopaków. Zestresowana jechałam w aucie, nie odzywałam się do chłopaka. Bo po co. Wolnym krokiem szłam w stronę drzwi. O ludzie, nie myślałam, że będzie tak ciężko. Zadzwoniłam dzwonkiem, co było trochę głupie, bo po chwili bez niczego do środka wszedł Niall. Chłopak kazał mi iść do pokoju Louisa. Zrobiłam, jak mi mówił i czekałam. Podeszłam do okna. Stałam oglądając ogród, gdy usłyszałam otwierane drzwi. Odwróciłam się. Louis.

-Cześć-powiedziałam cicho.

-Co ty tu robisz?

Zmarszczyłam brwi na jego słowa, a on do mnie podszedł.

-Wiesz, o co mi chodzi-przechylił głowę i na mnie patrzył.

-Niall stwierdził, że moglibyśmy pogadać.

-Mamy o czym?

-Wiem, że jesteś na mnie zły, ale nie bądź taki chamski, ok?

Przeczesał swoje włosy po czym założył ręce na klatce. Zrobiło się jeszcze bardziej niezręcznie. Żadne z nas nie chciało się odezwać.

-Jesteś szmatą-w końcu wypalił, a ja na niego spojrzałam.

-Bo?

-Jeszcze się pytasz? Najpierw mi mówisz, że mnie kochasz, a później okazuje się, że chciałaś tylko, żebym cię wypuścił. Wykorzystałaś mnie.

-Nie, to nie tak.

-A jak? Chciałaś pokazać, że da się mnie zrobić w konia? Chyba jeszcze nie zauważyłaś, jak kończą tacy ludzie.

-Louis przepraszam. Mi też nie jest łatwo. Nie chciałam się oszukać ani wykorzystać. Po prostu......-w tym momencie mnie zatkało, co ja mam właściwie powiedzieć.

-No czekam, jak na razie nie podałaś mi ani jednego dobrego argumentu.

Zaczęłam czuć łzy w oczach. Jak mam mu powiedzieć, że go kocham, ale nie ufam, bo mnie tam zostawił. Spojrzałam na swoje buty i potarłam rękę. Chłopak stał, miażdżąc mnie wzrokiem.

-Tak naprawdę to ja cię kocham.

-To czemu odchodzisz?!-warknął na mnie, a ja wiedziałam, że zaraz się poryczę.

Nie wiedziałam jeszcze z jakiego powodu. Powód nadszedł szybko, gdy już miałam odpowiedzieć Louisowi do pokoju weszła jakaś blondynka. Zwracała uwagę swoim strojem. Niby nic, gdyby nie to, że podeszła do niego i uwiesiła mu się z tyłu na szyi. Spojrzała na mnie, ale widziałam, że ma chęć zacząć się śmiać.

-Gdzie się tyle podziewasz Lousiek-chłopak cały czas na mnie patrzył.

-Rozmawiamy, prawda?

-To może wrócisz do nas, hm-zaczęła mu szeptać na ucho, a ja odwróciłam głowę, żeby nie patrzeć.

Zmarszczył brwi i się uważnie przyglądał.Dopiero teraz wiedziałam, co było powodem. Na swoim policzku poczułam pierwsze łzy. Louis i ona. Zabolało mnie, ale co mogę zrobić. Nigdy nie będę pasowała do Louisa.

-Louisek....

-Nie mów tak do mnie-mruknął, a ona wydęła usta.

Nie czekałam na to, co się ma zdarzyć i wyszłam. Zabiję Nialla. Zabiję. Od razu nadarzyła się sytuacja. Chłopak wszedł mi w drogę.

-Ej, co się stało.

-Wiedziałeś o tym? Specjalnie mnie tu przyprowadziłeś, gdy ona rzuca się na Louisa?

-Mia ja ci przyrzekam, że nie wiedziałem.

-Mam już to w dupie.

-Nie chciałem. Nawet na to nie wpadłem, że one by tu mogły być, ale....

-Nie chcę tłumaczeń-starłam kolejne łzy.-Idę do domu.

Wyszłam już całkowicie załamana. Nigdy nie będę się liczyła u chłopaka. Co ja myślałam, że jak przyjdę, to mi padnie na kolana. On i ja to dwa całkowicie inne światy. Usiadłam się na ławce po czym przyciągnęłam kolana do klatki. I po co ta rozmowa, jeszcze pogorszyła sytuację.










Louis pov*



Gdy zobaczyłem Mię, nie wiedziałem czy się cieszyć czy nie. Wygrała jednak moja złość. Zacząłem ją wyzywać i wytykać to co czuję przez jej zachowanie. Nie hamowało mnie nic. Dopiero gdy to pokoju weszła jedna z ''koleżanek'' Harrego i uwiesiła mi się na szyi, zobaczyłem w oczach dziewczyny smutek. Nie musiałem długo czekać, a na policzkach zobaczyłem łzy. Jakoś moja złość minęła, ale nim się obejrzałem, jej już nie było. Zdecydowanie nie lubię takich sytuacji. Usiadłem na łóżku, a gdy po raz kolejny zostałem nazwany Louiskiem, po prostu wyszedłem. No do cholery, kto normalny wymyśla takie zdrobnienia. Chciałem iść do salonu, ale cały czas coś mnie gryzło. Chyba jednak pogadam z Mią na spokojnie, ale z drugiej strony minęło już sporo czasu, więc może już jest w domu. Mój wewnętrzny głos wygrał i po założeniu kurtki, wyszedłem. Nie musiałem długo spacerować, bo zobaczyłem ją na ławce. Nadal płakała, nie tak jak na początku, ale jednak płakała. Nic nie mówiąc, zarzuciłem na jej ramiona kurtkę i przysiadłem się. Ku mojemu zdziwieniu oparła głowę o moje ramię.

-Przepraszam za nią. Nie wiedziałem, że się przywlecze.

-Wisi mi to-mruknęła.-Fajne masz zainteresowania.

-Nie kłam. Wiem dobrze, że to przez nią wyszłaś-powiedziałem to spokojnie, ale miałem chęć ją opierdolić za to co powiedziała.

-Kochany Louisek ją zostawił?

-Nie mów tak, bo zaraz się zrzygam. Ona nie przyszła do mnie.

-Wyglądało na coś innego.

-Ale tak nie było. Ona przychodzi do Harrego, ale myśli, że dam się nabrać na jej gierki. Chce ze mną chodzić, ale tak na prawdę zależy jej na seksie.

-A tobie nie-parsknęła, ale od razu zamknęłam buzię.-Przepraszam. Jestem zagubiona.

-Pamiętasz co ci mówię o tym, prawda? Jakbym chciał cię zaliczyć, to bym to zrobił, nie patrząc na twoje protesty.

-Dlaczego za mną poszedłeś?

-Chciałaś pogadać, a uciekłaś.

-Odprowadzisz mnie?-podniosła głowę i na mnie spojrzała.

W tym samym momencie zobaczyłem, że dzwoni Harry. Spojrzałem na dziewczynę i na wyświetlacz. Jestem głupi, ale cóż. Uniosłem wzrok na nią i się uśmiechnąłem.

-Chodź-pociągnąłem ją za rękę.-Więc na czym skończyliśmy.

-Zostawiłam się, ale nie pomyślałeś , jak ja się czuję.

-Mówiłaś już. Nie ufasz mi , bo cię oddałem.

-No właśnie. Nie złość się za to. Sama jestem zagubiona.

-Ale nie możesz wrócić. Będziemy udawać, że znowu cię nie lubię.

-Jak ty to sobie wyobrażasz?-zaśmiała się.

-Teraz sobie wyobrażam ciebie bez ubrań.

-Debil z ciebie wiesz?-uśmiechnęła się, a ja podniosłem ręce do góry.

-Każdy wyobraża sobie, co chce. To co, nie wrócisz.

-Nie. Na razie będę mieszkała z Laylą, a później się zobaczy-skręciliśmy w prawo i wiedziałem, że zaraz się rozstaniemy. Chciałem, żeby ten moment trwał wiecznie.

-Bez ciebie to nie to samo-mruknąłem.

-Przyzwyczaisz się. Masz pełno dziewczyn, wystarczy iść do Harrego.

-Czy ty mnie próbujesz wkurzyć?-stanąłem i na nią spojrzałem.

-Ja? Wcale.

-Wpadniesz jeszcze czasem.

-Mam rozumieć, że Harry nie ma się na kim wyżyć?

-To nie jest śmieszne. Nic ci już nie zrobi, mówiłem. Wróć, brakuje mi ciebie.

-Przepraszam, ale nie mogę.

Stanąłem przed drzwiami domu Layli. Mia popatrzyła na nie, a ja nie wiedząc co robić, powiedziałem:

-Przytulas na pożegnanie?

-Ok.

Podeszła do mnie i się przytuliła. Gdy już miała odejść, przyciągnąłem ją do siebie i złączyłem nasze usta. Nie protestowała. A splotła ręce za moją szyją.

-Kocham, gdy jesteś taki grzeczny-szepnęła.

-Nigdy nie jestem grzeczny. Taki urok. Na razie-puściłem ją.

-A kurtka?

-Będzie okazja do następnego spotkania-krzyknąłem.

Szedłem uśmiechnięty chodnikiem,  gdy usłyszałem głos zza rogu.  Rozejrzałem się i nie widziałem osoby,  ale doskonale znałem ten głos. Nie wierzę, że on wrócił.

-Ładna dupa, twoja?

-Spierdalaj od niej. Nie jesteśmy razem.

-Kto by cię chciał. Chyba się o nią nie boisz,  nie. Przecież jest delikatna, krucha.....

-Powiedziałem, że masz się trzymać od niej z daleka-warknąłem.

-Spokojnie. Nie mam planów do niej.  Jak na razie oczywiście.

Powoli zaczął wychodzić z cienia, a mnie roznosiło. Zaraz mu wyjebie.

-Nie myślałem, że odważysz się wrócić.

-Chyba w duchy nie wierzysz. Co porabia twoja banda.

-Nie interesuj się.

-Wiem o tobie więcej niż się domyślasz. To, że mnie nie było, nie znaczy, że nie dostawałem informacji. Wiesz co ci powiem. Skoro Mia uniknęła śmierci, może ona przyjdzie do niej.

W tej samej chwili podszedłem do niego i przydusiłem do najbliższej powierzchni. Chyba sobie śni.

-Czy ty mnie nie zrozumiałeś. Zostaw ją w spokoju, spróbuj jej coś zrobić, a ja postaram się to byś miał Deja Vu sprzed dwóch lat, ale z większym skutkiem.

-Spokojnie-strzepnął moje ręce.

-To jest jeszcze spokój, bo masz nieobitą mordę. Nie będę marnował na ciebie czasu.

Odepchnąłem go i poszedłem przed siebie. Idiota zepsuł mi dzień. Przypomniałem sobie o telefonie od Harrego. Pewnie będzie wściekły, ale mam to w dupie. Włożyłem ręce w kieszenie i dalej wracałem do domu. Ah, szkoda, że Mia nie chce wrócić, ale nic nie poradzę. Normalnie bym ją zmusił, jednak nie będę pogarszał sytuacji. Potarłem swoje ramiona z zimna. Dobrze, że nie mieszkam aż tak daleko. Wszedłem do domu i jak mogłem się spodziewać, lokowaty od razu na mnie naskoczył.

-Gdzie do cholery byłeś, dzwoniłem do ciebie.

-Wiem.

-Poszedłeś do tej szmaty. Jeszcze ci się nie znudziła.

-Szmaty to były tutaj przez pół dnia, ona ma imię.

-Jebie mnie to. Może zgadniesz, kto wrócił.

-Spotkałem go. Pogadaliśmy, no może nie za grzecznie, ale zawsze coś. Nie boje się go, pamiętasz, jak skończył ostatnio.

-Darujmy sobie-machnął ręką i sobie poszedł.

Nie długo później sam poszedłem do swojego pokoju. Byłem zmęczony dzisiejszym dniem, a nie wiedziałem co mogą przynieść kolejne. 

 

 

 

 

 

 

 

CZYTASZ=SKOMENTUJ 

Przepraszam za błędy, jeśli się pojawiły :D



2 komentarze:

  1. No w końcu Lou i Mia są w lepszych kontaktach <3 A ten kolo niech od niej spierdziela!
    Czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! no prawie miłe zakończenie ;) czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń