czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział 1

Mia pov*

Spacerowałam sobie powoli alejkami w parku.  Mój ojciec znowu nawalony, aż nie chce się wracać. W sumie ja nie mam gdzie iść, jak do domu. Wiele razy miałam propozycję by zamieszkać u przyjaciółki, ale nie będę zrzucała im się na głowę. Ściągnę na nią masę kłopotów, wliczając w to mojego ojca. Nie dziękuję, niech chociaż ona ma swoje życie i przede wszystkim szczęśliwe. Nie wiem co mnie dzisiaj skusiło, żeby iść inną drogą. W sumie nawet jej dobrze nie znałam. Nie prowadziła w żadnych uliczkach, więc szłam na luzie. Mijałam grupki rodzin i moją uwagę zwracał uśmiech na twarzach dzieci. Ja nie miałam szczęśliwego dzieciństwa. Z resztą koniec użalania się nad sobą. Skręciłam w lewo za małym sklepikiem i momentalnie się cofnęłam. Sumienie podpowiadało mi, żeby iść jak najdalej z tego miejsca. Ciekawość wygrała, znowu wyjrzałam zza rogu. Stało tam trzech facetów, ewidentnie się kłócili.

-Gdzie kasa?!

-Nie mam-powiedział jeden z nich. Wyglądał na napitego lub naćpanego.

-Znowu ją przepieprzyłeś idioto.

-Zdobędę ją, proszę.

-Jesteś w cholerę uzależniony, nie zrobisz tego.

-Żegnaj- powiedział trzeci, przystawiając pistolet do głowy tego człowieka.

-Harry skończ z nim-chłopak kiwnął obojętnie ręką.

Lokowaty nacisnął spust. Zakryłam buzię ręką, żeby nie było słychać mojego krzyku. Szybkim ruchem chciałam się odwrócić i uciekać, ale coś, a raczej ktoś zasłonił mi buzię szmatką. Momentalnie zrobiłam się senna, opadłam bezwładnie w jego ramiona. Ostatnie co pamiętam, to kruczo czarne włosy, postawione do góry. Zajebiście, moje życie właśnie się skończyło. Mój sen nie mógł trwać długo, bo gdy się obudziłam byłam nadal w tym samym miejscu. Delikatnie uchyliłam powieki i spojrzałam na nich. O ile się nie mylę, to Harry siedział oparty o ścianę i gadał coś z tym co mnie ''uśpił''.

-Louis, ona się chyba budzi-zaczął, gdy ruszyłam głową, z powodu delikatnego bólu.

-Dać jej następną dawkę?

-Nie bo jej nie wybudzimy.

-Zależy ci?-parsknął Harry.

-Śpiączka, a śmierć to różnica.

Całkowicie otwarłam oczy. Dopiero teraz się skapnęłam, że jestem związana. Jaką tempom trzeba byś, żeby nie zauważyć tego?

-Cześć kochanie-uśmiechnął się lokowaty. Nie licząc tego, że się go cholernie boję, to ma zajebiste zielone oczy.

Nic nie odpowiedziałam, ale rozejrzałam się po okolicy. W trzy dupy się bałam.

-Ktoś się boi-usłyszałam śmiech.

-Posprzątałeś Niall?

-Tak-tym razem zobaczyłam blondyna.

O matko, ilu was jeszcze tu jest? Harry, Niall, chłopak od spania i ostatni. Zdaje się być jakiś tajemniczy, cały czas wbijał we mnie wzrok, aż w końcu się ruszył.

-Co tu robiłaś-podszedł, kucając przede mną, a mi urosła gula w gardle.-Oj gdzie maniery. Jestem Louis, ten z lokami to Harry, blondyn to Niall i ostatni, który cię złapał to Zayn. Ty to?

Siedziałam nadal cicho i mierzyłam ich wzrokiem. W co ja się  kuźwa wpakowałam?

-Radzę się odezwać!

-Mia-pisnęłam cicho ze strachu.

-A więc Mia, co tu robiłaś?-wstał i zabrał coś od Harrego.

-Przechodziłam i głupia zamiast uciekać, zostałam z ciekawości-wyszeptałam.

-Ciekawska ciota-śmiech Zayna. Jakim cudem ja zapamiętałam tak szybko ich imiona.

Spojrzałam w górę na Louisa i zrobiło mi się jakoś słabo. Zamknęłam oczy, opierając głowę o ścianę.

-Mogę dostać coś do picia?

Może to banalne w takiej sytuacji pytać się o picie, ale od samego rana nic nie piłam i obstawiam, że to dlatego mi słabo. Louis zmarszczył brwi, dziwnie się na mnie patrząc.

-W aucie mam sok, niech ktoś przyniesie-powiedział, nie spuszczając ze mnie oczu.

-Serio? Może ją jeszcze na kolację weźmiesz-warknął Harry, jak mam być szczera to zaczyna mnie wkurwiać. Louis skwitował to śmiechem.

-Jak będzie chciała.

Chłopak zmroził mnie wzrokiem, co spowodowało, że przeszły mnie ciarki. Zobaczyłam blondyna jak niesie mi butelkę. Chłopak rozwiązał mi nadgarstki i podał napój. Niepewnie go wzięłam.

-Odechciało ci się?

-Nie mam pewności, czy nic nie dosypaliście.

Zobaczyłam uśmiech na twarzy blondyna.

-Mała jakbyśmy chcieli, to już byś nie żyła. Butelka jest nie otwarta.

Spojrzałam na zakrętkę, faktycznie była nienaruszona. Odkręciłam ją i napiłam się. Zaraz będę chyba wymiotować.

-Wiesz może i oni piękni nie są, ale wyglądasz jakbyś miała puścić pawia-powiedział Niall,a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.

-Jest mi po prostu źle.

-Dobra chłopaki, dzięki,możecie jechać, a ja skończę.

Wytrzeszczyłam na niego oczy, z czym on chce skończyć? Zostałam z nim sam na sam. Miałam ochotę się rozpłakać. To już wolę być u mojego ojca, niż z nim. Louis jest cholernie tajemniczy, co mnie jeszcze bardziej przeraża. Chłopak wyjął pistolet i zaczął nucić sobie coś pod nosem.

-Dobra, jest gotowy.

Odwrócił się w moją stronę i znowu tak samo dziwnie na mnie spojrzał. Poczułam pierwsze kilka łez na policzku. Louis zaczął się śmiać.

-Nie becz, na razie będziesz żyła.

Ominął mnie i wszedł do magazynu. Usłyszałam huk kilku strzałów. Siedziałam spokojnie, rozmyślając o tym co będzie dalej. Powoli odzyskiwałam siły, tak to jest, gdy próbując uniknąć ojca, prawie nic się nie je.

-Po co to robiłeś?-wypaliłam, gdy wrócił.

-Żeby na wszelki wypadek wyglądało jak strzelanina. Ty serio jesteś ciekawska.

Podszedł i rozwiązał mi nogi. Szłam powoli obok niego. Trzymał mnie za nadgarstek.

-Gdzie ty mnie właściwie bierzesz?

-Do siebie, do domu.

-A nie możesz mnie puścić, nikomu nie powiem, obiecuję. Nawet nie wiem kim był tamten facet.

-Nikim ważnym, a tobie nie wieżę. Ledwo cię uwolnię, to polecisz komuś powiedzieć. W sumie nawet tego nie próbuj, bo za nim cię zabiję, będziesz cierpieć.

-Co zrobisz-zatrzymałam się, ale pod wpływem jego szarpnięcia poszłam dalej.

-Zabiję, za dużo wiesz i jesteś za ciekawska.

-Ja obiecuję, że tego nie zrobię.

-Zamknij się już, bo twoje gadanie nie pomaga-syknął na mnie przez zęby.

Szłam dalej za nim, powoli dochodziliśmy do auta. Muszę coś szybko wymyślić, żeby mu uciec. Na razie nawet nie myślę o konsekwencjach tego, co za chwilę zrobię. Chłopak szedł, niczego się nie spodziewając, gdy walnęłam mu z łokcia w brzuch.

-Ty szmato-jęknął, kuląc się z bólu.

Długo nie wstawał, a ja zaczęłam biec. Musiał dostać w żołądek, dobrze wiem, jak to boli. Wiele razy dostawałam tam od ojca. Ból jest wielki. Biegłam nie patrząc na nikogo. Zatrzymałam się dopiero w pokoju, ojciec na szczęście śpi lub nie ma go w domu. Nieźle sobie z nimi posiedziałam. Poszłam do łazienki, żeby się wykąpać. Jestem cholernie wystraszona. Louis już pewnie szykuje jakąś zemstę. Nie wierzę, żeby taki chłopak jak on, popuścił mi mój czyn, pomijając fakt, że i tak miał mnie zabić. Poszłam do łóżka i zmęczona wtuliłam się w kołdrę. Może to śmieszne, ale teraz była ona moją jedyną ochroną od świata,który mnie otaczał. Leżałam, myśląc o dzisiejszym dniu. Za każdym razem, gdy zamknęłam oczy, widziałam wściekła minę Louisa, gdy kulił się na ziemi i mrożące mnie, zielone tęczówki Harrego.

 

 

 

 

 

Louis pov*

Ta mała suka ma przejebane. Po kilkunastu minutach leżenia na ziemi, w końcu wstałem. Bolało jak skurwysyn, a sam myślałem, że chyba zaraz będę haftować. Wsiadłem obolały do auta. Zniszczę to jej jebane życie. W mgnieniu oka znalazłem się u nas w garaży. Wszedłem do domu, a dokładniej korytarza.

-Już jeste......gdzie ona jest?-Harry, to się pośmiejemy.

-Spadaj, gdzie tabletki.

-Spierdoliła ci-parsknął ze śmiechu.-Ta szmata ci spierdoliła!-krzyknął i poleciał do salonu.

Po chwili usłyszałem śmiech chłopaków, kurwa zabiję ich i tą dziewczynę. 

-Łap-Liam rzucił mi białe pudełko.-Może i Harry się śmieje, z resztą ja też, ale powiedział też, że chcesz jakieś tabletki-zobaczyłem jak po chwili wybucha śmiechem.

-Śmiejcie się śmiejcie, to nie wam zajebała z łokcia w brzuch.

-Masz rację, to nie nam spieprzyłam mała ciota.

-Zniszczę ją, jak i całe jej życie.Dowiem się o każdym szczególe. Na końcu ją zabiję.

-Ouuuuu Louis knuje zemstę, ale teraz bawimy się, bo następny palant już gryzie ziemię.

-Sorka chłopaki, nie mam na to ochoty-mruknąłem i  poszedłem do pokoju, za sobą tylko słyszałem krzyk, że nic się nie stało.

Poszedłem prosto do łazienki i puściłem wodę, żeby kabina się ogrzała. Po zdjęciu koszulki, spojrzałem w lustro.Na brzuchu zaczął się tworzyć fioletowy ślad. Delikatnie go dotknąłem i syknąłem z bólu. Kurwa jak boli. Wszedłem pod wodę po czym dokładnie namydliłem swoje ciało. Opłukałem się z piany, a po dokładnym wytarciu założyłem bokserki. Byłem cholernie zmęczony, ale postanowiłem iść do naszego biura i poszperać trochę o Mii, nie wiem ile mi się
uda, bo nie znam jej nazwiska. Usiadłem się w swoim fotelu i zacząłem szperać w komputerze.

-Imię Mia, miejsce zamieszkania Londyn-powiedziałem do siebie, wpisując jedyne dane, jakie o niej wiedziałem.

Siedziałem już jakieś pół godziny, zegar wskazywał pierwszą w nocy i nic, ja pierdolę, nie mogę sobie poradzić z jakąś zasraną dziewczyną. Oczy same mi się zamykały, a gdy już miałem się poddać i postanowiłem juro dalej szukać, zobaczyłem to jedno zdjęcie. Moja ''kochana'' Mia. Kliknąłem w jej dokument w bazie danych i wyskoczyło mi pełno wiadomości.

-Mia James-przeczytałem i się uśmiechnąłem.-Mam cię.

Skopiowałem każdą informację, jaka tam była zawarta. Udałem się zmęczony w trzy dupy, do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko. Nakryłem się kołdrą, rozmyślając o tym co będę robił jutro. Czyli przeczytanie każdej informacji i dowiedzenie się wszystkiego o Mii James. Ona chyba jeszcze nie wie, że zadarła z niewłaściwymi osobami, a już zwłaszcza ze mną. Leżałem tak jeszcze kilka minut, aż w końcu zasnąłem. Około szóstej obudził mnie jakiś hałas z dołu. Zszedłem tam i zobaczyłem Harrego i Nialla. 

-Co to za hałas?

-Wyjebałem się i wywróciłem puszki, luzki.

-Co wy tu do cholery narobiliście!-warknąłem, dopiero teraz widząc, jak wygląda salon.

-Louis, nie krzycz tak, proszę. Łeb mnie boli-jęknął zielonooki.

-Super, najebaliście się. Gdzie reszta? 

-Niall tu, ja tu, Zayn u Perrie, a Liam wczoraj nie pił.

-Jedyny kuźwa normalny. To ma być posprzątane.

-Dobra, dobra, teraz proszę cię wyjdź, obiecuję, że to posprzątamy. Prawda Niall.

Spojrzałem na blondyna i usłyszałem jego ciche mruknięcie, które oznaczało, że się zgadza. Leżał tak, a pro po na dywanie. Po całym pokoju walały się butelki po piwie i alkoholu, a stół był zawalony pudełkami po pizzy. Zajebiście. Spojrzałem jeszcze raz na chłopaków, którzy dalej poszli spać. Sam poszedłem do swojego pokoju i znowu odpłynąłem do krainy snów.

Jest pierwszy rozdział na nowym ff :D Miłego czytania i do nn :) Czytasz=komentarz 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz