piątek, 6 lutego 2015

Prolog

Chowałam się gdzie popadnie, czyli jak prawie zawsze. Co najmniej połowa mojego życia jest marnowana na uciekanie.

-Otwórz drzwi szmato-usłyszałam głos ojca.

Tak, własnego ojca. Bije mnie od dawna. Za byle co. Najgorsze jest to, gdy się upije. Wtedy mam dosłownie przesrane.

-Otwórz, bo dostaniesz mocniej. 

Siedziałam skulona przy łóżku. Moja mama okazała się nie wiele lepsza. Jędza bez serca. Uciekła od ojca, a mnie zostawiła. Ojciec jest wmieszany w jakieś gówna. Nawet nie chcę wiedzieć jakie dokładnie. Wszystko wydaje na narkotyki, alkohol i dziwki. Przyprowadza je nawet do domu. Sama nie poszłam w ślady ani matki, ani ojca. Uczyłam się, ukończyłam szkołę, ale na studia nie mam za co iść. Teraz nie mam z tego nic. 

-Masz przejebane-krzyknął i usłyszałam huk.

Drzwi odbiły się od ściany, a on wleciał do pokoju. Próbowałam się jakoś bronić. Jedyna osoba w jakiej mam wsparcie to moja przyjaciółka. W tej sytuacji nawet ona by nie pomogła. Jeszcze by ją pobił. Gdy w końcu sobie poszedł, sama ubrałam bluzę i wyszłam na ulicę. Skierowałam się do przyjaciółki. Droga zajmowała kilka minut. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś mi otworzy.

-O co....o matko, znowu?-jęknęła moja przyjaciółka.

Przytuliła mnie, potrzebowałam tego. Poprowadziła mnie do pokoju, gdzie z resztą śpię od jakiegoś czasu. Nie mam odwagi zostawać na noc, gdy on jest w domu. Po drodze zobaczyłam mamę przyjaciółki.

-Dobry wieczór-powiedziałam cicho.

-Witaj dziecko-westchnęła.

Dobrze wiedziała jaka jest moja sytuacja. Próbowała mi wiele razy pomóc. Jednak ile razy dzwoniła na policję, tyle razy mój ojciec był uniewinniony. Nie mieli na niego dowodów. Nic nie wskazywało, że to on mnie bije. W końcu dała sobie spokój, bo albo dostawałam mocniej albo przychodził do nich, żeby je nastraszyć. Zostaje mi tylko czekać aż los się do mnie uśmiechnie. Nic na to na razie nie wskazuje, ale przynajmniej mam na co czekać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz