poniedziałek, 1 czerwca 2015

Rozdział 18


Zdenerwowana weszłam na salę balową. Plan na dzisiejszy wieczór? Przeżyć go i nie spotkać Louisa. Specjalnie założyłam inną  sukienkę, żeby ułatwić sobie plan. W sumie mogłam w ogóle nie iść, ale chciałam być tu z Laylą. No właśnie. Dziewczyna co chwila z kimś rozmawia, a jednocześnie co jakiś czas nerwowo odrywa wzrok. W końcu wkurzona postanowiłam do niej iść.

-Przepraszam, ale na chwilę ją porwę-uśmiechnęłam się do jakiejś kobiety i pociągnęłam dziewczynę za rękę.-Weź się opanuj.

-Aż tak źle?

-Wyglądasz jakbyś miała zaraz uciec.

-No, to nie moja wina-zaczęła się usprawiedliwiać, a ja miałam wrażenie, że najchętniej zaczęłaby tupać nogą.

-Przestań się martwić. On nic ci tu nie zrobi. Nawet nie wiesz, czy jest.

-Jest. Widziałam go, jak wchodził na taras.

-I co, nadal żyjesz. Nie panikuj-poklepałam dziewczynę po ramieniu.

Chwilę później jej nie było, a ja rozbawiona pokiwałam głową. Okręciłam się i chciałam iść do miejsca z napojami, ale tym samym wpadłam na jakiegoś chłopaka.

-Przepraszam, mogłam uważać-powiedziałam i wyprostowałam sukienkę.

-Nic się nie stało, spokojnie. Jak masz na imię?

-Mia-chłopak zmarszczył brwi, ale dalej się uśmiechał.

-James? Mia James-pokiwałam zmieszana głową, a on zaczął się śmiać.-Nie martw się. Nie śledzę cię. Jesteś przyjaciółką Layli, wszyscy cię pewnie znają.

-Nie wiedziałam, że jestem taka sławna.

-Zdajesz się fajna. Chcesz się napić?-spojrzałam na niego, a on dalej stał, czekając na odpowiedź.

-Pewnie.

Ruszyłam za nim w stronę, gdzie nas prowadził. Nie wiem czemu, ale dzięki niemu zapomniałam o Louisie. Zaraz, chwila......nawet mi się nie przedstawił.

-A ty jak masz na imię-powiedziałam, przekrzykując muzykę.

-Jacob, piękna.

Uśmiechnęłam się na jego ostatnie słowa. Jeden wyraz, a od razu poprawia humor o dwieście procent. Przyspieszyłam trochę korku, żeby za nim nadążyć.

-Jesteś stąd?

-Tak. Mieszkam tu do dziecka. A ty?-uśmiechnęłam się ,siadając na krześle.

-Ja raczej jestem wędrownikiem. Mieszkałem tu, gdy byłem mały, później wyjechałem i znowu jestem.

-Światowy jesteś-mruknęłam i rozejrzałam się po sali.

Chłopak podsunął mi napój po czym zaczął mi się przyglądać. Nie powiem, trochę dziwnie.

-Co ty taka spięta?

-Ahh nie chcę spotkać jednej osoby.

-Mogę wiedzieć kogo? Oczywiście jeśli to nie problem-dodał, wyciągając swój telefon.

-Wolę to zatrzymać dla siebie. Jak ktoś ważny, to odbierz.

Spojrzałam na jego telefon, który cały czas wibrował. Chłopak machnął ręką i dalej zaczął o sobie opowiadać. W końcu wibrowanie ustało. Nie wiecie, jaka ulga, bo zaczynało mnie wkurzać. W szybkim czasie minęły mi dwie godziny na rozmowie z Jacobem. Co najważniejsze. Przestałam myśleć o Louisie.

-Ja już zmykam mała, ale dałabyś mi swój numer?

Wyciągnęłam swój telefon i po podaniu numeru, pożegnałam się z chłopakiem. Muszę się jeszcze kiedyś z nim spotkać. Odeszłam od stolika i poszłam szukać Layli. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy znalazłam ją, jak całuje się z Niallem. Na dodatek od razu poznałam, że ona płakała. Nie wnikam w to. Postanowiłam dać im spokój.  Skoro tak wybrała, jej sprawa. Wyszłam na dwór i poszłam w to miejsce co ostatnio. Nim pomyślałam, jaki błąd robię, usłyszałam za sobą głos.

-Wróciłaś słonko-Louis zaczął się śmiać.

Wyglądał, jak zawsze, choć na co dzień nie nosi takich cuchów. Stał z rękoma w kieszeniach spodni. Jego uśmiech też nadal wywoływał u mnie to samo uczucie.

-Mam wrażenie, że mnie unikałaś.

-To nie było wrażenie-mruknęłam, na co cicho się zaśmiał.

-Ostatnio nie byłaś taka odważna. Choć nadal w sumie nie jesteś.

-Czego chcesz człowieku?

-Ja nic. Nie mogę pogadać.

-Nie, bo nie chcę-powiedziałam, cofając się o kilka kroków.

-Wiesz, zmiana sukienki to dobry pomysł, ale byłem krok przed tobą. Domyśliłem się, że znowu tu przyjdziesz. Dziewczyna którą znałem, była tak samo naiwna.

-A co ja mam do tej dziewczyny-wywróciłam oczami.

-Cholernie mi ją przypominasz Aria.

-Czy to powoduje, że masz mnie prześladować?

Louis się uśmiechnął i w kilka sekund znalazł się przy mnie. Stanowczo za blisko.

-Lubię takie małe, niewinne i zadziorne jednocześnie dziewczyny-szepnął mi nad uchem, a po moim ciele przeszły dreszcze strachu.-No co ty ,chyba się nie boisz, nie?

-Zostaw mnie, jesteś chory-chciałam go wyminąć, ale złapał mnie za rękę, a ja wiedziałam, że to mój koniec.

-Aria, Aria, Aria, moja koleżanka Mia wie, że jestem chory. Już jej na to odpowiadałem,a dobrze się składa, że tu jest-Louis złapał szybko za moją maskę i ściągnął ją z głowy, za nim zdążyłam zareagować.-Prawda Mia.

Spojrzałam na swoje buty i założyłam ręce na klatce. Kurwa, a przez te trzy miesiące było tak dobrze. Może za dobrze.

-Zadałem ci pytanie do cholery-krzyknął na mnie.-Czy ty byłaś tak głupia, że wierzyłaś w niewydanie się tego kłamstwa. Prędzej czy później bym to odkrył.

-No i co? Zadowolony? Pan Louis dopiął swego po raz kolejny.

-Jak nigdy. Masz tak pusto, żeby wymyślać takie coś? Po co ci to było?

-Chciałam zerwać z tobą wszelki kontakt, pasuje?

-Ja nie chciałem cię widzieć od początku. Nie wiem, czym sobie zawiniłem, że się na ciebie natknąłem, ale nie wpadłem an tak porypany pomysł, żeby wymyślać swoją śmierć.

-Było mnie wypuścić-mruknęłam.

-Wypuścić? Nie, bo ja nigdy nie odpuszczam. A za to co zrobiłaś, ja się jeszcze zemszczę. Nie powinienem się na ciebie natknąć ani razu. Zmarnowałem tylko swój czas, czekając z zabiciem ciebie......-chłopak dalej się na mnie darł, a ja czułam, że w kącikach oczu zbierają mi się łzy, które za chwilę zaczną spływać po policzku.

-Odwal się ode mnie. Ranisz mnie od samego początku. Nie wiesz, jak to boli, gdy słyszę, że spotkanie mnie było błędem-moje nerwy puściły i poczułam łzy na policzkach.

Role się odwróciły, teraz ja wydzierałam się na chłopaka. Jak szło się spodziewać, nie dał za wygraną.

-A co? Może mam być z tego powodu szczęśliwy. Sprowadzasz same kłopoty i mnie wkurwiasz. Jesteś małą szmatą.

-Przestań tak do mnie mówić idioto. Było mnie zabić, bym się teraz nie męczyła z tobą.

-Błędy się popełnia, już to mówiłem.

-Wiesz co, miałam wiele okazji, żeby cię wykończyć bez brudzenia sobie rąk. Teraz żałuję, że ich nie wykorzystałam.

-Życie kochana. Życie. Teraz znowu zamieszkasz z nami.

-Co? Ja nigdzie nie idę.

-Było myśleć wcześniej. Odpłacę ci się za ten posrany pomysł i oszukanie mnie, bo tego się mi nie robi. Będziesz mogła przybliżyć się z Harrym-zaśmiał się,a ja starłam resztę łez z policzka.

-Jesteś zasranym dupkiem, frajerem, kutasem, chamem i cię po prostu nienawidzę. Myślisz, że możesz wszystko, a to gówno prawda.

-Mnie to nie rusza, a ty tylko pogarszasz swoją sytuację-warknął na mnie, a ja się głupio uśmiechnęłam.

-A co to za różnica, co? Już mam zjebane przez ciebie życie....

-Jak się nie uspokoisz, to ci je zniszczę do końca, aż będziesz mnie błagała, żebym cię zabił, więc się zamknij.

-Wali mnie to. Rozumiesz?

-Walić to mogę ciebie-uniósł brwi, a ja parsknęłam.

-Ty tylko ruchasz dziwki.

-No właśnie. Więc mogę?

-Mam chęć ci tak przywalić, że będziesz łaził przed kilka dni z obolałym kroczem.

-Więc co cię powstrzymuje?-zrobił krok w przód tak, że dzieliła nas mała odległość.

-To, że byś mi oddał, bo jesteś taki porąbany,że bijesz nawet kobiety.

-A co to za sprawiedliwość, że wy nas możecie bić, a my was nie? Trochę równouprawnień.

-Odjeb się ode mnie. Jesteś śmieciem i nie masz żadnej wartości.

-A ty naciągasz cieniutką granicę. Chwila, a ją przerwiesz.

Usiadłam bezradna na ławce i spuściłam głowę. Mam go dosyć. Mówiłam, że nawet czasem tęsknie za nim, ale teraz wiem, że się myliłam. Zaczęłam bawić się moimi palcami. Nie odzywałam się do niego słowem, a on dalej stał i się gapił.

-Dlaczego mnie nie zostawisz, co?-pociągnęłam nosem, jak małe dziecko.-Nie chcę cię już widzieć.

-Sto razy mam mówić? Mnie się w konia nie robi. W najbliższym czasie zobaczysz dlaczego-powiedział po czym wolnym krokiem ode mnie odszedł.

Dalej siedziałam, patrząc na ryby w małym stawku. Jednak mogłam nie przychodzić. Ile bym sobie zaoszczędziła.

-Masz, to ci pomoże-zobaczyłam przed sobą Jacoba, który stał z butelką jakiegoś alkoholu.

-Dzięki-odmruknęłam do niego.

Pokiwała głową i sobie poszedł. Nie myślałam, o skutkach wypicia całej butelki. W sumie obstawiam, że źle się to skończy, ale cóż.......nie pierwszy, nie ostatni raz. Otwarłam ją i wzięłam łyk. Ciecz przelała się przez moje gardło, na co się trochę skrzywiłam. I tak raz za razem wypiłam całą butelkę. Dokładnie mówiąc, ścięło mnie całkowicie. Praktycznie nie miałam kontaktu ze światem, ale zdążyłam usłyszeć te kilka słów Louisa, gdy brał mnie na ręce.

-Kurwa, jak ty mnie dziewczyno denerwujesz.

Później już wcale nie wiem, co się ze mną działo. O dziwo nie denerwowałam się, a miałam co do tego powodu, przez groźby chłopaka. Jednak strona, która mówiła mi, że Louis mi nic nie zrobi, wygrała.





Louis pov*

Gdy zobaczyłem zalaną w trzy dupy Mię, po prostu ręce mi opadły. I jak masz się nie wkurwiać na taką dziewczynę. Zabrałem ją na ręce i wpakowałem do swojego auta. Zasnęła. Super, przynajmniej nie będę musiał się z nią użerać. Wsiadłem na swoje miejsce po czym ruszyłem do domu. Powiedziałem jej, że będzie z nami mieszkała i tak zrobię. Spojrzałem w lusterko, gdzie zobaczyłem, jak dziewczyna śpi, skulona w kłębek. W sumie, jak tak teraz na nią patrzę, to moja złość mija.....dobra, co ja gadam. Wkurzyła mnie i nic tego nie zmieni. Nawet jakieś zjebane łzy, czy zasrane błagania. Wjechałem swoim autem na podjazd. Ciekawe co by powiedziała, na spanie w samochodzie-zakpiła moja podświadomość.

-Mia, wstawaj-zacząłem ją szturchać, co przyniosło efekt dopiero po jakimś czasie.

Przetarła oczy i po chwili wstała ,chwiejąc się. Pierwszy raz wiedzę ją pijaną.

-A może z łaski swojej, byś mnie znowu zaniósł-mruknęła.

-Widzę, że nawet tak pijana, próbujesz mnie wkurzyć.

Wzdrygnęła ramionami po czym ruszyła w stronę schodów. Dziewczyna szła po schodach, normalnie trzymając się ścian. Nie wierząc, że nic nie wywinie, poszedłem za nią. Pomijając fakt, że kilka razy by leżała, nie było z czego się pośmiać. Otwarłem jej drzwi. Zdjęła z szpilki z nóg i trochę je rozmasowała.

-Czy ty się dobrze czujesz?-zaśmiałem się do niej, gdy zobaczyłem, że otwarła szufladę i wyciągnęła sobie moją bluzkę.

-W sumie nie. Mam cię dosyć, wkurwiłeś mnie....

-Ty też-odburknąłem pod nosem.

Mia zrzuciła z siebie sukienkę i założyła T-shirt. Uśmiechnięty stanąłem przy szafie i wrzuciłem tam garnitur. Ciekawe co stwierdzi jutro, gdy jej to opowiem. Nie zdążyłem nawet krzyknąć nie, a ona już władowała się do mojego łóżka.

-Mówiłem ci do cholery, że nie lubię, gdy ktoś śpi na moim łóżku-warknąłem, ale nawet jej to nie ruszyło.-Szkoda, że nie jesteś taka mądra, gdy jesteś trzeźwa.

-Szkoda, że jakoś cię nie ruszało, gdy ostatnio tu spałam. Wtedy nie byłeś aż takim dupkiem.

-Ciesz się, że jesteś pijana, bo mam chęć ci wpierdolić.

-Ja mam chęć cię pocałować.

Spojrzałem na nią by sprawdzić ,czy jest świadoma, tego co powiedziała. Nie wiedziałem, co sam mam odpowiedzieć, więc stałem cicho przy łóżku. Po dłuższej chwili zmieszania, do głowy wpadł mi pomysł. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.

-Nic nam nie przeszkadza-szepnąłem nad jej uchem.

Szybkim ruchem przeniosłem się nad nią i złączyłem nasze usta. Może i ona mnie denerwuje, ale cholernie dobrze całuje. Mia oplotła ręce naokoło mojej szyi. Jest pijana, mogę to wykorzystać. Zjechałem pocałunkami na jej szyję, co wywołało u niej ciche mruknięcia.

-Nie przestawaj-szepnęłam, a ja ucieszyłem się, że mój plan na dzisiaj działa.

Zrobiłem jej malinkę na szyi, przez co trochę syknęła. No, ale chciała, żebym nie przestawał. Zacząłem dalej zjeżdżać ustami po ręce. W końcu znalazłem się na jej brzuchu. Trzeźwa Mia już dawno by mnie zabiła, a tak mogę całować ją tuż przy końcu brzucha. Na koniec mojego dzisiejszego działania, zrobiłem jej kolejną malinkę na brzuchu. To się dziewczyna jutro zdziwi. Położyłem się obok niej na łóżku i nakryłem się kołdrą.Noc była spokojna, ale dziewczyna przez sen powiedziała trzy słowa, które mnie niby wkurzyły, a z drugiej strony poczułem się fajnie. Pominę to. Długo zajęło mi zaśnięcie, ale rano i tak obudziłem się wyspany. O ile godzinę dziesiątą można nazwać rankiem. Przeciągnąłem się na łóżku, by zaraz później iść do łazienki. Wziąłem długą i gorącą kąpiel. Tego mi brakowało. Ubrany w tank top i bokserki wyszedłem z łazienki. Okazało się, że Mia zaczyna się wybudzać.

-Co słoneczko chce na śniadanie?

-Nie słoneczkuj mi tu-dziewczyna złapała się za głowę, co wywołało u mnie uśmiech.

-Czyżby ktoś się tu nawalił i nic nie pamiętał?

-Spadaj. Pamiętam, że mnie tu wziąłeś. Zaniosłeś mnie do auta, a później nie chciałeś i ci zaczęłam dogryzać.

-Szkoda, że nie wiesz, co było później.

Mia spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, ale ja podniosłem ręce do góry. Wiedziała, że jej nie odpowiem. Niech sama do tego dojdzie. Poszła do łazienki,a ja w tym czasie zrobiłem porządek w pokoju. Za dużo rzeczy walało się po ziemi. Chwilę później usłyszałem przekleństwo Mii i zobaczyłem, jak wściekła idzie w moją stronę.

-Słuchaj dupku. Akceptuję słowne ataki, ale te jebane malinki to przesada. Pozwoliłam ci się obmacywać i robić takie coś? Nie pacanie-w tym momencie przyłożyła mi z otwartej ręki w twarz.

Zmrużyłem oczy i wściekły, ścisnąłem jej nadgarstek, przysuwając ją do siebie.

-Ty mała szmato. Słuchaj mnie uważnie. Nie dotkniesz mnie już, bo ci oddam. Malinki są początkiem zemsty. Raz, sama wjebałaś mi się do łóżka, a ja tego nie chciałem, dwa, sama powiedziałaś, że chcesz mnie pocałować, trzy, gdy zacząłem cię całować, powiedziałaś, że mam nie przestawać. Więc z łaski swojej, pomyśl za nim coś zrobisz.

-Byłam pijana, nawet nie wiedziałam co robię.

-A znasz przysłowie, że słowa pijanych to myśli trzeźwych. Co do obmacywania. Jestem facetem, więc to wykorzystałem. Ciesz się, że nie zrobiłem czegoś więcej. Za pół godziny masz być na dole.

Zadowolony z siebie zszedłem na dół. W kuchni siedział Niall. Grzebał nożem w desce. Widać było, że coś go drażni, ale nie wnikałem co. Do czasu. Wyciągnąłem talerze z szafki,żebym mógł od razu nałożyć na nie jajecznicę.

-Co ci jest?-w końcu go zapytałem, widząc, że sam się nie odezwie.

-Zakład-mruknął.

-Wygrałeś? Powinieneś się cieszyć.

-Nie wygrałem. Już chyba nie wygram.

-Niby czemu. Mów-usiadłem po drugiej stronie stołu.

-Wczoraj na balu, znalazłem ją z tyłu sceny. Najpierw zacząłem ją opierdalać wiesz za co. Nawet nie zwracałem uwagi na to, że była zapłakana. Dalej się wydzierałem, a gdy skończyłem ona mruknęła tylko przepraszam. Zdziwiło mnie to, że się nie kłóci, więc usiadłem z nią i na spokojnie zapytałem, dlaczego tak ryczy. Okazało się, że matka Layli poznała jakiegoś fagasa na tym wyjeździe i dlatego nadal nie wraca. Layla się załamała, bo wierzyła, że matka jej tego nie zrobi. Że tylko ojciec był taki posrany, że zniszczył rodzinę. Zachowywała się, jakby między nami nie było kłótni. Przytuliła się i dalej wyżalała. Mnie to nie ruszało oczywiście, ale to wykorzystałem i zacząłem ją całować. Oddała pocałunek, więc wiedziałem, że to jest ten moment, w którym mogę wygrać zakład. Chwilę posiedzieliśmy, aż w końcu zabrałem ją do nas. Zaprowadziłem ją do pokoju. Każde z nas się wykąpało. Zachowywałem się normalnie, żeby nie nabrała podejrzeń, bo i tak już mi nie ufała zbytnio. Położyłem się i znowu zacząłem ją całować. Chwilę później ona leżała już w samej bieliźnie. Byłem w cholerę nakręcony, żeby wygrać ten zakład. Wtedy zasrany Harry do mnie zadzwonił, żeby się spytać jak mi idzie. Wkurwiony, że mi przerwał wróciłem do pokoju. I się zaczęło. Zobaczyłem Laylę, jakiej jeszcze nie widziałem. Siedziała z podkulonymi nogami, cała zalana łzami. Rozumiesz to-kiwnąłem mu głową i pokazałem, żeby kontynuował.-Wyglądała jakby rozpadła się na milion kawałków. Była całkowicie załamana. Poczułem się dziwnie, nie mogłem jej tego zrobić. Odpuściłem sobie. Założyłem jej z powrotem bluzkę, a później się położyłem obok niej. Cały czas słyszałem, jak pociąga nosem, ale byłem takim hujem, że jej nawet nie przytuliłem. W nocy poczułem, jak się do mnie przytula. Znowu z samego rana, gdy się obudziłem. Była przy mnie i gdy na nią spojrzałem, chęć wygrania zakładu minęła. Już nie chcę tego robić. Nie umiem.

-A gdzie jest teraz Layla?

-Śpi jeszcze, późno zasnęła. Cały czas płakała.

-Mówiłem ci, że ten zakład to gówno.

I wtedy się zaczęło. Do kuchni wszedł roześmiany Harry. Od razu wiedziałem, o co mu chodzi.

-Czyli biedny blondasek nie zaliczył Layli-zaczął się śmiać, na co Niall wywrócił oczami.

-Spierdalaj człowieku.

-Równa się to temu, że przegrałeś zakład. Więc kasa i ona są moje.

-Dostaniesz ją po moim trupie-Niall wstał i podszedł do Harrego.

-Nie mój kochany. Był zakład, przegrałeś. Taka kolej rzeczy. Słyszałem całą rozmowę, więc mnie nie okłamiesz. Prawda Louis?

-Sorry Niall, ale on ma rację. Był zakład, przegrałeś. Teraz musisz zapłacić-powiedziałem, ze słabym uśmiechem.

Harry wyszedł z kuchni, jedząc jabłko, a blondyn kopnął zły w krzesło. Zacząłem pukać palcami w blat.

-Mówiłem ci, żebyś się wycofał zawczasu. Teraz radzę ci pilnować Layli. Wiesz, jaki jest Harry.

-I co mam zrobić? Znowu się ode mnie oddali.

-Twoja zasługa stary. Poszukaj luki w tym zakładzie.

-Nie ma luki, wszystko sobie wyjaśniliśmy na początku, żeby nie było niedomówień.

-No to sorry, ale to już twój problem.

Niall chwilę stał, pocierając rękę, ale nie trwało długo, a poszedł w stronę schodów. Ja wstałem i zacząłem robić to śniadanie. Rozbiłem skorupkę jajka, którego zawartość wyleciała na patelnię. W międzyczasie, wsadziłem chleb do tostera. Sięgnąłem dwie szklanki, żeby nalać do nich soku. Po chwili stały już na stole, a ja mogłem nałożyć jajecznicę na talerze. W tym samym momencie do stołu dosiadła się Mia.

-Widzę, że kac nadal trzyma-powiedziałem, widząc, że wypiła już całą szklankę soku.-Ale spokojnie, sok z cytrusów, jest na to dobry.

-Znawca się znalazł. Dla twojej wiadomości, dzisiaj z tobą nie śpię,a ty masz mnie nawet nie dotykać.

-Już ci mówiłem, że sama tego chciałaś-zaśmiałem się, patrząc na jej malinkę.

-A ja już mówiłam, że byłam pijana, a nadal mądrzejsza od ciebie.

Pchnąłem talerz w jej stronę, a ona zmrużyła na mnie oczy. Znowu chce wojny? To proszę bardzo.

-Mądra? Niezbyt, jeśli mówisz, że mnie nienawidzisz, a równocześnie się na mnie napalasz.

-Przynajmniej ja się nie ślinię, gdy się przebieram.

-Kochasz mnie-cmoknąłem do niej, na co się bardziej wkurzyła.

-Chyba cię coś boli w tym momencie.

-Co innego mówiłaś w nocy, gadałaś przez sen słonko.

-Co ja powiedziałam?-jej oczy się powiększyły, a ja miałem satysfakcję, że znowu wygrałem.

-Nie ważne. Ciekawe rzeczy ci powiem.

-Masz mi do cholery powiedzieć, co ja mówiłam-fuknęła na mnie i ścisnęła widelec w ręce.

-Spokojnie, bo mi poniszczysz sztućce. Ja ci na pewno tego nie powiem, więc się nawet nie staraj.

Włożyłem sobie do buzi jedzenie, dalej patrząc na Mię. Próbowała mrozić mnie wzrokiem.

-A ty się dziwisz, że mówię na ciebie dupek. Jesteś nim.

-No widzisz. A jak tam twój tatuś?

-Nie wiem, mam gdzieś co się z nim dzieje.

-Co ty taty nie kochasz? Ale jesteś bez uczuć-powiedziałem z udawanym odrzuceniem po czym się uśmiechnąłem.

-Nie mam taty. Ja miałam innego tatę, ten jest jakimś pomylonym potworem, jak ty.

-Matka też cię nie chciała-uniosłem brwi, a ona zaniemówiła i na mnie spojrzała.

-Spierdalaj-szepnęła.-Ciekawa jestem, gdzie są twoi rodzice. Czyżby nie chcieli, tak perfekcyjnego syna?

Mia odsunęła się od stołu i wyszła, powstrzymując płacz. Nikt mi nie powie, że przesadziłem, bo to ona mnie wkurwiła. Nienawidzę, gdy ktoś zaczyna mówić,o moich rodzicach. Zabiję ją. Normalnie zabiję. Odłożyłem talerze i poszedłem jej szukać. Znalazłem ją w sali, jak my to mówimy zabaw czy gier. Grała w bilarda, pociągając nosem.

-Źle to robisz-mruknąłem, gdy krzywo trafiła w bilę.

-Doprawdy? Dobrze, że ty umiesz-spojrzała z wyrzutem,a ja z trudem jej odpuściłem, żeby znowu nie zaczynać kłótni.

-Rękę układasz tak-objąłem ją od tyłu i ułożyłem odpowiednio lewą rękę.

Dziewczyna cofnęła swoją rękę, tym samym waląc mi w brzuch. Skrzywiłem się, przeklinając pod nosem.

-O patrz. Wleciała-uśmiechnęła się.

-Rozumiem kurwa, że cie uraziłem w kuchni, ale jeszcze raz mi takie coś zrobisz, a ci oddam-warknąłem na nią.

-Dupek, dupek, dupek...-obeszła stół i cały czas na mnie patrzyła.

-Koniec, wkurwiłaś mnie-powiedziałem wkurzony.-Harry!

Obstawiam, że mój krzyk było słychać w całym domu. Dziewczyna na mnie spojrzała, a ja nie wyraziłem, żadnych emocji, oprócz złości. Lokowaty wszedł do pomieszczenia.

-Czy ja coś zrobi.......zaraz, czy ona nie powinna gryźć ziemi?

-Nic nie zrobiłeś. Okłamała mnie, a przed chwilą wkurzyła.

-Taka sprytna dziewucha.

Chłopak zaczął iść w jej stronę, a ona zaczęła się cofać. Nie zdało się to na dużo,bo po chwili zatrzymała się na ścianie. Harry oparł się ręką obok jej głowy i złapał brodę w palce.

-Wiesz jak się stęskniłem? Nawet sobie nie wyobrażasz.

-Louis?!

-Louis nie tęsknił, więc go nie mieszajmy-uśmiechnął się.-Ale mi możesz wynagrodzić tą tęsknotę.

-Louis proszę-pisnęła, a ja nie reagowałem.

Mówiłem, żeby mnie nie wkurzała. To teraz ma.

-No więc kiedy słonko? Bo ja mogę nawet teraz, tutaj, masz stół do wyboru,  albo podłogę.....

-Louis proszę do cholery. 

Zauważyłem, że jej oczy się znowu zaszkliły. Podszedłem powoli do ich dwójki.

-Więc jak? Będziesz mnie słuchała?

Dziewczyna pokiwała głową, strzepując rękę Harrego.

-Dobra, zostaw ją. Dzięki-kiwnąłem mu.

-Spoko, ale pamiętaj, jesteś u mnie dłużna-cmoknął do niej.

Zostaliśmy z Mią sami. Nadal stała przy tej samej ścianie.

-A tobie co? Skostniałaś?

-Nie wierzę,że to zrobiłeś. Wiesz, że się go boję.

-Właśnie dlatego to zrobiłem. Masz mnie słuchać, rozumiesz?

-A może to ty choć raz posłuchałbyś kogoś innego.

Mia wyszła, trzaskając drzwiami. Zostałem sam w pomieszczeniu, by po chwili słyszeć krzyki Nialla. Czyli spotkał Harrego, ewentualnie Harry poszedł do Nialla. Jedyne co mnie ciekawi, to reakcja Layli, gdy się dowie, co ją jeszcze czeka. 










CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Przepraszam za błędy, mam nadzieję, że za dużo ich nie ma. Rozdział nie do końca taki, jaki bym chciała, no ale.......

2 komentarze:

  1. Rozdział wyszedł Ci genialnie. Fajnie byłoby gdyby Harry zaprzyjaźnił się z Mią ;) Czekam na następny!! Chciałabym się też zapytać kiedy startuje druga część Black love?? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na ,,następny " :)

    OdpowiedzUsuń