Mia pov*
Na moje cholerne nieszczęście w tym czasie co Harry wychodził, zjawił się mój ojciec. Jak szło się spodziewać podszedł do mnie i uderzył z liścia w twarz. Złapałam się za piekące miejsce.
-Nie ma mnie kilka godzin, a ty już spraszasz tu jakichś facetów.
-Nie zapraszałam ich, sami przyszli.
-Ah, więc masz jakieś długi? Nie ma kasy, to dajesz dupy.
-Co? - wydusiłam z siebie, bo więcej nie mogłam.
-Jesteś taką samą dziwką jak twoja matka. Za co te długi?
-Za nic, nie jestem tobą, żeby je mieć-krzyknęłam i tego pożałowałam.
-Co powiedziałaś? - wydarł się i dostałam w drugi policzek. - Nie pozwalaj sobie, bo wiesz, że ja się nie pohamuję, gdy mnie wkurwisz.
-No to nie ja. Sami tu przyszli.
-Tak, sami. Ten bajzel też ty będziesz sprzątała.
W tym samym momencie zobaczyłam jak Layla wychodzi po cichu z domu. Jeszcze tego brakowało, żeby zobaczył, że tu była. Cały czas się na mnie darł i skutkowało to biciem mnie. Skuliłam się na ziemi z bólu. Bolało, ale już dostawałam gorzej. Poszedł do kuchni, zrobić sobie coś do jedzenia. Dzięki, ze mną wszystko dobrze jakbyś pytał. Wtedy usłyszałam szept i delikatne szturchnięcie w ramię.
-Mia wstawaj-Layla?
-Co ty tu jeszcze robisz?-szepnęłam i powoli usiadłam.
-Chodź, nie zostawię cię. Przenocujesz u mnie-pociągnęła mnie za rękę, a ja wstałam.
-Po co czekałaś, mogłaś już iść.
-Tak, a jutro bym cię odwiedziła w kostnicy-parsknęła, patrząc na swoje buty.
-Nie przejmuj się, dostawałam mocniej.
-Zmiana tematu, skąd znasz tych chłopaków?
-Zacznijmy od tego, że ja nie chciałabym ich znać.
-No, ale jak poznałaś?
-Kilka dni temu wyszłam z domu. Wiadomo dlaczego. Wracałam obok tego sklepu na rogu i usłyszałam głosy, a w sumie krzyki. Moja ciekawość wygrała, więc tam poszłam. Zobaczyłam jak zabijają jakiegoś faceta. Chciałam uciekać, ale Zayn mnie złapał i przyłożył coś do ust po czym usnęłam. Od tego się zaczęło, później im dwa razu uciekłam.
-Co zrobiłaś?-powiedziała stając.
-No uciekłam, jeden z nich powiedział, że za dużo widziałam i mnie zabiją.
-Mia, oni ci teraz nie odpuszczą.
-Wiem, wczoraj dostałam liścik, że widzi wszystko, co robię-jęknęłam zrezygnowana.
-Ok, ja po prostu na niego wpadłam na mieście i to dzisiaj. Nie chcę go więcej widzieć.
-Myślisz, że ja chcę. Zasypiam ze strachem, że to będzie mój ostatni dzień.
-Nie straszę cię, ale masz teraz przejebane. Może zamieszkasz ze mną? Obydwa kłopoty by zniknęły.
-Nie, nie, nie. Ojciec by do was przyszedł, a Louis by mnie i tak w końcu znalazł. Nie będę na ciebie zsyłała tylu kłopotów. Z resztą skąd wiesz, że tobie nic nie zrobią. Niall ma na ciebie chęć z tego co widziałam.
-Weź nawet nie mów. Pociągnął mnie do pokoju i go zamknął. Wiesz jak się bałam, że on mi coś zrobi?-powiedziała wchodząc do swojego domu.
-No, ale nie zrobił-zdjęłam buty i położyłam je przy ścianie.
-Nie, ale gdy chciałam powiedzieć, żeby mnie zostawił, to przydusił mnie do ściany i powiedział, że on tu zadaje pytania.
-I co dalej?-usiadłam na krześle w jej pokoju po czym na nią spojrzałam.
-Puścił mnie, tak? Nadal się jednak bałam, więc chciałam siedzieć, stać, cokolwiek najdalej od niego, ale Niall znowu mnie pociągnął tylko tym razem na swoje kolana. Miałam mu coś o sobie opowiedzieć, ale bałam się odezwać, bo powiem coś niewłaściwego. Gdy w końcu chciałam się odezwać, zawołał go Harry.
-No to nic ci nie zrobił? Nie powiedział?-okręciłam się na krześle.
-Żartujesz? Zanim wyszedł, odwrócił się i z uśmiechem spojrzał na mnie.
-No i co?-czekałam zniecierpliwiona, żeby w końcu mówiła.
-Powiedział, że od teraz jestem jego i, że pogadamy na następnym spotkaniu-powiedziała i zatopiła twarz w poduszce.
-Z jednej strony to przerażające, a z drugiej słodkie.
-To w ogóle nie jest słodkie Mia.
-Ty się przejmujesz, bo on na ciebie leci, a ja się przejmuję, bo chcą mnie zabić.
-Tak, pewnie. On mnie przeleci i zostawi, wielka mi miłość-parsknęła i spojrzała tępo w ścianę.
Wiedziałam czemu.
-Ej, nie myśl o tym. Na razie żyję, a my miałyśmy oglądnąć film, nie?
Dziewczyna wymusiła uśmiech i wstała by poszukać odpowiedniej płyty z filmem.
-No to blondyn to Niall, lokowaty to Harry, a ostatni to Zayn.
-Tak. Jest jeszcze Louis, któremu uciekłam i jakiś jeszcze, ale go nie widziałam.
-A jeśli oni nas porwą? Widziałaś, że na grzecznych nie wyglądają-powiedziała, siadając obok mnie.
-Nas? To wszystko się kręci naokoło mnie Layla.
-Nie mów tak, proszę. Oni cię nie zabiją.
Uśmiechnęłam się tylko i spojrzałam na ekran telewizora. Tak, nie zabiją. Gdyby mieli tego nie robić, to by dali mi spokój, a nie prześladowali. Mam dość ich wszystkich. Ciekawa jestem tylko, dlaczego on gadał coś, że nakablowałam na Louisa.Nie mam tyle odwagi, żeby takie coś zrobić. Druga sprawa. Co będzie w następnym liście. Jego plan doskonały. Najpierw mnie nastraszyć, a później tak po prostu zabić. Oprócz Layli i tak nie będzie nikt tęsknił, więc o co tyle krzyku.Położyłam głowę na poduszce i w spokoju oglądałam film. Wtedy usłyszałam, że dzwoni telefon. Przyjaciółka sięgnęła leniwie ręką po czym na mnie spojrzała.
-Nieznany.
-Myślisz, że...
-To on-dokończyła za mnie.
-Odbierz, bo się wścieknie.
Dziewczyna wcisnęła słuchawkę i zrobiła na głośny. Usłyszałam głos chyba Nialla.
-Cześć skarbie-Layla wywróciła oczami, ale momentalnie się spięła, gdy chłopak warknął, że ma tak nie robić.-Jutro się spotkamy, więc poćwicz mówienie, bo nasza rozmowa nie będzie krótka. Przekaż Mii, że przyjedzie ze mną Louis-przyjaciółka spojrzała mi w oczy, wystraszyłam się.-W skrócie masz być z Mią w jej domu. Do jutra kochanie-powiedział i się rozłączył.
-On mnie przeraża-wyszeptała blondynka.-Nie chcę się z nim widzieć.
-Dobra, nie chcę o tym gadać. Oglądamy-powiedziała i znowu się oparłam o poduszkę.
W myślach miałam cały czas jutrzejszy dzień. On mnie zabije, nie, najpierw porwie, a później zabije. Patrzyłam tempo na film, gdy do pokoju wleciał mama Layli. Obydwie podskoczyłyśmy ze strachu.
-Co wy takie zdenerwowane-zapytała, jak zawsze się uśmiechając.
-No bo my....-Layla na mnie spojrzała, prosząc o pomoc.
-Oglądałyśmy horror-wypaliłam.-Wie Pani, te potwory i jakieś dziwne rzeczy. Taka na przykład lalka Annabelle, masakra jakaś.
-No w sumie racja. Mogłyście tego nie oglądać. Layla miała w dzieciństwie z takimi filmami problem.
-Problem?-uniosłam brwi, uśmiechając się.-Chętnie posłucham.
-No jak miała około ośmiu lat, oglądnęła jakiś horror, mniejsza z tym. Tej samej nocy poszła do toalety i zaczęła krzyczeć, że ubikacja to straszny potwó...-Layla wstała i zaczęła wypychać mamę z pokoju.
-Dobra, dobra. Było minęło-powiedziała, a ja zaczęłam się zwijać ze śmiechu.
-Chcecie coś do jedzenia?-krzyknęła.
-Nie, jakby co się do ciebie zgłoszę-powiedział przez drzwi i się do mnie odwróciła.-Jeden głupi komentarz i nie żyjesz-fuknęła, mrużąc oczy.
-Jaki komentarz? To normalne u małych dzieci, że sobie wyobrażają takie rzeczy po horrorze.
-Masz szczęście.
-Ale jestem ciekawa jaki miał tytuł. Śmiercionośny kibelek dwa?-zaczęłam się śmiać, a Layla złapała poduszkę i we mnie rzuciła.
-Pudło-zaśmiałam się, wskakując do łazienki.
Uśmiechnęłam się zamykając drzwi. Dobre czasy. Szkoda, że ja nie mam osoby, która by opowiadała takie głupoty z dzieciństwa. Rozebrałam się i weszłam pod wodę. Przypomniało mi się spotkanie z Harrym. Czemu moje życie jest takie zrypane? Nie mogłam mieć szczęśliwej rodziny, a przede wszystkim normalniej? Opłukałam pianę ze swojego ciała po czym wyszłam i dokładnie się wytarłam. Weszłam do pokoju owinięta ręcznikiem. U Layli mam już nawet swoje ciuchy na takie właśnie okazje. Dziewczyna leżała na łóżku przebrana w piżamę. Szybko się przebrałam i zajęłam miejsce obok niej.
-Masz focha?
-Zapytaj kibelka-mruknęła i zaczęła się śmiać.
-Nic mi nie powiedział, ale muszę przyznać, że po kąpieli chciał mnie zjeść-zaśmiałam się.
-A kto by nie chciał zjeść takiej laski jak ty?
-Wiesz jak na razie to do ciebie zarywa pewien chłopak.
-Który chce mnie tylko przelecieć. Dzięki, ale nie.
-Ale przyznaj, że jest ładny-uśmiechnęłam się, zaplatając włosy w koka.
-A co to ma do rzeczy?
-Przyznaj kochana. Jest ładny. Te jego oczy dopełnia kolor włosów-zaczęłam się kręcić i gestykulować rękoma, dziewczyna złapała je w swoje.
-Opanuj się. Jest ładny i co? Jak na razie to jestem przerażona, gdy o nim myślę.
-Nie bój się, twój straszny kibelek cię obroni-zaczęłam się śmiać, a dziewczyna pacnęła mnie w głowę.
-Zabiję kiedyś mamę za te opowieści-mruknęła i zgasiła lampkę.
-Wiesz, miałyśmy oglądać film, a ja nie skupiłam się nawet na dziesięciu minutach.
-Będzie okazja, żeby się spotkać.
-O ile mnie wcześniej nie....
-Nie kończ tego zdania debilko i tak nie mów, ok-naskoczyła na mnie, a ja zaniemówiłam.
-Dobra, sorka.
Nastała chwila ciszy, a ja znowu usłyszałam jej głos. Ok, nie ogarniam tej dziewczyny dzisiaj.
-Przepraszam, nie chciałam tak na ciebie warknąć
-Spoko, nie jestem zła. Sama nie wyobrażam sobie, że cię nie zobaczę-powiedziałam i odwróciłam się do niej twarzą.
-Bo nie umrzesz. Oni cię nie zabiją. Zobaczysz.
-Tak, mam taką nadzieję.
Zamknęłam oczy i powoli odpływałam. Layla to chyba jedyna osoba, przez którą mam uczucie, że jestem potrzebna. Otwarłam z powrotem oczy i spojrzałam w sufit. Miałam sprzątać bajzel Zayna, a uciekłam z domu. Mam przejebane. Zamknęłam znowu oczy i zdenerwowana zasnęłam. Z rana obudziło mnie pukanie w drzwi.
-Co jest?-mruknęła, rozespana przyjaciółka.
-Ktoś puka do drzwi-przeciągnęłam się i zobaczyłam jak wstaje z łóżka.
-Przepraszam, że was budzę, ale muszę iść do pracy. Wrócę wieczorem, kocham cię-powiedziała jej mama, a ona cmoknęła ją w policzek i zamknęła drzwi.
Wróciła do łóżka i zamknęła oczy. Kogo ona oszukuje i tak wiem, że nie zaśnie.
-Co jemy na śniadanie?-szepnęła.
-Obojętnie. Nic mnie dzisiaj nie ucieszy.
-Dobra, nie załamujmy się. Mamy cały dzień dla siebie, a później dopiero oni.
-No to....nadal nie wiem-wstałam i skierowałam się do łazienki.
-Żeby cię kibelek nie zjadł-usłyszałam śmiech Layli.
Wykonałam poranną toaletę i usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Wyleciałam z łazienki, ale zobaczyłam, że przyjaciółka już czytała wiadomość. Podała mi niepewnie telefon.
Od:Nieznany
Pamiętaj, że dzisiaj się spotkamy. Lepiej, żebyś nie zapomniała i była punktualnie. Nie próbuj żadnych sztuczek, bo skończysz gorzej niż myślisz. Odpowiem od razu na trapiące cię pytanie. Niall spisał twój numer z telefonu twojej przyjaciółki.
-Zajebiście-mruknęłam.-Teraz nie będzie musiał wysyłać mi kartek, bo będę miała groźby w postaci wiadomości w telefonie.
-Ja nie wiedziałam, że twój też spisał.
-Przestań Layla. Idziemy na to śniadanie, zrobimy jajecznicę.
-Ok.
Zeszłam powoli po schodach na dół i skierowałam się do kuchni. Ciekawe co zrobi ojciec, gdy wrócę do domu. Może go nie będzie wieczorem? Dobrze by było. Znowu bym miała opierdol.
-Jesteś nieobecna-mruknęła cicho Layla.
-Sorka, co mówiłaś?
-Nie ważne już-westchnęła i poszła....w sumie nie wiem nawet gdzie.
Rozbiłam skorupkę jajka, patrząc jak jego zawartość wylatuje na patelnie. Dodałam trochę soli. Z jednej strony jestem wyluzowana, ale z drugiej mam dosyć tego oczekiwania na wieczór. Przełożyłam gotową jajecznicę na dwa talerze i postawiłam je na stole. Zaczęłam powoli jeść, ale zauważyłam, że Layla nadal nie przyszła. Zjadłam połowę zawartości talerza i poszłam sprawdzić co się stało.
-Layla-krzyknęłam, na co odpowiedziała mi cisza.
Weszłam do jej sypialni i zobaczyłam jak leży zawinięta w kołdrę. W ogóle się nie odzywała.
-Czemu się nie odzywałaś?
-Słabo mi-powiedziała cicho.
-Przynieś ci coś, może jakieś tabletki.
-Śniadanie wystarczy, resztę sobie wezmę.
-Ok.
Zeszłam znowu do kuchni i złapałam talerz z jajecznicą. Po drodze jeszcze sięgnęłam z szafki jakieś tabletki na grypę. Nie chciała, ale i tak jej przyniosę. Postawiłam wszystko na stoliku, a ona się tylko uśmiechnęła.
-Wiedziałam, że przyniesiesz tabletki.
-Nie będziesz musiała wstawać. Ja już idę, do wieczora.
-Nie przypominaj-jęknęła i nakryła się kołdrą.-Narka.
Założyłam swoje czarne buty i wyszłam na dwór. No to tak. Po pierwsze mam nadzieję, że nie zobaczę w domu ojca, a wieczorem może by mnie Louis przed nim obronił. Momentalnie pokiwałam głową. Co ja gadam. On sam chce mnie zabić, a to by było mu na rękę. Druga rzecz. Bajzel Zayna jest pewnie nie posprzątany, więc zaraz po przyjściu muszę to zrobić. W tym samym momencie spojrzałam na małą dziewczynkę, która jechała wprost na mnie małym rowerkiem. Złapałam za jej kierownicę i zobaczyłam jak mała poprawia kask.
-Nic ci nie jest-przykucnęłam obok niej.
-Nie, plose Pani.
-A gdzie masz mamę, sama chyba nie jeździsz?
-Ja się dopiero uce-powiedziała słodkim głosikiem, a ja się uśmiechnęłam.
Wstałam i zobaczyłam jak szczupła kobieta biegnie w naszą stronę.
-O matko, dziękuję, że pani ją zatrzymała-uśmiechnęła się, głęboko oddychając.
-Nie ma za co-oddałam uśmiech i poszłam dalej.
Zdążyłam jeszcze usłyszeć, jak dziewczynka dostaje burę, za to, że jej uciekła. Sama pamiętam, jak uczyłam się jeździć na rowerze. Oczywiście mama mi pomagała, a na końcu sama musiałam się wszystkiego uczyć. Po kilku minutach powolnego spacerowania, dotarłam do mojego domu. Wzięłam głęboki wdech po czym weszłam przez furtkę. Otwarłam niepewnie drzwi.
-Halo-powiedziałam, choć miałam na celu krzyknąć.-Już jestem.
Przeszłam wszystkie pomieszczenia, ale nie zobaczyłam nikogo. Jest. Normalnie zaraz się popłaczę ze szczęścia. Weszłam znowu do pokoju rozwalonego przez Zayna. Myślałam, że będzie gorzej.Zaczęłam sprzątać rozbite szkło i poprzestawiałam kilka rzeczy, żeby nie było widać, że nie ma wazonu. Niby się nim nie interesuje, ale i tak by mnie opieprzył. Wtedy zauważyłam sejf na kasę. Dziwne, że Zayn go nie ruszył. Wpisałam kod i wyjęłam trochę pieniędzy. Wyrzuty sumienia? Zero. Kasa mi się należy za to, co robię, a jak na razie jej nie dostaje. Zaczęłam dalej sprzątać i nawet nie wiem kiedy, zrobiła się 18:00. Poczułam gulę w gardle. Mój ojciec zaraz wróci. Poszłam do kuchni. Nie minęło dwadzieścia minut, a usłyszałam jego głos.
-Gdzie do cholery byłaś-wydarł się, a ja momentalnie stanęłam na baczność.
-U Layli-wydukałam.
Zobaczyłam jak zamyka drzwi. O cholera, ludzie pomocy. Podszedł bliżej mnie.
-Kto miał sprzątać ten syf?
Nie odpowiedziałam mu, bo byłam zszokowana tym, że te drzwi są zamknięte.
-Zadałem pytanie-krzyknął po raz kolejny.
-Ja, ja to miałam sprzątać.
-A zamiast tego wolałaś iść do przyjaciółeczki.
-Przeprasza, już posprzątałam-szepnęłam wystraszona.
-I co mnie to obchodzi. Miałaś to zrobić wcześniej. Jesteś nieużytkiem, rozumiesz? Zrobiłem błąd, że nie wywaliłem cię na zbity pysk.
-Poprawię się, zobaczysz-zaczęłam już mówić głośniej, ale nadal miałam chęć płakać.
-Za chwilę znowu wychodzę, byłem tu, bo wiedziałem, że wrócisz. Wracając do tematu. Nie słuchasz mnie, nie robisz co ci każę. Tak mi się odwdzięczasz?
-Wiem jestem najgorszą córką, ale zrobię co chcesz.
-To już nie pomoże-zobaczyłam jak sięga po nóż do szuflady.
Moje oczy przypominały dwa spodki, co on do cholery robi. Ruszyłam do drzwi i szarpnęłam za klamkę. Nadal zamknięte.
-Miejmy nadzieję, że dzisiejsze może drobne okaleczenie cię czegoś nauczy.
Zakręcił ostrzem na stole i zaczął do mnie iść. Poczułam łzy na twarzy. Z ojca zmiana na psychola? Myśl, myśl, co tu robić. Obeszłam krzesło przy stole i tak po prostu mu z niego walnęłam. Nie wiem skąd taki przypływ energii i odwagi, ale to była moja pierwsza myśl. Upadł na ziemie. Był przytomny, ale nie miał siły aby się podnieść. Znalazłam klucz i szybko włożyłam go do zamka. Nie miałam ochoty tracić czasu, więc założyłam tylko buty i wybiegłam na ulicę. Łzy zamazywały mi widok, więc nawet nie wiedziała czy biegnę jeszcze chodnikiem, czy jestem już gdzieś dalej. Wtedy usłyszałam pisk hamowania, mieszający się z krzykami i poczułam ból. Nie ból od uderzenia, ale upadku. Ktoś mnie odepchnął. Złapałam się za głowę i chciałam skulić z powodu tego bólu, ale nie mogłam, bo ta osoba na mnie leżała. Powoli otwarłam oczy. Nie, nie, nie to nie może być on. Tylko nie on.
Louis pov*
Obudziłem się z delikatnym pulsowaniem w głowie. Chciałem wstać, ale poczułem, że jestem do czegoś przypięty. Leżałem na łóżku i moje ruchy krępowały jakieś pasy. Co jest do cholery.
-O księżniczka się budzi-zobaczyłem tego cholernego policjanta.
-Spierdalaj, co ja tu robię.
-Po przyjeździe zacząłeś się szarpać i robić burdy, więc wstrzyknęli ci jakiś lek uspokajający. Spałeś całą noc.
I w tym momencie zrozumiałem. Cały mój pobyt tu i Lily to był tylko jebany sen. Skąd on mi się nagle wziął. Owszem znałem Lily, ale łączył nas tylko seks i nic więcej. Jaki zjebany ten sen jak i noc w sumie.
-Pamiętasz jak do ciebie mówiliśmy?
-Nie wiem, a co-powiedziałem, zamykając oczy.
-No, że wychodzisz dzisiaj i jesteś tu za kradzież.
-No to tak, pamiętam.
Super sen. Te zasrańce do mnie mówiły i wszystko się mieszało z sprawą Lily. Reasumując, Lily była snem, a ja dzisiaj wychodzę i nikt na mnie nie nakablował, czyli mogę, spokojnie po wyjściu iść do Mii.
-Możecie mnie odpiąć.
-Tak i nic nie próbuj robić, bo leki nadal działają.
Odpięli mi pasy i chciałem wstać, ale poczułem zmęczenie. No dobra, serio jeszcze działają. Usiadłem i czekałem aż dostanę śniadanie. Przynieśli po kilku minutach. Dwie skibki chleba, szynka i pomidor. To już we śnie miałem lepsze.
-Mogę gdzieś zadzwonić?
-Ok, zaraz dostaniesz telefon.
-Super, będą mnie podsłuchiwać-szepnąłem do siebie i wziąłem gryza kanapki.
Muszę zadzwonić do Nialla. Mam nadzieję, że oni byli u niej i ją nastraszyli. Złapałem w dłoń telefon i wystukałem numer. Odebrał dosłownie od razu.
-Siemka Niall.
-No cześć. O co chodzi?
-Dzisiaj wychodzę, wiesz, mamy jechać do Mii.
-Już im wczoraj napisałem, żeby były gotowe.
-No to co może godzina osiemnasta i po mnie wbijesz?
-Spoko, pamiętasz tą blond laskę, co z nią była?
-No, chyba jej przyjaciółka, nie.
-Tak i jest już moja.
-Zaliczyłeś?-zacząłem się śmiać.
-Nie, ale jest zaklepana.
-Zrobiliście to co wam kazałem?-spojrzałem na policjanta.
-Tak, w sumie aż perfekcyjnie. Ja się zająłem jej przyjaciółką, Zayn zrobił porządek, a Harry, Mią. Wszystko tak jak chciałeś.
-To zajebiście. Muszę kończyć.
-Narka-usłyszałem głos Nialla, a po chwili sygnał rozłączenia.
Oddałem im telefon i dokończyłem śniadanie. Cały czas mi się chce śmiać, gdy pomyślę o moim śnie. Te czułe słówka typu: kocham cię, jesteś bezpieczna. Normalnie chce mi się rzygać. To nie ja, ja w takie coś się nie bawię. Wstałem i oddałem im talerz. Mam jakieś osiem godzin aż mnie wypuszczą. Co ja mam robić?
-Nie macie czasem tu telewizora? Albo coś do roboty.
-To dopiero o czternastej.
-Ja pierdolę-zakuł mnie w kajdanki i przeprowadził z tej zasranej białej sali do zwykłej celi.
Oparłem się o kraty i czekałem aż upłynie mi czas. Co chwilę mogłem wnerwiać ochroniarza, który przechadzał się co jakiś czas po korytarzu . Gościu ma zero cierpliwości. Połowę dnia przeleżałem, a drugą spędziłem w siłowni. W końcu mogłem wyjść z tego gówna.
-Tomlinson wychodzimy.
-W końcu, tęsknić nie będę.
-Prędzej czy później znowu się spotkamy, nie martw się-wypchnął mnie na zewnątrz,a ja przyrzekam, że gdyby nie to, że zamknął drzwi i było ich tam więcej, walnąłbym mu w ryj. Rozejrzałem się, a mój wzrok padł na auto Nialla.
-Stary jak ty tam wytrzymałeś?
-Nie mów mi o tym, jeszcze mi wstrzyknęli jakiś lek, przez który spałem całą noc, a sen miałem zjebany do kwadratu.
-Rozrywkowo tam jest.
-Weź podjedź jeszcze pod naszą chatę, bo muszę się umyć i przebrać-powiedziałem, czując, że śmierdzę. W końcu byłem na siłowni, nie?
-Ok.
W ciągu dziesięciu minut byliśmy w domu, a następne dwadzieścia zajęło mi ubranie się. Postanowiliśmy przejść się pieszo. Szedłem z Niallem, śmiejąc się i rozmawiając o tym, co mnie ominęło. Najbardziej rozwaliło mnie to, że gdy wychodzili z jej domu, wleciał jakiś inny facet. Może ona serio daje dupy, jak to mówił Harry. Niall zaczął mówić coś o tej jej przyjaciółce, ale zwróciłem uwagę na co innego. Jakaś dziewczyna biegła przed siebie, nie patrząc na nic. Laska się zaraz zabije.
-Niall idź już, ja zaraz dobiegnę-powiedziałem stając, a chłopak pokiwał tylko głową i ruszył dalej.
Szedłem za nim, ale wolniej.Już miałem nie zwracać na nią uwagi, gdy zobaczyłem, że wbiega na ulicę wprost pod rozpędzone auto. Ludzie idący obok krzyczeli, ale żaden zjeb nie podbiegł, żeby ją zepchnąć. Przebiegłem pierwsze pasy i zepchnąłem ją z toru auta. Leżałem na niej trochę obolały, ja pierdolę. Podniosłem się i zobaczyłem jej twarz. Bez jaj to Mia. Gdy zobaczyła mnie, momentalnie się cofnęła. Zacząłem się śmiać, ciągnąc ją do góry. Chciała się wyszarpnąć, ale nie mogła, bo ściskałem jej nadgarstek.
-Chciało się uciec od spotkania, tak?-parsknąłem, a ona starła łzy.
-Nie, ja tylko...
-No co-powiedziałem ciągnąc ją z powrotem za rękę.
-Nic-szepnęła.
Spojrzałem w jej oczy, musiała mieć powód by płakać. Dobra Lou ogarnij się. Przez ułamek sekundy chciałem się jej spytać dlaczego płakała, ale sobie podarowałem.
-Więc jak tam, wizyta Harrego udana?-pociągnąłem ją, bo nie chciała iść.
-Nie. Oskarżył mnie, że na ciebie nakablowałam, a to nieprawda.
-Nie? Mi powiedziano co innego-udawałem wściekłego.
-Ale to nie ja. Za bardzo się was boję, żeby to zrobić, uwierz mi-znowu zaczęła łkać.
-To, że się nas boisz, zwłaszcza Harrego, wiem od kilku dni, ale mogłaś sobie pomyśleć, że policja cię obroni i co wtedy?-przeszliśmy drzwi i znaleźliśmy się w środku domu.
-No to nie ja. Co mam zrobić, żebyś mi uwierzył?-ściągnęła buty i poszła po schodach.
Niall siedział już na jej łóżku. Był wściekły. No tak, nigdzie nie widzę jej przyjaciółki.
-Gdzie Layla-syknął na nią, a Mia się momentalnie wyprostowała.
-Skąd mam wiedzieć, miała przyjść, zadzwoń sobie.
-Miała tu być razem z tobą.
-A czy Mia tu była, chciała spieprzyć-powiedziałem rozsiadając się na krześle.
-No nie chciałam...-momentalnie zamilkła, gdy na nią spojrzałem.
Bawi mnie ta cała sytuacja. Ona się mnie boi w trzy dupy. Już wiem, że za nim ją zabiję, będę miał niezły ubaw. W tej samej chwili do pokoju wleciała blondynka. Spojrzała na nas i ją zamurowało.
-Layla kochanie, gdzie miałaś być?-chłopak wstał z łóżka i zaczął iść w jej stronę.
-Ja, ja....przepraszam, to tylko kilka minut-zaczęła się jąkać, a Niall ją pociągnął i zabrał do innego pokoju.
-On jej nic nie zrobi, prawda?-usłyszałem Mię.
-Nie wiem, a czy ja ci chcę coś zrobić?-uniosłem brwi, a ona spuściła wzrok.-Jak byś chciała umrzeć, co?
Odwróciła się i na mnie spojrzała, jej wzrok-bezcenny.
-No wiesz, kulka w łeb? Nóż? A może powieszenie z kamuflażem samobójstwa?
Wzdrygnęła ramionami, a z jej oczu zaczęły lecieć łzy. Zobaczyłem, że ściąga bluzę, pod którą miała top. Znowu moją uwagę przykuło co innego. Miała siniaki na całym ciele. Nie jest mi jej za grosz żal. Zawiniła sobie to ma.
-Widzę, że ktoś już się na tobie zemścił-wskazałem brodą na fioletowe ślady.
-Tak-szepnęła.
-U mnie nie będzie bólu, jeden ruch i po wszystkim-wyszczerzyłem się do niej.-Co cię skusiło by tak postąpić?
-Z czym?-wyciągnęła bluzkę z szuflady.
-Raz podsłuchiwanie, dwa uderzenie mnie i trzy nakablowanie.
-Byłam ciekawa, broniłam się i nie zrobiłam tego-mówiła cholernie cicho, a ja nadal wyczuwałem w jej głosie nutkę strachu.
-No widzisz , a to wszystko doprowadzi do twojej śmierci Mia. Już ją widzę, super śmierć z zajebistym zakończeniem-powiedziałem, wstając i idąc do okna.
Dziewczyna znowu zaczęła płakać. Hmm jej płacz mnie bawi.
-Mogę na chwilę iść do łazienki, chcę się umyć-po raz kolejny szepnęła, a ja pokiwałem ręką, żeby poszła.
Dziewczyna weszła do łazienki, ale nie zamknęła dokładnie drzwi. Spojrzałem wyżej i zobaczyłem jej odbicie w lustrze. Pierdolony Horan ma rację, ona jest gorąca. Przygryzłem wargę, patrząc jak zdejmuje ostatnią rzecz. Cały czas tam patrzyłem. Chwila przerwy po czym znowu wyszła z kabiny. W końcu dziewczyna wróciła w samej bluzce i majtkach. Położyła się do łóżka.
-Czy ty masz zamiar iść spać?
-Nie, ale jestem zmęczona.
-Wiesz, że tu nie zostaniesz? Jedziesz ze mną.
-Nie-pokiwała głową.-Nie.
-Tak Mia, ja cię nie zostawię. Jedziesz ze mną do naszego mieszkania i tam będziesz prowadzić swój żywot dopóki cię nie zabiję.
Zobaczyłem jak ściera kolejne łzy. Zacząłem się po cichu śmiać. Co za mazgaj, jak na razie prawie cały czas ryczy.
-No to jak, jedziemy?-wstałem, machając kluczykami.
-Nie chcę. Wy mi coś zrobicie-powiedziała, krztusząc się łzami.
-Pech mała, idziemy. Zayn po nas przyjedzie, bo jestem pieszo z Niallem.
Wstała powoli z łóżka i zeszła na dół. Wyciągnąłem do niej rękę, ale jej nie wzięła. Wnerwiłem się.
-Słuchaj mała szmato. Próbuję chodź w małym stopniu być dla ciebie miły, więc to uszanuj, bo napuszczę na ciebie Harrego, a wtedy poznasz jego rozmiary-warknąłem i ją puściłem.
Pokiwała, zapłakana głową. Wyszła ze mną na zewnątrz, ale momentalnie się wyrwała, gdy zobaczyła, że Niall schodzi z Laylą na rękach. Sam się zdziwiłem, co on odwala.
-Coś ty jej zrobił?-naskoczyła na niego.
-Spierdalaj Mia, ona jest chora.
Złapałem dziewczynę za rękę i ją spoliczkowałem.
-Za co to?-potarła czerwony policzek.
-Za wtrącanie się w nie swoje sprawy. Zostaw ich. Ona jest teraz Nialla.
Pociągnąłem ją do auta i usiadłem obok. Ciort wie, co by wymyśliła, żeby uciec. Zayn jechał powoli, w ogóle się nie odzywając. Jakim cudem jest taki ruch wieczorem? Stoimy już jakieś dziesięć minut na światłach. Patrzyłem przez szybę, gdy poczułem coś na ramieniu. Mia zasypiała i osunęła się na mnie. Co ja mam niby zrobić? Spojrzałem na nią, po raz kolejny patrząc na siniaki. Może ma jakieś długi i dlatego chłopaki mówili, że widzieli jakiegoś faceta. W tym samym momencie dziewczyna całkowicie się na mnie położyła. Podniosłem rękę i położyłem ją na jej plecach. Przecież nie będę jej budził. Spojrzałem w lusterko. Zayn się głupio uśmiechał, miałem chęć mu dogadać, ale sobie podarowałem. W końcu dotarliśmy do naszego domu.
-Mia wstawaj-powiedziałem może i chłodno, ale podziałało, bo dziewczyna podniosła głowę i momentalnie oprzytomniała, gdy zobaczyła, gdzie jest.
Wyszła za mną z samochodu po czym szła powoli trawnikiem. Miała minę typu o cholera.
-Duży nie? Będziesz tu mieszkać do końca swoich dni. Później cię oprowadzę-chciała już iść dalej,ale ją złapałem.-Nie próbuj uciekać, bo ci się nie uda, a pogorszysz sprawę.
Pokiwała głową i powoli zaczęła iść w stronę drzwi, patrząc na dom.
Layla pov*
Wleciałam spóźniona do pokoju Mii i zobaczyłam blondyna, był ewidentnie zły. Nawet nie dał mi szansy się wydukać, a od razu pociągnął mnie do pokoju obok. Stanęłam zmęczona przy szafce. Normalnie bym nie przyszła, bo nie mam sił, ale za bardzo bałam się konsekwencji, żeby to zrobić.
-Czy ty nie rozumiesz zdania, bądź z Mią u niej w domu?!-warknął zły.
-Tylko kilka minut się spóźniłam, nie bądź zły.
-A skąd mam wiedzieć, że nie chciałaś się wymigać, co?-już wiem, że nie lubię złego Nialla, a może nawet nienawidzę.
-Jak bym chciała to byś mnie tu nie widział-szepnęłam i poczułam jak robi mi się ciepło.
Cholera, gorączka. Złapałam się szafki i próbowałam utrzymać. Muszę się położyć.
-Wiesz, że i tak bym cię znalazł. Mówiłem już, jesteś moja.
-Dlaczego ja? Mało jest dziewczyn na świecie.
-Bo jesteś piękna, podobasz mi się i cię kocham-powiedział powoli się odwracając.
-A to nie tylko chęć zaliczenia-parsknęłam.
-Jakbym chciał cię zaliczyć, to bym to zrobił w każdej chwili, nie patrząc na twój płacz i błaganie, rozumiesz? Bym cię zerżnął, jak jeszcze nigdy tego nie robiłem-znowu poczułam to uderzenie ciepła, a chłopak na mnie spojrzał.-Nie udawaj, że coś ci jest, bo to nie pomoże.
-Ja nie udaję-szepnęłam i w tym samym momencie zjechałabym na podłogę, gdyby chłopak mnie nie złapał.
-Jesteś rozpalona. Nie myślałem, że aż tak zareagujesz na mój widok-zaśmiał się, a ja pacnęłam go w ramię.
Spojrzałam na niego, jak zareaguje, a on tylko się uśmiechał. Położył mnie na łóżku.
-Długo się tak źle czujesz?-powiedział, siadając na brzegu łóżka.
-Od rana, wzięłam jakieś tabletki, ale mi nie pomogły.
-Ok. Ostatnio nie skończyliśmy rozmowy-położył się obok mnie.-Przytul się.
-Wiem i nie chcę.
-Layla, powiedziałem coś-syknął przez zęby aż dostałam gęsiej skórki.
Oparłam głowę o jego ramię, a on położył rękę na moich plecach. Poczułam, jak jego palce delikatnie mnie smyrają. Jak mam być szczera, to podoba mi się to.
-Opowiedz coś o sobie-powiedział, a ja westchnęłam.
-A co mam opowiadać? Mieszkam w domu z matką, ojciec co chwila jeździ gdzieś na zebrania, że go widzę raz na kilka tygodni. Jestem jedynaczką.
-Czym się interesujesz?
-Grałam w siatkówkę, ale przestałam przez kontuzję. Nie lubię o tym mówić.
-Sorka. Sportowa z ciebie dziewczyna. Ile masz lat?
-Osiemnaście.
-Mhmm pełnoletnia.
-Chce się dowiedzieć, czegoś o tobie-przerwałam mu i czekałam na jego reakcję.
-O mnie?
-Tak, ile masz lat i tak dalej-powiedziałam to niepewnie, ale i tak już pewniej niż na początku.
-Ja mam dwadzieścia lat, mieszkam z chłopakami, rodzice się ode mnie odwrócili po pierwszej kradzieży. Interesuje się piłką nożną. Wszystko to, co ja wiem o tobie.
-Mam jeszcze jedno pytanie. Czemu ja? Czemu się przyczepiłeś do mnie?
Chłopak zmarszczył czoło i przerwał tą niezręczną ciszę między nami.
-Mówię po raz kolejny. Jesteś moja, bo się w tobie zakochałem. Jesteś ładna, chyba mądra-zaśmiał się, a ja tylko cicho mruknęłam.-Tak po prostu.
-A jeśli ja cię nie kocham? Może nie jesteś w moim typie.
-To nie ma znaczenia, będę dążył, żebyś pokochała, ale na pewno cię nie zostawię-mruknął już trochę chłodniej.
-Ja mam nadal wrażenie, że chcesz mnie zaliczyć. I słowa ładna oraz mądra, zastępuje cycki i dupa.
Chłopak się przekręcił i na mnie spojrzał. Był zły, po cholerę ja zaczynałam ten temat. Patrzyłam w jego oczy.
-Co ja ci do jasnej, ciasnej mówiłem-gdyby jego oczy zabijały, już bym nie żyła.-Widzę, że serio chcesz, żebym cię przeleciał. Mam to zrobić?-pokiwałam szybko głową na nie.-Więc się pilnuj ze słowami.
-Przepraszam. Przyniesiesz mi jakąś tabletkę? Są na korytarzu w szafce.
Chłopak wyszedł, a ja głęboko odetchnęłam. Już się go tak nie boję, ale nadal źle się czuje w jego towarzystwie. Rzucił mi pudełko. Były to tabletki na gorączkę. Wzięłam jedną i popiłam sokiem, który stał przy łóżku. Ułożyłam się wygodnie na poduszce, całe moje ciało mnie parzyło. Nie mogłam uleżeć na miejscu. Niall mnie cały czas obserwował. W pewnym momencie znikł mi z pola widzenia.
-Masz, powinno trochę pomóc-położył mi na czole mokry materiał.
Poczułam jak chłodna woda, daje mi na chwile ulgę. Położyłam się na brzuchu i oparłam głowę o namoczony ręcznik. W tym samym czasie Niall podwinął mi bluzkę po czym szybko rozpiął stanik.
-Co ty robisz-spanikowana chciałam się podnieść, ale mnie przytrzymał.
-Spokojnie, nic ci nie zrobię. Mam drugi okład na plecy.
Znowu się położyłam i poczułam, jak kładzie mi ręcznik na plecy. Przestałam czuć to ciepło, ale zrobiłam się senna przez to leżenie.
-Śpij mała, śpij-szepnął mi na ucho i pocałował w jego płatek.
Przyrzekam, że gdyby nie to, że jestem słaba, walnęłabym go albo co najmniej mu się odgryzła i coś dogadała.
Layla została dodana do bohaterów :D Miłego czytania i do nn.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Fantastyczne, ciesze się, że nie skończyło się to gorzej, czekam na następny :)
OdpowiedzUsuń