Rozdział 21
Obudziłem się przed Mią. Słońce świeciło mi w twarz, więc poszedłem zasunąć rolety i wróciłem do łóżka. W pokoju zrobiło się idealnie. Spojrzałem na dziewczynę, która spała, jak zabita. Dzisiaj jej nie odpuszczę. Odpowie mi na każde pytanie. Zamknąłem oczy i leżąc, zacząłem rozmyślać. Po co ja właściwie jestem? Diabeł miał za mało ludzi? Bo na pewno Bóg takich ludzi jak ja nie stwarza. Co innego ona. Dziewczyna aniołów. Wszystko robi idealnie, nigdy nie jest zła dla innych. Może i myśląc o tym, mam sarkazm w głowie, ale zaczynam ją lubić. Albo i nie. Przecież ja nie umiem kochać, ale Mia.....Zobaczyłem, jak dziewczyna zaczyna się ruszać. Wszystko zaczyna wskazywać jedno. Zaczynam inaczej o niej myśleć, nie wiem dlaczego ją tu trzymam, wkurza mnie zachowanie Harrego w stosunku do niej.
-Weź mnie stąd-usłyszałem jej głos.-Nie chcę tu być. Laylę też wypuście.
-Layla nie zależy ode mnie. Źle ci?
-A czy to jest dobre?!-wskazała policzek.-Jesteście najgorszym, co mnie spotkało. Niszczycie mnie i całe otoczenie.
-Czyli sama Layla-powiedziałem, unosząc brwi.
No co, nie będę kłamał. Przecież ona ma tylko Laylę.
-Widzisz. Jeden większym chamem od drugiego.
-Zawsze mogłem cię bić, gwałcić, torturować.....
-Skończ człowieku. Jestem już dość wymęczona. Mam wszystko po dziurki w nosie. Zaczynając od ciebie.
-No widzisz, ale będziesz się ze mną męczyć. Opowiadaj słonko.
-O czym?-ruszyła na mnie, a ja się uśmiechnąłem.
-Co się wczoraj stało?
-Zostawiłeś mnie. Musiałam tu wracać i....
-No właśnie i dlaczego płakałaś?-wstałem z łóżka i uszykowałem sobie ciuchy.
-Nie interesuj się. Wróciłam po długiej drodze po czym dostałam od tego idioty w twarz. To jest dobre życie?
-I tak tu będziesz. Było nie podpadać Harremu. Nadal mi nie powiedziałaś.
-I nie powiem. Nie ufam ci.
-Nie musisz, masz tylko powiedzieć Mia. Raz te blizny, dwa co się stało,a trzy za co dostałaś?
-Dostałam, bo po wejściu do domu, byłam zmęczona, więc zdjęłam buty i nie reagując na przezwiska Harrego, olałam go. On się wkurzył, bo nie zwracałam na niego uwagi. Znów wyzwiska, przekleństwa i walnięcie w twarz. Pasuje?
-Czyli mu nic nie zrobiłaś?
-A czy ja komukolwiek z was coś zrobiłam do cholery?-znowu wybuchła.
Zacząłem chodzić po pokoju, myśląc. Nawet nie wiem kiedy, a Mia wyszła na balkon. Spojrzałem na nią. Stała oparta o barierkę, wgapiając się w trawę. Poszedłem do niej. Nawet nie zdążyłem się odezwać, a ona otwarła buzię:
-Zrobisz coś dla mnie?
-No mów, zobaczymy-mruknąłem, nie wiedząc, o co chce prosić.
-Przytulisz mnie? Dawno tego nie robiłam, brakuje mi tej bliskości z kimś.
Najpierw wziąłem to za żart, ale po chwili zrozumiałem, że ona mówi serio. Zobaczyłem jej oczy. Wyrażały żal, ale ja nic nie poradzę. Rozłożyłem ramiona i kiwnąłem ręką. Dziewczyna od razu podeszła.
-Przydałby mi się chłopak do przytulania, ale siedząc tu nic nie zrobię.
-Zawsze masz mnie, jestem wolny kociaku-zaśmiałem się, na co dziewczyna mruknęła coś pod nosem.-Powiesz mi?
-Już mówiłam.
-Odpowiedziałaś na jedno pytanie i to jeszcze to, które mnie najmniej interesuje-powiedziałem zirytowany, gdy ona w tym czasie dalej mnie przytulała.
Zrobiło mi się już trochę głupio i niezręcznie. Najchętniej bym ją puścił. Gdy to zrobiła, oparłem się o barierkę plecami. Spojrzałem na nią, czekając na odpowiedź.
-Nadal czekam Mia.
-No to czekaj. Nie powiem, bo cię to nie powinno interesować.
-A jednak interesuje-mruknąłem pod nosem.-Powiesz, co z bliznami i dam ci spokój.
Spojrzała na mnie badawczo i mruknęła coś niezrozumiałego. Czekałem, stojąc boso na betonie. Mogłaby się pospieszyć. Halo, ja tu zamarzam.
-Te blizny są głównie z okresu za nim cię poznałam. Czyli kilka miesięcy temu.
-Dalej?
-No co. Cięłam się często. Nie wytrzymywałam w domu. Przynieś, wynieś, pozamiataj, ale i tak dostaniesz, nawet gdy będzie idealnie. Oglądanie obleśnych dziwek, szykowanie dla nich jedzenia. Walające się butelki po salonie. Bijący mnie ojciec. Do dziś mam blizny.
Instynktownie spojrzałem na jej szyję. Miała tam mały ślad-blizna. Nie był mocno widoczny, ale był.
-Wtedy się wkurzył, bo się spóźniłam. Złapał butelkę i we mnie rzucił. Ale nie takie akcje były. W dzień, gdy zepchnąłeś mnie z drogi, płakałam. Powodem był on. Zamknął nas razem w kuchni i szedł na mnie z nożem. Walnęłam mu z krzesła i uciekłam, ale ty musiałeś mówić swoje, że uciekam przed tobą. Żyletka i to delikatne szczypanie było odskocznią, ulgą. Rzadko spałam całą noc. Bałam się, że on przyjdzie i mi coś zrobi, a może nawet zabije. To mi pomagało. Później porwałeś mnie ty i przestałam to robić.
-Bo?-uniosłem brwi do góry i się uśmiechnąłem.
-Bo pomijając wszystko, co mi robicie. Tu czuję się bezpieczna, a do domu nie chcę wrócić za żadne skarby. On mnie już teraz nienawidzi całkowicie. Harry mógłby być jego synem. Jak jabłko z jabłoni.
-Teraz się już nie tniesz, nie?
-Nie. Choć czasem mnie wkurzasz.
-Ale nawet jak to robię, to tego nie rób. Okaleczasz się. Ulga jest chwilowa, a niektóre blizny są wieczne.
-Już koniec? Mogę sobie iść?
-Idź-westchnąłem, podążając za nią.
Wszedłem do środka i poczułem ulgę. Ciepła podłoga. W końcu.Trochę mnie wkurza zachowanie Mii w stosunku do mnie, ale też to jak do mnie mówi. No, ale co mam zrobić. Nie chcę, żeby Harry jej coś zrobił, ale korci mnie, żeby tak się stało. Nauczka na całe życie.
-Masz plany na dzisiaj?
-Na pewno nie ma w nich ciebie-mruknęła, a ja się uśmiechnąłem.
-Ostra Mia. A tak serio?
-A tak serio już mówiłam. Jak na razie to chcę iść się najeść.
-Chcesz kanapki?
-Może być. Jeszcze jakiś sok-dodała, maskując swój lekko fioletowy policzek.
Zszedłem do kuchni i uszykowałem sobie i Mii kanapki. Nie byłem sam. W kuchni siedział Harry. To się dziewczyna zdziwi, jak przyjdzie. Rozmawiałem z nim już kilkanaście minut, gdy do kuchni weszła Mia. Cofnęła się o krok, co skwitowałem uśmiechem. Może i ona się serio go boi, ale mnie to bawi.
-Cześć Mia. Jak tam leci?-zwrócił się do niej Harry, na co kompletnie go zignorowała.-Wiesz chyba, jak się skończyła ostatnia ignorancja, prawda? No właśnie. Dziwne, że nie ma po tym śladu.
-Kosmetyki działają cuda-zaśmiałem się.
-Takie buty.
Dziewczyna usiadła się, jak najdalej od niego i zaczęła jeść. Ja w tym czasie zająłem się rozmową z Harrym. Mia zdawała się mieć nas gdzieś, nawet nie słuchała, o czym mówimy. W sumie to dobrze. Mniej problemów. Ukradkiem kilka razy na nią spojrzałem. Nadal miałem w głowie ostatnie pytanie, które mnie najbardziej interesowało. Co się stało, jak wracała do domu?
-Ej, słuchasz mnie?-poczułem szturchnięcie w ramię i spojrzałem na chłopaka.
-Słucham, mów dalej.
-Gapisz się na nią-Styles zrobił zażenowaną minę.-Mam nadzieję, że razem jeszcze nie jesteście.
-Głupi jesteś? Ja z nią?
-Chciałabym zauważyć, że ja to słyszę i miłe to nie jest-Mia spojrzała na mnie, zakładając rękę na rękę.
-Bo ma takie być.
-No właśnie. Chcesz, żeby był miły, to sobie zapracuj-po raz kolejny zobaczyłem uśmiech Stylesa.
-Dziwne, że mówił co innego, gdy mnie dwa razy pocałował.
Dosłownie opadła mi kopara, że ona to powiedziała. Harry na mnie spojrzał, był zły, a jednocześnie widziałem, że chce się śmiać, bo Mia mnie zgasiła. Dziewczyna wyszła zadowolona z kuchni. Później się z nią policzę. Teraz trzeba wymyślić wymówkę u Harrego.
-Mam pytać, czy sam zaczniesz?
-Co mam powiedzieć? Wymyśliła sobie to, żeby mnie zatkało.
-A powiedź, dlaczego wierzę bardziej jej-przeczesał włosy i dalej wbijał we mnie wzrok.
-Skąd mam to wiedzieć? Ja jej nie całowałem. Chociaż nie. Ostatnio, jak była nawalona, to ją całowałem, ale wiadomo dlaczego.
-No dobra. Wierzę ci. No bo gdzie ona i ty.
-No właśnie-zaśmiałem się i odetchnąłem z ulgą, że tak szybko poszło.
Rozmawiałem z nim jeszcze chwilę i poszedłem do dziewczyny. Stała przy jednym z regałów z książkami. Odwróciłem ją do siebie po czym popchnąłem na poukładane książki.
-Co ci strzeliło do tego durnego łba, żeby powiedzieć to Harremu.
-Było inaczej o mnie mówić. Myślisz, że to było miłe.
-Już ci odpowiedziałem na to.
-Właśnie widzę.....że jesteś największym dupkiem na świecie-warknęła na mnie,a ja już nie wytrzymałem.
Po prostu spoliczkowałem ją z otwartej ręki. Mia złapała się za policzek i odwróciła głowę. Wiedziałem, że zaraz będzie płakać.
-Jak mi jeszcze raz puszczą nerwy, to zrobię coś gorszego. A nie chcesz tego doświadczyć.
-Zostaw mnie. Jesteś taki sam jak on. Dwaj bokserzy.
-Takie życie. Nie ma ideałów.
-Wyjdź już. Nie chcę cię widzieć.
-Ja tu decyduję. Wracając do sprawy, masz nie wyjeżdżać z takimi informacjami w jego obecności, rozumiesz?W każdej chwili mogę wsadzić cię do jakiejś komórki. Nie będziesz jadła, nie będziesz robiła co chcesz.
-Przynajmniej nie będę cię oglądała-powiedziała, ścierając łzy z policzka.
-Chyba się nie zrozumieliśmy.Nie traktuj mnie tak.
-Wyjdź albo ja to zrobię.
-Nie zrobisz tego mała suko, bo ja na to nie pozwolę-zacząłem się wydzierać.-Jesteś zależna ode mnie, więc nie dyskutuj, bo źle skończysz. Takie śmiecie jak ty nie powinny żyć.
Dziewczyna zjechała na ziemię i schowała głowę w nogach. Miałem to gdzieś, dalej na nią

krzyczałem. Nie było niczego, co by mnie powstrzymało.
-Zostaw mnie już, proszę.
-Ja dopiero zaczynam, ale tu jest za mało miejsca-szarpnąłem ją za ramię i zaprowadziłem do swojego pokoju.
Mia huknęła na łóżko. Ja zacząłem chodzić po pokoju. Nadal we mnie buzowało. Żadna dziwka nie będzie mi rozkazywała. Nie będzie kwestionować mojego zdania. Koniec z tym.
-Może zamiast ryczeć, byś coś powiedziała. Jak na razie to ja tu się tylko wysilam.
-Przepraszam. Już taka nie będę-dziewczyna zaczęła mówić przez łzy.
-Ile razy już to słyszałem. Nic nie warte słowa. I tak robisz później swoje.
W końcu udało mi się ją tak nastraszyć, że mnie słuchała, a nawet bała się. Cel zrealizowany-w końcu. Wtedy mnie coś napadło, nawet nie wiedziałem, dlaczego to robię.
-Ale wiem, jak się odwdzięczysz.
Chwilę później zacząłem całować Mię. Wyrywała się, ale była za słaba dla mnie. Nie trwało długo, a dziewczyna była w samej bieliźnie. Nie zwracałem uwagi na jej płacz, czy błagania.
-Przestań się kręcić, bo będziesz bardziej to czuła-warknąłem na nią.-Mam nadzieję, że jesteś dziewicą-szepnąłem jej na ucho.
-Louis nie rób mi tego-krzyknęła, a ja zatkałem jej buzię.
-Za późno. Możesz zamknąć oczy.
Ścisnąłem ręką jej pośladek, na co próbowała się jakoś wykręcić. Jednym ruchem zdarłem jej majtki. Była już moja, cała moja.
-Nawet nie wiesz, jak mnie podniecasz-mruknąłem, całując jej brzuch.
Jeszcze chwila, a będzie po sprawie-powiedziałem sobie w myślach. Dziewczyna już nawet nie walczyła, co jakiś czas tylko prosiła, żebym ją zostawił. Myślała głupia, że zadziała.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Co?!!!!!!! Nie!!!!!!! Czekam na następny i to mega zniecierpliwiona!
OdpowiedzUsuń