wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział 2

Louis pov*

Po dwóch godzinach znowu byłem na nogach i chodziłem po pokoju  w poszukiwaniu swoich spodni. Gdy w końcu je znalazłem, ubrałem je i zszedłem do kuchni. Byłem głodny, ale postanowiłem wcześniej iść sprawdzić, czy te debile posprzątały w salonie. Obydwaj spali na kanapie, ale przynajmniej było posprzątane. Choć nie, jeszcze się doczepię do butelek przy fotelach. Mają być wyniesione do kosza. Wróciłem do kuchni i wziąłem się za robienie jajecznicy z bekonem. Uwielbiam to jeść, zwłaszcza na śniadanie. Już miałem siadać do stołu, gdy przypomniałem sobie o małym szczególe. Mia James. Uśmiechnąłem się i biorąc talerz, poszedłem do naszego biura. Mam tam przecież piękną lekturę do przeczytania. Zająłem miejsce w swoim ulubionym obrotowym fotelu po czym włączyłem sprzęt.  Kliknąłem w zapisany wczoraj folder.

-Mia James-powtórzyłem, to co było napisane dużymi literami, zaraz obok jej zdjęcia.

Lat osiemnaście-pełnoletnia menda. Za tydzień skończy dziewiętnaście. Zamieszkała w Londynie. I wtedy zobaczyłem jej adres. Już wiem, co będę dzisiaj robił. Matka ją zostawiła-nie dziwię się. Mieszka z ojcem. Bardzo dobra uczennica-ciekawe czemu nie studiuje? Z resztą co komu przyniesie szkoła. Jest jedynaczką. Miałem już czytać następną informację, gdy do środka wleciał Zayn.

-Siema, zdążyłeś zobaczyć co zrobili w salonie?

-Część, niestety tak. Opierdoliłem ich i posprzątali-zaśmiałem się, powoli zamykając laptopa.

-Co ty tam masz-podszedł i go włączył.

Zajebiście, zacznie się gadanie.

-O to nasza Mia-uśmiechnął się.-Po co ci to? Mam nadzieję, że do złych czynów.

-A myślisz, że bym ją zostawił, po tym co zrobiła? Znasz mnie-wziąłem kęs bekonu do buzi.

-No w sumie racja. Miłego czytania-zaśmiał się i wyszedł.

Doczytałem do końca cały folder i go wyłączyłem. Super. Wydrukowałem najważniejsze informacje, które włożyłem do teczki. Poszła ona do szuflady z naklejonym ''J''.  Poszedłem do kuchni i wrzuciłem talerz do zlewu.

-Co planujesz z tą dziewczyną?-Niall.-Widzę, że nieźle cię załatwiła-spojrzał na mój brzuch.

-Nie wiem jeszcze. Zniszczę jej życie,a dzisiaj ją znajdę.

-Mogę jechać z tobą, bo nie mam co robić.

-Spoko. Przyda się jeszcze jedna osoba.

-Boisz się, że znowu cie pobije-zaczął się śmiać.

-Gdybyś był bliżej, to byś dostał-uśmiechnąłem się.-I nie, nie boję się. Za to ona by mogła zacząć, nawet nie wie co ją czeka.

-Mam rozumieć, że na końcu ją zabijesz?

-Tak-powiedziałem obojętnie.-Ale na początek mam inne plany.

-Spoko, zostawiam to tobie. Sorka za salon, trochę zaszaleliśmy.

-Ok, ale mam pytanie. Czy któryś z was przyprowadził laski.

-A jak myślisz- Niall zaczął się śmiać.-Harry zawsze jakąś wyczai.

-Zabiję go kiedyś za to. Robi z naszego domu burdel.

-W sumie nie,bo on i tak się z nimi ''bawi'' w swoim pokoju.

-A nie może iść do domu tych dziewczyn?

-To już nie do mnie-podniósł ręce w geście obrony.

-Zresztą niech robi co chce-westchnąłem.

-A jak myślisz, zabawi się z tą Mią- spojrzałem na niego.-No wiesz, brzydka to ona nie jest, a Harry...

-Wiem, wiem już. Znając go, w końcu i tak ją przeleci.

-To ja jeszcze obejrzę do końca mecz, a później możemy jechać.

-Spoko. Teraz pewnie i tak jej nie ma w domu, a ja chcę ją bardzo spotkać.

Chłopak wyszedł, a ja usiadłem się przy stole i zacząłem wystukiwać palcem, rytm.  Mia James. Mia James, pieprzona Mia James. Jak ją dorwę, to ma przejebane. Raz za dużo widziała, dwa walnęła mnie w brzuch. Nie odpuszczę jej.Powoli zaczęło mi się nudzić, więc wyszedłem już na dwór. Pójdę się przejść.

-Niall zaraz wracam, idę się przejść-krzyknąłem do chłopaka, choć i tak miałem wrażenie, że mnie nie słyszy.

Wyszedłem z domu na ulicę. Jak zawsze jeździło tu pełno auto o tym czasie. Ludzie z pracy i do pracy. Szedłem powoli, swoim tempem przy ulicy. Mijały mnie setki osób, od małych dzieciaków, do ludzi starszych, chodzących o kulach. Włożyłem ręce do kieszeni i spuściłem wzrok na chodnik. W ten sposób doszedłem do pierwszych pasów. Spojrzałem w górę-czerwone światło. To sobie postoję. Auta jechały w tą i z powrotem, gdy w pewnym momencie mignęła mi przed oczami dziewczyna. Odszukałem ją znowu wśród tłumu, który stał po drugiej stronie przejścia. Spojrzałem na nią i się upewniłem tak, to jest Mia. Zacząłem iść w jej stronę. Na moje nieszczęście zauważyła mnie i gdy nasze oczy się spotkały, zaczęła się cofać. Kurwa, znowu mi spierdoli-przemknęło mi przez myśl. Znalazłem się po drugiej stronie,powodując tym samym hamowanie jednego z aut. Gościu wyszedł z niego i zaczął coś krzyczeć w moją stronę, ale ja pokazałem mu tylko środkowy palec. Cały czas miałem dziewczynę, w polu widzenia. Zacząłem biec, żeby ją dogonić, ale gdy już miałem złapać ją za rękę, zdążyła przebiec przez przejście, a mnie cofnął tłum ludzi, który szedł w przeciwną stronę co ja. 

-Suń się do cholery-przepchnąłem się między nimi. 

Na nic się to jednak zdało, bo Mii już nigdzie nie było. Ja pierdolę, nie wierzę, że po raz drugi mi uciekła. Ta dziewczyna cały czas pogarsza swoja sytuację. Przeczesałem z nerwów włosy i zacząłem wracać do domu. Byłem zły. Wszedłem trzaskając drzwiami i usiadłem się w salonie.

-A tobie co?-Harry i Niall spojrzeli na mnie jak na debila.

-Chcecie się pośmiać?-powiedziałem z sarkastycznym uśmiechem.
''powiedziałem z sarkastycznym uśmiechem''

-Dawaj-Harry pokiwał ręką.

-Byłem się przejść i kogo spotkałem?-wskazałem na Nialla, żeby mówił.

-Mię.

-Tak, a co ona zrobiła?-teraz przeniosłem rękę na Harrego.

-Patrząc na to, że jej tu nie ma, to ci znowu spieprzyła.

-Brawa dla was. Byłem tak blisko, żeby ją dorwać, a ona tak po prostu przeszła szybko między ludźmi i tyle ją widziałem.

-Ja jej nie widziałem, ale już ją lubię-Liam wszedł i zaczął się śmiać.

-Bo tobie nie zajebała w brzuch i po raz drugi nie uciekła-warknąłem.

-A może ona jest jakąś tajną agentką?-zaśmiał się Harry.

-A może ty jesteś debilem.

-Może-wzdrygnął ramionami, a ja zacząłem się śmiać.

-Dobra Niall, jedziemy.

Chłopak wstał i poszedł się ubrać, a ja jeszcze chwilę gadałem z chłopakami. Dobrze, że się nie wypytują o to, gdzie jedziemy. Wyszedłem za Niallem z domu po czym poszliśmy do auta. Z powodu, że ja kierowałem, jechaliśmy moim.

-Wkurza cię, nie?

-To mało powiedziane, nie wiem co jej zrobię, jak ją dorwę. 

-Chce ci się zabijać taką laskę?

-Za bardzo mi zalazła za skórę, żebym ją zostawił. Plus jak już mówiłem, za dużo widziała.

-Z tego co widziałem, Harry jej nie lubi. Na każdym kroku jej ubliżał.

-Nie obchodzi mnie to. 

-Jak tak sobie myślę, to ona będzie miała tu przejebane. Raz ty, a dwa Harry. 

-Zasłużyła sobie, zamiast się szlajać po mieście i takich miejscach, mogła siedzieć w domu lub iść do galerii z przyjaciółką. 

-A skąd wiesz, że nie miała powodu, żeby późno wrócić do domu? Może kłótnia rodziców.

-Nie wiem tego.  Mieszka tylko z ojcem. Matka ją zostawiła.

-No chyba, że tak. A pro po przyjaciół, nie wiesz, czy Mia nie ma jakiejś przyjaciółki.

-Pewnie ma jak każdy. Nie zamoczysz-powiedziałem poważnie, ale miałem chęć zacząć się śmiać.

-Jeszcze zobaczymy-powiedział z udawaną urazą, a po chwili zaczęliśmy się obydwoje zanosić śmiechem. 

Zaparkowałem samochód przy ulicy, na której mieszka dziewczyna. Wyciągnąłem telefon z schowka. Zayn do mnie dzwonił, ale skoro nie robi tego znowu, to nic ważnego. Schowałem go do kieszeni i wyszedłem z auta. 

-Więc ,który dom?

-Chwila, muszę go znaleźć, chodź-powiedziałem, idąc wzdłuż domów. 

Szedłem powoli i patrzyłem na każdy dom. Żaden nie miał odpowiedniego adresu. 

-To na pewno tu?

-Raczek tak......Bingo-powiedziałem, patrząc na żółty dom.-Teraz trzeba czekać.

-To w sumie dobrze, że są tu te drzewa.

-Tak. 

Usiadłem się pod drzewem i czekałem. Ciekawe gdzie ona do późna jest. Obstawiałem raczej, że będzie w domu, po tym jak się dzisiaj ze mną spotkała. 

-Obstawiałem, że będzie w domu.

-Ja też, zwłaszcza po dzisiejszym dniu-zamknąłem oczy i założyłem ręce za głowę.

-Powiedz, że ona jest niezła. 

-Nie. Jest jak każda inna.

-Okłamujesz się, przyznaj, że gdyby ci nie zaszła za skórę, to byś mógł z nią kręcić-trącił mnie łokciem w bok.

-No dobra, jest ładna, ale i tak ją zabiję-powiedziałem, a  Niall się zaśmiał.-Na świecie jest pełno ładnych lasek, a do każdej cię nie ciągnie. Może ona jest ładna, ale właśnie mnie nie przyciąga.

-Łał, nie słyszałem nigdy tak mądrych słów z twoich ust.

-Ja za chwilę zacznę żałować, że cię zabrałem-wyśpiewałem, krzyżując nogi.

-Wiemy, że tak nie jest.

-Tego ci nie przyznam. 

Upłynęło następne kilkanaście minut, a jej nadal nie było. Zaczynałem się wkurwiać, a na dodatek byłem głodny. Po co tracę tu czas? Już wiem, żeby zniszczyć jej piękne życie. 

-Gdzie ona jest?-jęknął Niall, obstawiam, że też jest głodny.

-Nie wiem, też mnie zaczyna to denerwować-spojrzałem na godzinę w komórce.-Jest ósma. Jak ona w końcu przyjdzie,to później możemy iść na pizzę z chłopakami.

-A jeśli poszła na imprezę? Albo śpi u przyjaciółki.

-Wątpię, żeby jej się chciało.

Poprawiłem się i dalej czekałem. Niech Niall nie myśli, że ja jej odpuszczę. Usłyszałem, jak Niall zaczyna śpiewać. Myślałem, że walnę, ale po chwili się do niego przyłączyłem.

-Ej czy to nie ona?- przestał i się wychylił, zrobiłem to co on.

-W końcu się zjawiła. 

-A obok jest?

-Dzięki za dzisiaj, pomogłaś mi-przytuliła dziewczynę.

-Spoko, na przyjaciół można liczyć nie?Pa.

-I widzisz, masz tą swoją przyjaciółkę-szepnąłem do Nialla.-Ślinisz się-upadłem na ziemię, udając, że mdleje.

-Spadaj deklu.

Poczekaliśmy aż wejdzie do pokoju. Po kilku minutach zapaliło się światło w jednym z okien.  Jest lepiej niż myślałem, ma okno od strony ulicy. 

-Czekaj na mnie, zaraz wrócę-powiedziałem do przyjaciela i pobiegłem w stronę auta.

Wyciągnąłem z niego długopis i wydarłem kartkę z jakiegoś zeszytu. Mam nadzieję, że nie był on nikomu potrzebny. Wróciłem do Nialla.

-Wiesz co, ona jest zajebista.

-Bo?-spojrzałem na niego, marszcząc brwi.

-Właśnie się przebiera-uśmiechnął się, wychodząc zza drzew.

-Nie wyłaź, bo cię zobaczy-pociągnąłem go z powrotem.

-Dobra, co jej napisać?-pokazałem kartkę.

-Mnie się pytasz? Wymyśl coś. 

Spojrzałem ukradkiem z drugiej strony. Dziewczyna przebierała się do spania. Akurat zdejmowała spodnie. Także teraz chodziła w samej bieliźnie. No dobra, Niall ma rację, jest niezła. Rozłożyłem papier na kolanach i zacząłem pisać, poszło mi to raz dwa. Kilka słów, żeby jej się lepiej spało. 

-Jak jej to dać?

-Może balkon, rzuć to z kamieniem.

-Masz łeb, ale nie mam nic.....

-Ja mam-wyciągnął kawałek jakiegoś sznurka z kieszeni spodni. 

Zawiązałem kartkę do kamienia i rzuciłem. Odbił się od okna po czym wylądował na podłodze balkonu. Nie czekaliśmy długo, gdy dziewczyna wyszła zabierając go do ręki. Miała na sobie za długą bluzkę. 

-Zaraz tam pójdę i nawet nie wiesz, co z nią zrobię-zaśmiał się Horan.

-Nie zabraniam ci-poklepałem go po ramieniu.

Spojrzałem znowu w górę i zobaczyłem jak spanikowana i wystraszona dziewczyna wchodzi znowu do pokoju. Tak, na pewno pomogę jej zasnąć. 

-Dobra chodź, jedziemy coś wszamać.

Poszedłem rozbawiony do samochodu, szykuje się zajebisty wieczór z przyjaciółmi. Niall zaczął coś wystukiwać na telefonie, a ja już wiedziałem co.

-Mam rozumieć, że już im napisałeś, tak?

-Tak,ale stwierdziliśmy, że zamiast jechać do knajpy, możemy zamówić do domu.

-Pizza była wczoraj, z tego co widziałem.

-Wiem, dlatego dzisiaj chłopaki już zamawiają chińszczyznę.

Po dziesięciu minutach byliśmy w domu. Wjechałem samochodem do garażu i razem z Niallem poszedłem do domu. Wszyscy siedzieli w salonie. 

-Gdzie wy tyle byliście?-zaczął Zayn.

-Z tym do niego-blondyn wskazał na mnie.

-Powiem, ale później. Teraz chcę aby któryś z was się ruszył i przyniósł z lodówki piwo, bo trzeba czymś popić jedzenie. 

Wszyscy zaczęli coś mówić, ale nastała cisza, bo usłyszeliśmy dzwonek. Spojrzeliśmy na siebie.

-Tak szybko by przywieźli?

-Oni pewnie dopiero to szykują, nie wiem kto to.

Poszedłem do drzwi i je otworzyłem. Zobaczyłem dwóch policjantów. Dwóch policjantów, których bardzo dobrze znałem. 

-Dobry wieczór Louis, zostajesz zatrzymany-powiedział z chamskim uśmiechem, chcąc założyć mi kajdanki.

Cofnąłem się, bo dobrze wiedziałem, jakie mam prawa i po drugie dobrze się znaliśmy z przeszłości.

-Hola, hola kolego. Za co jestem zatrzymany?-oparłem się o drzwi.

-Za zniknięcie pewnego faceta. Nie wciągaj mnie w gadki-szarpnął mnie i zakuł obie ręce. 

-Nie mam z tym nic wspólnego-debile, jasne, że mam.

-O tym pogadamy na komisariacie, ale bądź pewny, że noc spędzisz w celi.

-Ej, ej za co go bierzecie?-z domu wyszedł Harry.

-Nie wtykaj się Styles, bo ty będziesz następny. 

-Idź do chłopaków, zadzwonię z komisariatu.

-Na pewno?

-Jak mówi, to to rób-warknął policjant, a Harry go zabijał wzrokiem.

Wsadzili mnie do środka radiowozu. Zajebiście, jak ja lubię to miejsce. 

-Zaginięcie zgłosiła jakaś młoda dziewczyna. 

-Co powiedziałeś?-syknąłem.

-Zaginięcie zgłosiła jakaś młoda dziewczyna-powtórzył pisząc coś w notesie.

-Kiedy?

-Dzisiaj, teraz mi nie przeszkadzaj. Mówiłem, że pogadamy na miejscu.

Zaraz mnie jasny szlag trafi. Ta mała suka na mnie nakablowała. Wiedziałem, że ledwo ją puszczę, to poleci na policję. Zabiję ją normalnie. Pewnie dzisiaj się wystraszyła i poleciała do psów. Zasrana szmata. 

 

Mia pov*

Obudziłam się rano w zasranym nastroju. To przez wspomnienie wczorajszego dni. Louis, Harry, Louis, reszta jego przyjaciół. Masakra, nie wiem w ogóle jakim cudem, ja mu uciekłam. Ubrałam się w luźną bluzkę i założyłam swoje zielone rurki. Zeszłam po cichu na dół. Ojciec był  z jakąś kobie......sorka dziwką.

-Gdzie się wybierasz?-powiedział, kładąc rękę na jej ramieniu.

-Na miasto, wrócę wieczorem. Zrobię ci później obiad.

-Chociaż raz się przydasz, a nie ciągle się obijasz...

Tak, tak, wyszłam na dwór. Ojciec i tak nie powie nic nowego. Zawsze to samo. Nieużyteczna, obijam się, i tak dalej. Wyjęłam z torby kasę i ją policzyłam. Nie myślałam, że będę jej aż tyle miała. Najczęściej kradnę ją z skrytki ojca, dziwne to, że tego nie zauważa. Mój drugi sposób to zabieranie, gdy idę zrobić zakupy. Kupuję co potrzebne i zabieram resztę. Jemu mówię, że tyle kosztowało, zawsze się łapie. Weszłam do kawiarni, gdzie pracowała mama Lalyi. 

-Dzień dobry-uśmiechnęłam się, idąc na tyły.

-Witaj Mia, Lalya pomaga w przenoszeniu paczek. To co zawsze? 

-Tak, dziękuję-podałam jej pieniądze.

Weszłam do pokoju, gdzie nie było słychać już gwaru z środka kawiarni. Zobaczyłam wtedy moją przyjaciółkę.

-Cześć-przytuliłam ją.

-Hej, dzisiaj spokój?

-Tak, następna chętna do niego przyszła.

-Ma wzięcie-zaśmiała się.-Robisz coś dzisiaj? Bo jest impreza u Mikkela.

-Dzięki Lalya, ale  nie mam ochoty-mruknęłam, przypominając sobie o Louisie.

-Spoko, nie zmuszam. No, ale ładna jesteś, może byś kogoś wyrwała.

-Yyy nie, żeby coś, ale ty też nie masz chłopaka.

-Miałam, dziękuję. Na razie nie chcę. Ty za to możesz mieć.

-Ok, to ja zjem śniadanie i lecę do domu. Powiedziałam, że zrobię obiad, a nie chcę mieć później przechlapane. 

-To, pa. Wpadnij do mnie później. 

-Ok.

Odebrałam od jej mamy swoje śniadanie i poszłam do stolika. To co zawsze. Sok pomarańczowy oraz kanapka z kurczakiem. Zjadłam ją i zaczęłam myśleć, co zrobić ojcu na obiad, żeby nie było opieprzu. On kocha zapiekankę z makaronem. Zrobię ją i mogę lecieć do Lalyi. Jeszcze raz podziękowałam po czym wyszłam z kawiarni. Przeszłam kilka kroków i znalazłam się przed przejściem dla pieszych. W oczekiwaniu na zielone światło, rozglądałam się na boki. Wtedy moje oczy spotkały się z oczami jakiegoś chłopaka. Patrzył na mnie, a ja dopiero po chwili się zorientowałam kto to. Louis. Zaczęłam się cofać. Nie, nie, nie raz mu uciekłam, drugi też się uda. Przyspieszyłam kroku i zauważyłam, że na kolejnym przejściu zaraz zaświeci się zielone. Przeszłam przez nie i zobaczyłam, że Louis zablokowali ludzie, idący w drugą stronę. Udało mi się po raz drugi uciec od śmierci. Zajebiście, tylko teraz będę miała chyba jeszcze bardziej przesrane. Wróciłam do domu i zobaczyłam, że ojca nie ma. Przywiesił kartkę na lodówkę: ''Musiałem wyjść, jak wrócę mam nadzieję, że obiad będzie czekał w mikrofalówce''. Dzięki, miałam super rozpoczęcie dnia jakbyś pytał. Wyciągnęłam wszystko co potrzebowałam i zaczęłam robić tą zapiekankę. Wsypałam wszystko do miski po czym wymieszałam. Teraz to na blachę, na to dodatki i do piekarnika. W tym czasie co zapiekanka się piekła, zdążyłam posprzątać. Napisałam do przyjaciółki, że będę za dziesięć minut. Czekałam jeszcze chwilę, gdy usłyszałam sygnał oznaczający, że jest gotowa. Wyciągnęłam ją i przykryłam folią, żeby nie wystygła. Przynajmniej mnie ojciec nie zjebie. Postawiłam ją na stole i zabierając moją torbę wyszłam z domu. Lalya już na mnie czekała. 

-Co tak długo?

-Zapiekanka sama się nie zrobiła-westchnęłam, leżąc na łóżku. 
''westchnęłam, leżąc na łóżku''

-No dobra, na pewno nie chcesz iść? 

-Nie, już i tak mam dość na głowie. 

Chciała coś powiedzieć, ale jej przerwałam:

-I nie, na razie nie będę mówiła.

Pokazała mi język i się odwróciła. 

-A może ty już masz chłopaka? Tylko czemu on ci pozwala mieszkać z ojcem-zaczęłam się śmiać.

-Nie, nie mam chłopaka. 

-Szkoda, teraz lepiej mów, co mam ubrać-wyciągnęła dwie sukienki.

-Na imprezę tą niebieską.

-Głupia jesteś, chciałam iść na nią, ale dzisiaj przyjeżdżają jacyś ludzie do mamy i mam na tym być.

-No to, jednak ta fioletowa. Jest bardziej elegancka-zaśmiałam się.-Skoro chcesz iść, to po kolacji z nimi, ucieknij na tą imprezę, bo nie wierzę, że ona będzie trwała do dziesiątej nie?

-Wiesz co, zastanowię się nad tym.

Odłożyła sukienki i usiadła się obok mnie. Siedziałam u niej cały dzień, ale w końcu musiałam wracać, z znanych powodów. Lalya zaproponowała, że mnie odprowadzi. 

-No to baw się dobrze, może kogoś wyrwiesz na tej kolacji-zaczęłam się śmiać z jej miny.

-Tak, pewnie. Kapitan drużyny futbolowej pięćdziesiąt plus.

Obie zaczęłyśmy się śmiać.Pożegnałam się i weszłam do domu. Kompletna ciemność. Zaświeciłam światło. W kuchni stała reszta zapiekanki, czyli ją zjadł. Nie ma żadnej kartki, co skutkuje tym, że mu smakowała. Nałożyłam sobie trochę na talerz i poszłam do swojego pokoju. Torbę rzuciłam w kąt, ale musiałam po nią znowu wstać, bo przypomniałam sobie, że zostawiłam tam telefon. Wtedy spojrzałam w okno, zdawało mi się, że kogoś widzę, ale gdy znowu tam spojrzałam, nie było nikogo. Oj, za dużo przygód z panem Louisem. Położyłam komórkę na łóżku i po tym jak zjadłam większość przyniesionej  zapiekanki, zaczęłam się przebierać. Nie mogłam znaleźć dołu od piżamy, więc chodziłam w samej bluzce, która i tak większość zakrywała. Już miałam iść na dół, odnieść talerz, gdy usłyszałam jak coś upada  na balkonie. Weszłam na niego i sięgnęłam kamień z kartką. 

Po raz drugi mi uciekłaś. Pogorszyłaś tym tylko swoją sytuację, wiem i widzę wszystko, co robisz. 

-L

Momentalnie zamknęłam balkon i usiadłam się na łóżku. Super, po prostu super. Myślała, że mnie w końcu zostawił, a on mi wjeżdża z takim czymś. Jeszcze raz to przeczytałam i złączyłam dwa fakty: ''wiem i widzę wszystko co robisz''. Nie zdawało mi się, że kogoś widzę. To był on, a ja głupia nie zsunęłam rolet. Położyłam głowę na poduszkę i przykryłam się kołdrą. Szykują się super noce i dni, spędzone na strachu przed Louisem.

 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz