poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 19

Mia pov*



Siedziałam w pokoju, pocieszając Laylę. W ciągu dwóch dni napłakała za całe swoje  życie. Oczywiście znowu z powodu Nialla. Podałam jej kolejną chusteczkę, a ona i tak po chwili ją wyrzuciła.

-Nie wierzę, że mi to zrobił. Ostatnio zaczęłam mu ufać i tu kurwa takie coś.

-Nie przejmuj się dupkiem. Oni tacy są.

-Mówiłam od początku, że chce mnie zaliczyć-pociągnęła nosem.

-Layla sorry, ja nie chciałem. Odpuściłem ten zakład. Już Cię  nie chcę zaliczyć-do pokoju wszedł Niall, a dziewczyna wstała z łóżka i zaczęła go bić.

-Nie wierzę ci idioto. Jesteś nic niewart.

-Layla no weź. Zapłacę mu tą kasę, ale nie chcę cię stracić.

-Już to zrobiłeś-krzyknęła na niego.

Siedziałam na łóżku, patrząc na ich dwójkę. Dziwne, że jeszcze tu nikt nie przyleciał.

-Wali mnie to, że odpuściłeś. Wyżaliłam ci się wczoraj, nawet się całowaliśmy, a ty do cholery zrobiłeś takie coś. Zaufałam ci.

-Wiem,wiem, wiem. Sorry.

-W dupę sobie wsadź to sorry. Sam fakt, że to zrobiłeś mnie rani.

-Wiesz, to nie wszystko.

-Jak nie-warknęła i zaczęła do niego podchodzić.

-No zakład nie był tylko o kasę-powiedział cicho, a ja wiedziałam, że zaraz będzie jeszcze gorzej.-Ten który wygra, ma ciebie.

Po tych słowach zachłysnęłam się powietrzem. On chyba żartuje. Harry nie może......

-Ale ty przegrałeś zakład, bo odpuściłeś-szepnęła.

-Wiem, właśnie o to chodzi.

-To żart-dziewczyna usiadła na ziemi i podkuliła nogi.-Ja się zaraz obudzę-zaczęła bardziej płakać.

Spojrzałam na Niall i zaczęłam sztucznie bić brawo. Chłopak mruknął coś pod nosem. Przykucnął przy dziewczynie, coś do niej mówiąc. Nie słyszałam co, a postanowiłam ich zostawić samych i wyjść z pokoju. Zeszłam na dół. Przed telewizorem siedział Louis.

-Wiedziałeś o zakładzie?!

-Tak, zejdź z ekranu-pokiwał ręką.

-I nic nie powiedziałeś, nic nie zrobiłeś?

-A co miałem robić, to sprawa Nialla i Harrego.

-Mam rozumieć, że Layla się nie liczy.

-Nie wiem. O co ci w ogóle chodzi. Mógł się nie zakładać, a nie teraz wielkie halo-na chwilę na mnie spojrzał i dalej gapił się w telewizor.

-Harry jej nic nie zrobi, prawda?

-Nie wiem-jeszcze raz powie nie wiem i mu coś zrobię.-Wisi mi to. Jest plus, będziesz z nią mieszkać.

-Możesz nie gapić się w to pudło?!

-Nie, tobie radzę nie wtrącać się w ich sprawy.

-Bo co? To moja przyjaciółka.

-Głodny jestem, idź coś zrób na obiad-spojrzała na mnie z miną, która sugerowała, że mam się odwalić.

-Sam sobie zrób. Służącą nie jestem.

-Ale nic nie robisz i masz mnie słuchać. Idziesz albo ja idę po Harrego, tylko, że tym razem go nie powstrzymam.

-Nie zrobisz tego-stanęłam naprzeciw chłopaka, a on się uśmiechnął.

-A chcesz się przekonać?

-Jebany dupek-szepnęłam do siebie i poszłam w kierunku kuchni.

Chce jedzenie, to mu zrobię takie, że mnie popamięta. Wyciągnęłam wszytko i zaczęłam szykować kurczaka. Po tym ja uszykowałam panierkę, pokroiłam całego kurczaka na części. Wiedziałam, że Louis zawsze je najchętniej skrzydełka, więc nawaliłam do nich pełno przypraw. Nie wiem, jaki to osiągnie smak, ale mi to zwisa. Wsadziłam uszykowane jedzenie do piekarnika.

-I co, rąk ci nie urwało, nie?-Louis wszedł do kuchni.

-Odwal się.

-Kocham tą twoją pyskatą mordkę.

-Szkoda, że ją straszysz lokowatym debilem.

-Skoro tylko to działa, no to trzeba to wykorzystać.

-A nie pomyślałeś, że jak ty się zmienisz, to ja będę inaczej się do ciebie odzywała?

-Hmmmmm.....nie-wzdrygnął ramionami i usiadł przy stole.

Zdenerwowana oparłam się o szafki. Nie będę siedziała obok niego. Próbowałam patrzeć wszędzie, byle nie na niego. W końcu nie wytrzymałam.

-Czy z łaski swojej możesz na mnie nie patrzeć?!

-Nie. Jesteś za ładna.

-Weź sobie daruj, co-parsknęłam, kiwając głową.

-Jestem dla ciebie miły, a ty co robisz.

-Mówisz to z sarkazmem. Jestem tu dzień, a mam cię dosyć człowieku.

-A ja tam ciebie kocham-zaczął się śmiać.

Wyciągnęłam kurczaka z piekarnika i podałam chłopakowi. Z uśmiechem zaczęłam jeść swoją część. Nie trwało długo, a wypluł wszystko co miał w buzi i wyrzucił do kosza. Dalej jadłam, jak gdyby nigdy nic.

-Zrobiłaś to specjalnie mała szmato.

-Nie nazywaj mnie tak-podniosłam rękę do góry.

-Wyczerpujesz moją cierpliwość. Jak się skończy, będziesz biedna.

-Czy ty mi grozisz? Muszę zacząć się bać.

-Szkoda, że nie byłaś taka mądra, jak był z tobą Harry. Nagle ci język urywa, gdy go widzisz.

-Może, a może nie.

Kłóciłam się z nim jeszcze chwilę po czym odłożyłam pusty talerz. W pewnym momencie przesadziłam. Chłopak pchnął mnie na ścianę. Poczułam dosłownie każdą część mojego ciała. Moje oczy same się zaszkliły. Bolało, a chłopak na dodatek ściskał mi nadgarstki.

-Słuchaj dziwko, mam cię powoli dosyć, więc masz mnie nie wkurwiać. Teraz idziesz do pokoju i nie chcę cię tu widzieć, bo pogadamy jeszcze inaczej. Rozumiesz-ostatnie słowo dosłownie wysyczał.

Pokiwałam głową i poszłam powoli po schodach na górę. Musiałam rozmasować nadgarstki. Weszłam do środka po czym położyłam się na swoim dawnym posłaniu. Leżałam chwilę, gdy usłyszałam otwieranie drzwi.

-Hejka-zobaczyłam Laylę i słabo się uśmiechnęłam.

-Coś się stało?

-To co zawsze, ty lepiej powiedz, czy wszystko ok.

-Nic nie jest dobrze. Mam dość tego dnia. Boję się Harrego, on mi coś zrobi.

-Nic się nie stanie. Spokojnie.

-Ja muszę teraz być jego jakby dziewczyną. Zmusi mnie.

-A....

-Nie mów o nim, proszę.

-Chcesz coś oglądnąć?-wskazałam na telewizor, a dziewczyna kiwnęła głową.

Wstałam z łóżka i poszłam szperać w szafce, żeby znaleźć jakiś film. Wróciłam do Layli. Niby oglądałyśmy film, ale i tak cały czas o czymś gadałyśmy. Nawet nie wiem kiedy, a zrobił się wieczór. Zostawiłam Laylę i poszłam się umyć. Weszłam do kabiny prysznica, puszczając wodę ze słuchawki. Dokładnie namydliłam całe ciało. Przez szampon po pomieszczeniu rozszedł się zapach truskawek. Spłukałam z siebie całą pianę. W między czasie zauważyłam jedną rzecz. Wzięłam ze sobą spodenki, ale nie mam bluzki. Jedyna jaka była w łazience, to Louisa, która wisiała na suszarce. Zajebiście kurde. Mrucząc przekleństwa pod nosem, założyłam ją na siebie. Wyszłam z łazienki i zobaczyłam, że nie ma już Layli, ale Louis ogląda telewizor.

-Gdzie ona jest?

-Harry przyszedł-wzdrygnął ramionami.

-On jej nic nie zrobi, prawda?

Chłopak mi nie odpowiedział, a ja wkurzona się położyłam. Co za cham jeden. Cholernie zależy mi na odpowiedzi, a nawet słowa nie umie powiedzieć.  Nakryłam się kołdrą, bo poczułam chłodne powietrze.

-Louis zamkniesz okno?

-Nie, bo mi ciepło.

-Ja tu się zamieniam w lód debilu.

Spojrzał na mnie wkurzony i momentalnie zamilknęłam. Wyglądał, jak ojciec, gdy się na mnie wkurzał. Ta sama mina i wkurzone oczy. Z powrotem się nakryłam. Nie mogłam, jednak spać. I tu nie chodzi o grający telewizor, ale raz o Laylę, a dwa okno. Niby pod kołdrą jest ciepło, ale to nie to samo. Krótko później usłyszałam krople deszczu na szybie. Chyba nic gorszego się już nie stanie, nie? Louis wstał i zamknął okno, a ja odetchnęłam. W końcu. Chłopak poszedł się umyć, a ja cały czas myślałam o Layli. Nie zrobi jej nic, nie zrobi. W telewizji leciał cały czas mecz. Jakoś przestał mi przeszkadzać. Zamknęłam oczy, starając się zasnąć. Ta sztuka mi się udała, jeszcze za nim Louis wrócił do pokoju. Spało mi się bardzo dobrze, a na szczęście Louis mnie rano nie obudził. Mogłam spać ile chcę. Przetarłam swoje zaspane oczy i zobaczyłam, że chłopak siedzi, robiąc coś na laptopie. Po sprawdzeniu godziny, okazało się, że jest 10:00. No to sobie pospałam. Przeciągnęłam się, prostując swoje nogi.

-W kuchni masz śniadanie.

-A co to się stało, że mi je zrobiłeś?

-Przy okazji swojego-mruknął i znowu patrzył na ekran laptopa.

Wstałam z łóżka po czym poszłam do kuchni. Jak to ja, musiałam coś zrobić. Wyciągając szklankę, upuściłam ją na ziemię. Rozbiła się na kawałki. Fuknęłam pod nosem przekleństwo, zaczynając sprzątać. Wzięłam dwa pierwsze kawałki, ale przy trzecim za mocno złapałam i rozcięłam sobie rękę. No zajebiście. Zobaczyłam, jak zaczyna lecieć mi krew, plamiąc podłogę. Znalazłam szybko bandaż i owinęłam nim rękę. W tym samym czasie do kuchni wszedł Louis.

-Co ty robisz?

-Nic-powiedziałam szybko, chowając rękę.

-Mam rozumieć, że ta krew to miesiączka?-zaczął się śmiać, a ja poczułam ból w ręce.-Pokaż.

Powoli pokazałam mu rękę. Chłopak odwinął ją, a mnie coś trafiało. Bolało w cholerę.

-To trzeba przemyć. Chodź.

-Nie trzeba-szepnęłam.

-Kurwa Mia, ty  będziesz miała to szyte, więc się rusz.

Poszłam zdenerwowana za nim do łazienki. Usiadłam się na rogu wanny. Louis w tym czasie wyciągnął apteczkę. Chwilę później wydarłam się na cały dom, wyszarpując rękę.

-To bolało-starłam łzy z policzka.

-No co ty powiesz-przechylił głowę i uniósł brwi.-Było sobie nie przecinać ręki.

-Bo to moja wina-podałam mu ją z powrotem, a on delikatnie owinął bandaż dookoła.

-No przecież nie moja.

-Ja nigdzie nie jadę. Ona sama się zrośnie-mruknęłam cicho.

-Nie wkurzaj mnie, tylko się zbieraj. Już dosyć, że muszę marnować czas na ciebie.

-Dzięki-szepnęłam bardziej do siebie niż do niego.

Przez całe dwie godziny zdążyliśmy pojechać do szpitala, zszyto mi rękę i wróciliśmy. Nie zamieniliśmy ani jednego słowa, pomimo moich prób. A po co ja się staram. Weszłam do domu, a dokładniej do salonu. Layla siedziała na kanapie obok Harrego. Ohyda w pewnym sensie. Widziałam, że ona tego nie chce. Wyglądała jakby miała zacząć płakać. Z resztą się nie dziwię. Poczułam za sobą obecność czyjejś osoby. Wiedziałam, że to Louis.

-Taka szczęśliwa-szepnął mi nad uchem.-Harry lubi takie jak ona.

Odwróciłam się do chłopaka, a on się uśmiechnął. Miałam chęć mu walnąć, ale sobie darowałam.

-Śmieszy cię coś?

-Nie-odpowiedział, opierając się o ścianę.-Wiesz co chciałbym teraz zrobić?

-Nie wiem, wisi mi to.

-Iść po Nialla, żeby na to patrzył.

Pokiwałam głową i poszłam do kuchni, zjeść moje śniadanie, a w sumie już jakby obiad. Usiadłam do stołu po czym zaczęłam jeść. Może i nie jest tak źle żyć tutaj. Lepiej się czuję niż w domu. Bardziej bezpieczna, tak myślę w każdym razie. Jakoś to przeżyję. No chyba, że mam tu żyć do końca. A miałam takie plany.

-Masz wolny dom, bo idę na imprezę wieczorem.

-Dobra-powiedziałam.

-Nie uciekniesz od razu mówię. Nie uda ci się.

-A czy ja coś mówiłam.

-Nie wiem, na jaki głupi pomysł jeszcze wpadniesz.

Louis wyszedł, tym samym zostawiając mnie samą. Nie miałam co robić, więc poszłam do ich biblioteki. Wzięłam jedną z książek i zaczęłam czytać. Wciągnęła mnie tak,  że przesiedziałam tam prawie cały dzień. Nawet nie wiem,  kiedy Louis wyszedł.  Miałam to głęboko w dupie.  Nie chcę widzieć tego człowieka. W sumie to nie człowiek.  Jakaś pomyłka chyba.  Jestem ciekawa, jacy są jego rodzice. Gdy przewróciłam już ostatnią kartkę,  poszłam do łazienki się umyć. Miałam kilka problemów,  ze względu na rękę,  ale jakoś dałam radę. Wyszłam ubrana z mokrymi włosami.  Wtedy Louis wrócił, ale był dziwny. Waliło alkoholem.

-Wiesz, co bym teraz zrobił?-oparł się obok mnie.

-No nie wiem, zawołał Harrego albo Nialla do Layli.

-Nie-pokiwał palcem.-Chcę cię pocałować.

Moment później złączył nasze usta. Nie chciałam, żeby to tak wyglądało, więc odwróciłam głowę.

-Nie udawaj, że nie chcesz-siłą znowu zaczął mnie całować.

Przez jego palce moje policzki zaczęły boleć. Nie chciałam go całować, ale nie wiedziałam,  co robić. Był silniejszy. Trzymał mnie.

-Zajebiście całujesz-szepnął do mnie.

-Szkoda, że tylko ty tego chciałeś-mruknęłam, odwracając się.

Zaczęłam płakać. Jak on to mógł zrobić. Nie usprawiedliwa go nawet alkohol.  Dobrze że się skończyło na tym i nic więcej . Zwinęłam się  kłębek i ryczałam jak małe  dziecko. Ciekawe czy będzie cokolwiek pamiętał .  Zapewne nic bo jest zalany w trzy dupy.  A to niby ja ostatnio się tak nawaliłam. On chyba siebie nie widzi. Całą noc nie spałam. Nie wiem w sumie czemu.

-Czego ryczysz-odezwał się nad ranem.

-Nie ważne.

-Mów, a nie...... ręka  cię boli,  to dam ci tabletki.

-Odczep się.

-Mia do cholery gadaj.

-Zmusiłeś mnie do całowania.

Stanął i na mnie spojrzał. Chyba próbował sobie przypomnieć.

-I o to płaczesz? Już się całowaliśmy.

-Ah tak,  czyli dobrze że mnie zmuszałeś.

Było  mnie zgwałcić,  masz rację.

-Jezu nie chciałem. Sorry.

Super, to jego sorry aka odwal się już.

-Co mam zrobić,  żebyś się uspokoiła.

-Przytul-parsknęłam na niego.

Ku mojemu zdziwieniu,  on to zrobił. Owinął ręce naokoło mojego ciała. Trochę mnie to ruszyło. Jednak nie jest z nim tak źle.  W końcu to zrobił,  nie?

-Już?

-Nie wiem. Zraniłeś mnie.

-Nie pierwszy,  nie ostatni.

Czyli wrócił stary Louis i jego super teksty. Chociaż na chwilę był inny. Puścił mnie,  a ja poszłam jeszcze na chwilę,  położyć się do łóżka. Musiałam przetrawić to,  co się stało. 

 

 

 

 

 

 

 

CZYTASZ=KOMETUJESZ

Przepraszam za błędy, jeśli się jakieś pojawiły. Nie wiem, kiedy będzie następny rozdział, bo jak wiadomo, zbliżają się wakacje. Wyjazdy, plany itd. 



1 komentarz:

  1. OMG! OMG! W KOŃCU DODAŁAŚ! ❤❤❤ No jest mega, wgl dużo się dzieje.������ Czekam na następny ^^ Nie chce długich przerw przez wakacje, ale rozumiem :/ :*

    OdpowiedzUsuń