Rozdział 3
Louis pov*
Dojechałem radiowozem na komisariat. Byłem mega wkurwiony na tą małą szmatę. Jednak nie skończy się na jednym liściku, jak tylko stąd wyjdę, pojadę do niej i się zemszczę.
-Nie szarp, wiem gdzie iść-warknąłem na gliniarza, który prowadził mnie do środka.
-Luzuj człowieku i tak posiedzisz tu co najmniej noc.
Zaprowadził mnie do sali przesłuchań i kazał czekać na mojego dobrze znanego ''kolegę''. Zacząłem huśtać się na krześle, rozmasowując nadgarstki na których miałem odciski od kajdanek. Mogli by je robić ciut większe, zresztą oni by najchętniej podpięli je pod prąd albo włożyli do środka jakieś kolce, raniące skórę, a wszystko specjalnie dla mnie. Siedziałem już jakieś dwadzieścia minut i nikt nie przychodził.
-Halo!! Zapomnieliście o mnie-krzyknąłem wiedząc, że mnie słyszą i widzą.
Nadal się nikogo nie doczekałem. Wściekły wstałem i kopnąłem krzesło.
-Przyjdzie tu ktoś do cholery?! Nie będę tu siedział całej nocy, miałem co innego w planach!
Usiadłem się i znowu zacząłem huśtać, a w tym czasie wszedł funkcjonariusz. Usiadł się naprzeciw mnie,cały czas coś notując. Mierzyłem go wzrokiem, ale jego to już nie ruszało, przyzwyczaił się.
-Długo jeszcze?-warknąłem.
-Chwila Tomlinson, muszę wszystko uzupełnić.
-Zajebiście, mam zjebany cały wieczór-szepnąłem, zakładając ręce za głowę.
-No, więc tak. Co robiłeś przedwczoraj w wieczornych godzinach?
-Byłem z kumplami na mieście i wróciliśmy do domu-powiedziałem spokojnie.
-Masz na to świadków?
-Wszyscy co mnie mijali, czyli nikt, bo ci ich nie wymienię.
-Ok, masz jakiś dowód, który potwierdzi, że to nie ty zabiłeś tego kolesia?
-Mam, sprawdźcie kamery z tego miejsca, nie było mnie tam.
-Celna uwaga Tomlinson, muszę to zlecić moim ludziom.
-Co się stało z tym gościem?
-Nie udawaj, że nie wiesz-no dobra wiem.
-Nie, nie wiem, może mi w końcu powiesz.
-Zabity, kulka w głowę. Na miejscu musiała być jakaś potyczka, bo w magazynie było pełno kul.
Ah, czyli mój plan się udał. Frajerzy, frajerzy i jeszcze raz frajerzy. Siedziałem cicho, czekając aż on wszystko zanotuje. W głowie rozmyślałem już, co zrobię tej całej Mii. Nawet się nie będzie spodziewać, ale do tego czasu, powiem Harremu, żeby poszedł z chłopakami i ją nastraszył.
-No dobra, coś jeszcze chcesz powiedzieć? Oczywiście coś co cię nie obciąży.
-Walcie się wszyscy-syknąłem przez zęby, a on się uśmiechnął.
-Grzeczniej chłopcze, grzeczniej, bo dopilnuję, żebyś siedział tu przez tydzień-powiedział i wyszedł.
Mam nadzieję, że Styles tu przyjedzie i mu wszystko powiem, bo na pewno nie będę gadał przez telefon, jeszcze mnie może będą podsłuchiwać. W tym samym czasie przyszedł inny policjant. Tego akurat nie znam. Szarpnął mnie za ręce, więc musiałem wstać. Znowu mnie zakuli. Obstawiam, że prowadzi mnie do celi.
-Przyszedł ktoś do ciebie-powiedział i zaczął iść w stronę drzwi.
-Nie będę z nim tam gadał, ma przyjść do mojej celi.
-Jak chcesz-doszliśmy do dobrze mi znanych stalowych krat.
Usiadłem się na niby łóżku, a on odkuł mi ręce. Oparłem głowę o ścianę, przynajmniej jestem tu sam, a nie z jakimś idiotą. Zamknąłem oczy i zacząłem głęboko oddychać. Nie musiałem długo czekać,a usłyszałem Harrego.
-Ktoś cię podkablował?-spytał, siadając na materacu.
-Powiedzieli mi, że jakaś młoda dziewczyna-fuknąłem, marszcząc czoło.
-To ta czekaj, Mia-powiedział, a mnie szlak trafiał.
-A kto inny, mam co do niej plany. Byłem dzisiaj u niej i nastraszyłem listem, ale widocznie poleciała z tym całkowicie wszystkim na policję.
-Mam coś zrobić, czy wolisz to sam załatwić?
-Nie, pomożecie mi. Jutro macie do niej jechać obojętnie kiedy i ją nastraszyć. Resztę zrobię ja, jak stąd wyjdę.
-Wyjdziesz? Ile tu będziesz?
-Nie wiem, na razie powiedzieli tylko o dzisiejszej nocy, ale wiesz co im strzeli do tych łbów.
-Nic na mnie nie mają-powiedziałem głośniej, żeby słyszeli.-Ale im powiedziałem, żeby sprawdzili kamery i zobaczyli, że mnie tam nie ma-Harry się uśmiechnął, bo wiedział o co mi chodzi.
Niall i Zayn wycięli z nagrania moment w którym przechodzę z Harrym przez drogę w stronę magazynu. Nigdy się nie domyślą, że tam byłem, a dowodów mieć nie będą. Rozmawiałem z przyjacielem jeszcze kilka minut i musiał iść, skończył się czas widzeń, serio? Mogli mnie jeszcze później tu wsadzić, to w ogóle bym nie mógł go widzieć.
-Narka i pamiętaj, że ona ma być nietknięta.
-Spoko, do jutra.
Wyszedł z mojej celi, a ja zdjąłem swoją bluzę i rzuciłem na drugie łóżko. Miałem piętrowe, więc wskoczyłem na to do góry. Uśmiechnąłem się w poduszkę.
-Jak dziecko-szepnąłem i spojrzałem w sufit.
Leżałem już jakieś trzy godziny, bo nie mogłem spać. Przez ten czas słyszałem jak wprowadzają jakiegoś debila do celi obok, kłótnie z policjantami i jakieś pukanie. Super, może jeszcze jakieś duchy tu są, będę miał z kim porozmawiać. Leżałem tak kolejne pół godziny, gdy usłyszałem skrzypienie otwieranych drzwi. Przekręciłem się na bok i spojrzałem w dół.
-Tomlinson będziesz miał kolegę w celi.
-Co? Nie będę jej z nikim dzielił-zeskoczyłem na dół i do niego podszedłem.
-Tu akurat się nie pytam ciebie o zdanie-oparł się i zmierzył mnie od góry do dołu.-Czy oni cię sprawdzili?
-Nie, ale nic nie mam, nawet nie zdążyłbym zabrać.
-To dobrze. Kogo byś wolał? Chłopaka czy dziewczynę?
-Po co się pytasz skoro i tak wiem, że będzie facet.
-No nie wiem, bo może coś się zmieni.
-Tak, jasne. Nie jestem pedałem, żeby woleć chłopaka, to logiczne.
-A więc dziewczyna. Zobaczę, co da się zrobić-odwróciłem się i na niego spojrzałem.
Stał z fałszywym uśmiechem. Zacząłem do niego podchodzić, zobaczyłem jak odruchowo spuszcza rękę w dół kładąc ją na pistolecie.
-Luzuj, nic ci nie zrobię.
-To był odruch-mruknął pod nosem.
-Jaka jest cena , związana z tą dziewczyną-zacząłem pocierać swoją brodę.
-Żadna, może ci pewną przydzielę, a może nie.
-Nie wierzę ci, żadna łapówka? Nic, kompletnie?
-Nie, po prostu wolę tobie ją przydzielić niż innemu kolesiowi, który ciort wie, co z nią zrobi.
-To za co ona tu jest?
-Kradzież, jeszcze nie zeszła do tego poziomu, żeby zabijać-powiedział, uśmiechnięty.
-To znaczy, że posiedzi tu tyle co ja?
-Ah nie mów nikomu, ale nie siedzisz tu za morderstwo. Tamtego faceta nie mogliśmy znaleźć, więc zamknęliśmy sprawę. Oni cię przepytywali, bo myśleli, że się poddasz i im powiesz. Każdy z nas dobrze wie, że to twoja sprawa, ale, że tak powiem, jego rodzina się nawet cieszyła i miała ulgę, że go nie ma. Ukradł im całą kasę i przepierzył na narkotyki. No, a skoro oni nie wnieśli oskarżenia o zabójstwo, nie mogliśmy znaleźć ciała i nie mamy większych dowodów, bo już sprawdzili nagrania kamer, to sprawę zamknęliśmy-i za to kocham tego faceta, nie owija w bawełnę, a mówi treściwie.
-To za co tu siedzę?-powiedziałem krzyżując ręce.
-Pamiętasz ostatni napad na sklep Tom'a? Kamera cię złapała na rogu, za to tu siedzisz.
-Kurwa, zapomniałem o niej. Ukradłem tylko dwie sztuki broni i trochę kasy, bo chwilowo nie miałem przy sobie-jęknąłem, po co oni mnie za to wsadzili? Mogę to oddać.
-Kradzież to kradzież, musisz to odsiedzieć. Na razie są przewidziane tylko dwie doby.
-I po co te chocki klocki? Mogliście mi od razu to powiedzieć.
-Próbowali tylko.
-Czekaj, czekaj, skoro nie jestem o to oskarżony, to nikt na mnie nie nakablował?
-Nie, to też wymyślili.
Kurwa, a ja nasłałem na Mię chłopaków. Ja pierdolę, ale z drugiej strony, przynajmniej ją trochę nastraszą. Będzie miała nauczkę za to, że mi uciekła. Walić to, Harry miał jej nic nie zrobić. Nic się jej nie stanie, a jak wyjdę to załatwię resztę.
-Więc co, chcesz tą dziewczynę?
-Wisi mi to-westchnąłem, wskakując na swoje łóżko.
-Louis Tomlinson, jak zawsze tajemniczy i jak zawsze wysportowany-usłyszałem ten głos, znam go.
Momentalnie się podniosłem i spojrzałem na stalowe drzwi. Stała przed nimi Lily. Moja dawna dziewczyna. Rozstaliśmy się, bo jej rodzice musieli wyjechać dwa lata temu do USA. Miała wtedy siedemnaście lat, więc nie miała nic do gadania. Usłyszałem zamykanie zamka i po chwili zostaliśmy sami z dziewczyną. Zeskoczyłem na dół.
-Lily-szepnąłem i ją przytuliłem.
-Tęskniłam-powiedziała mi na ucho.
-Ja też-uśmiechnąłem się, nie myślałem, że to będzie ta dziewczyna.-Wróciłaś, czemu?
-Nie chcę na razie opowiadać, chcę iść spać-ziewnęła i położyła się na moim łóżku.
-Nie żeby coś, ale to jest moje łóżko, a tu na dole jest twoje-powiedziałem, patrząc na to co zrobi.
-Już nie, ja zawsze śpię na górze-zaśmiała się.
-No widzisz, ja też-wskoczyłem na górę po raz kolejny dzisiejszego dnia.
-Spadaj Louis-zaśmiała się, a ja się uśmiechnąłem.-Masz na dole łóżko.
-Nie, mówiłem już, że to jest moje.
-Nie zaklepałeś.
Westchnąłem i na nią spojrzałem. Zamknęła oczy, spokojnie oddychając.
-To śpimy razem-położyłem się na plecach i nakryłem kołdrą, która mi została.
-Śpimy razem-odwróciła się i do mnie przytuliła.
Na początku brakowało mi jej cholernie, później zaczynało mi mijać, a jakieś pół roku temu minęło mi całkowicie. Nie wierzyłem, że ją jeszcze kiedyś zobaczę. Nie myślałem nawet w najskrytszych marzeniach, że spotkam ją tu i ten gamoń przydzieli mi ją do celi. Teraz zasypiała przytulona do mnie z uśmiechem na twarzy. Zamknąłem oczy i sam zasnąłem z myślą o przetrwaniu tych dwóch dób. Miałem dziwne przeczucie, że będę miał problemy z tym osiłkiem z celi obok. Noc minęła mi spokojnie, ale rano obudziło mnie walenie w kraty.
-Budzić się gołąbeczki-zaśmiał się strażnik i poszedł dalej.
-Serio do cholery? Jest dopiero siódma-jęknąłem, uroki wspaniałego bycia w zamknięciu.
Zeskoczyłem z łóżka i ubrałem swoją bluzkę,którą wczoraj ściągnąłem. Teraz muszę się pilnować. Jeszcze mnie wsadzą na dłużej za to, że komuś przyłożyłem. Tak odczekam do jutra i po sprawie. Usiadłem się na krzesełku, co ja mam niby robić? Usłyszałem śmiech tego debila obok. Tak szybko mnie już chce wnerwić? Obróciłem głowę i na niego spojrzałem.
-Mogę wiedzieć, z czego się śmiejesz?
-Nic, nie ważne.
-To chociaż przestań to robić, bo mnie wkurwiasz.
-Sorry-parsknął i wrócił do tego co robił.
-Debil-szepnąłem tak, żeby nie słyszał.
W tym samym czasie strażnik dał nam talerze z jedzeniem. O ile można nazwać to jedzeniem, choć przyznaję, że tu jest lepsze niż w typowym więzieniu. Wziąłem je i usiadłem się na łóżku, zacząłem jeść. Super śniadanie składało się z dwóch skibek chleba, kawałka sera, masła, i jakieś wędliny. No dobra, to jeszcze jest zjadliwe, ciekawe co z obiadem. Siedziałem, jedząc moje śniadanie, gdy usłyszałem jak Lily schodzi z łóżka. Już po chwili stała naprzeciw mnie.
-Szukasz kogoś?-zaśmiałem się, a ona się odwróciła.
-Chyba znalazłam.
-Siadaj, tam masz śniadanie-wskazałem na stolik.
Dziewczyna usiadła się obok mnie i zaczęła jeść. Patrzyłem na to, co robi. Nie chcę jej znowu stracić. Możemy być tylko przyjaciółmi, ale niech po prostu już nie odchodzi.
-Nie patrz tak-mruknęła pod nosem.
-Bo? Mi to nie przeszkadza.
-Ale mi tak. Masz pomysł na to, co możemy tu robić?
-Mam i to kilka-podniosłem brwi do góry.
-I jak zawsze zboczony-zaśmiała się.
-No dobra, a na serio to może mi opowiesz, o tym co zaczęliśmy wczoraj.
-Jakie masz pytania-podkuliła nogi i na mnie spojrzała.
-Co robiłaś po wyjeździe? Nie było cię przez dwa lata.
-Ah, no wyjechałam do tych Stanów przez rodziców, głównie tatę, bo miał tam pracę. Poznałam nowych przyjaciół, ale mi....mi...
-Co mi?-złapałem jej rękę.
-Ale mi ciebie brakowało-powiedziała, a ja się uśmiechnąłem.-Co tu opowiadać, chodziłam do szkoły, miałam normalne życie.
-No dobra, ale czemu wróciłaś.
-Ojciec stwierdził, że tu nam będzie lepiej, bo wystarczająco zarobił, a na resztę będzie zarabiał tu. Wróciliśmy, a ja wczoraj trafiłam tu, bo chciałam okraść sklep. Nie chciałam tego robić, byłam zmuszona-miałem wrażenie, że ona powoli zaczyna panikować.
-Spokojnie dziewczyno, będę siedział tu tyle co ty, bo też siedzę za kradzież. Tylko ja typowo okradłem jednego gościa.
-Tylko ja taka nie jestem, nie chciałam tego, tak?
-Błędy się popełnia, już więcej tego nie zrobisz, bo taka nie jesteś.
-Ile tu będę?Nie podoba mi się tu.
-Jak na razie to wiem, o dwóch dobach.
-Z tobą?-spojrzała mi w oczy.
Już miałem jej odpowiedzieć, gdy usłyszałem piknięcie i zobaczyłem jak drzwi się odsuwają. Uśmiechnąłem się.
-Idziesz ze mną, pójdę na siłownię.
-Nie chcę, dzięki.
-Za godzinę wrócę-cmoknąłem ją w policzek, bo nie wiedziałem na ile mogę sobie pozwolić.
Wyszedłem na korytarz i przeszedłem go do końca, dalej się rozchodził, więc skręciłem w prawo. Przeszedłem kilka kroków i zobaczyłem wtedy duże drzwi wahadłowe, przeszedłem przez nie. Siłownia, sala gier i sala codzienna. W każdym kącie coś dla siebie znajdziesz. Poszedłem podnosić ciężarki. Najpierw wziąłem na jedną rękę. Zrobiłem serie ćwiczeń na każdą i przeszedłem do podnoszenia ciężaru obydwoma. Byłem w połowie, gdy na salę wszedł strażnik.
-Tomlinson do mnie.
-Za co?-jęknąłem, wstając.
-Już, radzę ci nie obijać się.
Fuknąłem coś pod nosem i wyszedłem do kolesia. Najpierw trochę pytań ode mnie.
-Na początek mam kilka pytań.
-Szybko, bo to ważne-warknął na mnie.
-Wątpię, pierwsze to czemu jestem tu, a nie w prawdziwym więzieniu.
-Bo tu trzymamy tych co siedzą krótki czas, za na przykład kradzieże.
-Chce wam się dla tych kilkunastu osób? Jest nas góra szesnastu.
-Tak, chce się, wy albo macie drobne wykroczenia, albo czekacie na rozprawę. Po to, to zrobiliśmy by nie musieć, po was jeździć do typowego więzienia.
-Ok, wiedziałeś, że się znam z tą dziewczyną?
-Tak, a dwa miałem dwie wolne cele, ciebie i tego gościa obok . Słyszałem, że już zdążyliście się kłócić.
-To nie była kłótnia, a on mnie wkurwił, bo się z czegoś śmiał.
-Jeszcze jakieś pytania?
-Nie, mów co chciałeś.
-Chodzi właśnie o tą Lily.
-Bo?-trochę mnie wystraszył, jak mam być szczery.
-Chodziłem jak zawsze po celach i je sprawdzałem,a w tym czasie Nick zbierał talerze,a tu paczę do twojej celi i ona płacze. Chodź z resztą-pociągnął mnie.
-I co dalej, nie mogłeś kurwa pilnować.
-Opanuj się ok, dobrze wiesz, że ja wszystkiego nie widzę. Nie ma mnie, ktoś wchodzi komuś do celi i wszystko, tak. A dwa podszedłem i zapytałem się, o co chodzi,a ona powiedziała, żebym sobie poszedł. No to poszedłem tak, może i jestem dla ciebie zasranym policjantem, ale jak widziałem , że ona płacze to po ciebie poszedłem. Z resztą idź do niej sam, a ja idę sprawdzić kamery.
-Ciebie w porównaniu do niektórych lubię. Jesteś nawet spoko. Weź później zamknij u nas te drzwi, nie chcę, żeby ktoś nam właził-powiedziałem do niego i w tym samym momencie się rozdzieliliśmy.
Zacząłem iść szybciej, a na końcu już biegłem, żeby szybciej się dostać do dziewczyny. Wleciałem jak głupi do celi, siedziała w kącie na łóżku, oczywiście gdzie? Do góry. Wszedłem do niej i ją przytuliłem.
-Co się stało?
-Nic, nie chcę tu być ,chcę stąd wyjść.
-Ale co się stało, że płaczesz.
-Tak sobie, nic się nie stało.
-Kłamiesz, wyszłaś stąd w ogóle?
-Chciałam, ale nie wyszłam.
-I wszystko jasne, ktoś coś ci zrobił-szepnąłem.
-Nie zrobił.
-To idę znowu na siłownię-chciałem wstać, ale dziewczyna pociągnęła mnie za rękę.
-Nie idź-powiedziała, wycierając łzy.
-Wiesz, że ci tego nie podaruję. Wyśpiewasz mi wszystko.
Lily tylko coś mruknęła, a ja okręciłem się tak, że leżała oparta o mnie, między moimi nogami. Bawiłem się jej włosami.
-Jutro stąd wyjdziemy, tak?-zapytała cicho.
-Tak myślę.
Do końca dnia siedziałem z nią, próbując wycisnąć choć trochę informacji. Nie opowiadała, albo cały czas mówiła, że nic się nie stało. Gdy przynieśli jedzenie, nawet go nie ruszyła. Przyszedł czas spania i pogasili wszystkie światła. Spałeś lub poruszałeś się po ciemku.
-Powiesz mi-szepnąłem jej na ucho.
-Nie mam co.
-Lily no weź, powiedz chociaż o co chodzi.
-O nic, nie martw się.
Westchnąłem gładząc jej włosy. Nie wiem czemu, ale przy niej robię się delikatny. To słowo nawet mi nie przechodzi przez usta. Może boję się o nią, nie chcę wystraszyć albo co.
-Zadałaś mi wcześniej pytanie, ja odpowiadam-ze mną.
-Nie sama.
-Nie.
Podniosłem się na łokciu i chwilę patrzyłem na dziewczynę. Delikatne światło z końca korytarza i blask księżyca przebijający z małego okna, oświetlał trochę jej twarz. W końcu przemogłem się zrobić to na co czekałem od wczoraj, jak tylko ją zobaczyłem. Złączyłem nasz usta. W pierwszym momencie dziewczyna była zdezorientowana, ale po chwili oddała pocałunek. Cholernie jej pragnę. Gdy zaczęło mi brakować powietrza, przeszedłem do delikatnego muskania jej ust.
-Kocham cię Louis-powiedziała, a ja się uśmiechnąłem.
-Czekałem na ten pocałunek, odkąd cię wczoraj zobaczyłem.
-Zauważyłam to, gdy mi dałeś całusa w policzek.
-Śpij już, jesteś zmęczona pewnie.
Zamknęła oczy i poszła spać. Mam nadzieję, że znajdą coś na nagraniu i dowiem się co jej odpaliło, że tak płakała. Nie czekałem długo, a usłyszałem cichy szept, który wołał moje imię. Spojrzałem w stronę drzwi, były otwarte, więc przez nie przeszedłem. Reszta cel była pozamykana. Poczułem szarpnięcie, a już po chwili siedziałem z policjantem w jednym pomieszczeniu.
-Słuchaj, znalazłem coś, co może cię zaciekawić.
-Czyli?-spojrzał na mnie zażenowany, no dobra wiem, o co chodzi.
-Powiedziała ci coś?
-Nie, a mam pytanie, długo tu będziemy.
-Jutro wieczorem wychodzisz, ale ona musi siedzieć tu jeszcze dzień.
-A nie mogę z nią?
-Sorry, ale nie. Chyba, że kogoś pobijesz albo......zasrany cwaniak-odwrócił się i na mnie spojrzał.-Nawet nie myśl o tym.
-Czy ja coś mówię-podniosłem ręce i się uśmiechnąłem.
-Zresztą to twój problem. Tu masz nagranie i na serio nie rób nic głupiego.
Spojrzałem na monitor i wdusiłem mały, czerwony guzik. Wyświetlił się obraz z mojej celi. Lily siedziała sobie normalnie na łóżku. Nic w tym dziwnego gdyby nie to, że gdy wstawała, ten dryblas z celi obok przycisnął ją do ściany. Ma szczęście, że nic jej nie zrobił, ale widziałem, że coś jej powiedział. Cmoknął do niej i wyszedł. Dziewczyna poszła się usiąść na łóżko i w tej samej pozycji ją zastałem.
-Robisz się delikatny jeśli chodzi o nią.
-Jeb się.
-To nie jest nic złego tylko mówię, że jeśli o nią chodzi, to już nie jesteś ten zły Louis, tylko....
-Nie kończ-podniosłem rękę i go uciszyłem.
-Reszta jest twoją sprawą-kiwnął głową i wyszedł.
Obejrzałem jeszcze raz cały filmik po czym wyszedłem na korytarz, którym trafiłem do mojego ''mieszkanka''. Krótko po tym znowu zamknęli mi kraty. Ułożyłem się przy dziewczynie.
-Gdzie byłeś?
-Strażnik po mnie przyszedł, powiedział, że pojutrze wieczorem wyjdziemy.
-Miało być jutro-jęknęła i się przytuliła.
-Wiem, ale co to za różnica.
-Wielka.
-A może byś powiedziała dlaczego.
-Tak sobie, nie mów, że ci się tu podoba-fuknąłem tylko pod nosem i zmieniłem temat.
-Co ci powiedział ten gościu obok?
-Nic, nie spotykam się z nim.
-Kłamiesz, widziałem nagranie. Jak poszedłem do siłowni, on tu wszedł.
-To nie byłam ja-wyszeptała, ale słyszałem, że łamie się jej głos.
-Tak jasne. Jutro to z ciebie wycisnę.
-Mhm-mruknęła pod nosem i się odwróciła.
Wszystko pięknie się ułoży, pobiję tego gościa i upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Raz będę mógł jeszcze dzień posiedzieć i dwa, ten kutas dostanie za swoje.
Harry pov*
Nastraszyć Mię? Coś co zrobię z przyjemnością. Z samego rana wstałem zadowolony. Specjalnie wczoraj dużo nie piliśmy, żeby móc do niej jechać. Ubrałem się w luźne ciuchy i zleciałem na dół. Szybkie śniadanie czyli wzięcie Zaynowi z talerza kanapkę.
-Ej, sam sobie nie umiesz zrobić?-spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Nie, twoje są lepsze.
-Bo ty nie umiesz robić-fuknął na mnie.
-Oj, zdziwił byś się.
-Kiedy jedziemy do tej dziewczyny-dopił swój pomarańczowy sok i odłożył wszystko do zlewu.
-Ja mogę nawet teraz, ale lepsze wrażenie będzie jeśli pojedziemy wieczorem. Liam jakby co nie jedzie. Ma u nas jakieś papiery do sprawdzenia.
-Spoko w sumie wystarczyłoby jakbyś ty jechał. Ona i tak się ciebie boi.
-Dzięki, nigdy nie byłeś dla mnie taki miły-zaśmiałem się.
-Doceń to-powiedział i wyszedł z kuchni.
Siedziałem tam jeszcze chwilę, bawiąc się telefonem. Wtedy do kuchni wszedł Niall, miał cwaniacki uśmiech na twarzy.
-Coś chciałeś?-spojrzałem na niego, a on zaczął pocierać brodę.
-Dzisiaj jedziemy do Mii, a nie wiesz czasem, czy będzie tam jej przyjaciółka.
-Skąd mam to wiedzieć. Lou mi powiedział, żebyśmy ją wystraszyli i wszystko, a po co ci ona?
-Nie ważne-mruknął i chciał wyjść, ale ja zacząłem się śmiać, bo domyśliłem się, co miał na myśli.
-Chcesz poruchać-uniosłem brwi.
-Tak, nie, nie wiem, jesteś głupi-założył ręce na klatce.
-A co w tym złego? Ja to robię co chwila i żyję.
-Ty to się uzależniłeś.
-Może, ale mi to jakoś nie przeszkadza.
-Zawołaj, jak pojedziemy-westchnął wychodząc.
-Wieczorem-krzyknąłem do niego i się uśmiechnąłem.
Chwilę potem już wychodziłem na dwór. Przejdę się coś zjeść, kanapka Zayna mi nie wystarczyła. Spuściłem wzrok na moje buty i szedłem do przodu. W pewnym momencie poczułem uderzenie.
-Kurwa-jęknąłem łapiąc się za głowę.-Patrz jak łazisz.
-Ja...nie chcia....łam-zobaczyłem jak blondynka duka się, wstając.
Wstałem, otrzepując bluzkę i dokładnie się przyjrzałem dziewczynie. Patrzyła na mnie zszokowana.
-Dobra, nic się nie stało. Gdzie się to tak spieszysz?-westchnąłem.
-Do przyjaciółki, nie spieszę się, nie patrzyłam gdzie idę.
-Uważaj na następny raz, bo nie chcemy, żeby taka ładna buźka się zniszczyła-złapałem jej podbródek, ale ona się cofnęła.
-Sorry, ale nie lecę na ciebie jak wszystkie-powiedziała i zaczęła szybkim krokiem się oddalać.
Tak, odwaga przez duże o. Parsknąłem pod nosem i szedłem dalej. Zamówiłem sobie kebaba w naszej ulubionej pizzeri. Zawsze przychodzimy tu jeść.
-Jakieś newsy?-powiedział kelner, kładąc mi talerz na stole.
-Żadne, Louis jest w pudle na co najmniej noc, ale skoro jeszcze go nie ma, to widocznie na więcej.
-O cienko, ale pamiętaj, że jakby co, to wam pomogę.
-Spoko, dzięki za jedzenie-powiedziałem, a on wrócił do pracy.
Zjadłem swoje śniadanie. Szykuje się zajebisty dzień. Ja zajmę się Mią, o ile dobrze pójdzie i dopisze nam szczęście, to Niall weźmie jej przyjaciółkę, a Zayn może trochę nabałaganić. Tylko po co ten tekst, ma być nietknięta. Przecież nic bym jej nie zrobił, chyba. Wstałem od stołu i poszedłem w stronę klubu ,,HEAVEN''. Miałem wstąpić i pomóc w szykowaniu dzisiejszej imprezy. Wszedłem tylnym wejściem, gdzie spotkałem następnego znajomego.
-Siema, już myślałem, że nie przyjdziesz-przybiliśmy piątkę.
-Jak obiecałem to jestem. Może też wpadnie Zayn.
-Zacznij od przenoszenia głośników-wskazał na kąt sali.
-OK.
Złapałem ten najmniejszy i bez problemu zaniosłem go w wyznaczone miejsce. Reszta w sumie nie była taka ciężka, jedynie musiałem zostawić ten ostatni. Był powyżej moich sił. Zostało mi podłączenie ich w odpowiednich miejscach. Czerwone do czerwonych, niebieskie do niebieskich i tak dalej. Gdy w końcu po pół godzinie skończyłem, usiadłem się po turecku na ziemi. Byłem spocony od wysiłku.
-Widzę, że beze mnie sobie nie radzisz-usłyszałem śmiech Zayna.
-Tak, pewnie. Został nam tylko jeden głośnik i czy coś jeszcze to nie wiem. Idź się go zapytaj.
-Ok, zaraz wrócę.
Przekręciłem głowę w lewą stronę i zobaczyłem, że przygląda mi się jakaś brunetka. Zatrzepotała rzęsami, a ja od razu wiedziałem, co ona chce. Coś mi się zdaje, że wieczorem tu wrócę. Dziewczyna typowo uwodziła mnie wzrokiem.
-Mamy przenieś ten głośnik i później tylko przynieść napoje z busa.
-To się bierzemy-westchnąłem, wstając.
Przenieśliśmy ten cholerny głośnik i ustawiliśmy go przy reszcie. Gówno było ciężkie. Wziąłem butelkę, z której napiłem się wody. Teraz wystarczy tylko poprzynosić napoje. Wyszedłem z Zaynem na tyły klubu i otwarłem busa. Stało tam pełno kartonów z różnymi napojami, zarówno alkoholowe jak i bez.
-Jak to do niego jest mało, to ja nie wiem ile on tego ma na weekend-powiedział Zayn, widząc ile tego jest.
-Ewentualnie dał nam najnudniejszą robotę-jęknąłem, biorąc pierwsze pudło.
-Nie marudź, rozgrzejesz się przed wieczorem.
-Przed czy....a ona-przewróciłem oczami.
-Mam rozumieć, że się nią zajmiesz-brał już kolejne pudło.
-Tak, Niall jak mu się poświęci to będzie miał jej przyjaciółkę, a ty zrobisz, że tak powiem porządek w jej domu.
-Coś co lubię-uśmiechnął się, odkładając karton.
Zajęło to nam całe dwie godziny z jedną przerwą. Mam wrażenie, że w tym czasie przenieśliśmy jakieś miliony tych kartonów, a jeszcze z jednym bym się prawie wyjebał. Z resztą zapłaciłbym i po sprawie.
-Jedziemy?-powiedział przyjaciel, zamykając auto.
-Wiesz co, ja jeszcze pójdę do łazienki-powiedziałem, widząc jak brunetka wchodzi do niej, patrząc na mnie.
-Ok, to ja pogadam z chłopakami.
Poszedłem w stronę dziewczyny. Zamknąłem za sobą drzwi i się odwróciłem, stała oparta o ścianę, zginając nogę w kolanie. Miałem ochotę ją wziąć tu i teraz.
-Kusisz mała-podszedłem do niej i położyłem ręce po obu stronach jej głowy.
-O to chodzi-przywarła ustami do moich.
Podniosłem jej nogę tak, że oplatała mnie nią w pasie. Cały czas się całowaliśmy, ale co mi przerwało? Zayn.
-Chodź Romeo, mamy zadanie, zapomniałeś-poklepał mnie po ramieniu.
-Wrócę wieczorem, mam nadzieję, że będziesz-powiedziałem do dziewczyny i wyszedłem za przyjacielem.
Wkurwiony szedłem do jego auta. Przez tą zasraną Mię, musiałem przerwać... to co robiłem.
-Musiałeś do cholery?-zły, zapiąłem pas.
-Sorry,ale to nie ja kazałem nam to zrobić-zaśmiał się, zapalając auto.-Podjedziemy po Nialla i możemy jechać.
-Bez różnicy, ta mała szmata ma przerąbane.
Tak jak mówił Zayn, podjechaliśmy po Nialla i następnie w stronę jej domu. Chłopak mówił nam gdzie jechać, bo jeszcze nawet u niej nie byłem. W sumie nie byłbym, gdyby nie wymysł Louisa. Z drugiej strony go rozumiem, też bym jej nie popuścił. Wyszedłem z auta i nie patrząc, na to, że oni dopiero wychodzą, wszedłem do jej domu.
-Witaj kochanie-krzyknąłem i zobaczyłem jak wychodzi z salonu.
Momentalnie pobladła i zobaczyłem w jej oczach strach. Uśmiechnąłem się na ten widok. Dziewczyna się cofnęła.
-Mia, który oglądamy-usłyszałem głos i zobaczyłem, jak blondynka wychodzi zza drzwi. Zaraz znam ją, to ta, co dziś na mnie wpadła.
-Ooooo ciebie to się tu nie spodziewałem-uśmiechnąłem się do niej.
Stanęła tak samo wryta i na nas spojrzała.
-Znasz go?
-Tak, to znaczy nie, dzisiaj przypadkowo na niego wpadłam.
-Cisza-krzyknąłem, a one momentalnie na mnie spojrzały.
W tym samym czasie do domu wszedł Zayn i Niall. Zobaczyłem, jak blondyn przygląda się dziewczynie. No tak miał mieć zaklepaną przyjaciółkę.
-Więc tak, ja się zajmę tobą-powiedziałem idąc w stronę Mii.-Zayn zrobi w domu porządek, a ten uroczy blondyn, czyli Niall zajmie się twoją równie uroczą przyjaciółką.
-Dzięki Harry-usłyszałem śmiech blondyna.
Zayn już dawno poszedł coś rozwalić, bo usłyszałem hałas, a Niall pociągnął gdzieś blondynkę. Spojrzałem na Mię, bała się w trzy dupy.
-No więc kochanie, jak u ciebie-powiedziałem, rozglądając się.
-Po co tu przyszedłeś-wyjąkała, siadając na schodach.-I co Niall chce od Lalyi.
-Niall chce się tylko zabawić, a ja przyszedłem, bo kazał mi Louis.
Zobaczyłem jak dziewczyna zamyka oczy, wiedziała, że chodzi o jej podwójną ucieczkę.
-Może nie chodzi tu tyle o ucieczkę, ale o to, że on siedzi w ciupie.
-I co?-wyszeptała.
-I co?-szepnąłem.-To, że nakablowała na niego jakaś młoda kobieta. Do kogo pasuje ten opis i okoliczności.
-Ja nic nie zrobiłam-jęknęła, bo widziała, że się wściekam.
-Nie kłam-wydarłem się, a ona na mnie spojrzała z oczami pełnymi strachem.-Byłaś przy tym jak go zabiliśmy, byłaś. Opis pasuje do ciebie, więc nie kłam do cholery, bo źle to się skończy.
-Ale to nie ja, proszę-zakryła twarz dłońmi.
-Znowu kłamiesz, a ja tego nie lubię. Louis mówił, że masz być nietknięta, ale jak mnie wkurwisz to ci walnę, rozumiesz?-syknąłem, a ona pokiwała głową.-Więc co to ty?
-Nie, ja nie nakablowałam, przysięgam.
-I po cholerę kłamiesz. Mało już sobie nagrabiłaś-zacząłem krzyczeć, a ona chciała uciec z tego miejsca i prawidłowo.
Już miałem dalej mówić, gdy do mieszkania weszła jedna osoba. Skądś ją kojarzyłem, ale nie wiedziałem skąd.
-Harry, jedziemy?-usłyszałem głos Zayna i zobaczyłem jak wychodzi z Niallem na korytarz.
-Tak, możemy-odpowiedziałem.-A ty się pilnuj, bo tu jeszcze wrócimy-warknąłem na dziewczynę i wyszedłem mijając osobę w przejściu.
Do jasnej cholery skąd ja znam tą osobę. Wsiadłem do auta i zapiąłem pas. Dobra, nie ważne. Teraz liczy się wyjazd na imprezę oraz zaliczenie tej brunetki.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
I pojawił się w końcu następny rozdział :D UWIELBIAM TO! <3 Czekam na kolejny rozdział :D :*
OdpowiedzUsuńFantastyczny :) że kocham tego bloga to musze przyznać, że czekam z niecierpliwością na następny i proszeeee, żeby on jej nic nie zrobił :)
OdpowiedzUsuń